Rosyjskie drony w Polsce. Najważniejsze: nie panikować
Rosyjskie drony naruszyły polską przestrzeń powietrzą. Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych pisze o akcie agresji i realnym zagrożeniu dla bezpieczeństwa polskich obywateli. Już na początku pełnoskalowej agresji pisaliśmy piórem Jana Smugi: atak na Polskę lub jakiekolwiek państwo NATO oznacza istotną zmianę w globalnej sytuacji bezpieczeństwa. Najlepsze jednak co możemy teraz zrobić, to zachować spokój.
Trwa operacja, której celem jest odnalezienie i neutralizacja dronów. Część z nich została zestrzelona. Jak poinformował Polsat News, jeden z dronów spadł na dom Lubelszczyźnie, nikomu nic się nie stało. Przywrócono już ruch na lotniskach w Rzeszowie, Warszawie, Lublinie i Modlinie.
Marcin Przydacz stwierdził w Kanale Zero, że na ten moment nie wiadomo, czy celem ataku rosyjskich dronów była Polska, czy Ukraina. Jeśliby miała to być Ukraina, to drony mogły znaleźć się w Polsce wskutek zakłóceń spowodowanych przez system obronny Ukrainy. „Nie jest jednak wykluczone, że drony rosyjskie zostały tak zaprogramowane, żeby wlecieć na terytorium Polski, a następnie wrócić na Ukrainę” – dodał Marcin Przydacz.
Według doniesień Rzeczpospolitej rosyjskich bezzałogowców było około 20, najpewniej 23. Zdaniem dziennika kluczową rolę w zestrzeleniu tych maszyn miały holenderskie F-35, które od września stacjonują w Polsce.
Mamy do czynienia z bezprecedensową sytuacją w historii tej wojny. Premier napisał o akcie agresji wobec Polski. Jednocześnie władze apelują o spokój i słuchanie oficjalnych komunikatów. Ośrodek prezydencki jak i rządowy podkreślają, że współpracują ze sobą i są w stałym kontakcie z wojskiem.
W Klubie Jagiellońskim już na samym początku tej wojny przewidywaliśmy, że Rosja może odważyć się zaatakować państwa NATO, w tym Polskę. Jan Smuga pisał: „Jeżeli doszłoby do ataku rakietowego na Polskę lub inne państwa NATO, byłaby to istotna zmiana globalnej sytuacji bezpieczeństwa”.
Autor uspokajał: „Trzeba jednak mieć świadomość, że nie będzie to tożsame z początkiem pełnowymiarowej rosyjskiej agresji na NATO. Punktowa militarna konfrontacja między państwami NATO a Rosją (i wcześniej ZSRR) miała przecież miejsce kilkukrotnie wcześniej. Nie trzeba sięgać do wydarzeń tak odległych, jak wojna w Korei.
Przykładami z najnowszej historii mogą być choćby zestrzelenie rosyjskiego bombowca SU-24 po naruszeniu tureckiej przestrzeni powietrznej w 2015 roku czy starcie sił amerykańskich z rosyjskimi najemnikami z tzw. grupy Wagnera pod Chuszam w Syrii w roku 2018, co zostało szerzej opisane w raporcie „Porzućcie złudzenia. 10 mitów o putinowskiej Rosji” wydanym przez Klub Jagielloński.
Reakcją na rosyjskie prowokacje była wówczas odpowiedź sił państw-członków NATO, jednak nie doprowadziły one do eskalacji. Skala konsekwencji rozważanych tu wydarzeń byłaby rzecz jasna odpowiednio większa, jednak – jak zapewne kalkulują Rosjanie – również w pierwszej kolejności doszłoby do adekwatnej, symetrycznej odpowiedzi (po której Moskwa miałaby nadzieję, że nastąpią rozmowy mające na celu załagodzenie sytuacji)” – argumentował Smuga.
„Ewentualny punktowy atak na państwa NATO to nie początek III wojny światowej. Rosyjskie elity są kleptokratyczne, okrutne i cyniczne, ale nie samobójcze” – podsumował swój wywód.
Choć od początku pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę w radykalny sposób zmienił się kontekst, podstawowe wnioski Jana Smugi zachowują swą aktualność: Rosja zagraża nam bezpośrednio, takie incydenty będą zdarzać się częściej, nie należy jednak z tego powodu panikować, ale być przygotowanym na dynamicznie zmieniające się oblicze tego konfliktu.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
