Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Afera KPO. Koniec mitu pieniędzy z Brukseli. Polexit coraz bliżej?

przeczytanie zajmie 6 min
Afera KPO. Koniec mitu pieniędzy z Brukseli. Polexit coraz bliżej? Fot.Santeri Viinamäki; wikimedia commons; Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International license.

W ostatnich dniach wielu zastanawia się, czy afera KPO ostatecznie skompromituje rząd Donalda Tuska. Ważniejsze pytanie brzmi jednak: czy kontrowersje wokół wydawania unijnych pieniędzy zakończą polski euroentuzjazm i zapoczątkują nową, poważną falę sceptycyzmu wobec Brukseli?

Tekst powstał na bazie komentarza politycznego Pawła Musiałka. Jego pełną wersję znajdziesz na naszym YouTubie. 

KPO? To dla ekspertów

Gdyby ktoś tydzień temu powiedział mi, że najgorętszym tematem w polskiej debacie publicznej będą  unijne pieniądze, uznałbym to za żart. Gdy Krajowy Plan Odbudowy był opracowywany w czasach rządu Mateusza Morawieckiego, interesowali się nim tylko eksperci.

Mimo tego, że chodziło o miliardy złotych, opinię publiczną zajmowało przede wszystkim to, czy w ogóle te pieniądze dostaniemy. Gdy w Klubie Jagiellońskim organizowaliśmy debaty o unijnych funduszach, zawsze okazywał się to temat niszowy. Raport, który o KPO przygotowaliśmy, choć merytorycznie udany, cieszył się popularnością jedynie wśród specjalistów.

Gdy kilka dni temu wybuchła afera wokół KPO, można było sądzić, że jedynie chwilowo wzbudzi ona sensację. I chociaż w ten sposób zapewne myśleli także rządzący, temat nie znika.

Dzieje się tak dlatego, że kontrowersje zyskały namacalne ilustracje. Jachty, dotacje dla klubu swingersów, solaria przy budkach z kebabem czy ekspresy do kawy – te wszystkie „inwestycje” można było zobaczyć na mapkach wydatków, które przygotowało samo Ministerstwo Funduszy.

To te obrazki, a nie skomplikowane analizy finansowe, stały się gwoździem do politycznej trumny rządu w sprawie KPO. Podobnie było kiedyś z tzw. aferą ośmiorniczkową – to nie treść rozmów oburzyła ludzi, lecz symbolika luksusowych dań na koszt państwa. Dziś tę funkcję pełnią jachty i inne kuriozalne zakupy.

Koniec mitu pieniędzy z Brukseli

Najdotkliwszy cios dla Donalda Tuska polega na tym, że dotychczas budował on swoją narrację na kontraście: PiS nie potrafi załatwić pieniędzy z Unii, a on potrafi. Był to główny – i pewnie jedyny – argument za sprawczością jego rządu. I rzeczywiście – premier środki załatwił, ale dziś okazuje się, że wokół ich wydawania jest wiele niejasności.

Przez lata obecności w UE nawet prawicowi eurosceptycy przyznawali, że unijne środki to ważny argument za pozostaniem we Wspólnocie. Krytykowano Zielony Ład, politykę zagraniczną czy nadmierną biurokrację, ale pieniądze z Brukseli były nienaruszalną świętością.

Tymczasem problem z KPO jest podobny do tych z innymi funduszami unijnymi przeznaczonymi dla firm. Tam, gdzie pieniądze idą na infrastrukturę, efekty są jasno widoczne. Ale wsparcie przedsiębiorstw często jest nieefektywne i trudne do zweryfikowania pod kątem celowości.

Warto przypomnieć, że program dla branży HoReCa powstał w odpowiedzi na straty z czasów pandemii. Wtedy miało to sens. Ale wypłaty zaczęły się, gdy COVID-19  dawno minął, a biznesy wróciły do dobrej kondycji. Kryterium przyznania dotacji było proste: spadek przychodów o określony procent. Nikt realnie nie oceniał ich sensowności. W efekcie, legalnie finansowano wydatki wątpliwe z punktu widzenia interesu publicznego.

Tak działa większość dużych transferów publicznych. Przy tysiącach beneficjentów nie da się rzetelnie sprawdzić każdej inwestycji. Jeśli system bazuje tylko na prostych kryteriach formalnych, to zawsze znajdą się tacy, którzy wykorzystają go w sposób absurdalny.

Afera KPO odsłoniła więc systemową wadę unijnych dotacji. Teraz, gdy dziennikarze zaczynają sprawdzać inne programy, np. z dziedziny kultury, wychodzą kolejne „smaczki”, którymi zapewne niedługo zainteresuje się opinia publiczna.

Polexit na horyzoncie?

Największym beneficjentem tej sytuacji może być Konfederacja. Od lat konsekwentnie krytykowała unijne środki, przestrzegając, że to marnotrawstwo. Teraz może triumfować i – kto wie – znów sięgnąć po hasła wprost polexitowe, od których chwilę temu się odżegnywała.

Nie ukrywam, że patrzę na to ambiwalentnie. Z jednej strony dostajemy przyspieszoną lekcję edukacji obywatelskiej na temat tego, jak w rzeczywistości wydawane są pieniądze. Z drugiej – istnieje ryzyko, że w oczach dużej części wyborców skompromitowana zostanie cała idea unijnych funduszy. A przecież obok absurdalnych projektów są też inwestycje naprawdę potrzebne i wartościowe.

Obawiam się, że obecna emocja antyunijna może być dla niektórych środowisk paliwem do radykalnych postulatów wyjścia z Unii Europejskiej. Tymczasem nie potrzebujemy Polexitu, lecz bardziej asertywnej postawy wobec Brukseli i reformy samej Unii. Polska powinna pozostać we Wspólnocie, ale Unia musi stać się atrakcyjna nie tylko dzięki pieniądzom, lecz także dzięki wartościom, które oferuje swoim członkom.

Dziś w Brukseli wciąż żywa jest mentalność, że kraje „drugiej kategorii” można kupić funduszami w zamian za milczenie w kluczowych sprawach. Ten model się kończy. Polska – dotychczas największy beneficjent unijnych środków – zaczyna patrzeć na tę transakcję z pozycji gracza z podmiotowymi ambicjami. Jeśli Unia nie potrafi przekonać do siebie wartościami pozafinansowymi, to w dłuższej perspektywie może stracić poparcie obywateli w naszym regionie.

Dlatego uważam, że prawdziwe wyzwanie na najbliższe lata dotyczy nie tylko Warszawy, ale i Brukseli. I że afera KPO może być początkiem głębszej zmiany w sposobie, w jaki Polacy postrzegają Unię Europejską.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.