Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Tajemnica, porządek, kozioł ofiarny. Twórczość Jana Maciejewskiego

Tajemnica, porządek, kozioł ofiarny. Twórczość Jana Maciejewskiego screen z: https://youtu.be/tFrUpsNMRA8

Nie przepadam za takimi terminami, jak kultura katolicka czy literatura katolicka. Bohater niniejszego szkicu, Jan Maciejewski, co przyznał w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim, również nie lubi pojęcia „pisarz katolicki”. Nie chce być politrukiem czy bojownikiem o sprawę. Pisze dzieła, które są uniwersalne i mogą być docenione również przez agnostyków czy ateistów. Co chyba najważniejsze, przekazuje nam rzeczy nieoczywiste.

W poszukiwaniu straconego ładu

Zbiór Już pora – druga książka autorstwa Jana Maciejewskiego – zawdzięcza swój tytuł węgierskiemu autorowi, Sándorowi Máraiemu. Węgier zapisał słowa „już pora” w swoim dzienniku tuż przed tym, gdy zdecydował się popełnić samobójstwo.

Jan Maciejewski, umieszczając te słowa w tytule swej książki, polemizuje z podejściem Węgra, który postanowił sam i na własnych warunkach zakończyć ziemski żywot. Maciejewski nie aprobuje tego czynu, odrzuca stoicyzm Máraiego, dopatruje się w tym pójścia drogą awaryjną, na skróty, swoistej ucieczki.

Odpowiedzią autora na czyn Máraiego jest zupełnie odmienna wizja życia. Sama struktura Już pory ujawnia nam co nieco o sposobie myślenia autora. Poszczególne części zbioru odpowiadają dwunastu miesiącom i ośmiu liturgicznym godzinom świętego oficjum – oficjalnej modlitwy Kościoła, odmawianej zwłaszcza przez kapłanów, której celem jest uświęcenie poszczególnych części każdego dnia. Intelektualnym patronem książki jest Tom Hodgkinson, autor Starego wspaniałego świata.

Wizja wyłaniająca się z Już pory jest wizją integralnie katolicką. Jednocześnie to tchnący nostalgią obraz świata, który częściowo przeminął. Kategorią narzucającą się podczas lektury dzieła Maciejewskiego jest tajemnica. Świat przez niego opisywany to misterium.

Tajemnice odkrywamy wówczas, gdy z nimi obcujemy, kiedy kontemplując uważnie otaczającą nas rzeczywistość, dostrzegamy coś, czego nie widzieliśmy od razu. To czyni pisarz poprzez obcowanie ze światem natury.

Drugą kluczową kategorią, która przenika Już porę, jest porządek. Maciejewski dostrzega w każdej porze dnia, miesiącu, roku określone miejsce i zadanie. Widzi, że rzeczywistością rządzi jakaś logika. Każde zjawisko z logiki czasowej nie jest przypadkowe, współistnieje harmonijnie z innymi miesiącami, a także kulturą, człowiekiem i naturą. Maciejewski widzi głębszy sens rzeczywistości, który ujawnia się nam poprzez cierpliwy namysł.

Filozoficzną kategorią, która najgłębiej oddaje naturę opisywanego przez autora porządku, jest telos (cel). Wszystko, co istnieje, ma swój cel, zadanie, powołanie, przeznaczenie. Celowość świata można dostrzec w rozkładającym się pożywieniu, rąbaniu drzewa, paleniu ognia, uprawianiu ziemi, sianiu roślin, żniwach.

Tak autor opisuje maj: „Wszystkie inne miesiące przychodzą, ten jeden wybucha” oraz „Maj jest w roku chwilą pauzy dla wzięcia oddechu, zaciągnięcia się zapachami, które w żadnym innym miesiącu nie mają podobnej intensywności”. O czerwcu pisze: „Czerwiec jest właśnie po to, żeby nas uwieść i pokiereszować. Trzeba się mu oddawać bez ograniczeń i bez pamięci. Do końca”.

Dzieło Maciejewskiego stymuluje zmysły. Wertując poszczególne stronice, można poczuć zapach kwiatów czy ogniska palonego w ogrodzie za starym domem. Ten przemijający, harmonijny świat uporządkowany według rytmu wyznaczanego przez zmieniające się godziny, modlitwy, miesiące i pory roku autor za Hodgkinsonem nazywa „starym światem”.

Maciejewski sugestywnie pokazuje, co straciliśmy z jego przeminięciem. Nasze życie wraz z postępem technologicznym i związanym z nim odczarowaniem świata stało się znacznie uboższe. Straciliśmy poczucie zależności od Stwórcy, której można bezpośrednio doświadczyć, np. podczas pracy w polu czy też uprawiania ogródka.

Maciejewski pisze: „Stary świat był dużo bardziej logiczny niż nasz. Nie wykonywał fałszywych ruchów. Z tą samą przezornością umieszczał w kalendarzu gospodarskie obowiązki, co święta i rytuały. Jedne i drugie miały swoją rację tylko w tym konkretnym momencie roku. Skoro więc nie sieje się nasion jesienią, dlaczego zakochani obchodzą swoje święto właśnie teraz? […]

Ten moment przekazuje nam kluczową informację na temat zakochania. Że bardziej niż czymkolwiek innym jest niespodziewaną wizytą. Tak jak ona, w pierwszym odruchu wywołuje irytację i zniecierpliwienie. Narusza przecież porządek, zmusza do przełożenia planów, odłożenia innych zajęć na później.

Jest wtargnięciem niezapowiedzianego gościa w ustalony porządek naszego życia. Niepokoi, narusza to wszystko, co dawniej było odłożone na swoje miejsce. A nade wszystko robi to samo, co szpadel i grabie z glebą – wpuszcza powietrze. Przygotowuje grunt dla przyszłych zdarzeń.

Organiczny wzrost miłości bierze na siebie wiosna. Za jej szaleństwo odpowiada lato, próbą dla niej są jesienne chłody. Ale zakochanie to rzecz lutego. Miesiąca, w którym nie tylko ziemi należą się wzruszenia i niepokoje”.

Ten przydługi cytat najlepiej obrazuje istotę myśli Maciejewskiego. W starym świecie rzeczywistość ludzka i kultura współgrają z naturą, bo z natury wyrosły i nią się karmiły. Wszystkie elementy świata tworzyły harmonię. Były względem siebie komplementarne.

Jest to wizja świata „zaczarowanego”, syntetycznego, którą nowoczesność brutalnie nam odebrała. Pisarzowi obca jest tęsknota za przeszłością jako przeszłością. Maciejewski mówi nam, że wraz z rozwojem i zmianami rzeczywistości być może tracimy coś istotnego.

Gdy o tym myślę, przypominają mi się słowa Beatrycze z pieśni I, części rajskiej Boskiej komedii Dantego. Doskonale oddają religijną, katolicką wizję świata posiadającą swój ład.

„Rzeczy na przestworze/ Są we wzajemnym ładzie; to jest modła/ Dająca światu podobieństwo Boże./ W tym twory wyższe dopatrują godła/ Mocy, co ma cel we własnym rozsądku,/ Gwoli któremu prawo swe wywiodła./ Słuchając tego wiecznego porządku/ Wszystkie istoty, wedle przeznaczenia/ Bliższe lub dalsze swojego początku./ Po oceanie bytu bez wytchnienia/ do swej przystani gna ich potęga,/ A każde z musu swego przyrodzenia” – czytamy u Dantego.

Maciejewski jest autorem metafizycznym, poszukującym głębszego sensu, ładu, który rządzi światem, a który nie jest nam dostępny bezpośrednio zmysłowo. Jest ładem ustanowionym przez Boga. Odkrycie go wymaga pracy rozumowej. Tak czytam zbiór pt. Już pora.

Autor, który ucisza

Dodatkiem do szkiców Maciejewskiego są jego opowiadania. Styl pisarza przypomina mi Jorgego Luisa Borgesa, słynnego argentyńskiego prozaika. Podobnie jak u Borgesa język autora Milczenia katedry cechuje się harmonią i spokojem. Sposób, w jaki Maciejewski konstruuje poszczególne zdania, uspokaja.

Poszczególne wersy snują się powoli. Nie cechują się nagłymi zmianami tempa, nie wybuchają, nie wstrząsają czytelnikiem. Pojawiają się spokojnie. Harmonijnie współgrają z wcześniej zakreślonymi zdaniami.

Inaczej sprawa wygląda z zakończeniami opowiadań autora. W kulminacyjnych momentach tempo przyśpiesza i wówczas… narracja nagle się ucina. Emblematyczne pod tym względem może być znajdujące się w zbiorze Już pora opowiadanie o Marii Magdalenie. Finałową scenę, w której bohaterka za chwilę ma być ukamienowana, kończą słowa:

„I wtedy zauważyli, że on już tam jest. Nie wiadomo, kiedy się pojawił. Może był od początku, a dopiero teraz dostrzegli, że jakby nigdy nic siedzi na wysokim kamieniu i patrzy nieprzytomnie przed siebie. Jakby spał z otwartymi oczami albo się modlił. A więc wreszcie. Złapali kobietę za ramiona i poprowadzili w jego kierunku. Ona nie rozumiała tego, co się dzieje, nie słyszała rozmowy, jaką między sobą toczyli.

Patrzyła tylko na ślady, które zostawiał jego palec na piasku. Litery nieznanego jej alfabetu. Szumiało jej w uszach, jakby była głęboko pod wodą, tak samo spowolnione były jej ruchy. Ale ciśnienie, które napierało na jej ciało, powoli zaczęło się zmniejszać. Zaczęła się wynurzać.

– Mario?
Jej imię zabrzmiało w jego ustach jak pierwszy pomruk burzy”.

Czytając opowiadania Maciejewskiego, nie spodziewamy się nadejścia końca. Uderza ono w nas znienacka, burzy wcześniejszą logikę dzieła. Jeśli miałbym szukać kategorii, która najlepiej oddaje to, co w ten sposób Maciejewski robi z czytelnikiem, to byłoby nią katharsis. Oczyszczenie, które wynika ze zburzenia dotychczas określonego ładu dzieła i pojawieniu się nowego elementu narracji.

Prozaik z zakończeniami swoich opowiadań pozostawia czytelników samych. Nie dopowiada, nie mówi, jak je interpretować. Chce, byśmy odczytali je w samotności. W jednym ze swoich felietonów z tomu Milczenie katedry pisarz stwierdza: „Jak muzyka zaczyna się od ciszy, tak literatura na ciszy się kończy”.

Mój kolega opowiadał mi, że po przeczytaniu jednego z opowiadań Maciejewskiego zaniemówił na kilka minut. Milczenie to potwierdza prawdziwość poglądów literackich autora Nic to!, jednak takie doświadczenie może spotkać tylko tego, do kogo pisarstwo Maciejewskiego trafia. Jest ono na tyle specyficzne, że nie każde ucho będzie na nie wyczulone.

Dawna Polska musiała upaść, bo była kozłem ofiarnym

Niezależnie od poglądów, romantyzm polski zawsze będzie punktem odniesienia dla polskich intelektualistów. Polski pisarz, czy tego chce, czy nie, czy to robi świadomie, czy też nie, prędzej czy później jest zmuszony odnieść się do epoki i dziedzictwa Mickiewicza i Słowackiego.

Na tę bitwę z romantyzmem wyruszył również Maciejewski esejem poświęconym dziejom Polski pt. Nic to! Dlaczego historia Polski musi się powtarzać?. Opowiadania autora Milczenia katedry przypominają mi Borgesa, a pisarstwo historyczne Maciejewskiego przywodzi na myśl Jarosława Marka Rymkiewicza.

To, co łączy zarówno Rymkiewicza, jak i Maciejewskiego, to fakt, że obaj literaci nie są zawodowymi historykami, nie ustalają faktów, siedząc nad archiwaliami i zbiorami źródeł. Obaj, korzystając z pracy naukowców, starają się dostrzec w opisywanych przez historyków wydarzeniach głębszy, by nie powiedzieć „duchowy”, sens dziejów. Poszukują logiki, która ich zdaniem rządzi historią Polski.

W tym sensie ich pisarstwo jest bardziej historiozoficzne niż naukowe. Dlatego też z pewnością wielu historyków, czytając teksty, o których mowa, rwie sobie włosy z głowy. Historyka musi kusić, by dzieło Maciejewskiego skwitować stwierdzeniem, że oto mamy do czynienia z przeintelektualizowaniem typowej dla gatunku homo sapiens brutalności.

Nieraz i ja miałem podobne spostrzeżenia podczas lektury Nic to!. Niezależnie jednak od mych uczuć, książka zasługuje na poważne traktowanie. Być może mówi nam coś, czego krytyczne „mędrca szkiełko i oko” nie są w stanie dostrzec.

Maciejewski pragnie odpowiedzieć na pytanie, czemu historia Polski jest skazana na ciągłe powtarzanie. Autorem, który go prowadzi i którego myśl służy mu za narzędzie analizy, jest antropolog René Girard. Francuz zasłynął dzięki analizie kulturowej mechanizmu kozła ofiarnego. Maciejewski wprowadza opis i interpretację tego fenomenu, a następnie stara się zrozumieć ciągłe bycie ofiarą, cykliczne powtarzane przez Polaków.

Zbiorowe szaleństwo i zbiorowa histeria – tak Maciejewski diagnozuje stan Polaków po rozbiorach, kluczowym momencie dziejów Polski, gdy upadło państwo, a naród uciekał do religii, starając odnaleźć w sobie nową siłę oraz nową formę egzystencji. Upadek państwa polskiego obudził w Polakach instynkt mimetyczny, chęć naśladowania innych.

Mimetyzm zaprowadził Polaków pozbawionych państwowości do chęci naśladowania Kościoła, by znaleźć jakiś cel własnej egzystencji bez państwa. Chodziło o to, by uczynić z własnych dzieł nową ewangelię, naśladować wspólnotową formę, zaś kolejne ofiary narodu miałyby być niczym ofiara Chrystusa.

Uskuteczniali to poeci romantyczni, nowa elita narodowa. Choć żaden z nich nigdy wprost nie napisał, że Polska powinna stać się Chrystusem narodów, to w ten sposób można by streścić ich idee.

Polacy i Polska mieli stać się niczym Kościół, apostołować między innymi narodami, konkurować z Kościołem rzymsko-katolickim. Sensem, jak powiada Maciejewski, nowej wiary miały być krew, przemoc, cierpienie i śmierć. To wszystko miało prowadzić Polaków ku duchowej doskonałości.

Głoszony w romantyzmie mesjanizm chciał ustanowić Mistyczne Ciało Narodu Polskiego. Stać się czymś lepszym niż Kościół katolicki. Maciejewski we wstępie do swojego eseju stwierdza: „Ta eklezjologiczna ambicja, marzenie, by uczynić naród Kościołem, przyjąć wspólnotową formę ekklesii, najlepiej widoczna staje się w roli, jaką od czasu rozbiorów zaczęła odgrywać w naszej historii kategoria ofiary.

Jak eucharystia, ofiara mszy jest «źródłem i szczytem» życia Kościoła, tak kolejne, mniej lub bardziej dobrowolne ofiary z życia, składane na ołtarzu Ojczyzny, stawały się nie tyle kosztem, ceną, jaką trzeba było zapłacić za jej wyzwolenie, ale istotą tych starań. Źródłem i szczytem życia narodu. To właśnie męczeństwo narodu jest nową formą sprawowania kościelnych godności”.

Maciejewski za Girardem głosi, że kłamstwo romantyczne polega na naśladownictwie, a konkretniej z brakiem świadomości, że naśladuje się innych. „Autentyzm” głoszony przez romantyków w ten sposób okazuje się czymś fałszywym, jedynie deklaratywnym.

W przypadku polskich romantyków kłamstwo romantyczne wiązało się z chęcią bycia Kościołem, który karmi się krwią ofiar składanych na ołtarzu ojczyzny. To pierwszy stopień zakłamania, ten bardziej powierzchowny. Większy kłopot powiązany jest z przyjmowaniem roli kozła ofiarnego – gotowości do składania z siebie ofiary na „ołtarzu historii”. Martyrologia romantyków to fałsz.

Maciejewski nie chce jednak, aby Polacy w ramach swoistej terapii „przerobili” własne traumy, tak jak Michał Bilewicz proponuje to w swoim głośnym eseju pt. Traumaland. Maciejewski nie odrzuca przeszłości, nie neguje wagi romantyzmu, nie odwraca się do niego plecami. Nie chce negacji.

Chce nawrócenia rozumianego jako powrotu do samego siebie. Autor pragnie, mówiąc filozoficznie, ustanowienia się Polaków w roli świadomego podmiotu. Proponuje krytyczny namysł nad dziedzictwem romantyzmu, rozpoznanie jego wad i wyzbycie się ich wpływu na współczesnych, w szczególności naśladownictwa, które zniewoliło Polaków.

Maciejewski, patrząc na historię Polski, zwłaszcza na rozbiory, głosi, że nasza ojczyzna stała się kozłem ofiarnym nowoczesnej Europy, który był potrzebny do tego, by Stary Kontynent stał się realnie nowoczesny. Maciejewski powiada: „Nie da się zrozumieć kryzysu Rzeczypospolitej ani tym bardziej jej upadku bez zrozumienia głębi kryzysu, jaki przeżywał tamten świat. Radykalności doświadczanych przezeń zmian i przełomów.

Wraz z wygaśnięciem wpływu chrześcijaństwa na bieg zdarzeń w Europie powróciły doń pierwotne siły. Państwa nowoczesne były realnie imperialistyczno-agresywne. A świat przedchrześcijański znał tylko jeden sposób wyjścia z kryzysu, uśmierzenie niepokoju. Było nim złożenie ofiary”.

Ten mord na Polsce – zdaniem autora Nic to! – był konieczny. Erupcja pierwotnej, nieokiełznanej przemocy i zerwanie z ładem tradycyjnym oznaczało, że musiała ona znaleźć swoje ujście. Skierować się na jakiś obiekt. Girard w mordzie rytualnym dostrzega kulminację zjawiska mimetyzmu, jego ukoronowanie, ostateczność. Tylko w ten sposób mógł zmienić się świat, zreformować się ład międzynarodowy, powstać nowy model cywilizacyjny.

Europa musiała go dokonać, by oddzielić się od transcendencji i teologii, stać się realnie postępową, samodzielną oraz by wreszcie historia mogła panować sama nad sobą. By ludzkość stała się niezależna od jakiejkolwiek „siły wyższej”.

Wyzbycie się chrześcijańskiego imaginarium i wartości wymagało ofiary, jak powiada Maciejewski, dlatego musiały nastąpić rozbiory, których sens jest w ten sposób głębszy aniżeli jedynie polityczny. Dzięki temu mogła nadejść nowoczesność, w której motorem napędowym stał się postęp.

„Agresja, nienawiść, przemoc, która w momencie kryzysu kotłuje się między ludźmi (lub państwami), musi znaleźć obiekt, na którym będzie mogła się wyładować. Składanie ofiary skutkuje, pisze Girard, «realnym procesem kolektywnej przemiany kosztem ofiary, który oddziałuje na panujące we wspólnocie wewnętrzne napięcia, zawiść, rywalizację, wzajemne przejawy agresji»” – przekonuje Maciejewski.

Rozbiory – rozszarpanie zwłok Polski – były potrzebne w tym procesie, bowiem zabicie kozła przynosi pokój, ustanawia nowy ład. Dlatego Fryderyk Wielki mógł zapisać następujące słowa: „Podział Polski połączy trzy religie: katolicką, grecką i kalwińską; spożyjemy razem jedną komunię, którą jest Polska, jeśli nie dla zbawienia dusz naszych, to nie bez korzyści dla naszych państw”.

Ofiarą (w odczuciu Maciejewskiego) mogła być jedynie Polska. Girard powiada, że kozioł ofiarny musi być podobny do tłumu, który go zabija, a jednocześnie się od niego odróżnia. Polska dla oświeceniowej Europy była „dziwna”, a Polacy dla Zachodu barbarzyńcami ze Wschodu, narodem bez prawa i wolności. Ludźmi nieoświeconymi.

W takich stwierdzeniach Rene Girard uzupełnia się z Edwardem Saidem i Larrym Wolffem. Polska XVIII-wieczna jako coś europejskiego, ale wschodniego doskonale nadawała się do przyjęcia roli kozła ofiarnego.

Była idealnym dopełnieniem, odbiciem w krzywym zwierciadle „dorosłego i cywilizowanego, oświeceniowego Zachodu”. Trochę podobna do Zachodu, ale wyraźnie inna, dlatego mogła być czymś, co się poświęca, by zmyć grzechy, a także stać się „nawozem” – podstawą do ustanowienia nowego porządku.

Ustanowienie się Polaków w roli ofiary powoduje, że Polska jest skazana na powtarzanie zaklętego kręgu ciągłego składania ofiar. Oto dość pionierska teza autora Nic to!. Polacy, jeśli chcą się z tego wyzwolić, muszą wyrwać się z mechanizmu mimetycznego.

Przeciwieństwem naśladownictwa u Girarda jest nawrócenie, powrót do samego siebie. Jest to rozproszenie iluzji, wyjście z mgły. Mechanizm kozła ofiarnego zdemistyfikował Chrystus, ofiarę całkowicie niewinną, a ta niewinność najlepiej rozbija schemat koniecznej ofiary, by uczynić świat lepszym poprzez jej zabicie, gdy na nią przenosi się winy wspólnoty. Z Chrystusem tego nie dało się uczynić.

To droga, którą powinno się podążać. W ten sposób ofiary mogą rozbić krąg ciągłego mimetyzmu, morderczej rywalizacji. W myśli Girarda, tworzonej nie z pozycji konfesyjnych (Francuz dopiero później się nawrócił), ale antropologiczno-kulturowych, ideałem, który pozwala to wszystko zerwać, jest Chrystus albo ktoś mu podobny, np. święty. Chyba taką drogę proponuje Polakom Maciejewski.

***

Na premierze książki Już pora Maciejewski dyskutował m.in. z prof. Andrzejem Zybertowiczem. Socjolog pragnął, by Maciejewski zaczął pisać teksty, książki bardziej bieżące, nie tylko opisujące „dobre życie”, ale przekonywujące do niego nowoczesny, technologiczny świat.

Miałem wrażenie, jakby Zybertowicz chciał uczynić z autora żołnierza w trwającej walce. Maciejewski (nieco upraszczam i skracam) odpowiedział mu, że katolicyzm nie chce życia dobrego, ale prawdziwego z dramatami, problemami i wstrząsami egzystencjalnymi.

Tak samo należy patrzeć na dzieła Maciejewskiego. Lektury książek pisarza nie dają złudzeń. Owszem, uczestniczy on w bieżących dyskusjach, ale nie da się go jednoznacznie przypisać do żadnego obozu. Nie jest bojownikiem.

Brak mu zacietrzewienia i gorliwości uczestników sporów, które często szybko wygasają. Ma swoje ponadczasowe tematy i ich się trzyma. Nie zawsze się z Maciejewskim zgadzałem, pisząc ten tekst, jednak doceniam formę i język jego dzieł. To autor, wobec którego trudno przejść obojętnie.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o zachowanie informacji o finansowaniu artykułu oraz podanie linku do naszej strony.