Jak trwoga, to depolaryzacja. Nawrocki i Tusk muszą tak działać codziennie
W dniu takim jak ten klasa polityczna zdaje egzamin i akcentuje dobrą współpracę, solidarność i wzorowy przepływ informacji. Cieszmy się i chwalmy rządzących, ale pamiętajmy, że wydarzeniami minionej nocy nie mieliśmy prawa być zaskoczeni. Depolaryzacji w sprawach wojny i bezpieczeństwa potrzebujemy od 3,5 roku na co dzień, a nie wyłącznie „w razie W”. Jednocześnie nie powinniśmy wpadać w źle rozumianą poprawność polityczną i ograniczać lepszych standardów komunikacji wyłącznie do tych, z którymi nam po drodze.
Nawrocki i Tusk udaremnili jeden z celów prowokacji
„Ustaliliśmy z panem prezydentem, że będziemy te polityczne komunikaty formułowali wspólnie” – zadeklarował ok. 8.30 na części posiedzenia Rady Ministrów dostępnej dla mediów premier Donald Tusk. Niedługo później premier dodał w Sejmie: „Wszyscy zdajemy sobie sprawę, co nas dzieli i jakie mamy różnice. Dlatego z taką satysfakcją muszę podkreślić, że współpraca wszystkich instytucji państwowych i szefów tych instytucji przebiega naprawdę wzorowo”.
Wcześniej, bo o 6.25, prezydent Karol Nawrocki poinformował o odprawie w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego z udziałem szefa rządu. „Bezpieczeństwo naszej Ojczyzny jest najwyższym priorytetem i wymaga ścisłego współdziałania” – podsumował. Kilka godzin później zapowiedział też, że w przeciągu 48 godzin zorganizuje Radę Bezpieczeństwa Narodowego, by wszyscy liderzy polityczni otrzymali już w pełni sprawdzone i pełne informacje. Z kolei szef BBN prof. Sławomir Cenckiewicz poinformował, że „współpraca między instytucjami układa się modelowo”.
W dniu takim jak dziś te deklaracje jednoznacznie cieszą. Klasa polityczna zdaje egzamin. Spotyka się to z szerokim aplauzem komentariatu i spełnia oczekiwania opinii publicznej.
Co najważniejsze – retoryka przywódców państwa sprawia, że egzamin ma szansę zdać też państwo. Na podsumowanie procedur i decyzji przyjdzie czas, ale na pewno sprawcom prowokacji nie udało się osiągnąć jednego ze swoich celów – rozegrać dla własnych celów różnic politycznych pomiędzy ośrodkami władzy w Polsce.
Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że fakt iż sytuacja ta zasługuje w wyjątkowej chwili na pochwalę i pozytywne odnotowanie, nie świadczy najlepiej o naszej codzienności. Mamy fundamentalny problem z dojrzałością naszej klasy politycznej.
Być mądrym przed szkodą
Problem polega bowiem na tym, że takie solidarnościowe wzmożenia i wielostronne akcentowanie potrzeby wzorowej współpracy mają u nas charakter wyjątkowo ulotny. Nie minie pewnie 48 godzin, nim wrócimy do standardowej, międzypartyjnej młócki.
Tymczasem co najmniej od 24 lutego 2022 wyłączenie problematyki bezpieczeństwa, strategicznych relacji międzynarodowych oraz planowanych na dekady inwestycji zbrojeniowych i infrastrukturalnych powinno być codziennością, prawdziwą i dobrze rozumianą „nową normalnością”. Jako żywo tak nie jest i, obawiam się, nie będzie.
Rzecz jasna nie chodzi o to, by o zakupy militarne, akcenty w polityce transatlantyckiej czy kształt CPK albo wybór wykonawców elektrowni jądrowych się nie spierać. Państwowym minimum odpowiedzialności jest jednak, by w tych kwestiach, posługując się popularną od kilku lat retoryką, naturalny i pożądany spór polityczny prowadzić „poniżej progu wojny” polsko-polskiej.
Wymaga to z jednej strony konsekwentnego schłodzenia retoryki, z drugiej zaś – udrożnienia w sposób trwały wszelkich oficjalnych i nieoficjalnych kanałów wymiany informacji pomiędzy aktorami politycznymi.
Równie ważne jest też podejmowanie starań na rzecz deeskalacji najbardziej palących konfliktów w pozostałych, a krytycznych dla stabilności i skuteczności polskiego państwa, obszarach. To choćby zagadnienie kryzysu ustrojowo-prawnego.
Przypomnijmy: jako Klub Jagielloński na drugą rocznicę wojny skierowaliśmy wraz ze znakomitym gronem ekspertów i komentatorów różnych branż i poglądów, a także z poparciem ponad 10 000 internautów, apel do klasy politycznej, by w sposób trwały zmieniła sposób działania w wymienionych obszarach. Zwracaliśmy się o powstrzymanie się od dalszej eskalacji konfliktu prawnego, o gotowość do podjęcia rozmów o „resecie ustrojowym” oraz o instytucjonalizację wymiany informacji pomiędzy rządzącymi a opozycją poprzez regularne posiedzenia RBN i Rady Gabinetowej w tematach bezpieczeństwa międzynarodowego, zbrojeń i kluczowych projektów infrastrukturalnych takich jak CPK czy atom.
Apel ów, co do zasady, pozostał bez odpowiedzi. Dziś powszechnym oczekiwaniem jest jego realizacja. „Jak trwoga, do deeskalacja” – chciałoby się powiedzieć. Rzecz w tym, że nie potrzebujemy jej wyłącznie „w razie W”, ale na co dzień.
Nie panikuj i nie rzucaj „ruską onucą” – stare rady pozostają aktualne
Noc taka jak dzisiejsza musiała nadejść wcześniej czy później. Na łamach Klubu Jagiellońskiego Jan Smuga pisał o potrzebie gotowości na ewentualną eskalację rosyjskich działań również na terytorium Polski nieco ponad miesiąc od wybuchu pełnoskalowej wojny.
Opublikowaliśmy tamten artykuł w przekonaniu, że powinniśmy jako wspólnota polityczna być mądrzy przed, a nie po szkodzie. „Nie panikować”, „nie szukać winnych po stronie Zachodu”, „zaufać państwu i jego instytucjom”, „domagać się solidarnej i stanowczej odpowiedzi NATO”, „mieć oczy szeroko otwarte na zagrożenia, ale i możliwości” – przekonywał wówczas autor.
Jego rekomendacje po blisko 3,5 roku okazują się trafne i aktualne.
Ale warto też pamiętać, że sprawa nie ogranicza się wyłącznie do reakcji na sytuację kryzysową, w której się znaleźliśmy, a oczekiwanie wyższych standardów w debacie publicznej – nie może zamykać się w granicach wygodnej bańki tych, którzy się przez moment ze sobą zgadzają w szerszych konfiguracjach, niż zwykle.
Niepokojąca jest tendencja wielu komentatorów by już dziś, z rozpaleniem większym nawet niż zwykle, kwitować wszelkie odstępstwa od głównego nurtu epitetem „ruskiej onucy”.
Potwórzmy: nie chodzi o to, by przestać się spierać, ale by prowadzić pożądany konflikt polityczny w bardziej cywilizowanych ramach. Również względem tych, z którymi – czasem w pełnie zasadnie – się nie zgadzamy.
„Zarzut bycia agentem wpływu Rosji jest chyba tym oskarżeniem – może obok pełnienia funkcjonalnie podobnej roli «pożytecznego idioty» – które najbardziej się w ostatnich latach zdezawuowało. Jest dziś bezmyślnie używane właściwie przez wszystkie strony politycznego sporu do atakowania przeciwników” – pisałem na łamach „Rzeczpospolitej” również miesiąc po wybuchu pełnoskalowej wojny. Dziś widzimy, że i tamta przestroga pozostaje aktualna.
Tymczasem bardzo wielu z łatwością przychodzi dziś rzucanie najgorszych oskarżeń względem tych polityków i komentatorów, którzy od rana wykraczają poza konsens krótkoterminowych deklaracji solidarności i współpracy. Ani solidarność, ani deeskalacji nie powinny jednak oznaczać źle rozumianej politycznej poprawności.
Dlaczego? Bo to wcale nie przynosi oczekiwanych owoców.
Jeżeli zdolność polskiego społeczeństwa do akceptacji nowych, trudnych poświęceń w związku z polskim długoterminowym bezpieczeństwem jest radykalnie mniejsza niż była trzy lata temu, to nie z uwagi na wyborców Konfederacji ani oddanych czytelników Łukasza Warzechy.
Faktem jest bowiem, że w poglądach i oczekiwaniach upodobnili się do nich przez ten czas wyborcy dwóch największych partii i odbiorcy mediów głównego nurtu. A więc ogół naszego narodu. Politycy tym oczekiwaniom w kampanii wyborczej przyklasnęli, ustanawiając po cichu nowy konsensus.
Politykom oraz medialnym i społecznościowym fanom formacji głównego nurtu powinno to dać do myślenia. Kompensowanie własnych porażek w kształtowaniu opinii publicznej w pożądanym kierunku atakowaniem innych rzeczywistości nie zmieni.
Ale to już temat na zupełnie inny, jeszcze bardziej gorzki komentarz.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.