RCB krzyczy albo milczy. Jak naprawić system ostrzegania?
Zdjęcie domu, na który spadł dron. Wyryki, woj. lubelskie. Źródło: https://youtu.be/YqKwQ-U-8IQ
Nie zdaliśmy egzaminu z komunikacji państwo-obywatele w zakresie zagrożeń wojny hybrydowej. Nasz system ostrzegania zawiódł. Wymaga natychmiastowej naprawy i rozszerzenia – na szczęście nie powinno być to przesadnie trudne.
W środę, w godzinach porannych obywatele polscy otrzymali powiadomienia z Rządowego Centrum Ostrzegania nakazujące informować służby o dronach lub miejscach ich upadku. SMS-y zostały wysłane wiele godzin po naruszeniu przestrzeni powietrznej Polski, gdy realnego niebezpieczeństwa już nie było.
Spóźniona komunikacja
W pierwszych godzinach rosyjskiego ataku państwowe systemy ostrzegania milczały. Brak komunikatów ze strony rządu i instytucji publicznych odpowiadających za zapewnienie bezpieczeństwa obywateli sprawił, że jedyne informacje o naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej napływały z ukraińskich źródeł. Dopiero później były one potwierdzane przez polski rząd.
Oficjalny komunikat Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych (DO RSZ) na platformie X został opublikowany o godzinie 3.48 w nocy. Pierwsze informacje w Telewizji Publicznej pojawiły się o 5.26, a więc ponad półtorej godziny później.
Alerty RCB zostały rozesłane dopiero w godzinach, w których wielu ludzi już było w pracy. Komunikat o rozsyłanych SMS-ach ukazał się o godzinie 7.11, a wiele z nich dotarło do obywateli dopiero po ósmej.
MSWiA nie ostrzegało, bo bało się paniki
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji przez wiele godzin milczało. Syreny alarmowe również, choć ich aktywność była najbardziej wskazana w tym czasie. Argumentem rzeczniczki MSWiA Karoliny Gałeckiej przeciwko natychmiastowemu ostrzeganiu mieszkańców wschodniej Polski był… strach przed wywołaniem paniki.
„Zawsze komunikat RCB jest wydawany i decyzja o wysłaniu takiego komunikatu do mieszkańców w sytuacji kiedy mamy zagrożenie […] życia i zdrowia. Proszę sobie wyobrazić, że wysyłamy komunikaty, czy RCB wysyła komunikat do mieszkańca o godzinie 2-3 w nocy. Czy pan się zastanowił, jaka mogłaby być reakcja połowy społeczeństwa, gdzie nie było konieczności ucieczki, ewakuacji, wychodzenia z domu? Ja myślę, że taki komunikat u części mieszkańców obywateli Polski spowodowałby kompletną panikę i reakcję na wyrost pod wpływem emocji. Jest to rzecz naturalna, jesteśmy ludźmi, reagujemy emocjonalnie. Szczerze mówiąc, gdybym dostała jako obywatel taką wiadomość, to pomyślałabym, że muszę pakować dzieci, brać samochód i uciekać z kraju” — mówiła Karolina Gałecka na konferencji prasowej.
Słowa rzeczniczki MSWiA o braku zagrożenia życia i zdrowia są absurdalne. Mieszkańcy domu w Wyrykach, w który uderzył dron, przyznali w wywiadzie dla TVN24, że otarli się o śmierć. Ich sypialnia została całkowicie zniszczona. Wyszli z niej 10-15 minut przed uderzeniem. Do wydarzenia doszło około 6.30, a więc przed wysłaniem alertów RCB.
Sytuacja zagrożenia życia, do której doszło wczoraj w województwie lubelskim, jasno dowodzi, że państwo powinno z najwyższą starannością informować obywateli o niebezpieczeństwie.
RCB krzyczy albo milczy
Z tej sytuacji możemy wyciągnąć dwa wnioski. Pierwszy dotyczy samych alertów RCB, których obecna rola we wczesnym ostrzeganiu jest kluczowa. Nie możemy pozwolić, by były one niewiarygodnym narzędziem komunikacji rządu z obywatelami, popadając w jedną ze skrajności — nieuzasadnioną nadaktywność lub zupełne milczenie.
Dotychczas kojarzyły się częściej z nadopiekuńczością państwa, co opisywał na łamach portalu Jacek Płaza. Potrafiły zalewać komunikatami o burzach i upałach z sugestiami ograniczania wysiłku fizycznego, symulując codzienną pogodynkę. Ponadto przychodziły na tyle często, że ich treść łatwo było zbagatelizować.
Niestety, kompromitując narzędzie komunikatów o zagrożeniach, władza naraża nas na niedbałość i wzruszenie ramionami przez obywateli, kiedy zagrożenie będzie istotniejsze lub dotyczyło bardziej newralgicznych tematów, jak związane z atakami terrorystycznymi — pisał Jacek Płaza.
W czerwcu tego roku alert RCB został wysłany do mieszkańców Małopolski w związku z policyjnymi poszukiwaniami uzbrojonego mężczyzny w okolicach Limanowej, który zabił dwie osoby. Podpalenia, ataki na infrastrukturę krytyczną, przerwy w dostawach prądu, zabłąkane drony — to szeroki katalog sytuacji, które wymagają odpowiedzialnej komunikacji państwa z obywatelami.
Obrona cywilna i mObywatel
Drugi wniosek, który polski rząd jak najszybciej powinien wyciągnąć, dotyczy obrony cywilnej. Rosja doprowadzając do incydentów z użyciem obiektów naruszających granice Polski, testuje nasze zdolności obronne, szybkość, siłę i sposób reakcji. Jest to również test dla nas — widzimy, które systemy zawodzą, a które są skuteczne.
Od pierwszego stycznia tego roku obowiązuje nowa ustawa o ochronie ludności i obronie cywilnej, a rząd przyjął program finansowania zmian w tym zakresie. Na lata 2025 i 2026 przeznaczono odpowiednio 16,7 mld zł i 17,2 mld zł. Są to ogromne kwoty, wśród których część zostanie przeznaczona na rozwój systemów alarmowania, ostrzegania i powiadamiania obywateli.
Niektóre rozwiązania nie wymagają jednak wielomiesięcznego przygotowania i ogromnych nakładów finansowych. Stworzenie aplikacji ostrzegającej przed zagrożeniami, poprawienie działania alertów RCB, czy nowych zasad używania syren alarmowych to coś, co można zrobić od zaraz.
Europoseł Michał Dworczyk, wraz z Mateuszem Morawieckim, Mariuszem Błaszczakiem i Marcinem Horałą na konferencji prasowej w Sejmie zaproponowali włączenie aplikacji mObywatel do systemu alarmowania.
„Ministerstwo Cyfryzacji powinno niezwłocznie dodać do mObywatela system powiadamiania o zagrożeniach — w tym środkach napadu powietrznego — wraz z interaktywną mapą. Z mObywatela korzysta już 10 milionów Polaków. Jest proste, tanie i skuteczne rozwiązanie” — napisał na portalu X Michał Dworczyk.
Europoseł PiS podkreślał, że od 3 lat na Ukrainie działa aplikacja o nazwie „Powietrzna Trwoga”. Może ją pobrać każdy obywatel Ukrainy, by otrzymywać powiadomienia o alarmie powietrznym od ukraińskiego Systemu Obrony Cywilnej. Aplikacja wysyła powiadomienia, nawet gdy smartfon jest w trybie cichym. W opisie aplikacji jest napisane, że nie wymaga ona również rejestracji, nie zbiera danych osobowych ani danych o lokalizacji.
Uczmy się od Ukraińców
Ukraina i Izrael dysponują w pełni zautomatyzowanymi systemami ostrzegania w czasie rzeczywistym. Ukraiński system ochrony przed nalotami funkcjonuje dzięki sieć syren i aplikacji mobilnych. Wykorzystuje powiadomienia push (krótkie, użyteczne wiadomości, które są dostarczane nawet gdy użytkownik nie korzysta z aplikacji). Dzięki integracji na bieżąco danych wywiadowczych jest on w stanie szybko alarmować obywateli.
System ten jest również dostosowany do charakteru zagrożeń. Monitorując rosyjskie działania wojenne, takie jak starty dronów typu Shahed, czy kołowanie bombowców strategicznych na pasach startowych, są w stanie wysyłać ostrzeżenia nawet z kilkoma godzinami wyprzedzenia.
Aplikacja mobilna „Alarm Map” (wspomniana „Powietrzna Trwoga”) jest zintegrowana z mediami społecznościowymi i innymi usługami monitoringu online, pozwalając na szerokie rozpowszechnienie komunikatów o ostrzeżeniach.
Mamy się od kogo uczyć. Na ten moment nasz system ostrzegania pozostawia wiele do życzenia. To już nie tylko hipotezy, ale fakty zweryfikowane przez rzeczywistość.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.