Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

„Prowadź mnie światło” – część czwarta. Światło Sumienia

„Prowadź mnie światło” – część czwarta. Światło Sumienia J.H. Newman; źródło: wikimedia commons; Public Domain

Sumienie ma prawa, ponieważ ma obowiązki. Wielkość i zakres jednych jest uzależniona od rozmiaru drugich. Sumienie jest w człowieku tym, czym papież w Kościele Katolickim. Jest nieomylne, o ile pozostaje i trzyma się przeznaczonych sobie granic. O ile jest wykształcone na namiestnika, a nie na władcę absolutnego.

Jest to czwarty tekst z cyklu poświęconemu postaci św. kardynała Johna Henry’ego Newmana, ogłoszonego niedawno przez papieża Leona XIV doktorem Kościoła. Link do pierwszego z tekstów znajdziecie tutaj. Do drugiego – tutaj. Do trzeciego zaś – tu.

Jeżeli kiedyś powstanie – a powstać bez wątpienia powinna – historia angielskiego katolicyzmu, to nie wyobrażam sobie dla niej lepszego tytułu niż „Sumienie i żart”. W tych dwóch słowach, od katowskiego miecza spadającego na szyję Tomasza More po ostrze stalówki G. K. Chestertona kilkaset lat później zawiera się cały fenomen tej formacji.

Bo angielski katolicyzm ma swój Geniusz. Moglibyśmy powiedzieć, że ma swojego Demona – w takim sensie tego słowa, w jakim sokratejski „daimonion” towarzyszył swemu podopiecznemu, nigdy niczego wprost mu nie nakazując, ale często i gęsto zabraniając. Bez babrania się w zbędnych kontrowersjach pozostańmy przy tym, że angielscy katolicy – poza osobistymi – mają też wyższej rangi Anioła, roztaczającego opiekę nad nimi wszystkimi. I jednym ciągiem szepcze on do uszu wielkich wyspiarskich wyznawców i konwertytów dowcipy i nakazy.

Pierwotny namiestnik Chrystusa

Sumienie i żart – ten duet zagrał razem już w historii św. Tomasza. Bo to głos sumienia zaprowadził go przecież na szafot. To wyczulenie na cichy, ale nie do pomylenia z żadnym innym komunikat: „Nie, tego ci nie wolno”. Ale też wysiłek włożony w uzyskanie pewności co do jego Nadawcy. Odróżnienie tego głosu od własnych uprzedzeń i sentymentów. Upewnienie się, że to mówi Sumienie: pierwotny namiestnik Chrystusa, prorok w swoich doniesieniach, monarcha w swej stanowczości, kapłan w swoich błogosławieństwach i klątwach.

Prawdziwe Sumienie, a nie jego marna podróbka, którą dzisiaj nazywa się tym samym słowem, a jest niczym innym jak egoistyczną samo – wolą. Ma się ona do Sumienia jak karzeł do olbrzyma, albo raczej – katatonik do proroka. To szum podobny do tego, jakie wydaje z siebie rozstrojone radio, zagłuszający grająca w nas od urodzenia melodię boskiego nakazu.

Nagabywany coraz mocniej przez dostojników królewskich, by wreszcie opowiedział się jasno w sprawie legalności małżeństwa Henryka VIII z Anną Boleyn, Tomasz stwierdził, że musi wpierw skonsultować się ze swoimi doradcami. „Jakimi znowu doradcami” – urzędnicy króla wznieśli oczy do nieba. „Jak to jakimi? Świętym Augustynem, świętym Tomaszem z Akwinu, świętym Bonawenturą. I jeszcze kilkoma innymi”.

Wiedział doskonale, że od wyników tej konsultacji będzie zależało jego życie. I nie miał w sobie „genu męczennika”, w rozmowach i listach pisanych do córki wspomina o tym nader często. Ale zdawał też sobie sprawę, że jeżeli postąpi wbrew – wycyzelowanemu dzięki pomocy rady konsultacyjnej Doktorów Kościoła – głosowi Sumienia, straci coś więcej niż życie. A o jego zachowanie prosiło go pół Anglii, łącznie z całą jego rodziną.

I mimo to, w drodze na spotkanie z katem, nie opuszczał go dobry nastrój. Posłuszeństwo Sumieniu, które jak widać może stanąć w kontrze do całego świata, jest źródłem najgłębszej wolności, jakiej tylko może doświadczyć człowiek. Jak Scypion, podczas swojego snu, unosi się on wówczas na skrzydłach Sumienia nad światem, widzi rzeczywistość w jej właściwych proporcjach.

Henryk VIII staje się tylko nieszczęśliwym więźniem własnych chuci i ambicji, współobywatele – niewolnikami lęku, zaszczyty i honory zaś jakich dostępował przez całe życie czymś tak małym i nieistotnym, że w ogóle niedostrzegalnym z tej wysokości. Ten, kogo prowadzi Sumienie może nawet dowcipkować z katem, prosić go by pozwolił skazańcowi podwinąć brodę („ostatecznie w niczym nie uchybiła ona królowi”) i żeby podał mu rękę i pomógł wspiąć się na szafot, a w drodze powrotnej już jakoś sam sobie poradzi.

Podszept anielski

Wobec św. Tomasza wysunięto zarzut podzielonej lojalności. Nie można być rzekomo jednocześnie poddanym króla i papieża, dobrym obywatelem i prawowiernym katolikiem. Powtarzano go potem przez wiele wieków wobec współwyznawców Tomasza Morusa. A z pełną mocą „fobia podzielonej lojalności” wybuchła w 1870 roku, kiedy to na Soborze Watykańskim I przyjęty został dogmat o nieomylności papieża.

Przez nie-katolików zostało to odebrane jako de facto deklaracja nielojalności (czy raczej – zobowiązania do niej) obywateli królestwa brytyjskiego wyznania katolickiego. Sądzono, że wszystko, co od tej pory powie papież katolicy zmuszeni będą myśleć, a co głowa Kościoła nakaże – zobowiązani będą wykonać. Nawet jeśli to pierwsze okaże się oczywistą bzdurą, a drugie – jawną zdradą.

John Henry Newman miał umiarkowanie entuzjastyczny stosunek do nowego dogmatu. Nie dlatego, że nie uważał, iż papieska nieomylność nie jest stałym i niezmiennym elementem nauczania Kościoła. Tego akurat był pewien. Zbyt dobrze znał Anglię, żeby nie wiedzieć jakie reakcje wywoła w niej dogmat o nieomylności. Jak skutecznie wyrwane ze snu i postawione na baczność zostaną wszystkie antykatolickie przesądy.

W odpowiedzi na nie pisze Newman List do księcia Norfolk, szerzej znany jako O Sumieniu. Tekst kończący się jednym z najlepszych bon – motów w historii Kościoła: „Gdybym miał sprowadzić religię do toastów po obiedzie (choć z pewnością nie o to chodzi), wypiłbym, rzecz jasna, za Papieża, ale, jeśli można, jednak najpierw za Sumienie, a za Papieża później”.

Jestem prawie pewien, że ta – nieprzystająca w tonie do poważnej i rzeczowej polemiki – konkluzja wywodu, to jeden z podszeptów anielskich wspomnianego wyżej Stróża dowcipu i sumienia.

Serum na „turbopapiestwo”

To, co Newman pisał wtedy do zaniepokojonych innowierców, powinni dzisiaj wziąć sobie do serca sami katolicy. To my sami jesteśmy obecnie właściwymi adresatami Listu do księcia Norfolk. Zastrzyku z serum na wirus „turbopapiestwa”. Przekonania, że we wszystkim co mówi i robi papież, posługuje się jego ustami Duch Święty. Że jest on władcą absolutnym, a tradycja i dogmaty miękną w blasku jego potęgi i pozwalają lepić z siebie dowolnie fantazyjne kształty.

Ojciec Święty jest raczej „monarchą konstytucyjnym”; jego władza jest ograniczona przez Objawienie i Tradycję. Nieomylność może być rozumiana tylko jako egzekwowanie i potwierdzanie stałych i niezmiennych prawd wiary. Każda papieska „samo-wola”, każde naruszenie granic jego władzy byłoby – pisze Newman – „podcinaniem gałęzi na jakiej siedzi”. I nie jest to tylko osobiste przekonanie angielskiego konwertyty: przywołuje on kilka głosów ze zgodnego chóru rozbrzmiewającego w tej sprawie.

Kardynał Turrecramata: „Aby wiedzieć, w których wypadkach należy być mu [papieżowi] posłusznym, a w których nie powiedziane jest w Dziejach Apostolskich: Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi – wobec tego, gdyby papież rozkazał cokolwiek wbrew Pismu Świętemu lub Prawdom Wiary, lub Sakramentom, lub nakazom naturalnego czy boskiego prawa, nie jesteśmy mu winni posłuszeństwa, takie nakazy należy pominąć”.

Św. Robert Bellarmin: „Po to, by sprzeciwić się i bronić siebie samego nie potrzeba żadnego autorytetu. Ponieważ sprzeciwianie się papieżowi, jeśli zagraża on danemu człowiekowi, jest zgodne z prawem, tak samo legalny jest sprzeciw w wypadku, gdyby zagrażał on duszy (…) i o wiele bardziej, gdyby usiłował zniszczyć Kościół. Jest zgodne z prawem, aby sprzeciwić się mu, przez niewykonanie tego, co nakazuje i powstrzymanie wykonania jego woli”.

Abp Kenrick: „Jego władza była mu dana, aby miał wpływ budujący, a nie niszczący. Jeśli używa on jej z miłości do dominacji, rzadko kiedy napotka posłuszną mu ludność”.

Spisek przeciwko Sumieniu

Głosem, który może wezwać, zobowiązać do nieposłuszeństwa względem wszystkich ziemskich władz i zwierzchności, nawet wobec namiestnika Chrystusa, może być tylko – określone przez Newmana mianem „PIERWOTNEGO namiestnika Chrystusa” – Sumienie.

A im większa władza, im dalsze prerogatywy, tym ważniejsze staje się byśmy mieli pewność komu je przekazujemy. Nie jest ono ani „dalekowzrocznym egoizmem”, ani „pragnieniem bycia konsekwentnym wobec samego siebie”. Sumienie jest posłańcem, boskim głosem w nas samych. W żadnym przypadku nie znosi władzy innych Jego reprezentantów – nie może służyć do podważania wiecznych prawd ani dogmatów, jeżeli tylko zaczyna się do tego przymierzać, możemy być pewni, że to nie ono, ale inny głos, głos kogo innego, zaczyna nami kierować.

Sumienie ma prawa, ponieważ ma obowiązki. Wielkość i zakres jednych jest uzależniona od rozmiaru drugich. Sumienie jest w człowieku tym, czym papież w Kościele Katolickim. Jest nieomylne, o ile pozostaje i trzyma się przeznaczonych sobie granic. O ile jest wykształcone na namiestnika, a nie na władcę absolutnego. Jego przeciwieństwem jest to, co dzisiaj rozumiemy pod tym słowem: prawo do myślenia, mówienia, pisania i działania zgodnie z własnym osądem i nastrojem, bez jakiejkolwiek myśli o Bogu.

„Przez całe moje życie – pisze Newman – toczyła się zacięta walka, powiedziałbym nawet zmowa, przeciw prawom sumienia, jak je opisałem. Literatura i nauka zrzeszały się, by je zdławić. Dostojne budowle zostały wzniesione jak fortece przeciw temu duchowemu, niewidzialnemu wpływowi, który jest zbyt subtelny dla nauki i zbyt głęboki dla literatury”.

Spisek przeciwko Sumieniu przebiegał dwutorowo. Z jednej strony podważano istnienie trwałych i niezmiennych prawd, które dla Sumienia są tym, czym osełka dla noża, albo powietrze dla ognia. Pomaga mu pozostać czujnym, ostrym i wyraźnym. A z drugiej – zaczęto negować istnienie wolnej woli.

Głosy jakie rozbrzmiewają w naszym wnętrzu zostały ustawione w jednym szeregu i niejako zakneblowane regułami psychoanalizy, ewolucji, społecznych uwarunkowań. A Sumienie, żeby żyć i działać zgodnie ze swoją naturą potrzebuje obu tych komponentów – wolności i prawa. Spisek przeciwko Sumieniu był tylko pierwszym krokiem, ale też warunkiem koniecznym, dla przeprowadzenia spisku generalnego – przeciwko człowiekowi.

Tym bardziej, na pohybel spiskowcom, pierwszy toast zawsze za Nie. Twoje zdrowie, Sumienie!

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.