Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Prawica przyszłości to prawica syntezy narodowo-państwowej

Prawica przyszłości to prawica syntezy narodowo-państwowej autor ilustracji: Cezary Boryszewski przy użyciu narzędzi AI

W czasach geopolitycznych tarć oraz rosnących wyzwań na polu gospodarczym i bezpieczeństwa jeszcze bardziej potrzebujemy państwa „optimum”. Instytucji sprawnych, odpowiednio finansowanych i dobrze zorganizowanych, a nie tanich i minimalnych. Polska prawica musi przełamać antypaństwowe longueduréei walczyć z zalewem libertyńsko-egoistycznej demagogii, mocnej zarówno w jej szeregach, jak i całym polskim narodzie. Tego wymaga zarówno interes naszego kraju, jak i długoterminowy interes nadwiślańskiej prawicy.

Tekst jest częścią debaty o przyszłości gospodarczej linii polskiej prawicy. W cyklu ukazał się już artykuł Galopującego Majora. Niebawem opublikujemy tekst Łukasza Warzechy. Chętnych do zabrania głosu zachęcamy do kontaktu.

Czy PiS skręcił w liberalizm?

Wygrana Donalda Trumpa wywołała nad Wisłą kolejną falę ekscytacji amerykańską prawicą. Posłowie Prawa i Sprawiedliwości skandowali nazwisko prezydenta USA w Sejmie, a polska prawica z zaciekawieniem przyglądała się pomysłom deregulacji, oszczędności, odbiurokratyzowania państwa płynących znad Potomaku.

Kandydat PiS-u Karol Nawrocki, dzisiejszy prezydent-elekt, podpisał „deklarację toruńską” i zobowiązał się nigdy nie przyłożyć ręki do podwyższania podatków. Jarosław Kaczyński jest zatroskany nadmiernym zadłużeniem Polski, a część polityków PiS-u coraz mocniej akcentuje wolnorynkowy przekaz.

Wszystkie przytoczone wyżej zdarzenia z ostatnich miesięcy wcale nie muszą oznaczać gruntownego odejścia od ośmioletniego dziedzictwa polityki społecznej rządów Zjednoczonej Prawicy. Można je bowiem analizować w kategoriach krótkoterminowego zbierania politycznych punktów, a nie modyfikacji długoterminowej strategii.

Skandowanie nazwiska Trumpa i podpięcie się pod wagonik anglosaskiej „walki z socjalizmem”? Efekt mentalnego skolonizowania i chęć zaskarbienia sympatii republikanów.

Deklaracja toruńska? Oczywista gra wyborcza na pozyskanie elektoratu kluczowego do zwycięstwa w drugiej turze. Trudno w dodatku mówić o jakiejś głębokiej jedności poglądów pomiędzy PiS-em a Karolem Nawrockim.

Zatroskanie nadmiernym zadłużeniem przez Jarosława Kaczyńskiego? Gra, której celem jest przedstawienie rządów Tuska jako nieudolnych i ściągających na kraj finansową katastrofę.

Składanie do grobu prospołecznego programu Prawa i Sprawiedliwości jest zdecydowanie przedwczesne. Takiej zmiany nie oczekuje bazowy elektorat tej formacji.

Rzekome zyskanie dzięki niej wiarygodności w elektoracie wolnorynkowym jest, w moim przekonaniu, absolutnie niemożliwe tak w krótko-, jak i średnioterminowej perspektywie.

Czy rozsądne byłoby zatem szerokie, jednoznaczne porzucenie programu, na którym budowano mit „Polski solidarnej”, dla dość mglistych korzyści? Niekoniecznie, zwłaszcza że PiS-owska ośmiolatka z czasem będzie odbierana przez społeczeństwo z coraz większą nostalgią.

Był to bowiem, mimo wszystko, czas względnie spokojny, szczególnie na początku, gdy wprowadzono kluczowe reformy – 500+ czy minimalną stawkę godzinową.

Mamy więcdo czynienia jedynie z pewną ewolucją narracji PiS-u. Wynika ona z tego, że – po pierwsze –posunęliśmy się w rozwoju i coraz większa część społeczeństwa przestaje odbierać przelewy gotówkowe od państwa jako wyraz głębokiej sprawczości rządzących. Użyteczność pijarowa takiej redystrybucji staje się coraz mocniej ograniczona.

Drugi powód zmiany narracji stanowi widoczna na horyzoncie koalicja z Konfederacją, która wymaga więcej akcentów leseferystycznych, bliskich elektoratowi Krzysztofa Bosaka i Sławomira Mentzena. Obstawiam jednak, że ta zmiana będzie jedynie narracyjna i powierzchowna.

Nawiasem mówiąc, smutnym i szkodliwym dziedzictwem rządów PiS-u jest fakt utożsamiania polityki społecznej z rozdawaniem pieniędzy na lewo i prawo (często z motywem prostego kupienia elektoratu), a nie z wzmacnianiem usług publicznych i proponowaniem systemowych rozwiązań.

Ten kurs należy w przyszłości odrzucić, a z pewnością mocno ograniczyć, w zamian za, trudniejsze i mniej opłacalne politycznie, skoncentrowanie się na polepszeniu jakości i dostępności usług publicznych.

Antyelitarny duch epoki

Jak wspomniał w swoim tekście Galopujący Major, zmienił się ekonomiczny Zeitgeist, co znakomicie pokazała kampania prezydencka. Idąca z Zachodu narodowo-populistyczna fala nastrojów antyimigranckich i antyestablishmentowych głęboko przemodelowuje europejskie sceny polityczne.

W przypadku części państw ten zwrot może mieć liberalny, antyredystrybucyjny i antyinstytucjonalny charakter. Zwłaszcza tam, gdzie o obecny spadek zamożności i bezpieczeństwa obwinia się nadmierną redystrybucję i zideologizowane instytucje państwa.

Istotą dzisiejszego Zeitgeistu nie jest jednak głęboki sprzeciw wobec państwa czy ingerencji z jego strony. Bliżej mu raczej do antyelitaryzmu niż antyinstytucjonalizmu. Ważną część składową stanowi również odrzucenie zachodniego uniwersalizmu, wolnego handlu i obecnego kształtu globalizacji.

To, jak obecny „duch epoki” będzie przejawiał się w Polsce, zależy od klimatu intelektualno-politycznego. Może on bowiem zainspirować nas do stworzenia nowoczesnej polityki przemysłowej, ale niewykluczone, że przekieruje intelektualną energię na szukanie oszczędności i okrajanie państwa.

Sądzę, że powodem, dla którego polska debata może przesunąć się w kierunku liberalnej, antypaństwowej i antypodatkowej demagogii, jest deficyt przywództwa. Liderzy partii politycznych zbyt silnie koncentrują się na krótkoterminowych korzyściach własnych formacji, kosztem interesów Polski. Ten proces ulega nasileniu wraz z rosnącą polaryzacją.

Jeśli obierzemy ten kurs, to będziemy mieli do czynienia ze samospełniającą się przepowiednią. Bo przecież skoro nikt nie wierzy w poprawę jakości usług publicznych i – szerzej – działania państwa, to nie chce tym samym podwyższania nakładów finansowych na te cele.

Państwo „nie dowozi”, więc każdy powinien osobiście brać sprawy w swoje ręce. Politycy zaś nie wykażą się przywództwem, tylko ślepo podążą za oczekiwaniami elektoratu.

Jeśli przepowiednia się spełni, to Polacy zechcą, by politycy zapewnili im warunki do realizacji np. zdrowotnej indywidualnej strategii przetrwania. Może nimi być np. wypłacanie „zdrowotnego plus”, czyli świadczenia do wykorzystania u prywatnego lekarza. Jednocześnie systemowa naprawa publicznej ochrony zdrowia będzie leżała odłogiem.

Taka właśnie prywatyzacja usług publicznych postępowała jeszcze zanim zmienił się Zeitgeist, a Konfederacja stała się istotnym punktem odniesienia na polskiej scenie politycznej.

Mentzenizacja prawicy czy debaty?

Ostatnia kampania była przesiąknięta „meta-mentzenizacją” sceny politycznej. Nie piszę o „mentzenizacji” jako zestawie poglądów, które pretendenci do objęcia fotela głowy państwa ochoczo kopiowali od lidera Nowej Nadziei (z lepszym lub gorszym skutkiem), lecz o wymiarze metapolitycznym.

W tej optyce bowiem niemal wszyscy kandydaci grali (z różną głośnością) melodię szkodliwą, choć przez polski naród uwielbianą – melodię antyinstytucjonalną, w gruncie rzeczy anarchizującą polskie życie publiczne.

To melodia prostych indywidualnych strategii przetrwania, tłumiąca systemowe rozwiązania. To melodia egoizmu i inflacji praw, w miejsce wspólnego dobra i obowiązków względem Polski.

To melodia, w której podatki mają być niskie, państwo ma się odczepić od obywatela, choć CPK powinno zostać wybudowane szybko, a urzędy muszą działać sprawnie. Ma być tanio, ale jednocześnie dobrze i szybko.

Jak dobrze wiemy, z tej trójki można wybrać jedynie dwa komponenty. W Polsce mamy zaś najczęściej jeden, ten pierwszy. Kierunek minionej kampanii utrudnił propaństwową debatę o tym, co zrobić, żeby było dobrze i szybko. To zdecydowanie ważniejsze, nawet biorąc pod uwagę, że jednocześnie nie będzie tanio.

Antyinstytucjonalna melodia jest dziś podwójnie szkodliwa. Sufluje się ją bowiem w momencie, kiedy potrzebujemy naprawdę poważnego namysłu nad poprawą jakości działania naszego państwa i usług publicznych, ulegających erozji i powolnej prywatyzacji.

Odpowiedzią na niedostatki i liczne patologie naszych instytucji nie jest jednak antypaństwowa demagogia, destrukcyjna dla społeczeństwa i uniemożliwiająca konstruktywną debatę o koniecznych zmianach. Potrzebujemy dziś troski o państwo, usługi publiczne i urzędników.

Potrzebujemy dziś wychowania Polaków nie tylko w miłości do Ojczyzny, ale i w szacunku wobec państwa, którego instytucje wszyscy wspólnie tworzymy.

Alienowanie społeczeństwa od państwa, nieustanne podkreślanie zagrożenia ze strony instytucji jest zakorzenione w XVIII-wiecznym anglosaskim liberalizmie. Czas odrzucić to wstecznickie i importowane z zewnątrz podejście.

Czas na syntezę narodowo-państwową

Przestarzałe lęki liberałów należy zastąpić ideą syntezy narodowo-państwowej, zakładającą współpracę narodu i państwa na rzecz wspólnego dobra. Zamiast dychotomii państwo-społeczeństwo, powinniśmy mówić o harmonii państwa i narodu, wspólnych celach oraz twórczej roli społeczeństwa w kształtowaniu instytucji publicznych.

Państwo jest formą, swoistym szkieletem, który ożywia i wypełnia treścią naród, będący jego gospodarzem.

Polska prawica powinna dziś iść pod sztandarem syntezy narodowo-państwowej, wspierając obustronne zaufanie, podkreślając pozytywny wkład państwa w życie narodu i budując mosty współpracy pomiędzy państwem a społeczeństwem.

Należy tak działać ze świadomością istotnego dziejowego momentu, kiedy Polacy sprawnego państwa potrzebują zdecydowanie bardziej niż w ciągu ostatnich 35 lat „końca historii”. Ostatnie trzy i pół dekady w kwestii bezpieczeństwa czy rozwoju gospodarczego było niemalże „jazdą na autopilocie”, której kursem sterowano z Brukseli i Waszyngtonu.

Ten czas już minął. Musimy wziąć sprawy w swoje ręce wobec erozji prymatu USA, pęczniejących problemów Unii Europejskiej i wyczerpywania się międzynarodowej koniunktury zapewniającej nam warunki do niezakłóconego rozwoju.

Do tego jednak potrzeba odwagi, poczucia odpowiedzialności i prawdziwego przywództwa. Zamiast tego politycy zwodzą Polaków, przekonując, że może być dobrze i tanio, i szybko. Że można mieć niskie podatki, budżet bez deficytu, a jednocześnie budować CPK, atom i silną armię.

Otóż nie można. I im szybciej politycy przestaną oszukiwać społeczeństwo, tym prędzej zaczniemy poważnie rozmawiać o naszym modelu rozwoju. W przeciwnym wypadku to Partia Razem będzie jawić się jako jedyna odpowiedzialna siła polityczna na tle demagogów ścigających się na obniżki podatków.

Konfederacja jak Bosak, nie Mentzen

Z drugiej strony – widzimy, że na prawicy sytuacja bynajmniej nie jest jednoznaczna. Kto jeszcze 5 lat temu spodziewałby się, że środowisko, którego nestorem jest Janusz Korwin-Mikke, będzie opowiadało się za protekcjonizmem (ochrona polskiego rynku przed zalewem płodów rolnych z Ukrainy), państwowymi inwestycjami (CPK, atom) czy przeciwko imigracji zarobkowej? A jednak tak się stało.

W Konfederacji mamy do czynienia z ideową ewolucją, pewną konwergencją skrzydła narodowego i liberalnego, odpowiednio Ruchu Narodowego i Nowej Nadziei.

Pierwsi zrezygnowali z solidarystycznego, prospołecznego programu gospodarczego. Drudzy zaś swoją wolnorynkową ideologię okroili z najradykalniejszych postulatów i naznaczyli szczyptą narodowego egoizmu, stając w obronie polskiego rolnictwa i sprzeciwiając się masowej imigracji.

Dla Konfederacji lepiej byłoby, gdyby to przekaz Ruchu Narodowego stanowił o treści jej programu. Podobny proces, w moim przekonaniu, czeka całą prawicę, choć to bardziej PiS będzie przyjmował przekaz od Konfederacji, której sprzyjają okoliczności zewnętrzne.

Efektem tej konwergencji nie będzie antypaństwowy libertynizm, lecz hybryda koncentrująca się wokół wolności i bezpieczeństwa, czyli tematów dominujących w przekazie Konfederacji.

To daje nadzieję na racjonalny kurs, odrzucający część przebrzmiałych neoliberalnych mitów. Nie łudzę się jednak, że będzie to kurs istotnie promodernizacyjny, skupiony na sile państwa, usługach publicznych czy jakości instytucji.

Nie wierzę też w nową polityczną jakość potencjalnych rządów. Nie widać, by w PiS-ie wyciągnięto wnioski z 8 lat rządzenia i programowo przygotowywano się do ponownego przejęcia władzy. Panuje raczej przekonanie, że władza, w efekcie słabych rządów liberałów, wpadnie tej partii w ręce.

To zaś oznacza, że nie trzeba się zbytnio starać i wymyślać pomysłów na reformy kluczowych obszarów. Także po stronie Konfederacji nie widzimy jakiejś koncepcyjnej ofensywy, zwiastującej reformatorski zapał.

9 postulatów prorozwojowej prawicy

Proponowany przeze mnie kurs prawicy jest dziś politycznie łatwiejszy. Powód? Dokonania (a raczej ich brak) obecnej władzy, na tle której można się jakościowo odróżnić.

Jak pisałem na łamach Nowego Ładu w tekście „Prawica z ambicjami: Czy Konfederacja przejmie ster modernizacji Polski?”: „Liberalna władza z własnej woli porzuca bastiony agendy rozwojowej. Należy je zająć i głośno ogłosić ich przejęcie, zanim zrobi to przykładowo Partia Razem.

Trzeba dążyć do wytworzenia przekonania w społeczeństwie, że to prawica jest nośnikiem idei modernizacyjnych, tworzy oryginalne koncepcje i reprezentuje wysoki poziom rządzenia, w opozycji do ugrupowań lewicowo-liberalnych, które bredzą o sfałszowanych wyborach, a horyzont ich ambicji sięga jedynie zapewnienia ciepłej wody w kranie Polakom”.

Kluczową sprawą wydaje się zanegowanie mitu wiążącego lewicę i liberałów z szeroko rozumianym postępem, modernizacją. Trzeba obalić mit, w myśl którego to ugrupowania liberalne posiadają większe od prawicy kompetencje w rządzeniu państwem.

„Nie mam preferencji politycznych, ale głosuję na prawicę, bo oni lepiej rządzą” – takie przekonanie należy ugruntować w polskim społeczeństwie. Aby tego dokonać, prawica musi stać się prawdziwym rzecznikiem polskiego „stronnictwa rozwojowego” i pokazać sprawczość w rządzeniu.

We wspomnianym tekście przedstawiłem kilka pomysłów na dalsze działania Konfederacji. Postuluję w nim oparcie się na konserwatywnym, małomiasteczkowym elektoracie. Nie można przy tym rezygnować z wyborców na prawo od Mentzena i Bosaka, a także z poszukiwania nowych „łowisk” elektoratu, jednoczącego się często wokół istotnych spraw o charakterze ponadpartyjnym.

Większość z nich równie dobrze może podnosić Prawo i Sprawiedliwość, choć oczywiście wiarygodność partii Kaczyńskiego będzie niższa przez bagaż swoich ośmioletnich rządów.

Oto 9 punktów, które wydają się politycznie istotne i wyczekiwane przez tzw. elektorat aspiracyjny:

  1. Przeprowadzenie jakiejś formy „resetu konstytucyjnego”, uwalniającego szereg instytucji z klinczu polityczno-prawnego.
  2. Mocniejsze opowiedzenie się za rozwojowymi inwestycjami.
  3. Rozwój dyplomacji gospodarczej i wspieranie polskiego kapitału.
  4. Wspieranie polskiej nauki i polskich innowacji.
  5. Zainicjowanie debaty nad nową konstytucją.
  6. Poprawienie sytuacji na rynku mieszkaniowym (tutaj Konfederacja jest zakładnikiem własnego liberalnego programu i przekonania części kierownictwa o tym, że sposobem na obniżenie cen mieszkań jest dalsza deregulacja).
  7. Stworzenie mechanizmów odpartyjnienia spółek Skarbu Państwa.
  8. Wypracowanie własnego pomysłu na kształt mediów publicznych.
  9. Opracowanie nowego modelu rozwojowego Polski i polityki przemysłowej.

***

Potrzebujemy dziś prawicy, której słowo „państwo” kojarzy się nie z socjalizmem, lecz rozwojem. Potrzebujemy prawicy, która chce budować instytucje, a nie je rozmontowywać. Potrzebujemy prawicy, która większe zagrożenie dla gospodarki widzi we współczesnym (re)feudalizmie niż w socjalizmie.

Potrzebujemy prawicy, dla której jakość usług publicznych jest niemniej ważna niż jakość systemu podatkowego. Potrzebujemy wreszcie prawicy narodowo-solidarystycznej, nie egoistycznej.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.