Mateusz Morawiecki vs Adrian Zandberg. 5 wniosków z gorącej debaty
Lider partii Razem i wiceprezes PiS-u częściej się zgadzają, niż można by przypuszczać. Obaj są przekonani, że era rozwoju opartego na zależności i taniej sile roboczej dobiegła końca. Wspólnie podkreślają, że kapitał ma narodowość, a przyszłość należy do polityki przemysłowej i polskiego kapitału. Bronią też złotówki przed euroentuzjastami. To wszystko brzmi krzepiąco – a jednak ich niedawna debata zostawia spory niedosyt.
5 września na Kongresie Regeneracja organizowanego przez Polską Sieć Ekonomii doszło do debaty między Mateuszem Morawieckim a Adrianem Zandbergiem. Dyskusja dotyczyła polskiego modelu rozwoju. Komentarze po debacie były zróżnicowane. Żadna ze stron wyraźnie tego starcia nie wygrała. Morawiecki wypadł dobrze w roli merytokraty, nadspodziewanie sprawnie bronił swoich rządów, był agresywny i przekonujący. Zandberg z kolei nadrabiał bezkompromisowością i wbijaniem bardziej bezpośrednich szpilek wiceprezesowi PiS.
Według analizy Europejskiego Kolektywu Badawczego Res Futura nieznacznie debatę wygrał wiceprezes PiS, biorąc pod uwagę statystykę pochlebnych komentarzy w mediach społecznościowych (46% Morawiecki vs 41% Zandberg). Sprawność retoryczna i przygotowanie do dyskusji nie powinny nam jednak przysłaniać najważniejszego.
Oto 5 wniosków z tej debaty:
- Właściwa diagnoza, brak strategii
Na starcie debaty Mateusz Morawiecki ogłosił, że dotychczasowy model rozwoju Polski właśnie się skończył. To ten model – jak wyliczał – opierał się na taniej sile roboczej, rosyjskiej energii, amerykańskim parasolu bezpieczeństwa, niskich stopach procentowych i globalizacji, która przede wszystkim napędzała gospodarkę Chin. Polska była jego beneficjentem i rozwijała się dzięki tym czynnikom. Z dalszych wypowiedzi Morawieckiego wynikało też, że wpadliśmy w pułapkę rozwoju zależnego.
Diagnoza brzmi przekonująco, ale problem w tym, że na diagnozie się kończy. PiS rzeczywiście zapisał sobie odejście od dogmatu taniej pracy w CV, bo radykalnie podniósł płacę minimalną. W sprawie stóp procentowych rząd nie miał wiele do powiedzenia – to kompetencja NBP. Ale już w innych obszarach trudno uciec od odpowiedzialności: polityka wobec USA była mało asertywna, a Polska została sprowadzona do roli wielkiej strefy inwestycji zagranicznych.
Nie znaczy to, że cała strategia była błędna. Napływ kapitału zagranicznego był konieczny, żebyśmy mogli się wzbogacić. Rozszerzenie specjalnych stref ekonomicznych też miało sens. Problem pojawił się wtedy, gdy w wyniku wojny w Ukrainie Polska zaczęła być postrzegana jako kraj „na linii frontu” – a to odstrasza część inwestorów.
I właśnie tu tkwi sedno. Od Morawieckiego i Zandberga oczekiwano pomysłu na przyszłość. Tymczasem były premier ograniczył się do hasła: „designed and crafted in Poland 2030”. Brzmi dumnie, ale bez planu działania. To tylko slogan. Takiego nawet kierunkowego sloganu wychylonego w przyszłość zabrakło również w wystąpieniu lidera Razem.
- „Matysiakizacja” Razem postępuje, ale to wciąż za mało
Partia Razem coraz wyraźniej kreuje się na ugrupowanie aspiracji. Zandberg rozumie, że kapitał ma narodowość, a aspiracje Polaków nie leżą w 90-procentowych podatkach, lecz inwestycjach publicznych i zamówieniach. Dlatego w jego narracji stale obecne są fabryki leków, atom i modernizacja sieci energetycznych. Są jednak obszary polityki publicznej, których Razem wciąż nie podejmuje – jednym z nich jest polityka zbrojeniowa.
Zandberg chętnie mówi o bezpieczeństwie żywnościowym, lekowym czy energetycznym i w tych tematach czuje się swobodnie. Gdy jednak mowa o obronności, brakuje mu nie tylko pomysłów, ale i języka – w jego wypowiedziach nie pojawiają się pojęcia takie jak dual use, Polska Grupa Zbrojeniowa, produkcja dronów czy rozwój krajowego przemysłu zbrojeniowego.
Temat ogranicza się jedynie do krytyki mniej lub bardziej racjonalnych zakupów rządowych. Jeśli Razem rzeczywiście chce aspirować do roli partii ludowej – a patrząc na obecny elektorat, droga do tego jest długa – musi wypełnić lukę, jaką jest polityka obronna. W obecnym kontekście geopolitycznym bez poważnej rozmowy o bezpieczeństwie w sensie ścisłym, trudno mówić o spójnym modelu rozwoju Polski.
- Brak eurorealizmu, brak amerykorealizmu
Morawiecki słusznie punktował Zandberga za zbyt miękki stosunek do Brukseli. Eurealizm Razem kończy się na postulacie renegocjacji Traktatu z Maastricht, zachowaniu złotego i hasełkach o współpracy z Francją i Skandynawami. Strategii dla Polski w UE po prostu brak.
PiS jednakże zdaje się, że ma analogiczny problem. Nie z Brukselą rzecz jasna, ale z Waszyngtonem. Diagnoza Morawieckiego – koniec „końca historii” i erozja amerykańskiego parasola – jest trafna. Problem w tym, że podczas debaty wzbraniał się przed wypowiedzeniem jakiegokolwiek asertywnego komunikatu względem Stanów. Jeśli to nie jest model zależny, to nie wiem, co nim jest.
- Morawiecki krytykuje Mentzena, o Nawrockim milczy
Dobrze pamiętamy, jak niedawno Mateusz Morawiecki zarzucał Mentzenowi społeczny darwinizm, sam zaś przedstawiał się jako orędownik Polski solidarnej. Jednocześnie od dłuższego czasu przy każdej okazji przestrzega też przed narastającym długiem publicznym, roztaczając wizję „scenariusza włoskiego”. Według byłego premiera Włochy co miesiąc emitują miliardy w obligacjach i muszą prosić Komisję Europejską o ich wykup, bo inaczej nie byłyby w stanie wypłacić emerytur.
Zandberg trafnie odpowiedział, że sytuacja Włoch jest inna, bo kraj ten nie jest suwerenny walutowo – używa euro, a tym samym nie posiada takich kompetencji w zakresie emisji pieniądza, jakie ma polski NBP. W tym świetle narracja Morawieckiego brzmi co najmniej niekonsekwentnie.
Tym bardziej, że w jego opowieści całkowicie nieobecna jest gospodarcza agenda prezydenta Karola Nawrockiego. A przecież, traktując ją poważnie, trzeba uwzględnić koszt proponowanych rozwiązań. Obiecana obniżka VAT, likwidacja podatku Belki czy wprowadzenie zerowego PIT-u dla rodzin z dwójką dzieci – to koszty kilkudziesięciu miliardów złotych.
Można by to jeszcze uznać za dopuszczalne, gdyby nie fakt, że prezydent Nawrocki równocześnie zobowiązał się do realizacji programu deklaracji toruńskiej. O tym Morawiecki zaś milczy – politycznie byłoby to dla niego zbyt kłopotliwe. Wiele wskazuje na to, że problem z deficytem budżetowym ma tylko dlatego, że będzie to deficyt Tuska. To już brzmi mało spójnie.
- Zandberg nadal mówi do swojego twardego elektoratu
W Polsce działa blisko 3 mln przedsiębiorców, a sektor MŚP odpowiada za ok. 50% PKB. Tymczasem Zandberg całkowicie pomija ich w swojej narracji politycznej. Jego postulaty są wyłącznie propracownicze, a w retoryce polscy przedsiębiorcy to najczęściej złodzieje. To nie są złe intencje – popieranie wyższych płac w budżetówce, inwestycje w badania podstawowe czy suwerenność lekowa i energetyczna mają sens. Ale bez jakiejkolwiek oferty dla przedsiębiorców, Razem pozostanie partią protestu, głównie studentów, a nie partią ludową.
Nie chodzi od razu o tworzenie laurek przedsiębiorcom, należy jednak pamiętać, że nie wszyscy przedsiębiorcy to tzw. Janusze, niemała część z nich to potencjalni podwykonawcy dla publicznych zamówień, które chce stymulować Zandberg. Pamiętajmy co powiedział Ignacy Morawski – wielkie inwestycje infrastrukturalne nie są przyczyną rozwoju, są jego skutkiem.
Pozostał niedosyt
Ta debata głównie dotyczyła przeszłości. Morawiecki dystansuje się od najbardziej liberalnych koncepcji gospodarczych, ale nie od wszystkich działań własnego środowiska. W polityce zagranicznej krytykuje Brukselę i ostrzega przed gospodarczą zależnością, a jednocześnie podobna zależność względem Stanów Zjednoczonych zdaje się mu nie przeszkadzać.
Jednocześnie były premier potrafi bronić dorobku rządów z lat 2015–2023. Choć nie brakowało niepowodzeń – takich jak niespełnione ambicje Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju czy ograniczona skuteczność programów innowacyjnych – to okres ten przyniósł również wyraźne sukcesy gospodarcze.
Nie chodzi o to, by zgodnie z życzeniem Zandberga Morawiecki publicznie bił się w pierś za program „Mieszkanie Plus” czy kredyt 2%. Bardziej istotne jest to, czy potrafi wskazać, jak prowadzić politykę mieszkaniową w przyszłości, by uniknąć powtórzenia wcześniejszych błędów.
Zandberg z kolei nie przedstawił propozycji wykraczającej poza wrażliwość jego twardego elektoratu. Jego wizja nie obejmuje w wystarczającym stopniu sektora prywatnego, polityki zagranicznej czy obronności. Podatek katastralny, na który liczy Lewica, nie wydaje się zaś wystarczającą zachętą do przesunięcia kapitału z nieruchomości w stronę innowacji.
Na poważne, całościowe propozycje polityki rozwojowej PiS i Razem będziemy musieli jeszcze poczekać. Debata w Dąbrowie Górniczej przyniosła raczej szkice i częściowe odpowiedzi niż gotowe programy działania.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
