Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Tusk nie jest już katechonem. Koniec mitu Koalicji 15 Października?

Tusk nie jest już katechonem. Koniec mitu Koalicji 15 Października? Autor ilustracji: Bruno Dziadkiewicz

Koalicja 15 Października nie tyle zawodzi programowo, co mitologicznie. Jej historia jako zbawczyni III RP po PiS-ie runęła pod ciężarem błędów i oczekiwań. To nie kryzys rządu – to kryzys opowieści, która już coraz mniej kogokolwiek porywa.

Zaklęci w mit

Znana wszystkim reżyserka Agnieszka Holland miała ostatnio powiedzieć: „Nie, to nie światowe trendy decydowały, ale utrata wiary, że polityka ma sens, że partia Donalda Tuska i Rafała Trzaskowskiego pokaże alternatywę wobec cynizmu i populizmu. No, nie ma tej alternatywy, jest ogromne rozczarowanie. (…) Dlaczego oni są tak nieudolni, dlaczego nie mogą złapać tego, co jest istotne i zarządzać tym? Tego nie wiem”.

Z prostego powodu, wyczerpał się mit Koalicji 15 Października. Spójrzmy na to metapolitycznie. W reakcji na słowa reżyserki można tylko przytoczyć Eklezjastę: „To, co było, znowu będzie, a co się stało, znowu się stanie, nie ma nic nowego pod słońcem. Gdyby ktoś o czymś rzekł: «Oto coś nowego», niech wie, że to już zdarzało się w zamierzchłych czasach”.

Polityka ma bowiem schemat koła, a o jej kolistym ruchu decydują mity. Rozgoryczenie Holland jest tylko kolejną iteracją poprzednich politycznych rozczarowań. Co czuli wyborcy Lecha Wałęsy, kiedy podburzał generalicję przeciw kierownictwu MON? Co czuli wyborcy SLD po aferze Rywina, kiedy okazało się, że polityką rządzą nieformalne układy władzy?

Co czuli wyborcy PiS i Samoobrony, kiedy afera gruntowa pokazała, że nawet instytucje powołane do walki z korupcją mogą stać się narzędziem politycznej gry, prowokacji i intrygi? A ci, którzy obiecywali rozbicie układów, sami zaczęli je tworzyć w cieniu służb i tajnych operacji?

Aktorzy polityczni się zmieniają, ale mit pozostaje taki sam. Mit, wbrew obiegowemu rozumieniu, nie jest po prostu fałszem. Etymologicznie mythos to tyle co opowiadanie, fabuła, narracja.

Czasem wydaje nam się, że żyjemy w zsekularyzowanym świecie, że Max Weber już sto lat temu ogłosił odczarowanie świata, a mity ostały się tylko u Hezjoda i Parandowskiego. Tymczasem w polskiej polityce nadal rządzą opowieści.

Dawid i Goliat

Najbardziej popularna narracja opiera się na prostym podziale – na pojedynczego polityka lub grupę spoza systemu i skorumpowany układ. Uwielbiamy ten schemat. Zawsze są jacyś Kaczyńscy i jakaś postkomunistyczna hydra, która uwłaszczyła się na państwowym majątku; jakiś Korwin-Mikke i jakaś „banda czworga”, przez którą toniemy w niemądrych przepisach; jakiś Braun i jakiś Eurokołchoz działający na szkodę polskiej racji stanu; jakiś Tusk i jakaś PiS-owska władza „przekraczająca wszystkie granice cynizmu i egoizmu”. Dawid i Goliat.

Sanacji państwa jednak nigdy nie udaje się dokonać w pełni, a mit, wraz z wejściem sprawiedliwych do urzędów państwowych, ulega stopniowemu rozkładowi. Opowieść rozpada się napotykając anomalie, nie wytrzymuje ciężaru politycznej obietnicy.

Zawsze jest jakieś „w samo południe” i jakieś „po południu”; ci, którzy byli odpowiedzią na rozczarowanie, stają się rozczarowaniem. Zgodnie z heglowskim porzekadłem Duch Dziejów opuszcza bohaterów historycznych, ale wkrótce opętuje kogoś innego.

Mit ma przede wszystkim charakter etyczny, egzystencję opiera na prostym podziale dobro-zło, instytucje służą tu jedynie walce niebieskich i czerwonych mieczy świetlnych. Jak wiemy z historii III RP, zawsze jednak coś stoi na drodze.

Raz koalicjant, raz sytuacja międzynarodowa, raz ministerstwo, innym razem budżet. Ktoś wziął w łapę, ktoś wysłał Rywina, ktoś wystawił weksel in blanco, ktoś się obraził za wybory kopertowe, ktoś poszedł do Bielana.

Wraz z zakończeniem politycznego żywota w opozycji czy poza parlamentem i przejściem do drugiego aktu opowieść zaczyna się zwijać, pojawiają się anomalie. Co kluczowe, jedna anomalia – choćby najbardziej kompromitująca – nigdy nie domyka demitologizacji.

„Sowa i przyjaciele” nie zniszczyła Tuska, seksafera Leppera, a Pegasus PiS-u. To jak z paradygmatami naukowymi – jeden nierozwiązywalny problem nie wystarcza do zmiany całego paradygmatu.

Machiavelli porównywał kiedyś działanie losu do wzbierającej rzeki, której fale zalewają równinę. Fala powodziowa kieruje się tam, gdzie nic nie stawia oporu, gdzie nie ma zapór ani wałów ochronnych. To porównanie mówi nam bardzo wiele o sytuacji, w jakiej znalazła się Koalicja 15 Października.

Fałszowanie wyborów czy budowanie mostów?

Do niedawna Platforma chętnie korzystała z mitu katechona i rolę tę odgrywał oczywiście Donald Tusk. Dla liberalno-lewicowych salonów premier miał jedno podstawowe zadanie: powstrzymać politycznego antychrysta, jakim był dla nich powrót PiS do władzy.

Ostatnie dane pokazują jednak, że Koalicja 15 Października jest na prostej drodze do posiadania mniej niż 200 posłów w kolejnej kadencji sejmu. Nie da się już – niektórzy nie bez racji uważali, że nie dało się od początku – traktować opowieści o katechonie jako podstawowej.

Platforma dysponuje obecnie dwoma zaporami przeciw wzbierającej wodzie. Jedna to opowieść o sfałszowanych wyborach. Druga to mit „Nie róbmy polityki. Budujmy mosty”.

Odpalenie mitu sfałszowanych wyborów to wygodne narzędzie, bowiem tworzy proste wyjaśnienie porażki i pozwala zrzucić odpowiedzialność z rządu na tajemnicze siły zewnętrzne. A jednak ta prosta opowieść ulega rozkładowi.

Nie wszyscy chcą w niej uczestniczyć, a domniemana dywersja Kamratów trafia tylko do partyjnego „betonu”. Dzieje się tak z prostego powodu. Dane, na których opiera się mit, są bowiem zbyt wątpliwe, zbyt słabe.

Bardziej obiecującym dla Platformy mitem jest mit apolitycznego budowania mostów, apolitycznego sprawstwa. Opowieść, którą robaczkowymi ruchami tworzy obecnie Rafał Trzaskowski.

Nie jest przypadkiem, że nie uczestniczy w opowieści o fałszu wyborczym, że skupia się na eksponowaniu sukcesów w Warszawie. Niewykluczone, że dzięki byciu nieobciążonym porażką rządzącej koalicji i silnemu mandatowi społecznemu będzie mu dane utrzymać się na tyle długo, że – zgodnie z logiką mitu – w tafli wody dostrzeże kiedyś błagalne ręce swoich politycznych przeciwników.

To, czy Trzaskowski jest spalony czy nie, czas oczywiście pokaże. Po fiasku retoryki rozliczeń spodziewam się jednak, że mit mostów będzie szukać swojej nowej materializacji, nawet jeśli za jego wcielanie w życie nie będzie odpowiadał akurat Trzaskowski.

Rząd oczywiście również próbuje rehabilitować mit mostów, ogłasza rekonstrukcję, zapowiada wzięcie się wreszcie do roboty. Pod tym względem przypomina rząd Jerzego Buzka, który ogłaszał „Nowe otwarcie” po rozpadzie koalicji z Unią Wolności; przypomina rząd SLD, który rękami Jerzego Hausnera próbował po aferze Rywina ratować finanse publiczne. Kiedy opowieść zaczyna się sypać, rządy ogłaszają szarpnięcie cuglami, by pokazać, że wciąż panują nad sytuacją.

Każda z tych inicjatyw kończyła się niepowodzeniem, bo rządy, które za nimi stały, zdążyły się już zupełnie zdemitologizować. W takich warunkach można jedynie próbować ratować co się da przed wzbierającą wodą.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.