Pogodzić Kaczyńskiego z Konfederacją i odsunąć Tuska od władzy. Co czeka Karola Nawrockiego?
Doczekaliśmy się. Karol Nawrocki został Prezydentem RP. Mimo pojednawczych akcentów, które znalazły się w premierowym orędziu świeżo zaprzysiężonej głowy państwa, czekają nas przynajmniej dwa lata krwawej jatki.
Należy docenić, że Zgromadzenie Narodowe i procedura zaprzysiężenia nowej głowy państwa przebiegła bez zakłóceń. Ktoś powie: co to za łaska? Faktycznie – pozwolenie, by legalnie wybrany prezydent mógł formalnie zacząć urzędowanie, nie wydaje się, eufemistycznie mówiąc, oczekiwaniem specjalnie wygórowanym.
Pamiętajmy jednak, że przez długie tygodnie po ogłoszeniu wyników drugiej tury w liberalnych mediach i głowach polityków koalicji grano na scenariusz, by w obliczu „nieprawidłowości” zawiesić zaprzysiężenie Nawrockiego.
Przejdźmy do samego orędzia. Było ono utrzymane w tonie, w jakim przebiegała kampania wyborcza.
Z jednej strony były więc delikatne sygnały pojednawcze – choćby tak poboczne jak zwrócenie uwagi na fakt, iż Narodowe Czytanie zainicjował Bronisław Komorowski – z drugiej zaś – odważna krytyka rządu Donalda Tuska. Usłyszeliśmy, że jego gabinet łamie konstytucję i blokuje polski rozwój, a to tylko część pretensji, jakie do Tuska miał Nawrocki.
Z niektórymi zresztą trudno się nie zgodzić. Początek prezydentury Nawrockiego przypadł na okres rekordowej słabości premiera, któremu brakuje inicjatywy; zajmuje się za to opanowywaniem kryzysów.
„Tusk wygląda dziś jak bokser, który położył się na deskach jeszcze przed pierwszą rundą naszej kolejnej wojny na górze” – pisał na portalu Klubu Jagiellońskiego Konstanty Pilawa.
Nie było w przemówieniu Nawrockiego charakterystycznej dla początków trudnej współpracy kurtuazji. Mimo że nowy prezydent zadeklarował, iż emocje partyjne nie interesowały go przez ponad 40 lat życia i nie będą interesować go nadal, zabrakło konkretyzacji tych słow. Do gestów dobrej woli, poza Narodowym Czytaniem, dodać można jeszcze puszczenie oka do lewicy w sprawie mieszkalnictwa.
„Wierzę głęboko, i spoglądam tu na lewą część polskiego parlamentu, wierzę głęboko, że w kwestiach mieszkalnictwa, inwestycji rozwojowych, kwestii polskich finansów publicznych jesteśmy w stanie dojść do ponadpolitycznego porozumienia” – powiedział prezydent.
Trudno jednak stwierdzić, czy rzeczywiście Nawrocki wpisze się w oczekiwania lewicy, bo jego podejście do mieszkań było w kampanii wyborczej niejednoznaczne. Rękami i nogami bronił się przed podatkiem katastralnym, a jednocześnie chciał wspierać aspiracje mniej uprzywilejowanej części społeczeństwa w tym zakresie.
Treść oraz ton – bardzo żywiołowy i energiczny – orędzia Nawrockiego każe sądzić, że czeka nas nie tyle trudna kohabitacja, co po prostu regularna bijatyka.
Fakt, Karol Nawrocki nie jest politykiem PiS-u i z pewnością nie będzie tak silnie zależny od centrali z Nowogrodzkiej, jak miało to miejsce na początku pierwszej kadencji Andrzeja Dudy.
Nowy prezydent widzi się zapewne jako akuszer porozumienia na prawicy, jakie najprawdopodobniej jawi się na horyzoncie pomiędzy PiS-em a Konfederacją. Nie uprawnia to jeszcze jednak do tego, by sądzić, że pohamuje się od niekiedy złośliwego hamowania działań rządu.
Owszem, świeżo zaprzysiężony prezydent ma zupełnie inny, nie do końca inteligencki background (to nie obelga, a wręcz przeciwnie), więc wojenki kombatantów walki z komuną mogą być – oby były! – mu obce. Ale to jeszcze nie sprawia, że propaństwowe podejście zwycięży tam, gdzie będzie to konieczne.
Patrząc na skład nowo skompletowanej kancelarii, widzimy osoby, dla których konflikt z Donaldem Tuskiem jest jedną z najważniejszych składowych ich działalności publicznej – i to nie tylko dlatego, że wywodzą się z Prawa i Sprawiedliwości.
Zresztą, nietrudno dostrzec, że nastroje na prawicy – i to nie tylko pisowskiej, bo również narodowej – sprowadzić można do oczekiwania zemsty i twardego kursu. To rewers emocji, jaka dominowała po stronie lewicowo-liberalnej przed wyborami w 2023 roku. Wówczas także liczyło się głównie to, by dopaść przeciwnika politycznego.
W konsekwencji nawet jeśli Nawrocki chciałby częściej wyciągać rękę do szefa rządu, to na zapleczu czekają zastępy ludzi – od najbardziej zagorzałych wyborców, przez dziennikarzy i publicystów, po polityków wreszcie – którzy nie chcą żadnej miękkiej gry, a zamiast niej oczekują ustawki za garażami.
Widzimy, że to paliwo wypala się bardzo szybko. Donald Tusk ma dziś tak niskie poparcie właśnie dlatego, że nie znalazł innej emocji, która konstytuowałaby jego rządy. Nie inaczej zresztą – a może i brutalniej – jest po stronie koalicji rządzącej.
„Nowy Prezydent, który zapowiada łamanie Konstytucji, brak szacunku dla zasad praworządności i chęć powrotu do politycznej prokuratury, to zdecydowanie zły początek. Ma być za to nowa Konstytucja dla swoich! Współpracy tu żadnej nie będzie.” – przesądził chwilę po orędziu na portalu X wicepremier Krzysztof Gawkowski, a za nim kolejni mniej lub bardziej znaczący politycy ugrupowań rządzących.
Poza rytualną przepychanką, która jednak nie pozostanie bez konsekwencji, nie ustają również głosy osób, które w dalszym ciągu twierdzą, że wybór Nawrockiego można podważać. „Mamy warunkowego prezydenta, który będzie warunkowym, dlatego że część z obywateli, a może nawet większość uznaje, że te wybory nie miały charakteru skutecznego” – stwierdził patron ten grupy Roman Giertych.
To, że koalicja rządząca nie wyszła z szoku po przegranej Rafała Trzaskowskiego, to jedno, ale mamy niestety podstawy, by sądzić, że próby delegitymizacji wyboru nowego lokatora Pałacu Prezydenckiego będą trwać w najlepsze.
Oczywiście ich twarzą nie będzie sam Donald Tusk. Nie ma powodów, by premier miał osobiście narażać się w ten sposób. Nie mam jednak wątpliwości, że tacy ludzie jak Giertych działają jeśli nie na polecenie, to za aprobatą szefa rządu, który tym samym zgadza się na ich antypaństwowe harce.
Harce, które – w połączeniu z żądzą zemsty po prawej stronie – doprowadzą przez najbliższe lata do jeszcze dobitniejszego wzrostu polaryzacji i zniechęcenia do spraw publicznych ludzi, którzy nie odnajdują się w tej toksycznej układance.
Przed Nawrockim zaś dwa zadania: zakończenie rządów Donalda Tuska i doprowadzenie do porozumienia pomiędzy Kaczyńskim a Mentzenem i Bosakiem.
Pierwsze z nich jest niełatwe: głowa państwa nie ma bowiem po temu twardych narzędzi. Może jedynie wetować ustawy i zgłaszać swoje, podkreślając inercję obecnego gabinetu.
Drugie zaś wymaga przekonania kierownictwa PiS-u, że koalicjant to nie bezwolny pionek, a podmiotowy gracz. Czy niedoświadczony w partyjnej polityce Nawrocki będzie do tego zdolny? Odpowiedź poznamy w ciągu najbliższych dwóch lat.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
