Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Patostreaming trzyma się mocno. Czy projekt PiS ma sens?

Patostreaming trzyma się mocno. Czy projekt PiS ma sens? Fot. Pxhere/CC0

25 lipca do konsultacji społecznych trafił projekt ustawy PiS penalizujący patostreaming – internetowe transmisje z przemocą, wulgaryzmami i patologią. Choć problem znany jest od lat, dotąd brakowało systemowych rozwiązań. Czy nowe przepisy realnie ograniczą działalność patostreamerów? Każdy obywatel może zgłaszać opinie do 24 sierpnia.

 

Skąd wzięła się popularność patostreamingu?

Rozkwit patostremingu w Polsce możemy datować na 2017 rok, głównie za sprawą dwóch streamerów gry Tibia – DanielaMagicala i Rafonixa. Zauważyli oni, że podczas swoich transmisji dzięki używaniu wulgarnego języka i stosowaniu przemocy w łatwy sposób zwiększają swoją widownię. W szczytach popularności ich streamy oglądało na żywo nawet kilkanaście tysięcy osób, a tzw. „szoty” z ich udziałem (najbardziej kontrowersyjne fragmenty) mają setki tysięcy wyświetleń.

Pierwszy z wymienionych patostreamerów przekształcił swoją działalność w wielogodzinne transmisje na żywo, które często prowadził wraz z najbliższą rodziną i znajomymi. Dominowały tam treści patologiczne: od stosowania przemocy i upijania się do nieprzytomności, poprzez nagrywanie postronnych osób (takich jak pracownicy policji, kurator sądowy czy nawet ksiądz podczas kolędy), aż do niszczenia i podpalania różnych przedmiotów domowych.

Patostremerzy zarabiają głównie na dobrowolnych wpłatach widzów, którzy w zamian zyskują bezpośredni kontakt i wpływ na ich zachowanie, co sprzyja silnej identyfikacji z twórcą i skraca dystans między nimi.

Wiele sformułowań pochodzących od patostremerów wchodzi do slangu młodzieżowego i języka potocznego. Z racji kontrowersyjnych treści zjawisko to staje się przedmiotem codziennych rozmów. Wywiera to presję (zwłaszcza na młodą widownię) do stałego bycia na bieżąco z tego typu treściami. Towarzyszącym problemem jest także popularność gal typu freak-fight, które jednocześnie promują, normalizują i tworzą patoinstytucje utrwalające obraz przemocy sięgając także po uczestników rodem ze świata internetowej patologii.

Patostremerzy (czy nawet szerzej: patotwórcy) często specjalnie tworzą kontrowersyjne treści w celu własnej promocji i następnie konsumpcji swojej popularności – chociażby na galach freak-fightowych. Istnieją także kanały zajmujące się bieżącym komentarzem poczynań  patotwórców, zwiększając ich popularność i napędzając cały mechanizm. Doprowadziło to do powstania całej ogromnej gałęzi biznesu, którego podstawowym odbiorcą są osoby nieletnie.

To krzywdzi dzieciaki

Odbiorcami patostreamerów w dużej części są osoby nieletnie. Według raportu Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę z 2019 roku aż 85% dzieci w wieku 13-15 lat słyszała o patotreściach, a 37% je oglądała. W oczywisty sposób kontakt z przemocową i demoralizującą treścią patostreamów jest dla nich niezwykle niebezpieczny. Normalizuje się w ten sposób zachowania patologiczne, zaburza wyobrażenie o świecie, destabilizuje hierarchię wartości oraz niszczy empatię do drugiego człowieka.

Niestety upowszechnianie się patotreści może skończyć się tragicznie dla dzieci. Tak było w przypadku dziewczyny, która w czerwcu tego roku pod wpływem środków odurzających podczas transmisji na żywo u jednego z patostremerów zgodziła się wejść pod jego biurko i za pieniądze dokonywać czynności seksualnych. To tylko jedna z ofiar jego działalności.

Swój kanał prowadził już od wielu miesięcy, ale dopiero po nagłośnieniu medialnym został aresztowany. Problem patostremingu istnieje od lat, a brak wyraźnego działania ze strony państwa doprowadził do tego, że zamiast zwalczać to zjawisko, stało się ono dla wielu osób sposobem na życie.

Problem ze ściganiem

Zgodnie z wcześniej wspomnianym raportem Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę wyróżnić można trzy rodzaje odpowiedzialności prawnej dla osób publikujących patotreści w internecie – karną, cywilną i porządkową.

W przypadku odpowiedzialności karnej mówimy o przestępstwach usankcjonowanych w przepisach Kodeksu Karnego, takich jak na przykład: próby pozbawienia wolności, wygłaszanie gróźb karalnych czy naruszenie nietykalności cielesnej. Włączyć w to także można wykroczenia związane ze złamaniem przepisów Kodeksu Wykroczeń.

Odpowiedzialność cywilna związana jest głównie z odpowiedzialnością za naruszenie dóbr osobistych. Z kolei odpowiedzialność porządkowa polega na blokowaniu i usuwaniu treści przez moderatorów platformy na których zostały one umieszczone.

Chociaż istnieją już instrumenty pozwalające na ściganie patostremerów, to często działania prawne podejmowane są dopiero po wielu miesiącach ich działalności i najczęściej po nagłośnionym medialnie dramacie. Z kolei osoby finansowo wspierające taką działalność oraz osoby rozpowszechniające najbardziej patologiczne fragmenty transmisji w praktyce pozostają bezkarne.

Istotnymi problemami do rozwiązania pozostają także kwestie wolności twórczej oraz uciekania patostremerów do mniej znanych platform, które posiadają mniejsze możliwości usunięcia ich kanału. Problemu wyznaczenia ostrej granicy wolności twórczej i wolności słowa prawdopodobnie nigdy nie przezwyciężymy. Jednak stworzenie wymagań prawnych dla platform streamingowych ograniczających treści cezurą wiekową, jest już jak najbardziej w zasięgu lagislatywy.

Seria nieskutecznych działań

Pierwsze próby zajęcia się problemem podjął pod koniec 2018 roku ówczesny Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar. W październiku i listopadzie zwołane zostały obrady okrągłego stołu do walki z patotreściami w internecie, podczas których wypracowana została 9- punktowa deklaracja. Niestety jej najważniejsze postulaty dotyczące podjęcia systemowych działań pozostały niezrealizowane. Największym osiągnięciem było opracowanie wspólnego raportu z Fundacją Dajemy Dzieciom Siłę.

W czerwcu 2019 roku ówczesny wiceminister w Ministerstwie Cyfryzacji Adam Andruszewicz ogłosił rozpoczęcie walki z patostreamingiem. Utworzono kampanię informacyjną „Nie zagub dziecka w sieci”, w ramach której podpisano ogólną Deklarację na rzecz bezpieczeństwa dzieci w sieci. Powstała również Grupa Robocza ds. Bezpieczeństwa Dzieci i Młodzieży w internecie, która stworzyła szereg poradników w zakresie cyberbezpieczeństwa. Nie powstały jednak żadne systemowe rozwiązania. Nie doczekaliśmy się także zmian w prawie.

Dopiero w maju 2023 roku wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik wraz z grupą posłów złożył projekt ustawy zmiany Kodeksu Karnego, którego celem miała być walka z patostremingiem. Jednak zakończona kadencja sejmu uniemożliwiła kontynuację prac nad projektem.

Wraz ze zmianą władzy pojawiły się obietnice dotyczące zajęcia się tym problemem. W kwietniu 2024 roku w Ministerstwie Cyfryzacji po raz kolejny powstała grupa robocza ds. ochrony małoletnich w internecie.

W styczniu br. wiceminister cyfryzacji Michał Gramatyka zapowiedział, że przy okazji prac nad ustawą ograniczającą dostęp małoletnich do pornografii podjęta zostanie także próba ustawowego zdefiniowania patostremingu. Do tej pory jednak brakuje konkretów, a termin przedstawienia projektu ustawy cały czas odsuwany jest w czasie.

Projekt PiS – niewielki krok w dobrą stronę?

Sytuację tę postanowiło wykorzystać już w opozycji Prawo i Sprawiedliwość. 25 lipca przedstawiono projekt ustawy zawierający bliźniaczo podobne rozwiązanie do projektu z maja 2023 roku, względem którego główną zmianą jest zmniejszenie wymiaru kary w porównaniu do pierwotnego pomysłu.

Propozycja ta polega na zastosowaniu kary pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat w trzech przypadkach.

Po pierwsze, gdy publikowane w internecie filmy przedstawiają przestępstwa kwalifikujące się jako czyny zabronione i zagrożone karą pozbawienia wolności na okres przynajmniej 5 lat. Są to umyślne przestępstwa przeciwko rodzinie, życiu, zdrowiu, wolności, wolności seksualnej, obyczajności, popełniane także z użyciem przemocy.

Po drugie, gdy zamieszczane treści ukazują zabijanie lub znęcanie się nad zwierzętami. Po trzecie, gdy przedstawiane są treści w których naruszana jest nietykalność cielesna osoby lub jej poniżanie albo upokarzanie.

W przypadku, gdy wyżej wymienione treści będą udostępnianie w celu uzyskania korzyści majątkowej, to kara pozbawienia wolności wzrasta od 6 miesięcy do 8 lat.

Wydaje się, że proponowane zmiany w bardzo ograniczony sposób wpłyną na przeciwdziałanie patostremingowi. W samej propozycji zauważamy, że wszystkie trzy wymienione przesłanki już teraz można wykorzystać w oskarżaniu patostremerów, jeżeli to oni dokonują wskazanych w materiałach czynów. W żaden jednak sposób nie zwiększają one możliwości ich karania. Proponowany projekt ustawy nie umożliwia też blokowania takich treści oraz nie powoduje ograniczenia ich dostępności dla dzieci i młodzieży.

Istotną nowością jest jednak rozszerzenie potencjalnych adresatów sankcji także na osoby rozprzestrzeniające najbardziej kontrowersyjne treści w postaci „shotów”.

Potrzebujemy dalej idących, skutecznych regulacji!

Jeśli chcemy skutecznie walczyć z patotreściami w internecie powinniśmy rozważyć wzmocnienie instytucji wychwytujących takie szkodliwe treści oraz utrudnić do nich dostęp osobom małoletnim.

Wszystkich patotreści z internetu jednak nie usuniemy, tak jak nie usuniemy zła z naszego życia. Dlatego tak ważne wydają się być działania informujące o zagrożeniach wynikających z oglądania patostreamów, a także promujące wyższe wartości i zdrowe postawy społeczne.

Za podstawową kwestię uważam przede wszystkim tworzenie bezpiecznej przestrzeni do dialogu z dzieckiem o treściach, z którymi spotyka się w internecie. Pisał o tym Cezary Boryszewski z Klubu Jagiellońskiego na łamach magazynu „Plus Minus”.

Świetną okazją do nagłaśniania problemu oraz wyrażenia swojej opinii jest udział w aktualnie trwających konsultacjach społecznych, które zakończą się 24 sierpnia. Mogą one mieć wpływ zarówno na proponowaną przez PiS zmianę, jak i na kształt ustawy którą ma zaproponować Michał Gramatyka. Każdy głos i każda ankieta mają znaczenie. Silna presja społeczna może zmusić obecnie rządzących do przyspieszenia prac nad problem, z którym borykamy się jako społeczeństwo już od blisko 10 lat.

Zadanie „Sejm – nowe otwarcie. Monitoring systemu konsultacji społecznych aktów prawnych w Polsce” realizowane jest przez Klub Jagielloński dzięki finansowaniu ze środków Rządowego Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018-2030 PROO Priorytet 3. Ten utwór, z wyjątkiem zdjęć, jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe.

Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.