Prawica musi bronić „januszy”, gdy Jan Śpiewak wspiera globalny kapitał i broni dziedzictwa PRL-u
Jan Śpiewak na spotkaniu w Klubie Jagiellońskim; screen z: https://youtu.be/SJ6jg0L0ZE0
W Polsce wskutek zaborów zmarnowany został cały XIX wiek, w którym inne narody uczyły się kapitalizmu i akumulowały dobra przekazywane następnie w spadku kolejnym pokoleniom. Dlatego powinniśmy na ludzi przedsiębiorczych chuchać i dmuchać, zamiast powtarzać bajeczkę o tym, że są in gremio złymi krwiopijcami. Atakowanie „januszy” kreuje warunki idealne dla wielkich, zagranicznych w dużej części korporacji. Paradoksalnie zatem wojująca lewica, jak i coraz częściej bijąca jej brawo antyliberalna prawica, staje się sojusznikiem tego właśnie, korporacyjnego sektora.
Tekst jest częścią debaty o przyszłości gospodarczej linii polskiej prawicy. W cyklu ukazał się już artykuł Galopującego Majora oraz Damiana Adamusa, redaktora naczelnego portalu „Nowy Ład”. Chętnych do zabrania głosu zachęcamy do kontaktu.
Pogardzany „Janusz biznesu” jak Antek z „Czterdziestolatka”
„Dlaczego Polska wyludnia się najszybciej w Europie? Przez januszexy. Dla Janusza matka to największe zło, które uniemożliwia mu kupienie kolejnego BMW (na firmę w koszty oczywiście) i domu w Hiszpanii” – napisał na portalu X Jan Śpiewak, wielokrotnie zapraszany do różnych debat przez Klub Jagielloński.
Był to komentarz do pokazanych przez niego czterech anonimowych opowieści internetowych o tym, jak to kobiety przy rozmowach o pracę były pytane o dzieci (lub chęć ich posiadania), po czym pracy nie otrzymywały.
Dlaczego Polska wyludnia się najszybciej w Europie? Przez januszexy. Dla Janusza matka to największe zło, które uniemożliwia mu kupienie kolejnego BMW (na firmę w koszty oczywiście) i domu w Hiszpanii. pic.twitter.com/6uZFele0VJ
— Jan Śpiewak (@JanSpiewak) July 11, 2025
Jak wiadomo, anonimowe internetowe opowieści mają zerową wartość poznawczą. Mogą najwyżej zostać uznane za wątpliwej jakości anegdotę. Jednak wpis pana Śpiewaka, a także reakcja na niego części komentujących, są niestety bardzo symptomatyczne dla dużej grupy tych, którzy nazywani są dzisiaj prawicą.
Pan Śpiewak – lewicowy aktywista, ze swojego aktywizmu żyjący (to swoją drogą fenomen dzisiejszych czasów: aktywista żyjący z aktywizmu) – nie od dzisiaj promuje postawy antywolnościowe i antywolnorynkowe.
W tym pakiecie mieści się także propagowanie stereotypu polskiego chciwego, patologicznego przedsiębiorcy, wyzyskującego pracowników niczym niewolniczą siłę roboczą. Ten stereotyp nie jest oparty na żadnych konkretnych danych czy badaniach, odwołuje się jedynie do emocji, i to sięgającej głębokiego Peerelu.
Wtedy partia, która godziła się mniej lub bardziej chętnie – w zależności od okresu – z istnieniem „prywaciarzy”, jednocześnie dbała o to, żeby ten obcy element w „zdrowym” ciele socjalistycznego mechanizmu gospodarczego był odrzucany przez wszystkich innych. Był zatem ledwo tolerowany, ale miał być też niecierpiany i postrzegany skrajnie negatywnie.
„Prywaciarzom” rzucano kłody pod nogi, dręczono ich absurdalnymi przepisami, dowalano arbitralnie orzekane domiary podatkowe, a ich wizerunek miał być przeciwieństwem obrazu mas pracujących miast i wsi oraz oczywiście aktywu partyjnego.
Wzorcowym obrazem prywaciarza jest Antek, szwagier Stefana Karwowskiego, głównego bohatera świetnego serialu „Czterdziestolatek” Jerzego Gruzy z 1975 r. Serial, co ważne w tym wątku, był satyrą na Peerel, ale znacznie bardziej umiarkowaną niż choćby filmy Barei, zaś jego główny bohater, choć nieco safandułowaty, był jednak stworzony według wzorca porządnego – według kryteriów realnego socjalizmu – przedstawiciela swojej klasy społecznej.
Ta klasa społeczna, którą reprezentował Karwowski, to tak zwana inteligencja pracująca. Pan Stefan jest inżynierem, kierownikiem budowy. Antek natomiast to właśnie klasyczny prywaciarz kombinator, właściciel fermy kurzej, który wielkie pieniądze przewozi w gotówce w walizce.
Gdy w odcinku „Rodzina, czyli obcy w domu” Antek proponuje Stefanowi zatrudnienie w jego firmie, inżynier z godnością mówi krótko: „Nie!”. A gdy Antek zachęca go rozlicznymi korzyściami i wspomina, że państwo popiera przecież hodowlę kurzą, Stefan oznajmia: „Ale ja nie jestem pewien, czy państwo popiera, żeby inżynier budowlany macał kury na fermie swojego szwagra!”.
Serial ma 50 lat, a stosunek do „prywaciarzy”, utrwalany przez jedynie słuszną partię w czasach Peerelu, trwa i ma się świetnie – choć z pewnymi modyfikacjami. Powtarzany przez Śpiewaka stereotyp jest jak żywcem wyjęty z propagandowych pogadanek partyjnych specjalistów z czasów minionych, a co gorsza – takie podejście spotyka się entuzjazmem części tak zwanej prawicy.
Antyliberalna lewica i antyliberalna prawica
Ma to ogromne znaczenie społeczne, przekładające się na praktykę polityczną. Im bardziej nieprzychylne jest nastawienie ludzi do przedsiębiorców, zwłaszcza małych i średnich, tym łatwiej jest władzy forsować rozwiązania dla tej grupy niekorzystne, takie jak chociażby niekończące się – a fatalne w skutkach – windowanie płacy minimalnej (w czasach rządów PiS – przebijające wymogi wynikające z ustawy o wynagrodzeniu minimalnym).
To z kolei kreuje warunki idealne dla wielkich, zagranicznych w dużej części korporacji. Paradoksalnie zatem wojująca lewica staje się sojusznikiem tego właśnie, korporacyjnego sektora. Nie tylko pod tym zresztą względem, bo lewicowa batalia przeciwko własności prywatnej i na rzecz zastępowania jej wypożyczaniem również sprzyja wielkim koncernom, choć to temat na inną opowieść.
Nie bez powodu wspominam o Janie Śpiewaku. Atencja, jaką niektóre jego działania o agresywnie antyliberalnym charakterze – na przykład te skierowane przeciwko wolności handlu czy dysponowania swoją własnością (krucjata antyalkoholowa czy szczucie na tzw. flipperów) – budzą u części prawicowej publiczności łączy w zadziwiający sposób antyliberalną lewicę z antyliberalną prawicą.
W kłamliwej opowieści wrogów liberalizmu i przedsiębiorców pojawia się skrajnie wykrzywiony obraz chciwych „januszy” skontrastowany z szanującymi prawa pracownicze wielkimi korporacjami. To ta sama opowieść, na bazie której swoją politykę gospodarczą budowało Prawo i Sprawiedliwość.
Lider tego ugrupowania z charakterystyczną pogardą oznajmił swego czasu podczas wykładu na uczelni o. Tadeusza Rydzyka, że jeśli ktoś nie jest w stanie prowadzić działalności gospodarczej w „takich” (czyli coraz bardziej opresyjnych) warunkach, to się do tego najwyraźniej nie nadaje. Taka ocena w ustach człowieka, który nigdy w życiu nie prowadził nawet kiosku z warzywami i od dekad żyje z naszych podatków, brzmi naprawdę skrajnie pogardliwie.
Ale pamiętajmy też, że ministrem rodziny, pracy i polityki społecznej w obecnym rządzie jest pani, która z jakimkolwiek biznesem również nie miała nigdy do czynienia, z wykształcenia jest filozofem i pedagogiem, a z zawodu – działaczką. Ta osoba odpowiada za dużą część rządowej polityki wobec przedsiębiorców, w tym za pomysły tak skrajnie ignoranckie ekonomicznie jak skracanie tygodnia pracy. Rządy się więc zmieniają, a stosunek do przedsiębiorców i liberalizmu – ani trochę.
PiS się nigdy nie „zmentenizował”
W sposobie, w jaki poprzednia oraz obecna władza traktują przedsiębiorców, jest wyjątkowa perfidia. Mnożenie – także zresztą pod dyktando UE – przepisów i obciążeń sprawia, że małe i średnie firmy mają coraz większe problemy, żeby sobie z nimi radzić, a przez to nie są w stanie tworzyć dobrego środowiska pracy.
Wtedy przychodzi Jan Śpiewak i oskarżycielsko woła, że „januszexy” to zło. Takich problemów nie mają oczywiście wielkie korporacje. Tam działa efekt skali czy możliwość dokonywania przesunięć budżetowych na wielką skalę, również w układzie międzynarodowym.
Nie ma wątpliwości, że nastąpiło sklejenie populistycznej, gospodarczej lewicy z niektórymi kręgami prawicy i że taka postawa jest dosyć popularna. To sklejenie było wyjątkowo wyraźne w PiS – o ile uznajemy tę partię umownie za prawicową (w mojej opinii to ugrupowanie socjaldemokratyczne).
Szef rządu w latach 2016-2023 szermował cytatami z Thomasa Piketty’ego i pokazywał się z przedstawicielami agresywnego antywolnościowego globalizmu. Lekturą „Kapitału XXI wieku” chwalił się również Jarosław Kaczyński. Żaden z nich natomiast nigdy nie powołał się na któregokolwiek z klasyków gospodarczego liberalizmu: Adama Smitha, Frédérica Bastiata, Ludwiga von Misesa, Fryderyka von Hayeka, Miltona Friedmana czy Henry’ego Hazlitta.
PiS prowadziło politykę głębokiego państwowego interwencjonizmu, centralizmu, zwiększało udział państwa w gospodarce i zatrudnienie w sektorze publicznym, przedsiębiorców zaś – szczególnie małych i średnich – traktowało jako zło konieczne. Populistyczne podnoszenie wynagrodzenia minimalnego, dopełnione polskim ładem, były tego najbardziej wyrazistym przejawem.
Zadziwiające wydają się tezy, że PiS się „zmentzenizowało”. Żeby postawić taką tezę, trzeba by chyba wychodzić ze skrajnie lewicowego punktu widzenia, a nawet wówczas byłaby ona trudna do udowodnienia.
Jeżeli PiS przyhamowało przed wyborami ze swoją etatystyczną ekspansją, to tylko z dwóch czysto bieżących i pragmatycznych powodów. Po pierwsze – ponieważ najzwyczajniej skończyły się pieniądze. Wszak procedura nadmiernego deficytu została przez Komisję Europejską uruchomiona wobec Polski z powodu stanu finansów wypracowanego przez rządy Mateusza Morawieckiego – niezależnie od tego, jakie w tej dziedzinie „osiągnięcia” ma rząd Donalda Tuska.
Po drugie – ponieważ okazało się, że socjalny populizm przestaje działać. Co zresztą przewidywałem już na początku rządów PiS i co było całkiem oczywiste: im więcej pieniędzy się ludziom rozdaje, tym mniejsze wrażenie robi każdy kolejny transfer.
W żadnym natomiast wypadku poglądy lidera partii i co za tym idzie całej formacji nie stały się przy tym bardziej liberalne i prorynkowe. Również podczas VII Kongresu PiS w Przysusze Jarosław Kaczyński oznajmił, że owszem, gospodarka ma być rynkowa, ale z odpowiednim udziałem państwa. Nie uznał też już – co zdarzyło mu się raz wcześniej – polskiego ładu za błąd.
Prawica musi bronić wolności
Pytanie, na jakie w tej dyskusji mamy odpowiedzieć, brzmi: jakie będzie gospodarcze nastawienie prawicy w przyszłości? Żeby na nie jednak odpowiedzieć, trzeba najpierw określić, jakie ono teraz jest – co już wyżej w dużej mierze uczyniłem – lecz również: co w ogóle mamy na myśli, mówiąc o prawicy? Jakie wartości w gospodarce prawica powinna promować, żeby nazywać się prawicą?
Nie mam w tym ostatnim punkcie wątpliwości: prawica w kontraście do lewicy powinna stawiać na wolność i odpowiedzialność jednostki za siebie samą. To lewica żyje w nieustającym przekonaniu, że jakieś przemądre elity muszą decydować w każdej dziedzinie życia – w tym w gospodarce – za głupich obywateli.
Tu nic się nie zmieniło od czasów, gdy obradował Wydział Polityki Społeczno-Ekonomicznej Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i konstruował kolejne plany pięcioletnie.
Tymczasem założenie, że obywatel ma mieć swobodę wyboru i prowadzenia działalności gospodarczej, jest fundamentalne dla prawicowego światopoglądu i w moim przekonaniu nie może być rozmywane poprzez debatę o „politykach społecznych” czy kosztach, które wynikając z faktu, że obywatele wybierają „niemądrze”.
Jeśli zaczynamy wchodzić w dyskurs „kosztowy”, nieuchronnie orbitujemy w kierunku coraz głębszego etatyzmu. Jasne jest bowiem, że wolność wyboru, w tym ekonomicznego, niesie ze sobą koszty dla państwa, a też i dla innych ludzi.
Rozmowa jednak nie powinna być o tym, jak te koszty minimalizować poprzez ograniczanie wolności wyboru, ale poprzez ograniczanie odpowiedzialności państwa za dziedziny, w których te koszty się pojawiają. Jeśli zaś zbyt mocno tej odpowiedzialności ograniczyć się nie da – trudno, taka jest cena wolności, która powinna mieć znaczenie znacznie większe niż tabelki w Excelu. Warto ją płacić.
Prawica robi też bardzo źle, jeśli przyłącza się do prowadzonej przez lewicę populistycznej nagonki na ludzi, którzy odnoszą sukces materialny i gromadzą bogactwo – a to wybrzmiewa również w przywołanym na początku wpisie Śpiewaka.
To powielane do znudzenia „trzecie BMW w leasingu” i „wakacje w Egipcie” mają być powodem pogardy, tak jakby posiadanie było z samej swojej zasady podejrzane, a nawet godne potępienia. Nie dlatego, że wynika z przestępstwa, kradzieży czy oszustw, ale samo z siebie.
W naszym kraju, gdzie wskutek zaborów zmarnowany został cały XIX wiek, w którym inne narody uczyły się kapitalizmu i akumulowały dobra przekazywane następnie w spadku kolejnym pokoleniom, powinniśmy na ludzi przedsiębiorczych chuchać i dmuchać, zamiast powtarzać bajeczkę o tym, że są in gremio złymi krwiopijcami.
I powinno to być właśnie zadanie konserwatywnej prawicy, jako że bez własności nie ma obywatelskiej świadomości i impulsu do stawiania w obronie ładu, prawa, a nawet samego państwa. Posiadanie, gromadzenie bogactwa, ambicja gospodarcza – to są obywatelskie cnoty ściśle powiązane z prawicowym widzeniem świata. Dzisiaj będące pod ostrzałem egalitarystów i kryptosocjalistów.
Powtórzę raz jeszcze, bo mam wrażenie, że ta absolutnie podstawowa kwestia umyka dzisiaj ogromnej części konserwatystów: jeżeli raz wejdziemy na drogę rozważań o tym, czy przypadkiem wolność działania obywateli nie wiąże się ze zbyt obciążającymi dla państwa kosztami i czy przeto nie należałoby tej wolności skasować tu i tam – wkraczamy na drogę skrajnie groźną, u końca której jest drobiazgowe uregulowanie naszego życia i traktowanie obywateli jak zwierząt hodowlanych, przy której to czynności należy zoptymalizować ponoszone obciążenia.
Niestety, z powodów, których nakreślenie zajęłoby kolejnych kilkadziesiąt tysięcy znaków, po prawej stronie rośnie fascynacja kursem antywolnościowym.
III RP nie była liberalna
Może jakąś rolę odgrywa tu również bardzo proste, żeby nie powiedzieć: prostackie (i całkowicie fałszywe) skojarzenie sił, odpowiadających za kierowanie III RP przez długi czas w ciągu pierwszych kilkunastu lat jej, z klasycznym liberalizmem i powstanie bardzo krzywdzącego sylogizmu, mówiącego o tym, że Polskę zepsuli „liberałowie”.
Ogromne zasługi w utrwaleniu takiego schematu położył również PiS, wielokrotnie powtarzając obłudne hasło „Polska solidarna kontra Polska liberalna”, którego założeniem było, że liberalizm jest ze swojej istoty czymś nieludzkim, szkodliwym, złym, nawet antypaństwowym czy wręcz równającym się złodziejstwu.
Czy można stwierdzić cokolwiek na temat poglądów prawicowego wyborcy na podstawie wyniku wyborów prezydenckich? Z pewnością nie na podstawie drugiej tury.
Prędzej na podstawie pierwszej: dwa miliony głosów na Sławomira Mentzena to dwa miliony wyborców, którym – mimo iż lider Nowej Nadziei delikatnie złagodził swój wcześniej niemal libertariański kurs – przynajmniej nie przeszkadzał klasycznie liberalny przekaz, a jakaś grupa zapewne głosowała na niego dokładnie z jego właśnie powodu.
Część konserwatywnych komentatorów z niepokojem wskazuje, że motywacją znacznego odsetka wielbicieli pana Mentzena była ogólna niechęć do państwa i upodobanie do skrajnego indywidualizmu. Zapewne tak po części jest.
Dziwię się jednak, dlaczego ci komentatorzy zamiast diagnozować, skąd bierze się ta niechęć – a bierze się z nadmiernej państwowej ekspansywności – i zastanawiać się, w jaki sposób ją zredukować poprzez ograniczenie paternalizmu i etatyzmu, grzmią, że ten groźny ich zdaniem trend należy zwalczać dalszą ekspansją państwa w gospodarce i życiu społecznym.
Byłbym jednak naiwny twierdząc, że liberalizm ma dzisiaj dobrą passę. Jest niestety przeciwnie.
Tym bardziej martwi mnie, że na polskiej prawicy jest tak niewiele ośrodków, które rozumieją znaczenie wolności, ale także doceniają wysiłek milionów polskich małych i średnich przedsiębiorców, którzy dźwigają na swoich barkach pomyślność naszego państwa niczym Atlas w powieści Ayn Rand.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
