Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Prezydent Karol Nawrocki został przyjęty do rodziny MAGA. I bardzo dobrze

Prezydent Karol Nawrocki został przyjęty do rodziny MAGA. I bardzo dobrze Prezydent Polski Karol Nawrocki podczas spotkania z prezydentem USA Donaldem Trumpem; źródło: Biały Dom

Wizyta prezydenta Karola Nawrockiego w Białym Domu pokazała nową jakość w relacjach polsko-amerykańskich. Polska prawica zyskała wyjątkową szansę na wejście do bliskiego kręgu sojuszników ruchu MAGA. Ale każda taka szansa niesie ze sobą także ryzyko – największym jest utrata własnej tożsamości i próba stania się „MAGA Polską”.

Wizyta Karola Nawrockiego w Białym Domu odzwierciedla priorytety Kancelarii Prezydenta – kierunek transatlantycki będzie dla prezydenta niezwykle ważny. Jednocześnie z zarówno oprawy samej wizyty jak i z relacji amerykańskiej administracji można wyczytać coś więcej – pewną wzajemność, która zwiastuje, że w tym rozdaniu politycznym relacje polsko-amerykańskie mogą być dobre, złożone i być może najbardziej dwustronne w historii.

Tę wyczuwalną bliskość można zdefiniować na dwóch komplementarnych poziomach. Po pierwsze, intelektualne zaplecze obecnej administracji dostrzega strategiczną potrzebę budowania koalicji zachodnich państw nieliberalnych i chce rzucić wyzwanie bezalternatywnemu dotąd językowi i porządkowi norm w stosunkach międzynarodowych narzuconym – jak sami określają – przez postnarodową, globalistyczną Lewicę.

Po drugie pomiędzy nowymi prezydentami Polski i Stanów Zjednoczonych pojawiło się porozumienie wynikające ze wspólnoty losów i specyficznej dynamiki politycznej, która połączyła ich mocniej, niż można by sądzić. Obaj musieli się przecież zmagać i nadal zmagają się ze znaczącą presją przeciwników politycznych i sporej części społeczeństwa. Oba te warunki tworzą unikalną koniunkturę w relacjach głów państw.

Narodowa międzynarodówka

Na arenie międzynarodowej trudno działać w pojedynkę, nawet Stanom Zjednoczonym. Nathan Levine z Heritage Foundation w tekście Toward a Nationalist Internationalism przekonuje, że aby skutecznie realizować politykę krajową, trzeba przeciwstawić się instytucjonalnej przewadze globalnej lewicy. Może ona bowiem blokować działania administracji USA, choćby poprzez narzucanie języka i wypaczanie konserwatywnej agendy.

Do takiej walki należy jednak stanąć wraz z narodową międzynarodówką – państwami myślącymi podobnie. Stratedzy obecnej administracji rozumieją to dobrze, dlatego poza językiem interesów, tworzą również perspektywy trwalszych relacji międzynarodowych –mówią językiem wspólnych wartości. Jednak zarówno język, jak i wartości, na które kładzie nacisk nowy establishment amerykański jest zgoła inny, niż ten do którego jesteśmy przyzwyczajeni na dotychczasowych szczytach transatlantyckich.

W dokumencie The Need for Civilizational Allies in Europe, który można nazwać manifestem ideowym, opublikowanym przez Departament Stanu (zgodnie z duchem czasu opublikowanym na… substacku Departamentu) Samuel Samson, starszy doradca w DoS i jeden z ideowych liderów młodego pokolenia amerykańskich konserwatystów, wskazuje na naturę fundamentalnej więzi łączącej Europę z Ameryką.

Są to wspólna kultura, wiara, przywiązanie do więzi rodzinnych i historyczne wsparcie okazywane w chwilach wyzwań. A nade wszystko zaś, wspólnie dziedzictwo cywilizacyjne, które opiera się na prawie naturalnym, cnocie i suwerenności narodów, a płynie wprost z Rzymu, Aten i kanalizuje się w chrześcijaństwie. Taki aksjologiczny wstęp mógłby zapewne zdobić najnowszy program Prawa i Sprawiedliwości, a wydaje się nie do zaakceptowania w funkcjonalnie przecież centrowej Platformie Obywatelskiej, jeśli sięgnąć do przeszłości bliższej niż Deklaracja Krakowska z 2003 roku.

Europa tymczasem en masse odsuwa się od swojego dziedzictwa i zaprzecza mu – dlatego właśnie europejski mainstream polityczny musi się liczyć z krytyką, jaką skierował wobec niej choćby wiceprezydent Vance na Konferencji Monachijskiej, przypominając europejskim przywódcom fundamentalne wartości. W ten sposób, na kontrze, definiuje on nowy język ładu międzynarodowego i restytuuje wartości, które mają w rozumieniu Stanów Zjednoczonych stanowić o wspólnocie Zachodu.

Jednak taki pozytywny język wartości funkcjonuje równolegle do kryterium negatywnego. Doświadczenie polityczne obozu politycznego Trumpa drugim filarem strategii międzynarodowej każe ustanowić wroga – wspominaną globalną lewicę, międzynarodowy liberalno-lewicowy ład.

Tak rozumiany przeciwnik to nie tylko konkretne rządy, ale i organizacje międzynarodowe, organizacje pozarządowe czy media, które spaja język liberalnie rozumianych praw człowieka, wrogość wobec państwa narodowego i globalistyczna solidarność. Dlatego Stany Zjednoczone poszukują sojuszników, którzy nie tylko podążają tym samym kursem ideowym, ale są również wiarygodne poprzez konflikt z tym samym wrogiem.

Co było problemem na prawicy, jest dziś atutem

Niezwykle odwraca się tutaj polityczne szczęście polskiej prawicy, która spędziła ostatnie dziesięciolecie na – w większości przecież jałowym – konflikcie ze strukturami europejskimi o liberalnie pojętą praworządność. Nagle ciężar wizerunkowy kłopotów z praworządnością u amerykańskiego hegemona okazuje się wartą docenienia kartą zmagań z potężniejszym liberalnym przeciwnikiem.

Karol Nawrocki, który ze swoją biografią i narracją, jest wiarygodnym przedstawicielem prawicy, staje się więc bardzo naturalnie namaszczony na sojusznika, chętnego do tanga na arenie międzynarodowej. We wspominanym już tekście o narodowej międzynarodówce Levine, przytacza kampanię wyborczą Karola Nawrockiego jako przykład skutecznego wsparcia udzielonego przez amerykańską administrację pokrewnym ideowo siłom politycznym w Europie.

W innym tekście The West Is Finally Realizing the Ancient Truth That Open Borders Kill Nations, opublikowanym przez Kristen Ziccarelli, starszą analityk polityczną z America First Policy Institute, drugiego filaru think-tankowego Białego Domu, definiuje ona podobnie rolę Nawrockiego. Pisze tam, że zwycięstwo Karola Nawrockiego „konserwatywnego historyka i obrońcy dziedzictwa narodowego” wstrząsnęło „globalistycznym ruchem” w Europie.

Karol Nawrocki jako konserwatywny polityczny lider nie tylko ma mozliwość skorzystania z politycznego narzędzia jakim są intelektualne ramy współpracy narodowej międzynarodówki.  Nasz prezydent może liczyć na coś więcej. On już jest w nie wyraźnie wpisany.

Polityczna przyjaźń

Ważniejsza zapewne niż intelektualny namysł, który w polityce bywa przecież nierzadko li tylko racjonalizacją, jest realna dynamika polityczna. Donald Trump postawił jednoznacznie na Karola Nawrockiego.

„Wygrasz” – powiedział w maju wówczas jeszcze kandydatowi na prezydenta, którego zwycięstwo było dalekie od oczywistego. To przekonanie o osobistym wsparciu pozostanie już elementem konstytutywnym relacji obu prezydentów, wystarczy wspomnieć planszę ze wspólnym zdjęciem, które Trump przekazał Nawrockiemu podczas ostatniego, już oficjalnego spotkania w Waszyngtonie.

Administracja amerykańska – niemal wzorem otwartych deklaracji poparcia składanych przez sojuszników z europejskich frakcji – wysyłała dalsze sygnały. Tuż przed drugą turą wyborów, na CPAC w Rzeszowie, sekretarz bezpieczeństwa narodowego i być może najważniejsza kobieta w amerykańskiej polityce, Kristi Noem, poparła Nawrockiego niezwykle jednoznacznie – do tego stopnia, że z zaskoczeniem tę wypowiedź przyjęli sami słuchający wystąpienia Amerykanie, którzy zastanawiali się, czy Noem nie będzie miała z racji tak zdecydowanego głosu problemów przed Kongresem.

Sercem argumentacji Noem było pokrewieństwo ideowe między Karolem Nawrockim a obecną amerykańską administracją. „Karol musi zostać następnym prezydentem Polski (…) Jeśli wybierzecie lidera, który będzie współpracował z Donaldem J. Trumpem, Polacy będą mieli silnego sojusznika, który zapewni wam zdolność do walki z wrogami, którzy nie podzielają waszych wartości”.

Aby uzupełnić znany schemat, drugim filarem takiej narracji jest wspólny antagonista – światowy liberalny mainstream polityczny. Mówił o tym na tym samym wydarzeniu Matt Schlapp, czyli szef American Conservative Union i tym samym – prezes CPAC, konferencji o fundamentalnym znaczeniu dla ruchów konserwatywnych w Ameryce: „To ważne, żebyśmy zrozumieli, że jeśli jeden z nas jest atakowany, pozostali muszą przyjść mu w obronie. Globaliści chcą każdego z nas po kolei wyeliminować”.

Nawrocki – oczko w głowie ruchu MAGA?

Kluczem do zrozumienia politycznej więzi, która utworzyła się na skutek tej politycznej gry, nie jest sam fakt poparcia Nawrockiego przez amerykańską administrację. To strategiczne działanie polityczne, oparte na intuicji i szerszej strategii. Tym co wynosi tę relację na nowy poziom, jest jednak sukces.

Wielu ideowych sojuszników obecnej amerykańskiej administracji przepadło. Kanadyjscy konserwatyści przegrali pomimo długo utrzymującej się wyraźnej przewagi w sondażach. Australijska konserwatywna koalicja została pokonana przez – zdawało się skompromitowaną – Partę Pracy. W rumuńskich wyborach względny faworyt George Simion, który otwarcie odwoływał się do retoryki Donalda Trumpa, przegrał wybory z liberalnym burmistrzem Bukaresztu.

Po wygranych przez Karola Nawrockiego wyborach Trump mógł za to napisać: „Wspaniałe zwycięstwo Karola Nawrockiego w Polsce. Będzie świetnym prezydentem!”. W końcu to zwycięstwo nie tylko Nawrockiego i popierających go wyborców. To również w końcu ziszczona nadzieja amerykańskiej administracji na nowego sojusznika.

Polska zastąpi Rosję dla amerykańskich konserwatystów?

Wiele miejsca poświęca się w polskiej polityce na narzekanie na naszą narodową tendencję do preferowania symbolicznych gestów i politycznego sztafażu nad realne interesy. Jesteśmy podobno skłonni wymienić realne korzyści za zdjęcie, poklepanie po plecach czy uścisk dłoni, który drogo można sprzedać tylko w dynamice kampanii wyborczej.

Tymczasem okazuje się, że w tej sytuacji obie strony mają wobec siebie pewne długi w wirtualnej walucie, niewymienialnej poza krajową grą polityczną. Również amerykańska administracja – jeśli chce utrzymać wartość sukcesu – będzie chciała zadbać, docenić i podnieść rangę swojego politycznego sojusznika.

Taki mentalny zwrot ku Polsce ma zresztą swoje wyraźne odbicie na wielu polach. W Waszyngtonie w środowiskach konserwatywnych można było przy okazji wizyty prezydenta Nawrockiego usłyszeć peany o Polsce – bezpiecznej, przywiązanej do rodziny, religijnej. Wiernej cywilizacyjnej tradycji, która łączy Zachód. Wizja to niewątpliwie wyidealizowana, ale jak mogliby powiedzieć wychowani w kupieckiej kulturze Amerykanie: „Never interrupt when your client is buying”.

Otwiera się tutaj jeszcze jedna przestrzeń, realna szansa, która przez lata była marzeniem wielu konserwatywnych polityków i komentatorów. Dla wielu zwykłych Amerykanów, czerpiących obficie wiedzę o Europie z mediów społecznościowych, to Rosja stała się podstawowym punktem odniesienia, gdy idzie o konserwatywne społeczeństwo i wartości. Nie trzeba chyba wciąż w Polsce nikogo przekonywać, jak gorzko nieprawdziwy jest to obraz, wykreowany zręcznie przez rosyjską propagandę.

Tymczasem w narracjach popularnych influencerów z ruchu MAGA zupełnie organicznie tę rolę bardziej tradycyjnego kontrapunktu do liberalnej Europy Zachodniej powoli zaczyna odgrywać Polska. Jeśli jesteśmy w ten sposób w stanie odebrać Rosji nieco cynicznie zdobytego kapitał symboliczny, poprawiając swoją własną pozycję, gra jest warta świeczki.

Musimy wykorzystać szansę

W polityce nie ma zwykle prostych rozwiązań złożonych problemów. Żaden argument nie jest ostateczny. Ale jeśli do arsenału argumentów, którymi Polska broni swojej pozycji sojuszniczej, dochodzi nowy, który być może czulej dotyka wrażliwej części duszy niż chłodne fakty o wysokich wydatkach na zbrojenia, dobrze z niego skorzystać.

Polska prawica, z prezydentem Karolem Nawrockim na czele, ma szansę i nadzwyczaj wiele narzędzi, żeby zapewnić sobie wyjątkowe karty w partnerskich rozmowach z Ameryką. Mimo bardzo dobrych stosunków, nie są one przecież pozbawione historycznych wyzwań, związanych z oczywistą rekonfiguracją światowego porządku bezpieczeństwa.

Największe zagrożenie to utrata podmiotowości — kolejny przykład kseromodernizacji, tym razem w wersji odwrotnej: odrzucenie własnej tożsamości i próba stworzenia „MAGA Polska”. Taki prezent polscy konserwatyści mogą zrobić sobie tylko sami, bo Amerykanie oczekują od partnerów nie tylko współpracy, lecz także charakteru.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.