Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Traktat o zawieszeniu broni. Propozycja dla prezydenta Karola Nawrockiego na czas kohabitacji

Traktat o zawieszeniu broni. Propozycja dla prezydenta Karola Nawrockiego na czas kohabitacji źródło: wikimedia commons; CC BY 4.0

Wprowadzenie do polskiej konstytucji „ustaw ustrojowych”, które m.in. w obszarze wymiaru sprawiedliwości i prawa wyborczego wymagać będą większości 3/5 głosów. Przerwanie spirali „rozliczeniowej zemsty” przez wprowadzenie wymogu takiej samej większości do zdejmowania immunitetów. Wreszcie – nowy Kodeks wyborczy. To fundamenty, dzięki którym Karol Nawrocki może wymusić jeśli nie pokój, to chociaż zawieszenie broni w wojnie polsko-polskiej.

Tylko zwycięstwo moralne może wyprowadzić społeczeństwo z rozbicia i przywrócić mu jedność. Taki ład może być zarazem zwycięstwem rządzonych i rządzących. Trzeba do niego dochodzić drogą wzajemnego dialogu i porozumienia, jedyną drogą, która pozwala narodowi żyć pełnią praw obywatelskich i posiadać struktury społeczne odpowiadające jego słusznym wymogom; wyzwoli to poparcie, którego państwo potrzebuje, aby mogło spełnić swoje zadania, i przez które naród rzeczywiście wyrazi swoją suwerenność.

Jan Paweł II, 17 czerwca 1983 r.

Ku odbudowie konsensu wojtyliańsko-solidarnościowego

Niemal dokładnie 42 lata temu ojciec święty Jan Paweł II odwiedzał ojczyznę po raz drugi w czasie swojego pontyfikatu. Pielgrzymka ta miała miejsce w wyjątkowych okolicznościach. Była bowiem bodaj pierwszym rozbłyskiem światła duchowej, narodowej i obywatelskiej nadziei w mroku nocy stanu wojennego.

Przytoczone powyżej słowa papieża Polaka, brzmiące skrajnie naiwnie w dzisiejszym kontekście podziałów politycznych i zinstytucjonalizowanej nienawiści dwóch największych partii, w tamtym kontekście musiały brzmieć jeszcze bardziej abstrakcyjnie i pięknoduchowsko.

Kilka tygodni temu na organizowanej przez Klub Jagielloński debacie Marek Jurek, komentując wybory prezydenckie, ocenił, że ich wynik jest zwiastunem jeśli nie żywotności konsensu wojtyliańsko-solidarnościowego, to realnego potencjału jego odbudowy w polskiej opinii publicznej. Zazdroszczę marszałkowi optymizmu. Nie podzielam jego diagnozy, w innych czynnikach dostrzegając decydujące źródła zwycięstwa Karola Nawrockiego.

Jestem jednak w pełni przekonany, że odbudowa konsensu wojtyliańsko-solidarnościowego powinna być naczelnym celem środowisk konserwatywnych, republikańskich, chadeckich i narodowych. W niniejszym tekście proponuję jego instytucjonalizację.

Wychodzę z założenia, że proces ten opierać się musi na wyróżnionej w cytacie zasadzie: odbudowy ładu narodowego, który musi stać się zwycięstwem rządzących i rządzonych. To, co było moralnym obowiązkiem w chwilach tak tragicznych jak autorytarna zbrodnia stanu wojennego, pozostaje nim tym bardziej w warunkach niedoskonałej, ale coraz pełniejszej demokracji.

Najważniejsza obietnica Karola Nawrockiego

Świeży demokratyczny mandat czyni naturalnym gospodarzem tego procesu nowego Prezydenta RP. Z uwagą i powagą traktuję wielokrotne odwołania Karola Nawrockiego do dziedzictwa Jana Pawła II. Słowa papieża wypowiedziane w Polsce, gdy Karol Nawrocki miał kilkanaście tygodni, wydają się znakomitą propozycją na motto jego prezydentury.

Szczególnie, że właśnie to motto może i powinno być drogą ku realizacji jego pierwszej i najważniejszej obietnicy wyborczej. Było nią zakończenie wojny polsko-polskiej, do czego zobowiązał się już w dniu ogłoszenia swojej kandydatury.

Od pierwszego momentu kampanii wzywaliśmy Karola Nawrockiego do wierności tej obietnicy i jej operacjonalizacji zarówno w postaci konkretnych rozwiązań prawno-ustrojowych, jak i stosowanych mechanizmów kultury politycznej. Dziś nadszedł czas na przedstawienie konkretnych propozycji w tej kwestii.

Nie jesteśmy utopistami odrzucającymi konflikt w polityce. Chodzi o to, by spór toczył się o coś więcej niż personalia, uprzedzenia i środowiskowe animozje. Wypalanie się partyjnego duopolu i rekordowo od zarania „PO-PiS-u” niskie wyniki wyborcze kandydatów dwóch wielkich partii w I turze głosowania prezydenckiego wydają się temu sprzyjać.

Prezydent Karol Nawrocki może mieć unikalne możliwości realnego oddziaływania na obie strony konfliktu. Wiele wskazuje na to, że pierwsza połowa jego kadencji minie w realiach kohabitacji z konkurencyjnym obozem politycznym, zaś druga jej część – z bardziej sprzyjającym dzisiejszemu prezydentowi elektowi układem rządowym.

Wobec jednej i drugiej większości parlamentarnej Karol Nawrocki może prowadzić podmiotowe działania, które trwale zmienią charakter ich sporu. Dlatego w pierwszej części tekstu proponuję inicjatywy na czas kohabitacji z rządem Koalicji 15 Października, które mają na celu doprowadzenie do swoistego „zawieszenia broni” pomiędzy stronami.

Druga część tyczyć się będzie współmoderowania przez głowę państwa potencjalnie rządzącej za 2,5 roku prawicy zarówno w wymiarze wewnątrzkoalicyjnym, jak i względem rządzonych: obywateli i opozycji.

Ambicją przyszłego prezydenta powinno być doprowadzenie jeśli nie do trwałego wygaszenia wojny polsko-polskiej – co uznać należy za mało prawdopodobne – to chociaż do stworzenia ram swoistego „traktatu o zawieszeniu broni”.

Chodzi o to, by Karol Nawrocki zaproponował takie zasady ułożenia relacji pomiędzy zwaśnionymi stronami sporu, które będą, przy minimum dobrej woli, akceptowalne dla nich obu, a jednocześnie na ich kształt w istotnym stopniu będzie mogła jeszcze przez najbliższe dwa lata oddziaływać dzisiejsza władza.

Ta powinna sobie zdawać sprawę, że jeżeli dziś nie siądzie do konstruktywnych rozmów jako podmiotowy partner, to realizm każe zakładać, że po zwycięstwie prawicy jej rola w kształtowaniu ładu prawno-ustrojowego będzie dalece mniej podmiotowa.

  1. Ustawy organiczne – od teraz najważniejsze rzeczy uchwalamy większością 3/5

Podstawowym polem koniecznego działania jest oczywiście reset ustrojowy i propozycja reformy wymiaru sprawiedliwości. To zadanie o tyle palące, że w toku kampanii i po niej prezydent elekt zapowiadał wprost przedstawienie własnych propozycji w tym zakresie.

Zadeklarował oczekiwanie konstruktywnej współpracy od koalicji rządzącej, a jeżeli nie dojdzie do kompromisu, to finalnie – już w lutym 2026 r. – przedłożenie propozycji referendum w tej sprawie. Problem w tym, że sprawa jest skomplikowana nawet bez tak ambitnie skrojonego kalendarza.

Ani po stronie prawicy, w tym w otoczeniu prezydenta elekta, ani po stronie Koalicji 15 X nikt najpewniej nie ma gotowych, kompromisowych propozycji rozwiązania tego sporu, bo dotąd nikt nad nimi realnie nie pracował. Chęć dotrzymania powyższych terminów przez Karola Nawrockiego niesie ryzyko przedstawienia projektów bądź to niedopracowanych, bądź z góry nieakceptowalnych dla rządzących.

Z kolei koncepcja poddawania pod referendum zawiłych pomysłów na rozwiązanie kwestii Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego, Krajowej Rady Sądownictwa i statusu sędziów – może skończyć się równie marnymi owocami, co referendum konstytucyjne prezydenta Andrzeja Dudy z 2018 r.

Gdzie więc szukać wyjścia z tej sytuacji? Otóż proponuję, by ramy resetu ustrojowego Karola Nawrockiego określiła propozycja wprowadzenia do polskiej konstytucji instytucji ustaw organicznych, zwanych też konstytucyjnymi czy ustrojowymi.

To znana w europejskich porządkach prawnych metoda, która pomiędzy ustawami uchwalanymi zwykłą większością głosów w Sejmie oraz regulacją konstytucyjną wprowadza dodatkowe źródło prawa – ustawy o specjalnym znaczeniu, dotyczące spraw ustrojowych, do których uchwalenia potrzeba szerszej niż zwykle (a mniejszej niż potrzebna do zmiany konstytucji) większości w parlamencie.

Propozycja nowelizacji ustawy zasadniczej powinna przewidywać, że wymogiem nowelizacji w takim trybie powinny zostać objęte wszelkie ustrojowe akty prawne dotyczące sądów i trybunałów: Trybunału Konstytucyjnego, Trybunału Stanu, Sądu Najwyższego, ustroju sądów. Oznaczałoby to, że zmiany w tych obszarach wymagają np. 3/5 głosów w parlamencie.

Dodatkowo należy rozważyć objęcie tą samą zasadą kilku innych obszarów o charakterze ustrojowym: w pierwszej kolejności regulacji wyborczych, dotyczących funkcjonowania partii politycznych oraz posłów i senatorów. Być może – także regulacje medialne, dotyczące samorządu terytorialnego oraz organizacji społeczeństwa obywatelskiego.

Dla dzisiejszych rządzących powinno być to wielką zachętą, bo zabezpieczałoby przed prostym zmienianiem reguł w tak kluczowych sprawach przez przyszłą władzę zwykłą większością. Oddali to największy strach wielu wyborców dzisiejszej koalicji rządzącej po doświadczeniach lat 2015-2023.

Wprowadzenie ustaw organicznych w sprawach ustrojowych zachęcałoby, żeby jeszcze w tej kadencji – gdy arytmetyka dużo bardziej sprzyja partiom centrowym i lewicowym, niż z wysokim prawdopodobieństwem będzie to w kolejnym Sejmie – podjąć rozmowy z opozycją lub jej częścią o odbudowie ładu konstytucyjnego.

Dla opozycji z kolei zachęta powinna mieć inne oblicze. Otóż należy założyć, że dzisiaj obowiązujące przepisy mają pozostać w życiu w obecnym brzmieniu do chwili, gdy powstanie większość 3/5 Sejmu na rzecz ich zmiany.

Oznaczałoby to swoiste zatwierdzenie stanu prawnego przez rządzących i odrzucenie praktyki uznawania obowiązującego prawa za niebyłe, jak ma to miejsce w wielu przypadkach. Co więcej, prawica może marzyć o zbudowaniu potencjału koalicyjnego na osiągnięcie 3/5 w kolejnym parlamencie.

Propozycja taka mogłaby i powinna zostać potwierdzona i zwieńczona referendum. Zadane w nim pytanie wyobrazić sobie dużo łatwiej, niż w przypadku zawiłych kwestii dotyczących poszczególnych obszarów ustrojowych.

Mogłoby brzmieć na przykład: „Czy jesteś za zobowiązaniem Sejmu i Senatu do przeprowadzenia zmiany Konstytucji RP, która wprowadzi zasadę, że najważniejsze ustawy ustrojowe (dotyczące sądów, trybunałów, prawa wyborczego oraz organizacji życia politycznego, obywatelskiego i medialnego) mogą być zmieniane wyłącznie przez większą niż w przypadku zwykłych ustaw większość: 3/5 posłów i 3/5 senatorów?”

Karol Nawrocki, proponując w miejsce kompleksowego pakietu ustaw sądowo-trybunalskich powyższą nowelę konstytucji, dobrze wywiązałby się z ducha swojej obietnicy o zmobilizowaniu rządzących do „resetu”.

Jednocześnie stanąłby na gruncie ustrojowej roli Prezydenta RP – w mniejszym stopniu inicjatora konkretnych rozwiązań technicznych (to pozostawiając parlamentowi tej lub kolejnej kadencji), a bardziej strażnika ładu konstytucyjnego i moderatora ponadpartyjnej współpracy na rzecz jego korekty. Dokładnie tego zdają się od prezydenta w większości oczekiwać Polacy.

  1. Koniec politycznej wojny na noże

Osobnym zagadnieniem, kluczowym z perspektywy „traktatu o zawieszeniu broni”, wydaje się uregulowanie kwestii rozliczenia polityków tak za prawdziwe, jak i wątpliwe winy.

Powiedzmy wprost – trwająca kadencja uczyniła zemstę polityczną jedną z kluczowych emocji po obu stronach barykady. Rządzący rozliczeniową ofensywą próbowali wypełnić pierwsze dwa lata swoich rządów. Opozycja – czuła się prześladowana kolejnymi aktami oskarżenia, zdejmowaniem immunitetów, wykorzystywaniem rozliczeń do zarządzania emocjami politycznymi.

Fantazje o umownym „potraktowaniu Tuska i bodnarowców tak, jak oni traktowali nas” są jedną z głównych emocji wśród części polityków prawicy. Towarzyszy temu często przekonanie, że różnica polega na tym, że zarzuty dziś rządzących są dęte, a te wobec nich będą w pełni uzasadnione.

Dzisiejsi rządzący muszą przyjąć do wiadomości, że uczynili – podobnie jak w sprawie Trybunału Konstytucyjnego przed dekadą – istotne precedensy na rzecz zwycięstwa takiego, w mojej opinii szkodliwego dla państwa i kultury politycznej, sposobu myślenia.

Abstrahując od oczywistej potrzeby sprawiedliwości i rozliczania faktycznie winnych poważnych naruszeń – taka spirala „rozliczeniowej zemsty” jest destrukcyjna dla porządku politycznego i może doprowadzić do całkowitej erozji wspólnoty politycznej.

Dlatego celowe wydaje się wprowadzenie do ustawy zasadniczej zasady, że immunitety mogą być uchylane wyłącznie większością kwalifikowaną 3/5 głosów. Byłoby to zresztą sensowne dopełnienie myśli ustrojodawcy stojącej za regulacją konstytucyjną, która taką większość przewiduje do stawiania przed Trybunałem Stanu członków Rady Ministrów, co jest przecież podstawową formą rozliczania za nadużycia i delikty konstytucyjne.

Zasada ta powinna zostać przy tej okazji, notabene, rozszerzona na wszystkich potencjalnych podsądnych Trybunału Stanu. Znów, proste i zrozumiałe wydaje się potencjalne referendalne pytanie: „Czy jesteś za zobowiązaniem Sejmu i Senatu do przeprowadzenia zmiany Konstytucji RP, która zabezpieczy prawa opozycji politycznej poprzez wymóg 3/5 głosów w Sejmie lub Senacie dla decyzji o pozbawieniu immunitetu?”.

Propozycja taka mogłaby przerwać spiralę „rozliczeniowej zemsty” po obu stronach. Wszystkim stawiającym zaś w tym momencie pytania o kwestie sprawiedliwości przypomnieć należy, że rozwiązania dotyczące zabezpieczenia praw obu stron są zwykle integralną częścią zasad zawieszenia broni czy traktatów pokojowych. Ta metafora nie jest zaś, w naszym przypadku, w najmniejszym stopniu przypadkowa.

  1. Ucywilizować reguły demokratycznej rywalizacji

Elementem legitymizacji kompromisowej propozycji zmiany konstytucji powinno być referendum, które zatwierdzi powyższe propozycje oraz zobowiąże Sejm i Senat do faktycznego przeprowadzenia korekty ustrojowej.

Problem polega jednak na tym, że nieszczęsne referendum z października 2023 r. ujawniło fundamentalne wady polskiej regulacji referendalnej wywodzącej się z czasów głosowania nad wejściem Polski do Unii Europejskiej. Prawo dopuszcza finansowanie kampanii referendalnej bez limitów i bez żadnej kontroli: ze środków zagranicznych, z pieniędzy publicznych, ze środków spółek Skarbu Państwa, przez biznes.

Ten stan prawny był źródłem wartych miliony złotych „kampanii referendalnych” (spółki Skarbu Państwa) z jednej strony oraz „kampanii antyreferendalnych” i „frekwencyjnych” (finansowanie zagraniczne, biznes, NGO), które w 2023 r. wpłynęły na wynik głosowania w nieprzejrzysty sposób. Z dziur w przepisach korzystali też indywidualni politycy obu stron, prowadzący de facto agitację wyborczą pod płaszczykiem kampanii referendalnej.

Dlatego jakiekolwiek referendum ustrojowe bezwzględnie powinno zostać poprzedzone kompleksową nowelizacją przepisów o referendach. Przy tej okazji należałoby nie tylko prawo uszczelnić, ale też zmodernizować – choćby doprowadzając do cyfryzacji zbiórki podpisów pod referendum z inicjatywy obywateli czy wprowadzając instytucję „dnia referendalnego”.

W pakiecie należałoby zaś zmodernizować w sposób konsensualny Kodeks wyborczy. Wybory prezydenckie 2025 r. ujawniły jego fundamentalne wady – od faktycznej możliwości zagranicznych ingerencji w proces wyborczy po brak odpowiedniej przejrzystości procesu zliczania głosów i zatwierdzania protokołów, co stało się źródłem destrukcyjnych dla państw prób podważenia wyniku wyborczego.

Warto zwrócić uwagę, że te zmiany idealnie nadają się na próbę znalezienia kompromisu pomiędzy stronami i odbudowy choćby minimalnego zaufania, bo… mają one bardzo podobne doświadczenia.

Mówiąc wprost: PiS wszedł na grabie w 2023 r., proponując połączenie wyborów z referendum i zrobił sobie tym krzywdę. Rafał Trzaskowski – więcej stracił, niż zyskał próbami wsparcia jego kampanii przez „zagranicę” czy dotowaną ze spółek Skarbu Państwa fundację. To idealna okazja, by strony dla własnego bezpieczeństwa spróbowały wypracować rozsądne regulacje procesów decyzyjnych – tak bezpośrednich, jak i wyborczych.

Być może przy tej okazji należałoby również naprawić przepisy dotyczące finansowania partii i kampanii wyborczych. Również po to, by rządzący w kolejnych kadencjach powstrzymali się od pokusy odbierania środków budżetowych politycznej opozycji. Każdy, kto zna realia prowadzenia kampanii, wie doskonale, że gdy decydenci są gotowi na precedensy, to w dzisiejszych regulacjach paragraf na „głodzenie” konkurencji zawsze się znajdzie.

Prezydent Karol Nawrocki powinien – z uwagi na fakt, że sam był ofiarą rozmaitych nieprawidłowości wyborczych – być inicjatorem takiego procesu. Warto zresztą pamiętać, że podjęcie inicjatywy w zakresie zmiany prawa o referendum w kierunku bardziej obywatelskim już zapowiedział.

Druga część tekstu, dotycząca rekomendacji dla prezydenta elekta na czas rządów prawicy, opublikowana zostanie jutro, tj. 4 sierpnia.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.