Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Karol Nawrocki wetuje 800+ dla Ukraińców. To ma sens?

przeczytanie zajmie 4 min
Karol Nawrocki wetuje 800+ dla Ukraińców. To ma sens? Karol Nawrocki, Zbigniew Bogucki i Paweł Szefernaker; screen: https://www.youtube.com/watch?v=wCZ6ne0rhpQ

Ruch Karola Nawrockiego sprawia, że mogą ucierpieć najsłabsi i naprawdę potrzebujący. Nie można jednak pominąć logiki politycznej i potrzeby odpowiedniego skanalizowania ukrainosceptycznych emocji.

Tekst jest skrótem materiału, który ukazał się na naszym kanale w serwisie YouTube.

W dyskusji o ograniczeniu 800 plus dla obywateli Ukrainy nie sposób ograniczyć się do prostego „tak” lub „nie”. Wiem, że żyjemy w epoce hot-take’ów i jednoznacznych, szybko formułowanych ocen, ale polityka jest bardziej skomplikowana. Dlatego pokażę zarówno argumenty przeciw, jak i za wetem ustawy pomocowej dla Ukrainy przez prezydenta Karola Nawrockiego, a na końcu spróbuję wyciągnąć wnioski.

Dlaczego weto to zły pomysł?

Moją pierwsza refleksja jest taka, że decyzja głowy państwa uderza w najsłabszych. Nie mówimy o leniwych migrantach z zachodnioeuropejskich stereotypów, tylko głównie o ukraińskich kobietach z dziećmi. To właśnie one, uciekając przed wojną, nie zawsze mogły podjąć w Polsce pracę. Dla nich 800+ bywało nie tylko pomocą socjalną, ale też namiastką bezpieczeństwa.

Drugim problemem jest samo stosowanie kryterium pracy. Program 800+ w założeniu miał charakter prodemograficzny, a z czasem stał się po prostu wsparciem socjalnym. A skoro tak, to sensowniejsze wydaje się kryterium dochodowe. Dziś bowiem 800+ funkcjonuje jako swoisty ekwiwalent dochodu podstawowego.

Trzecia kwestia dotyczy statusu prawnego uchodźców. Zawetowana ustawa regulowała nie tylko 800+, ale też podstawowe warunki ich pobytu w Polsce. Jeśli do 30 września nie pojawią się w tej sprawie nowe przepisy, to uderzy w status prawny tysięcy ludzi.

Warto dodać, że ten argument nie oznacza, że wina leży po stronie jedynie prezydenta Nawrockiego, bo przecież rząd również mógł ustawę przygotować szybciej – tak, by jej podpisem zajął się Andrzej Duda.

No i wreszcie – jeśli część osób, pozbawiona wsparcia, zdecyduje się opuścić Polskę, to stracimy ludzi już w dużej mierze zakorzenionych, znających język, potrzebnych na rynku pracy. Ucierpi na tym nasza gospodarka.

Dlaczego weto to dobry pomysł?

Jednak nie sposób zignorować argumentów drugiej strony. Po pierwsze, mówimy o ograniczeniu, które obejmie około 20% ukraińskich uchodźców. Statystyki OECD pokazują, że aż 80% z nich pracuje legalnie. To oznacza, że nie jest to masowe odebranie świadczeń, a raczej jego zawężenie, które nie spowoduje masowych kosztów społecznych i nie uderzy w większość społeczności ukraińskiej.

Po drugie – od początku zakładano, że wsparcie będzie czasowe. Nikt nie obiecywał, że status uchodźcy i związane z nim przywileje będą obowiązywać na zawsze. Minęły trzy i pół roku wojny i dla wielu Polaków naturalne staje się przekonanie, że okres wyjątkowego traktowania dobiega końca.

Polacy chcą, aby pewne przywileje – jak możliwość korzystania z programu 800+ – były zarezerwowane właśnie dla nich. I nie jest to, w mojej ocenie, wyraz groźnego nacjonalizmu, ale raczej naturalnego oczekiwania, że różnica między obywatelem a gościem będzie widoczna.

Nie twierdzę, że zawsze, gdy większość czegoś chce, to należy bezwzględnie słuchać, ale nastroje społeczne nie są czymś, co można łatwo zlekceważyć. W Polsce narasta sceptycyzm wobec masowej migracji, a emocji nie da się wiecznie przykrywać. Czasem trzeba je skanalizować – i ograniczenie 800+ dla części uchodźców może być takim wentylem bezpieczeństwa. Trzeba budować społeczną akceptację dla migracji, bo w najbliższej przyszłości będziemy jej potrzebowali.

Wreszcie, paradoksalnie, ta decyzja daje prezydentowi Nawrockiemu większą swobodę w polityce zagranicznej. Mając łatkę „ukrainosceptyka”, łatwiej mu będzie podejmować decyzje realnie wspierające Ukrainę, bo nikt nie zarzuci mu naiwnej ukrainofilii, za co płacić cenę poparcia Duda w prawicowym elektoracie.

Trzeba też pamiętać, że decyzja ta może zadziałać mobilizująco. Część kobiet, które dotąd pracowały w szarej strefie, może wyjść na legalny rynek pracy, aby nie stracić świadczenia. Inne, które w ogóle nie podejmowały zatrudnienia, być może spróbują. To mogłoby być pozytywne dla polskiej gospodarki.

Nawrocki zyska na wecie

Bez względu na moralne dylematy, politycznie prezydent na tym wecie zyskał. Po pierwsze, udało mu się „przechwycić” temat, który wcześniej do debaty wrzucił Rafał Trzaskowski, a dziś jego zwolennicy krytykują identyczne rozwiązanie. Trolling idealny.

Po drugie, Nawrocki realizuje obietnice wyborcze i pokazuje się jako polityk konsekwentny – w kontraście do rządu, który ma problemy z dowożeniem swoich „stu konkretów”. Po trzecie, zyskuje w oczach elektoratu Konfederacji, dla którego ograniczenie 800+ ma podwójne znaczenie: antyukraińskie i liberalne gospodarczo.

I wreszcie – buduje większe pole manewru, zarówno wobec rządu, jak i wobec Ukrainy. To w polityce zawsze cenna waluta.

Mój werdykt

Mam w sobie pewien rozdźwięk. Wiem, że decyzja ta uderza w najsłabszych i niesie ryzyko chaosu legislacyjnego. Ale dostrzegam też logikę polityczną i społeczną, która za nią przemawia.

Rozumiem weto Karola Nawrockiego. Rozumiem, choć wolałbym, aby zostało ono uzupełnione o wyjątki dla osób, które nie są w stanie pracować. Pisał o nich w swoim komentarzu Konstanty Pilawa. Mowa oczywiście o osobach niepełnosprawnych, ale zapewne znalazłoby się również kilka innych grup.

„Sprawiedliwie byłoby nie zabierać tego wsparcia nie tylko tym, którzy z obiektywnych przyczyn nie mogą jej podjąć, ale również tym, którzy pracę ostatnio stracili. Powinien być tutaj jakiś okres ochronny, np. miesiąca lub dwóch. Jeśli takiej regulacji nie będzie, zwolniony człowiek dostanie podwójnie – nie dość, że straci pracę, to jeszcze zabierzemy mu wsparcie dla jego dziecka” – dodawał wiceprezes KJ, i z tą uwagą również się zgadzam.

Gdyby Karol Nawrocki wziął te przypadki pod uwagę, wtedy łatwiej byłoby mi powiedzieć, że jego decyzja broni się nie tylko politycznie, ale i moralnie.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.