Latające samochody, masujące fotele i sprzedane dusze. Chińską propagandę uprawiają youtuberzy
Youtuberzy i streamerzy jeżdżą do Chińskiej Republiki Ludowej, żeby zachwycać się czystością, bezpieczeństwem i technologicznymi nowinkami. Ich filmy podszyte są głęboką niechęcią do „upadającego Zachodu”. Czy mamy do czynienia z nowym, subtelnym i niezwykle skutecznym rodzajem chińskiej propagandy?
Wszystko wskazuje na to, że chińskie władze uruchomiły kampanię, mającą walczyć z negatywnym wizerunkiem ich państwa. Nie jest to jednak typowa kampania, jaką znamy z telewizyjnych bloków reklamowych czy spotów na YouTube.
Tym razem działania promocyjne toczą się wprawdzie na tej platformie, ale mają o wiele bardziej subtelny charakter. Wysiłek na rzecz rozsławiania Chin i przedstawiania ich jako futurystycznego superpaństwa spoczywa na barkach zachodnich youtuberów oraz streamerów.
Latające samochody, ultraszybkie pociągi, tańczące roboty, olbrzymie wieżowce, bezpieczne i czyste miasta oraz krytyka Zachodu. Oto główne składowe narracji influencerów odwiedzających Chińską Republikę Ludową. Zasięgi tych twórców są imponujące.
Stream IShowSpeeda, w którym używa on chińskich „cudów techniki” oraz ośmiesza Donalda Trumpa, oglądało na żywo 253 tys. osób na całym świecie, a w następnych tygodniach kolejne miliony. Nic w tym dziwnego, skoro na YouTube Speed ma 40 milionów subskrypcji. Dodatkowo wycinki ze streamów krążą po TikToku i docierają tym sposobem do kolejnych milionów odbiorców.
Chiński content innego youtubera – Bald and Bankrupt – osiągnął łącznie 12,8 miliona wyświetleń, powielając tę samą narrację, często zestawiając „zaawansowane i bezpieczne” Chiny z „zacofanym i upadającym” Zachodem. Na Instagramie profile z liczbą obserwujących nieprzekraczającą 250 tys. potrafią zdobywać wielomilionowe wyświetlenia na rolkach, które prezentują niezwykłe osiągnięcia Chin. Internetowi twórcy często chwalą się przeprowadzką do Państwa Środka i porównują je do kraju swojego pochodzenia.
Szczekający streamer jedzie do Chin
IShowSpeed, a właściwie Darren Jason Watkins Jr., to urodzony w 2005 roku amerykański youtuber i raper. Swój niewątpliwy sukces (bycie jednym z najpopularniejszych influencerów na świecie chyba można nazwać sukcesem) zawdzięcza, delikatnie mówiąc, specyficznemu zachowaniu.
Zyskał popularność, tworząc content gamingowy na YouTube i Twitchu. Jego „popisowym numerem” stało się szczekanie – tak, żyjemy w czasach, w których można zostać milionerem dzięki szczekaniu. Absolutnym przełomem w jego karierze okazały się streamy IRL (in-real-life), polegające na wychodzeniu ze swoimi transmisjami na zewnątrz.
W 2024 roku jego streamowy tour po Europie okazał się ogromnym sukcesem. Odwiedzał miasta Starego Kontynentu, wywołując w nich niemałe zamieszanie, o czym na własnej skórze przekonali się mieszkańcy Warszawy oraz Krakowa. Następnie nadszedł czas na podróż po Azji Południowo-Wschodniej, a wraz z nadejściem nowego roku odwiedził Amerykę Południową.
W marcu 2025 roku zdecydował się na zrobienie serii streamów z Państwa Środka. Odwiedził wiele miast, a jego transmisje live wykręcały rekordowe wyniki. W mediach społecznościowych można było spotkać masę komentarzy o treści wskazującej, że ich autorzy zaczęli widzieć Chiny w o wiele bardziej pozytywnym świetle.
Dzięki swoim zasięgom Darren osiągnął to, czego prawdopodobnie nie osiągnęłaby zmasowana klasyczna kampania reklamowa. Dodatkowo fakt, że IShowSpeed cieszy się popularnością wśród młodych, a niekiedy nawet bardzo młodych widzów, którzy traktują go jako swojego idola, sprawia, że dla ChRL jest to znakomita inwestycja w przyszłość.
W mediach społecznościowych błyskawicznie zaczęły pojawiać się komentarze zwracające uwagę na niezwykle pozytywne przedstawienie Chin. Gdyby ktoś miał opisać ten kraj wyłącznie na podstawie treści publikowanych przez amerykańskiego influencera, najprawdopodobniej nakreśliłby obraz futurystycznego państwa, które w dziedzinie innowacji przewyższa zacofany Zachód.
W konsekwencji na platformie X wybuchły intensywne dyskusje na temat tego, czy influencer jest chińskim agentem oraz czy jego podróż została sfinansowana przez Komunistyczną Partię Chin.
Niejaki Slipz, członek zespołu streamera, zapewniał na serwisie X, że IShowSpeed nie dostał ani jednego dolara (o juanach nie wspominał) od chińskich władz.
Tak się jednak dziwnie składa, że ulice chińskich miast odwiedzanych przez streamera były specjalnie dla niego przystrojone. Przykładem niech będą ogromne billboardy w Changsha, na których widniały napisy: „@IShowSpeed Introducing China to the world” oraz „Speed Thank you from Changsha”.
W Chongqing, jednym z czterech miast pod bezpośrednim zarządem Rady Państwa ChRL, podczas specjalnego pokazu laserowego na słynnym diabelskim młynie wyświetlono wizerunek IShowSpeeda. Chińskie władze były ewidentnie przygotowane na przyjazd youtubera i zorganizowały mu kampanię reklamową.
Podczas wywiadu dla chińskiej telewizji Darren stwierdził: „Shenzhen jest wyjątkowe. Cieszę się, że mogę zaprezentować światu zaawansowaną technologię”. Nie była to jedyna pozytywna wypowiedź IShowSpeeda. Z ust influencera niemal co chwilę padały pełne zachwytu słowa dotyczące technologii, jedzenia, kultury czy organizacji państwa.
Nawet jeśli nie otrzymał on pieniędzy od komunistycznej władzy, to wsparcie i promocja, które zapewnił mu chiński rząd, sprawiły, że sam wyjazd okazał się niezwykle intratny. W końcu płatność może przybierać różne formy, niekoniecznie finansowe. W internecie krąży również plotka o rzekomych pochwałach ze strony chińskiego rządu.
Obrońcy IShowSpeeda zwracają uwagę, że w zeszłym roku odwiedzał on europejskie państwa, a wówczas nie podnoszono oskarżeń o propagandę. Ten argument jest jednak łatwy do obalenia. Jego europejskie wystąpienia koncentrowały się głównie na bieganiu z butelką wody „Mocny Gaz” i krzyczeniu wniebogłosy.
Speed nie poświęcał zbyt wiele uwagi krajom, które odwiedzał, ani nie prezentował osiągnięć europejskiej technologii. Nie stosował też narracji polegającej na porównywaniu Zachodu z resztą świata. Charakter jego wyjazdu do Chin był zupełnie inny, a tworzony przez niego content miał zdecydowanie prochińskie zabarwienie.
Zachód nigdy nie dogoni Chin!
Innym przykładem tego rodzaju propagandy jest popularny youtuber Bald and Bankrupt, który ma na swoim koncie 4,4 miliona subskrypcji. Tak naprawdę nazywa się Benjamin Rich i jest pięćdziesięcioletnim obywatelem Zjednoczonego Królestwa.
Rich zajmuje się w tworzeniem vlogów podróżniczych, zwłaszcza w niebezpiecznych rejonach świata, takich jak Kolumbia, Syria czy Afganistan. Ogromną popularność przyniosła mu wieloletnia seria podróży po wszystkich byłych republikach radzieckich.
Chińską wyższość cywilizacyjną nad rodzimą Wielką Brytanią argumentuje możliwością skorzystania z półgodzinnego masażu przed podróżą pociągiem (sic!). Bald and Bankrupt posuwa się nawet do stwierdzenia: „To zabawne, jeśli Zachód myśli, że dogania ten naród. Chiny są daleko przed USA i Europą”.
Bardzo podobne stwierdzenia można usłyszeć z ust jego dobrego przyjaciela, Backpacker Bena: „My Europejczycy myślimy, że jesteśmy zaawansowani. Poczekajcie, aż przyjedziecie do Chin, my jesteśmy strasznie zacofani”. Ponownie słyszymy niemal identyczne słowa.
Tego rodzaju powtarzalność to cecha charakterystyczna influencerów zafascynowanych Chinami. Podczas analizy dziesiątek filmów opublikowanych przez popularnych youtuberów i influencerów rzuca się w oczy (a raczej w uszy) niezwykła powtarzalność, nie tylko w odwiedzanych miejscach, ale także w używanych przez nich słowach, często z precyzją co do jednego wyrazu. Jak mawia klasyk: „Przypadek? Nie sądzę”.
Brainrotowa propaganda?
Wszyscy twórcy zdecydowanie, a czasem wręcz z wyprzedzeniem, odcinają się od współpracy z rządem ChRL. Doskonałym przykładem jest kanał Living in China. Jego autor mówił: „Dostaję komentarze od ludzi z Zachodu, którzy twierdzą, że to, co wam pokazuję i co wam opowiadam o Chinach, nie jest prawdą. Po pierwsze, ci ludzie nie są nawet w Chinach i nigdy tam nie byli. A po drugie, otrzymują wszystkie informacje z bardzo skorumpowanych i stronniczych zachodnich mediów, które przedstawiają negatywny i błędny obraz Chin, kształtowany pod wpływem ich politycznych i ekonomicznych doktryn”.
Living in China następnie przedstawia osoby krytykujące go jako „przegrywów zamieszkujących piwnice swoich matek”. Cała 11-minutowa produkcja stanowi jedną wielką obronę przed zarzutami o bycie propagandystą. Living in China sugeruje, że chińskie władze nie stosują propagandy, a jedynie otwierają swoje granice, aby ludzie mogli osobiście doświadczyć wspaniałości Państwa Środka.
Same tytuły jego filmów w wyraźny i sugestywny sposób zestawiają Chiny z państwami Zachodu. „How Safe is China at Night? (USA is FAR behind)”, „The UK CAN’T Compete with China’s NEW Infrastructure!”, „’Made in China’ is BETTER than ’American Made’ (Americans Shocked)”. Autor dba o to, aby odbiorca tych treści od samego początku był „odpowiednio” nastawiony.
Omawiani youtuberzy korzystają z powszechnego w społeczeństwach Zachodu ogłupienia i braku wiedzy. Coraz częściej dostrzegamy zjawisko określane jako „brain rot” (gnicie mózgu), które odnosi się do negatywnego wpływu internetu, a zwłaszcza krótkich filmików na platformach takich jak TikTok, na psychikę oraz zdolności poznawcze.
Użytkownicy są przebodźcowani i zalewani ogromną ilością niskiej jakości treści. W rezultacie stają się znacznie bardziej podatni na propagandę. Nie potrafiąc jej rozpoznać, dają sobie wmawiać różne bzdury, które serwują im ich ulubieni influencerzy.
Warto zwrócić uwagę na niezwykłą siłę TikToka, który wśród najmłodszych użytkowników cieszy się statusem najpopularniejszej aplikacji. Najbardziej rozpoznawalni twórcy potrafią generować ogromne liczby krótkich filmów, a algorytm może zwiększać liczbę wyświetleń, promując wybrane treści. Choć Shou Zi Chew, CEO TikToka, zapewnia, że jego firma nie ma żadnych powiązań z władzami Chińskiej Republiki Ludowej, wydaje się to mało prawdopodobne.
***
W ciągu ostatniego roku zauważalnie wzrosła ilość treści dotyczących Chin. Choć od lat istnieje grupa „twardogłowych” propagandystów, to jednak znacznie subtelniejsza forma tej narracji, związana głównie z youtuberami tworzącymi treści podróżnicze, zaczęła się intensyfikować w ostatnim czasie.
Zjawisko to zbiegło się z dojściem Donalda Trumpa do władzy w Stanach Zjednoczonych. W kontekście konfliktu USA z Chinami wygląda to na zamierzoną próbę zdominowania narracji poprzez ocieplenie wizerunku „technologicznego raju”.
Podobnych materiałów są setki. W artykule skupiłem się jedynie na kilku autorach, jednak zagłębiając się w świat chińskiej propagandy, natrafiamy na całą masę innych twórców. Niektórzy są komiczni, jak absolutnie zagubiony Gweilo 60, podczas gdy inni budzą większy niepokój. Przykładem może być Nathan Rich, który usprawiedliwia brutalne tłumienie prodemokratycznych protestów w Hongkongu.
Odpowiedzialność za to, w jaki sposób postrzegamy te dramatyczne wydarzenia, przypisuje „faszystowskim mediom” oraz „kolonialnej propagandzie”, które mają forsować antychińską wersję wydarzeń. Ironicznie, te słowa stanowią kolejny element w ogromnej układance propagandowej chińskich władz.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
