Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Edukacja zdrowotna to kropla w morzu. Kontrola rodziców większym problemem?

przeczytanie zajmie 3 min
Edukacja zdrowotna to kropla w morzu. Kontrola rodziców większym problemem? Fot. PxHere/CC0

Problem edukacji zdrowotnej czy likwidacja zadań domowych są przejawem odbierania szkołom autonomii i powrotu do ręcznego sterowania. Rodzice mają prawo mieć swoje zdanie, lecz rolą rządu przeprowadzającego reformę oświaty jest przekonywanie tej grupy do ich sensowności.

„Librusizacja” zmorą polskiej szkoły

W ubiegłym tygodniu na portalu Klubu Jagiellońskiego ukazał się artykuł Piotra Trudnowskiego, w którym został poruszony problem nieufności wobec dzieci i pokusy ich permanentnego nadzoru.

„Edukacja zdrowotna. Smartfony w szkołach. Likwidacja prac domowych. Trzy spośród wielu problemów, o których przy okazji nowego roku szkolnego dyskutuje się wyjątkowo głośno, mają według mnie istotną część wspólną. Za każdym z tych problemów, obok oczywistych źródeł i kontekstów, kryją się problemy ukryte, a być może ważniejsze: nieufność wobec dzieci, nadopiekuńczość oraz chęć zaspokajania w pierwszej kolejności potrzeb rodziców i nauczycieli, a nie dzieci” – pisał były prezes KJ.

Zdaniem publicysty, tematem, w którym jak w soczewce skupiają się wymienione problemy, są e-dzienniki. Trudnowski nazywa to zjawisko „librusizacją”, wymieniając przy tym jej liczne negatywne skutki jak zachęcanie dziecka do zdejmowania z siebie odpowiedzialności (e-dziennik wszystko przecież wytłumaczy rodzicom), pozbawienie go umiejętności zarządzania kryzysem czy wzbudzanie wśród rodziców obsesji nadzoru.

Nie dorośliśmy do szkolnej wolności

Tezy postawione w artykule doczekały się odpowiedzi ze strony innych komentatorów. Na katolickim portalu Christianitas ukazał się komentarz autorstwa Tomasza Rowińskiego, który opisane patologie współczesnej oświaty uznaje za symptom odchodzenia od reformy Jerzego Buzka, przyznającej szkołom pokaźną autonomię.

„Oddano wówczas władzę w ręce organów prowadzących i lokalne władze szkoły. Czyli: każda szkoła jest autonomiczna, wypracowuje własne metody wychowawcze oraz dydaktyczne. Musi się co do wszystkich swych statutowych działań dogadać z radą pedagogiczną, radą rodziców i samorządem szkolnym. […] Twórcy tamtej reformy uznali bowiem wówczas, że ludzie lokalnie wiedzą lepiej jakie mają konkretne potrzeby i problemy, niech więc – także lokalnie – władze w szkole dowolnie je rozwiązują” – pisze publicysta.

Rowiński podkreśla, iż ten kierunek zmian nie przyjął się w społeczeństwie, a w szkolnictwie dochodzi stopniowo do coraz większej centralizacji.

„Problemem tej reformy było to, że nie przebiła się do powszechnej świadomości. Nikt nie wie w szkole, że szkoła ma taką wielką władzę […] Z biegiem czasu przepisy, odpowiadając na pojawiające się szczegółowe problemy, stały się coraz bardziej skomplikowane.

Zatem szkoły, nie mając świadomość swoich instytucjonalnych kompetencji, postępują tak jak jest to opisane w przepisach, a jeśli czegoś w przepisach nie ma (a przecież nie ma w nich bardzo wielu rzeczy) postępują tak jak im się wydaje, że się powinno robić. Na przykład, bo inne szkoły tak robią. Ewentualnie robią tak, bo tak się u nich robi od niepamiętnych lat i tak jest zapisane w statucie” – pisze.

Te trzy rzeczy (prace domowe, smartfony i edukacja zdrowotna) to są przykłady poddania się tej pokusie odebrania szkole autonomii, wolności w samostanowieniu i powrotu do ręcznego sterowania. Wynika to z nieznajomości systemu zarówno ze strony nauczycieli, jak i rodziców, ale także z cynizmu polityków dążących do osiągnięcia doraźnych celów. I to jest akurat obserwowalne nie tylko za obecnej władzy” – tłumaczy Rowiński.

Chrońmy dzieci przed rodzicami?

Do problemu „librusizacji” odniosła się szczegółowo Ala Budzyńska w tekście dla portalu Więzi. Autorka przyznaje rację Trudnowskiemu, że e-dzienniki odbierają sprawczość dzieciom i wzbudzają wśród rodziców obsesyjną potrzebę kontroli. Krytyka niezdrowego podejścia rodziców do edukacji obejmuje także wywieranie przez nich nacisku na działania ministerstwa oświaty, które zdaniem Budzyńskiej liczy się ze zdaniem rodziców mocniej niż ze zdaniem ekspertów.

„Szerokie konsultacje społeczne, wieloetapowy proces pracy nad podstawami programowymi, rozpoczęcie dyskusji od celów i wartości nauczania – wszystkie te chlubne, bo rozważne i rozłożone w czasie, elementy reformy oświaty prowadzonej przez obecny rząd tracą znaczenie, gdy ministerstwo tak łatwo ulega komentarzom nie eksperckim” – komentuje Budzyńska.

Publicystka zwraca także uwagę na sensowność niektórych rozwiązań jak wprowadzenie zakazu smartfonów czy przedmiot edukacji zdrowotnej, które jednak nie zostaną wprowadzone, ponieważ rodzice walczą o swoją wyłączność w tych obszarach wychowania. Budzyńska apeluje przy tym do rządzących, aby zamiast przedwcześnie ulegać presji rodziców wdrażali wartościowe reformy.

„Kiedy przywołuję słowa serialowej nauczycielki o ochronie dzieci przed rodzicami, nie mam na myśli tego, że wszyscy rodzice mają złe intencje lub niewystarczające kompetencje. Nie mam na myśli również tego, że jakikolwiek głos środowisk rodzicielskich w kwestiach edukacyjnych jest bezzasadny. Myślę jednak o tych sytuacjach, kiedy wartościowe zmiany nie są wprowadzane lub są wprowadzane niekonsekwentnie z powodu niezadowolenia, jakie wywołają wśród jakiejś grupy rodziców. Nie winię przy tym tych rodziców, mają prawo wyrażać swoje zdanie. To rolą ministerstwa i rządu przeprowadzających reformy jest przekonywanie do ich sensowności”– konluduje Budzyńska.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.