Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Mariusz Haładyj prezesem NIK. Kaczyński i Tusk mówią jednym głosem

przeczytanie zajmie 4 min
Mariusz Haładyj prezesem NIK. Kaczyński i Tusk mówią jednym głosem Nowy prezes NIK Mariusz Haładyj, screen: https://www.youtube.com/watch?v=pV1MOxxsMm4

W miniony piątek Sejm powołał nowego prezesa Najwyższej Izby Kontroli, którym został Mariusz Haładyj. Były minister w rządzie PiS, zgłoszony przez koalicję rządzącą, uzyskał pełne poparcie całej izby, w tym opozycji. I bardzo dobrze.

30 sierpnia upłynęła sześcioletnia kadencja prezesa Najwyżej Izby Kontroli Mariana Banasia. Kandydatów na jego następcę zgłoszono dwóch. Grupa posłów Prawa i Sprawiedliwości wystawiła Tadeusza Dziubę, byłego wiceprezesa NIK. Mariusz Haładyj zaś został zgłoszony przez marszałka Sejmu, który skorzystał ze swojego przywileju.

Przesłuchanie bez precedensu

Zanim jednak doszło do głosowania nad tymi kandydaturami, w poniedziałek 8 września odbyło się bezprecedensowe przesłuchanie publiczne. Obaj panowie zostali przedstawieni opinii publicznej; na przesłuchanie mógł zgłosić się każdy obywatel, a także każda organizacja.

Takie przesłuchanie kandydatów na prezesa NIK zorganizowano po raz pierwszy w historii. Zarówno Mariusz Haładyj, jak i Tadeusz Dziuba przygotowali prezentacje, w których przedstawili, jak widzą swoją potencjalną kadencję – jakie zmiany chcą wprowadzić i jakie widzą pola rozwoju dla Najwyższej Izby Kontroli.

Już wówczas dość wyraźna stała się różnica między oboma kandydatami. Tadeusz Dziuba proponował zwiększenie wpływu i kontroli Sejmu nad NIK oraz wzmocnienie kompetencji prezesa i wiceprezesów wewnątrz samego organu. Mariusz Haładyj z kolei przedstawił dziesięciopunktową wizję rozwoju Najwyższej Izby Kontroli. Nie zawarł w niej zmian natury prawnej, lecz pokazywał, jak chce zarządzać NIK-iem.

Owe różnice nie są jednak najważniejsze. Kluczowy jest fakt, że zrobiono duży krok w stronę jawności w polskiej przestrzeni publicznej. Każdy obywatel, który chciał przyjść i zadać pytanie dowolnemu z kandydatów, mógł to zrobić. Całość była również transmitowana i to nie tylko na kanałach sejmowych.

To sukces organizatorów, czyli przede wszystkim Szymona Hołowni i jego kancelarii. Obywatele mają prawo wiedzieć, kto jest wybierany na jakie stanowisko. Mają także prawo zadawać pytania osobom kandydującym na kluczowe stanowiska w państwie.

Walkower

Zaraz po przedstawieniu kandydatury Tadeusza Dziuby przed niższą izbą polskiego parlamentu na mównicę wyszedł prezes PiS i w krótkich, żołnierskich słowach wycofał tę kandydaturę. Jarosław Kaczyński powiedział, że po dłuższej naradzie Dziuba upoważnił go do tego działania.

Mariusz Haładyj pozostał więc bez kontrkandydata. Był to zatem walkower – wynik wyniósł 421 do 10. Dotychczasowy prezes Prokuratorii Generalnej został poparty przez całą koalicję rządzącą, a także Prawo i Sprawiedliwość oraz większość posłów Konfederacji.

Zarówno sejmowa większość, jak i opozycja jednomyślnie stwierdziły, że Mariusz Haładyj jest godny zaufania parlamentu i może objąć funkcję prezesa NIK. Ponadpartyjne porozumienie to coś wartego zauważenia i docenienia. Rzadko mamy do czynienia z tak jednogłośnym stanowiskiem parlamentu, niezależnie od przynależności politycznej. Nie powinno nas to jednak zaskakiwać, biorąc pod uwagę dotychczasową drogę Haładyja.

Państwowiec, nie polityk

Na poniedziałkowym przesłuchaniu, jak również przed piątkowym głosowaniem, istotnym argumentem przemawiającym za kandydaturą Mariusza Haładyja była jego kariera w różnych ministerstwach za czasów rozmaitych rządów. Od 2012 do 2019 roku pełnił funkcję wiceszefa w Ministerstwie Gospodarki, przekształconym później w Ministerstwo Rozwoju, a następnie w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii.

Te siedem lat to praca dla czterech różnych rządów, czterech różnych premierów pochodzących z dwóch formacji najbardziej zwalczających się na polskiej scenie politycznej – od drugiego Donalda Tuska do pierwszego gabinetu Mateusza Morawieckiego.

Dodatkowo w 2019 roku został prezesem Prokuratorii Generalnej i pełnił tę funkcję do teraz. To chyba samo za siebie mówi, że Haładyj nie jest ani wyłącznie człowiekiem PiS, ani Platformy.

Jako wiceminister był jednym z odpowiedzialnych za zmiany w systemie legislacyjnym i za ujawnianie tego procesu – dokładniej za wdrożenie nowego systemu Oceny Skutków Regulacji i mechanizmów konsultacji publicznych. Prokuratoria Generalna pod jego zarządem wygrywa ponad 90% spraw, chroniąc majątek podatników rzekomo o wartości 85 mld zł rocznie (sic!).

Topór wojny zakopany na chwilę

Nie dziwi zatem, że Haładyj został powołany na prezesa NIK. Zastanawiające jest natomiast, dlaczego nie możemy częściej osiągać takich porozumień.

Prezes Haładyj nie jest jedynym dotychczasowym urzędnikiem o myśleniu propaństwowym. Zakładam również, że nie jest jedynym, który uzyskałby spokojnie poparcie obu stron sporu politycznego. Zostawiając na boku kompetencje Mariusza Haładyja, wydaje mi się, że możliwe jest znalezienie świetnych fachowców na stanowiska kierownicze kluczowych organów państwa.

W niedawnym tekście na portalu Klubu Jagiellońskiego Piotr Trudnowski apelował do klasy politycznej o częstsze działania depolaryzacyjne. Pisał to na kanwie solidarności klasy politycznej wobec narracji kierowanej do przestrzeni publicznej w związku z naruszeniem polskiego nieba przez drony rosyjskie. Zwracał uwagę, że spór, choć konieczny, musi być prowadzony w sposób cywilizowany.

Kluczowe w tej historii nie jest to, że powołano akurat Mariusza Haładyja, lecz to, że prezes NIK został wybrany wbrew polaryzacyjnej logice.

Podczas swojego wystąpienia na przesłuchaniu nowo wybrany prezes NIK powiedział, że państwo jest tak silne, jak silne są jego instytucje. Ciężko się z tym nie zgodzić. Siłę instytucji buduje się jednak nie w ogniu polaryzacyjnej nawalanki, lecz w ogniu zaciętego, lecz cywilizowanego sporu – czasem także kompromisów.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.