Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

„Prowadź mnie światło”. Część druga: pewność silniejsza niż śmierć

„Prowadź mnie światło”. Część druga: pewność silniejsza niż śmierć J.H. Newman; źródło: wikimedia commons; Public Domain

Różnica między dogmatem i konkluzją zawiera się w przepaści, jaka dzieli prowadzące do każdego z nich drogi. Ten pierwszy jest skąpany w krwi męczenników, zanurzony w życiu Kościoła, jego rytmie, w dziełach sztuki, w modlitwie milczących mnichów i opleciony różańcami starszych pań w śmiesznych nakryciach głowy. W porównaniu z nim – konkluzja jest naga. I zimna jak trup – bo złożona z martwych formuł.


Jest to drugi tekst z cyklu poświęconemu postaci św. kardynała Johna Henry’ego Newmana, ogłoszonego niedawno przez papieża Leona XIV doktorem Kościoła. Link do pierwszego z tekstów znajdziecie tutaj.

Poznanie pełną piersią

Stoisz na szerokim, kamiennym balkonie. Opierasz się rękami o balustradę. Chłodny dotyk kamienia rozchodzi się od dłoni, aż do ramion. Twarz owiewa ci ciepły wiatr, słyszysz śpiew ptaków, pod tobą rozciąga się las, każde z drzew tańczy jakby inny taniec, ale wszystkie do jednej melodii.

Na horyzoncie, po jednej stronie majaczą monumentalne i heroiczne jak III Symfonia Beethovena, wzgórza. Odwracasz głowę w drugą stronę. Czujesz słony zapach morza, mrużysz oczy przed atakiem tańczących po tafli wody słonecznych refleksów.

Patrzysz, dotykasz, słuchasz, wąchasz. Poznajesz. Czymś więcej niż oczywistym wydaje się w tej chwili istnienie Stwórcy – harmonię może zagwarantować tylko stojąca za nią Pojedynczość.

Kilku muzyków grających niezależnie od siebie nie wymaga bynajmniej udziału kompozytora. Ale wielka orkiestra, w grze której zgadza się ze sobą każda nuta, w sposób narzucający się, oczywisty (choć przecież nie ścisły, w formalnym sensie tego słowa) dowodzi istnienia jednej, stojącej za całym zamieszaniem osobistości.

Twoja, obejmująca całość tych doznań pojedyncza postać domaga się partnera w tym tańcu. Kogoś jak ty realnego. Kogoś jednego. Bo jeśli on by nie istniał, to w jakim sensie to wszystko z czym się teraz mierzysz nie miałoby być tylko złudzeniem, wszechświatową manipulacją na twoich zmysłach? Realność twojego „ja” jest zawieszona na rzeczywistości absolutnego „Ty”.

H. Newman: „Gdym patrzył w świat i nie widział w nim Boga, było to dla mnie tak, jak gdybym nie znalazł własnego obrazu w lustrze”.

Próbujesz układać w głowie jakieś formuły na temat świata, który rozciąga się u twoich stóp, ale każda z nich jest bezradna jak modlitwa dziecka po przyjęciu pierwszej komunii. Zdania karmią się tą bezradnością, są z niej dumne jak z najwyższego odznaczenia.

Słowa mają być mniejsze od tego, co opisują. Nieszczelne, niedoskonałe. Jak dziurawe wiadro, zanurzane w oceanie. Nic nie jest ci w tej chwili bardziej obce niż myśl, że można by odwrócić tę logikę – przedmiot poznania zamknąć, uwięzić w sztucznej, wykoncypowanej w twojej głowie formułce.

Po jakimś czasie uznajesz jednak, że twoje poznanie musi posiadać jakieś ramy. Słowa zaczynają się rozpychać, domagać większego szacunku, szerszej władzy nad tym, z czym mają do czynienia; nad światem, wobec którego nie chcą się dłużej czuć bezradne. Uznajesz więc, że dla twojego poznania, dla uczynienia go pewniejszym i bardziej obiektywnym, potrzebne są pewne ramy.

Oddzielasz się od świata oknami. Stajesz się pewniejszy własnych ustaleń, wykluczyłeś z nich bowiem to wszystkie elementy wywrotowe, niepewne. Mniej czujesz, więcej wiesz. Tak ci się przynajmniej wydaje. Przekonują cię o tym słowa, których używasz.

A pewność jest narkotykiem, chce się jej coraz więcej, coraz mocniejszej. Ramy okien stają się coraz mniejsze, szkła – coraz grubsze. Wreszcie zmieniają się w maleńkie, umieszczone w pancernych drzwiach judasze. Szkiełka, przez które im mniej widać, tym bardziej jest się pewnym swoich ustaleń. Tym łatwiej dają się one zamknąć w twierdzenia, prawa i żelazne reguły.

Nauka, czyli więzienie

Współczesna nauka to więzienie. Cele nie mają okien, choćby najmniejszych. Większość z nich to separatki. Jedynym sposobem na kontakt osadzonych ze światem zewnętrznym, jest wpatrywanie się w oko judasza. Każdy z nich patrzy na inny, maleńki fragment rzeczywistości. Ale za to jak precyzyjnie powiększony!

Raz na jakiś czas spotykają się na więziennym spacerniaku (w ich slangu nazywa się go „konferencją naukową”) i przekonują się nawzajem o tym, jak bardzo przypadkowy, pozbawiony sensu jest świat. Jak kompletnie żaden z nich nie odnajduje w rzeczywistości choćby cienia porządku. Nie rozmawiają zbyt długo. Dopalone do połowy papierosy gaszą o podeszwę butów.

Rozmowa nie jest tak pewna, tak bezpieczna jak słowo pisane. Są w niej luki utworzone z niedomówień, tembru głosu, spojrzeń i gestów. Poza tym – każdy z nich tęskni już do swojej celi. Do codziennej dawki precyzyjnej jak igła pewności.

H. Newman: „Sztuka logiczna, w której celują twarde i jasne umysły, polega na umiejętnym niejako wyssaniu ze słowa krwi życia, jego poezji tworzonej przez wszystkie żywe skojarzenia nabyte w ciągu historii, na odseparowaniu ich od wszystkich współbrzmień żywej retoryki. Wyrazy poddawane są tu diecie głodowej, aż wreszcie stają się duchami samych siebie, duchami, które już zawsze i wszędzie będą tymi samymi i nie będą zależały od zmiennej gry życia.

Są one niezmienne, gdyż została wysączona z nich wszelka rzeczywistość, posłuszne myśli, oswojone przez nią, gdyż są już tylko jej dziełem, wyrażają już tylko nierealne – a więc niemogące posiadać wobec myśli żadnej samoistności – widzenia świata, znać na nich, że wychodzą z laboratorium umysłu, a nie z nieprzymuszonej prawdy życia”.

Po stronie konkretu

Metoda poznawcza, której opracowanie jest największym intelektualnym osiągnięciem świętego Johna H. Newmana, opiera się na założeniu, że jesteśmy otoczeni przez rzeczy, nie pojęcia. Spotykamy się, w każdej dziedzinie (nie wyłączając z tego wiary) z konkretami, nie abstrakcjami.

Do obchodzenia się z rzeczywistością potrzebujemy narzędzi bardziej giętkich, zmiennych i subtelnych niż słowna argumentacja. A już na pewno – niż argumentacja formalna.

Potrzebujemy poezji, malarstwa, muzyki, nade wszystko – biografii. Faktów, konkretnych dzieł i postaci (tj. – ludzi, którzy ze swojego życia uczynili dzieło), żeby móc poznawać. „Ogólne służy pojedynczemu, nie zaś pojedyncze ma być składane w ofierze temu, co jest ogólne…”.

Nauka na narkotycznym głodzie pewności wyschła na wiór. A sztuka, którą zwolniono z obowiązku poszukiwania prawdy, schematu, sensu ukrytego za powierzchnią dźwięków i barw, skarlała. Pierwsza ugania się w poszukiwaniu „dziur w argumentacji”, jak wolnego kawałka skóry, w który można by wbić igłę. Druga – biega za własnym cieniem.

***

Newman, w połowie XIX wieku, natchniony romantyczną reakcją na oświecenie, poezją swoich wielkich rodaków, Coleridge’ a i Wordswortha, niósł płomień pewności większej niż formalna konkluzja. Za którą – jak pisał – nikt nigdy nie oddał życia. Ale tłumy świętych – to dalsza część tego zdania, którą często pomija się w cytowaniu – żyły i umierały dla dogmatu.

Różnica między dogmatem i konkluzją zawiera się w przepaści jaka dzieli prowadzące do każdego z nich drogi. Ten pierwszy jest skąpany w krwi męczenników, zanurzony w życiu Kościoła, jego rytmie, w dziełach sztuki, w modlitwie milczących mnichów i opleciony różańcami starszych pań w śmiesznych nakryciach głowy. W porównaniu z nim – konkluzja jest naga. Zimna jak trup, bo złożona z martwych formuł. Konkluzja umierają, padają jak muchy. A dogmat, każdy z nich, żyje.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.