Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Czy szkoła może nauczyć moralności? W nowym roku szkolnym do Sejmu wraca pytanie o katechezę

Czy szkoła może nauczyć moralności? W nowym roku szkolnym do Sejmu wraca pytanie o katechezę źródło: Wikimedia Commons

Czy można ustawą zmusić kogoś do bycia dobrym człowiekiem? Obywatelski projekt ustawy, którego sejmowej konsultacje społeczne trwają do 3 września, zdaje się odpowiadać na to pytanie twierdząco. Obawiam się jednak, że przymusowa religia może stać się najskuteczniejszą fabryką ateistów. Próba szkolnej „parametryzacji” etyki zaś – polem niemoralnych praktyk.

 

Projekt ustawy, pod którą zebrano ponad 100 000 podpisów obywateli, proponuje w pierwszej kolejności przywrócenie dwóch godzin religii lub etyki tygodniowo oraz wliczanie ocen z nich do szkolnej średniej. Przede wszystkim jednak zakłada uczynienie jednego z nich przedmiotem obowiązkowym, które niezaliczenie blokuje promocję do następnej klasy.

Dobry pomysł, złe wykonanie

W uzasadnieniu czytamy, że ta „systemowa zmiana edukacyjna jest wyłącznie in plus dla wychowania przyszłych pokoleń, u których wykształciłaby się wrażliwość moralna”.

Projekt ma z pewnością szczytne cele: budzenie wrażliwości moralnej, krzewienie cnót i przybliżanie młodym ludziom dziedzictwa cywilizacji europejskiej. Jednak metody, które proponuje, zdają się prowadzić w dokładnie przeciwnym kierunku.

Uczeń w polskiej szkole, przeciążony i nastawiony na przetrwanie, traktuje każdy obowiązkowy przedmiot jako kolejne zadanie do zaliczenia. Obawiam się, że wprowadzenie przymusu sprawi, że religia i etyka staną się areną dla „wkuwania” formułek i ściągania na sprawdzianach. Będzie to absurdalne zaprzeczenie wartości, które rzekomo ma promować – samodzielnego myślenia i dochodzenia do prawdy.

Biurokratyzm zamiast wiary

Zrozumiałem to na własnej skórze podczas przygotowań do bierzmowania. Po raz pierwszy wychodząc poza moją katolicką bańkę ze zdziwieniem odkryłem, że moja wiara wymaga zewnętrznego potwierdzenia. Musiałem zbierać w specjalnej książeczce podpisy księdza – za udział w niedzielnej mszy, za spowiedź, za obecność na spotkaniach. Dla mnie te praktyki były naturalne, więc nie mogłem pojąć, dlaczego ktoś chce mnie z nich rozliczać. Dlaczego system nadzoru zastępuje osobistą potrzebę poznawania nauk Chrystusa i pogłębiania relacji z Bogiem?

Dziś wiem, że to zjawisko opisał Michel Foucault w głośnej książce „Nadzorować i karać”. Stwierdził on, że nowoczesna władza nie skupia się na intencjach, ale na zgodności z normą. Nie liczy się to, jak coś robisz i przeżywasz, ale czy to robisz

Autorzy projektu przenoszą ten mechanizm wprost do szkoły. Zamiast zastanawiać się, jak inspirować młodzież do refleksji nad Ewangelią – proponują system kontroli obecności. Zamiast budować wewnętrzne sumienie – budują system biurokratycznej weryfikacji.

To prowadzi do absurdalnych sytuacji, które obserwowałem przy bierzmowaniu, gdy koledzy spoza mojej bańki zaglądali do kościoła tuż przed końcem mszy tylko po to, by zdobyć podpis. Norma została spełniona, ale jej cel został całkowicie wypaczony.

Droga donikąd

Dlaczego więc uparcie idziemy drogą, która prowadzi donikąd? Psychologiczna teoria reaktancji Jacka Brehma mówi, że przymus rodzi bunt. Odebranie wolności prowokuje do jej odzyskania, często przez robienie czegoś na przekór. Ten „efekt bumerangu” sprawia, że przymusowa religia staje się najskuteczniejszą fabryką ateistów.

Co gorsza, system oparty na przymusie tworzy człowieka biernego, który uznaje, że jego zaangażowanie nie ma sensu. Dowody na to widać gołym okiem. W duszpasterstwie akademickim przy mojej dużej, rodzinnej parafii, działa aktywnie zaledwie sześć osób. Sześć osób z setek bierzmowanych co roku!

To nie przypadek. to logiczna konsekwencja systemu, który uczy, że wiara to obowiązek, a nie osobista relacja. To prosta droga do nihilizmu, z którym obywatelscy projektodawcy rzekomo chcą walczyć.

Problem jest jednak głębszy niż tylko wadliwa metoda. Dotyczy on fundamentalnego pytania o cel edukacji. Współczesna szkoła coraz częściej skupia się na produkowaniu pracowników, wyposażając ich jedynie w kompetencje potrzebne na rynku pracy.

Zapomina o swoim pierwotnym powołaniu, o którym przypomina w Polsce Paweł Milcarek: kształtowaniu człowieka w pełni. Nie chodzi o to, by szkoła zrezygnowała z nauczania moralności – wręcz przeciwnie, powinna wspierać rodziców w tym procesie. Chodzi o to, by robiła to mądrze, bo autentycznej formacji charakteru nie da się zadekretować ustawą.

Powróćmy tam, skąd przyszliśmy!

Właśnie dlatego, w dzisiejszym świecie ciągłych przemian, globalizacji i polaryzacji, tak pilnie potrzebujemy powrotu do korzeni naszej cywilizacji. W antyku Arystoteles sformułował ideę realizmu filozoficznego, która zakłada, że człowiek za pomocą rozumu może odkrywać obiektywną prawdę o świecie. To przekonanie, że istnieje prawda, a za nią stoi dobro, jest fundamentem, którego rozpaczliwie potrzebujemy.

Jak trafnie zauważa Konstanty Pilawa w odcinku podcastu Kultura Poświęcona pt. Jakiej szkoły chcą konserwatyści? Paweł Milcarek wskazuje drogę, powinniśmy powrócić do edukacji klasycznej. Jej celem jest kształcenie przyszłych obywateli jako ludzi wolnych duchem.

Paradoksalnie, kolejne próby zabierania nam pracy przez AI i niestabilny świat nie powinny nas skłaniać jedynie do poszukiwania konkretnych umiejętności, ale właśnie do holistycznego wykształcenia.

Właśnie dlatego powinna istnieć inna droga edukacji. Zamiast systemu nadzoru i przymusu, potrzebujemy radykalnego zwrotu w stronę wolności i zaufania. Musimy na nowo odkryć edukację jako relację mistrz-uczeń, w której nauczyciel jest przewodnikiem pomagającym uczniowi samodzielnie dojść do prawdy. Wyobraźmy sobie lekcje religii i etyki, które nie są obowiązkowe, ale których jakość, głębia i autentyczność sprawiają, że młodzież sama chce w nich uczestniczyć.

Zamiast ocen – rzetelna informacja zwrotna. Zamiast testów z formułek – otwarte dyskusje o Bogu, wierze i wątpliwościach, w których katecheta jest przewodnikiem, a nie strażnikiem. Zamiast siedzenia w ławkach – angażujący wolontariat i aktywne wspólnoty, które nie świecą pustkami.

W ten sposób przygotujemy młodych ludzi do dorosłości, dając im przestrzeń na samodzielne kształtowanie charakteru. Wypełnimy wreszcie ponadczasową maksymę Seneki Młodszego: Non scholae, sed vitae discimus – „Uczymy się dla życia, nie dla szkoły”.

Każdy może ocenić i skomentować „Obywatelski projekt ustawy o zmianie ustawy o systemie oświaty oraz ustawy – Prawo oświatowe” (druk nr 1603) do 3 września w toku sejmowych konsultacji społecznych. Znaleźć można go na stronie Sejmu w zakładce poświęconej konsultacjom pod sygnaturą RPW/21508/2025. Zachęcamy do wyrażenia własnej opinii!

Interesuje Cię proces legislacyjny, konsultacje społeczne i efekty reformy Regulaminu Sejmu RP zrealizowanej z inicjatywy Klubu Jagiellońskiego? Zapisz się już dziś na newsletter legislacyjny Klubu Jagiellońskiego i zobacz inne nasze publikacje dotyczące tej tematyki!