S*eks za wizę, udawanie gejów przed konsulem, liberalny islam. Jaka naprawdę jest Afryka Północna?
Od Gór Atlas na zachodzie po deltę Nilu na wschodzie – Afryka Północna to region wyjątkowo zróżnicowany zarówno pod względem geograficznym, jak i narodowościowo-kulturowym. Od starożytności tamtejsze ludy i cywilizacje pozostawały w ścisłym związku z Europą, czasami zbrojnie konkurując, lecz częściej prowadząc handel, wymianę idei i osiągnięć kulturowych. O tym, dlaczego w XXI wieku Europa musi na nowo zainteresować się Afryką Północną, Marcin Mruk rozmawia z Maciejem Pawłowskim, autorem książki „Brama do Europy”.
W książce „Brama do Europy” opisuje Pan dzieje Afryki Północnej jako historię czterech kolejnych kolonizacji: rzymskiej, arabskiej, osmańskiej i europejskiej. Która z nich odcisnęła najtrwalsze piętno na kulturze państw regionu?
Niekwestionowanie arabska. Jej efektem jest szereg wzorców zachowań czy obecnie używany alfabet. Po okresie kolonizacji francuskiej i brytyjskiej kultura arabska ponownie przeszła do „ofensywy”, choć osobiście oceniam ją negatywnie.
Z drugiej strony, trzy kolonizacje nie zatarły wszystkich wpływów przyniesionych przez kolonizację rzymską, rozpoczętą około 150 r. p.n.e., do której pozostałości można zaliczyć widoczne w krajobrazie charakterystyczne osady czy pozostałości akweduktów. W ramach rzymskiej kolonizacji miejscowe ludy przyjęły też chrześcijaństwo – w Algierii żył np. Święty Augustyn.
Chrześcijaństwo było jednak na tyle słabo zakorzenione, że wskutek podbojów pierwszych kalifów w VII w., w krótkim czasie zostało ono zastąpione przez islam – nastąpił okres kolonizacji arabskiej. W średniowieczu przyniosła ona rozwój regionu Afryki Północnej, który korzystał z odkryć naukowych i innowacji technologicznych – zainteresowani światem oraz ideami antycznych myślicieli, arabscy uczeni przez długi czas zostawiali w tyle swoich europejskich odpowiedników.
Z dzisiejszej perspektywy, oprócz kultury i architektury, widocznej w regionie na każdym kroku, największe znaczenie miała zaintrodukowana wtedy religia. W tym kontekście warto zaznaczyć, że wyznawany przez ludność Afryki Północnej islam jest mniej radykalny niż ten na Bliskim Wschodzie. Bardziej liberalne są też obyczaje, przykładowo hidżaby i inne tradycyjne stroje muzułmańskie są tym powszechniejsze, im niższa jest czyjaś pozycja społeczna. W wyższych sferach dominuje ubiór europejski.
Na ten fundament nakłada się wpływ kolonizacji nowożytnych, a zwłaszcza francuskiej. Brytyjska przemknęła niemal niezauważenie, a jej wpływ kulturowy w krajach zachodniego Maghrebu jest dziś niewielki.
Tymczasem język francuski pozostaje powszechnie używany w codziennej komunikacji i edukacji, ulubionym alkoholem jest czerwone wino, a najczęstszym kierunkiem podróży jest Paryż. Sporą oglądalnością cieszy się też francuska telewizja.
Chciałbym też wspomnieć o jednej wielkiej nieobecnej – mieszkańcy Afryki Północnej niechętnie odnoszą się do tradycji osmańskiej. Tamtejsi arabscy nacjonaliści twierdzą wręcz, że Turcja zdradziła świat arabski. Są bardzo krytyczni wobec Atatürka, zarzucają mu odejście od alfabetu arabskiego na rzecz tureckiego oraz marginalizację roli islamu.
Jak w Afryce Północnej odbierana jest Europa?
Dość schizofrenicznie. Myślę, że najlepiej możemy sobie to zwizualizować poprzez analogię do relacji polsko-niemieckich. Z osobistej historii pamiętam, że gdy po Euro 1996 kupiłem sobie koszulkę Christiana Ziege, mój ojciec strasznie się na mnie zdenerwował.
Powiedział wtedy: „jak możesz nosić niemieckie barwy, kiedy twój pradziadek zginął w obozie?”. A jednak – równolegle w tamtym czasie powszechne było w mojej rodzinie i szerzej w społeczeństwie postrzeganie Niemiec jako kraju, w którym chce się mieszkać, żyć i zarabiać.
Podobny klimat panuje w północnej Afryce w stosunku do Francji. Z jednej strony ludzie są w stanie zrobić bardzo wiele, żeby tylko dostać wizę i móc tam zamieszkać.
Powszechne jest świadczenie usług seksualnych za wizę. Zdarza się, że dwaj koledzy udają gejów przed francuskim konsulem, by uzyskać azyl z powodu rzekomej dyskryminacji w ich kraju pochodzenia, nie mówiąc już o migracji nielegalnej na łódkach.
Z drugiej zaś strony już po dostaniu się do Francji są pierwsi do krytykowania panujących tam porządków. Zdarza się też, że ludzie liberalni obyczajowo w swoich krajach, po przybyciu do Francji nagle zmieniają się w radykałów religijnych.
W polskiej optyce nierzadko jeden naród arabski zlewa się nie do poznania z drugim – postrzegamy je raczej jako jeden blok spajany wspólnym językiem oraz religią. Czy w państwach Afryki Północnej silniejsza jest tożsamość arabska, czy też ta lokalna?
Moim zdaniem lokalna. Przykładowo Habib Burgiba, rządzący Tunezją w latach 1957-1987, zbudował wykształcone społeczeństwo, świadome swojej tożsamości narodowej i pozbawione podziałów etnicznych, przez co duża część obywateli czuje silniejszy związek z Europą niż z krajami arabskimi. Także w Egipcie nacjonalizm jest silnie podsycany, a w Libii nawet tożsamość „miejscowa” bywa silniejsza niż narodowa czy panarabska.
Do wielu sporów o tożsamość dochodzi między Algierią a Marokiem, które rywalizują m.in. o dziedzictwo kulturowe w ramach UNESCO oraz o Saharę Zachodnią. W obliczu rozlicznych różnic interesów nie ulega dla mnie wątpliwości, że tożsamość arabska przegrywa z konkurencyjnymi tożsamościami państwowymi i narodowymi.
Widać to nawet w podejściu do kwestii palestyńskiej – im dalej znajduje się dane państwo od Palestyny, tym większe okazuje poparcie dla jej sprawy. Natomiast w Egipcie czy Libii pojawiają się liczne głosy krytyczne, opowiadające się za porozumieniem z Izraelem, co dla większości Arabów, niemających styczności z Palestyną na co dzień, jest nie do pomyślenia.
Tematem, który najmocniej wiąże się z Afryką Północną z europejskiego punktu widzenia jest oczywiście migracja. Jak ocenia Pan działania Unii Europejskiej i poszczególnych państw śródziemnomorskich, zmierzające do zakończenia pierwszego kryzysu migracyjnego?
Po pierwsze musimy spojrzeć na liczby – w latach 2015-2016 na południowych rubieżach Unii Europejskiej odnotowywano po milion przypadków nielegalnego przekraczania granicy rocznie. W ostatnich latach liczba ta wynosi zaledwie około 200 tysięcy przekroczeń rocznie, czyli pięć razy mniej, co samo w sobie świadczy więc o pewnej skuteczności. Jakie jednak działania kryją się za tym sukcesem?
Przede wszystkim należy wskazać wśród nich umowy z państwami położonymi na przeciwległym wybrzeżu Morza Śródziemnego: Turcją, Libią, Egiptem, Tunezją, Marokiem, Algierią, połączone ze współpracą w ramach NATO nakierowaną na przeciwdziałanie nielegalnej migracji. Takie podejście okazało się najskuteczniejsze, choć z drugiej strony naraża nas ono na szantaż ze strony państw uczestniczących w bilateralnych porozumieniach z Unią Europejską.
Równolegle zwiększane są też uprawnienia Frontexu, wdrażana jest baza odcisków palców Eurodac, która może pomóc nam identyfikować nielegalnych migrantów. W ten sposób osoby, które już kiedyś zostały wydalone z UE, nie będą mogły ponownie się do niej dostać. Pewne istotne uproszczenia wprowadza także pakt migracyjny.
Przykładowo w procedurze granicznej od razu odrzucane będą wnioski azylowe od tych osób, których motywacja będzie niewiarygodna – chociażby w przypadku, gdy pochodzić będą z krajów, w których nie toczy się wojna, lub nie ma innych przesłanek, które kwalifikowałyby daną osobę jako potencjalnego uchodźcę.
Uważam natomiast, że w zakresie legalnej migracji powinniśmy stworzyć bardziej jasne kryteria. W Polsce dopiero osiem lat po kryzysie europejskim mamy pierwszą strategię migracyjną.
Sytuacja w konsulatach jest tragiczna, bo ciężko jest nawet umówić się na spotkanie. Z kolei, kiedy już się to uda, konsulowie często bezrefleksyjnie wydają decyzje odmowne nawet w sytuacjach wydawałoby się oczywistych.
Przykładowo, gdy osoba wnioskująca o wizę jest małżonkiem polskiego obywatela lub rodzicem jego dziecka – ten drugi przypadek opisuję z własnego doświadczenia, jako że od wielu lat toczę boje z polskimi konsulatami o wydanie wizy dla mojej partnerki pochodzącej z Algierii, z którą mam córkę.
Zdarza się też, że właściciele firm importujących towary z Polski dostają odmowy wizowe, gdy chcą odwiedzić nasz kraj. Powoduje to, że z czasem zaczynają szukać dostawców poza Polską. Znam sytuację Algierczyka, który importował akumulatory samochodowe z Polski o wartości 3 mln euro rocznie, ale w związku z trudnościami w uzyskiwaniu wizy zdecydował się zmienić dostawcę.
Ta uznaniowość, wynikająca z wysokiej autonomii konsulów i niewielkiego oparcia ich decyzji na jasnych kryteriach, powoduje, że ścieżka legalnej migracji jest trudna i nieobliczalna, co z kolei zwiększa presję na migrację nielegalną.
Jak ocenia Pan wspomniany pakt migracyjny? Czy z polskiego punktu widzenia jest to korzystne rozwiązanie?
Mówiąc krótko – tak. Uważam, że w polskiej debacie publicznej jest on niesłusznie demonizowany, tak jak niesłusznie demonizowane są ośrodki integracji cudzoziemców. Mamy tutaj do czynienia z dużą dezinformacją.
Pakt migracyjny to nic innego jak trzy elementy: usprawniona procedura graniczna oparta o automatyczne odrzucanie najbardziej niewiarygodnych podań, baza odcisków palców Eurodac oraz zapis mówiący o wyborze metody solidarności z państwem obciążonym presją migracyjną.
Rzecz jasna największe kontrowersje w naszym kraju wywołuje ta ostatnia kwestia, jako że kojarzy się nam ona z koniecznością przyjmowania migrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu. Zapominamy jednak, że gdybyśmy zgodzili się na wprowadzenie mechanizmu kwotowego w 2015 roku, to de facto stalibyśmy się jednymi z jego największych beneficjentów – w momencie napływu dużej liczby uchodźców z Ukrainy w 2022 roku moglibyśmy te 3 miliony migrantów rozdzielić do innych krajów unijnych.
W swojej książce przedstawił Pan własne propozycje rozwiązania kryzysu migracyjnego. Moją uwagę zwrócił przede wszystkim system ewaluacji państw Afryki Północnej jako sposób limitowania przyznawanych wiz. Czy mógłby Pan przybliżyć ten pomysł?
Nie tylko Afryka Północna, ale wszystkie państwa pozaeuropejskie powinny być uwzględnione w takim rankingu. Uważam, że powinniśmy stworzyć zestawienie, w ramach którego oceniamy każde takie państwo i tworzymy dla niego limity wizowe.
Kryteria, które powinny być brane pod uwagę przy ustalaniu kwot wizowych to po pierwsze, ocena relacji politycznych z danym państwem, której dokonywaliby urzędnicy MSZ na podstawie danych zbieranych przez ambasady. Po drugie, kwestia importu polskich towarów przez te państwa. Im więcej dane państwo od nas kupuje, tym łatwiejszy dostęp do wiz powinni mieć jego obywatele.
W dalszej kolejności kryterium powinien być współczynnik przestępstw popełnianych przez przedstawicieli danej narodowości na terenie Polski – za każde przestępstwo powinny być przyznawane punkty ujemne. Z drugiej strony, za pozytywne inicjatywy, które przedstawiciele tych diaspor wykazują na terenie Polski, powinny być przyznawane punkty dodatnie.
Uważam ponadto, że kryteria w tym rankingu powinny być podawane do publicznej wiadomości. Wszystkie państwa powinny wiedzieć, na jakiej podstawie są przez nas oceniane, i że nie ma w rankingu żadnej uznaniowości, co powinno motywować je do spełniania naszych wymagań.
Warto bowiem pamiętać, że wizy dla obywateli danego kraju mogą wiązać się z korzyściami dla tamtejszych władz. Po pierwsze mogą one skutkować transferami gotówkowymi do tego państwa, jako że emigranci zwykle przesyłają część zarobionych przez siebie pieniędzy krewnym. Po drugie emigracja jest dla tych państw sposobem na obniżenie stopy bezrobocia w sytuacji, gdy jest ona problemem. Jasne kryteria wizowe są więc czymś, co może motywować takie państwa do utrzymywania dobrych relacji z Polską czy Unią Europejską.
Na jakich płaszczyznach, oprócz regulowania kwestii migracji, mogą rozwijać się relacje między Afryką Północną a krajami Unii Europejskiej?
Przede wszystkim Afryka Północna ma duży potencjał w kwestii dostaw energii, jako że Algieria i Libia są producentami gazu ziemnego i ropy naftowej. Ponadto Europa dysponuje już technologią pozyskiwania energii z wodoru, który jest efektem ubocznym procesu wydobycia gazu ziemnego, w związku z czym korzystne byłoby zapewnienie stałych dostaw tego pierwiastka.
W tej sprawie zostało już podpisane wstępne porozumienie dotyczące budowy południowego korytarza wodorowego, który ma być dodatkową nitką gazociągu Enrico Mattei, biegnącego z Algierii do Włoch, a następnie do Niemiec i Austrii. Znaczenie tego kierunku wzrosło po wybuchu pełnoskalowej wojny na Ukrainie, kiedy to Włosi zastąpili gaz rosyjski gazem algierskim i libijskim.
Kolejnym istotnym aspektem jest wzrost populacji w regionie Afryki Północnej, co z kolei przekłada się na rosnący rynek zbytu na europejskie towary. Zatem te dwie kwestie, w połączeniu z kwestią migracji, musimy brać pod uwagę i odpowiednio je wyważać w naszych kontaktach dyplomatycznych.
Skoro Afryka Północna jest regionem rozwijającym się, z perspektywami na przyszłość, to czy stanowi ona również arenę rywalizacji globalnych mocarstw?
Obecność Chin jest zauważalna, choć nie na poziomie politycznym a ekonomicznym. Z uwagi na swój niski koszt, chińskie towary świetnie radzą sobie w warunkach miejscowej korupcji. Dzięki temu opanowują rynki, co prowadzi do zamierania lokalnej produkcji, choć nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę.
Drugą pozycję wśród ekonomicznych graczy w regionie zajmuje z kolei Turcja. Stała się ona producentem towarów, które są jakościowo lepsze niż chińskie, i choć nadal nie spełniają norm europejskich, to jednak w Afryce mało kogo to interesuje. Poza tym Turcy wspierają politycznie i militarnie rząd w Trypolisie i starają się z nim jak najściślej współpracować.
Ponadto widoczne są też działania Rosji, która dąży do stworzenia strefy wolnego handlu z państwami Afryki Północnej, szczególnie z Marokiem. W relacjach z Algierią, tradycyjnym partnerem Rosji, doszło jednak do szeregu zgrzytów. Rosjanie nie mogą wybaczyć tamtejszym władzom sprzedaży gazu do Europy, zakupu broni ze Stanów Zjednoczonych i wspierania przeciwników Rosji w Maroku, Mali, Libii czy Burkina Faso.
A jak z kolei wygląda działalność Francji i innych krajów zachodnich w regionie?
Francja cały czas traci swoje wpływy, choć ze względu na znaczenie języka francuskiego w handlu jej powiązania z regionem wciąż są mocne. Migranci z krajów Afryki Zachodniej, którzy żyją we Francji od pokoleń, stali się pośrednikami w handlu z ojczyznami swoich przodków.
Dla Francji stanowią oni gwarancję utrzymania relacji, jako że konkurowanie z takimi pośrednikami jest bardzo trudne. Wynika to z faktu, że Afrykanie nie są szczególnie skłonni do zmieniania partnerów, jako że funkcjonują w ramach kultury relacyjnej. Obawiają się, że zostaną oszukani, jeśli zaufają nowemu partnerowi, więc biznes kończy się dopiero wtedy, gdy relacje całkowicie upadają, na przykład z powodu konfliktów.
Jednak utrata wpływów przez Francuzów nie oznacza automatycznie przechodzenia kontroli w ręce Chin czy Rosji. W powstałą próżnię nierzadko wchodzą Włosi, którzy bardzo uważnie obserwują działania Francuzów, analizują popełniane błędy i starają się ich nie powielać. Z innych krajów zachodnioeuropejskich również Hiszpania stara się rozwijać relacje z innymi krajami regionu, będąc szczególnie obecną w Maroku.
Nie można też pominąć cichego zaangażowania Stanów Zjednoczonych. Chodzi przede wszystkim o handel bronią i bardzo duże inwestycje w branżę paliwową. Podobnie jak Chińczycy, Amerykanie działają dyskretnie — nie składają licznych deklaracji, nie organizują wielu wizyt ani nie opowiadają się wyraźnie po stronach konfliktów, ale są obecni w sektorach, które ich interesują, głównie w branży wydobywczej.
Czy można powiedzieć, że na razie to Rosja wygrywa? Z Pana książki można wywnioskować, że jest to mocarstwo szczególnie tam lubiane.
Pod kątem kulturowym Rosjanie zdecydowanie wygrywają. Sympatia względem nich często pochodzi jeszcze z czasów Związku Radzieckiego, ale jest to również efekt współczesnej propagandy, dostosowanej do lokalnej wrażliwości. Rosyjski przekaz silnie gra na emocjach, subtelnie sufluje narracje spiskowe i dopasowuje się do afrykańskiego sposobu myślenia o dziedzictwie kolonializmu.
Oczywiście na osoby, które mają pozytywne mniemanie o okresie kolonializmu, propaganda rosyjska nie oddziałuje, jednak te jednostki stanowią mniejszość. Propaganda państw północnoafrykańskich jest także antykolonialna, a kolejnym rocznikom, które nie pamiętają czasów kolonialnych, trudno wyobrazić sobie, że tamten okres mógłby mieć jakąkolwiek inną ocenę niż zdecydowanie negatywną.
Największe zwycięstwo Rosji nie jest więc ekonomiczne, lecz propagandowe. Zbudowali wizerunek państwa walczącego z mocarstwami kolonialnymi i pragnącego przywrócić sprawiedliwy, wielobiegunowy świat. Afrykanie nie zdają sobie sprawy, że taki świat wielobiegunowy może być dla nich nawet bardziej niebezpieczny niż obecny, ale każdemu z tych państw jego nastanie wydaje się dawać szansę na poprawę swojej pozycji.
We wstępie do swojej książki zestawił Pan ze sobą ludność Afryki Północnej i Europy Środkowej, twierdząc, że społeczeństwa obu regionów odpowiadają sobie pod względem „charakteru narodowego”. Pod jakimi względami Algierczycy przypominają Polaków?
Po pierwsze chodzi o elementy kolonialnej spuścizny. Oni przez 132 lata byli skolonizowani, my przez 123 lata byliśmy pod zaborami. Ponadto oni przez 30 lat mieli socjalizm, a my przez 44. Takie, a nie inne doświadczenia historyczne skutkują wykształceniem pewnych nawyków, na przykład poczucia, że nie ma dobra wspólnego, dobro państwowe jest niczyje, a oszukiwanie na podatkach bywa uważane za coś normalnego.
Algierczycy są również bardzo solidarni ze sobą podczas kryzysów, ale gdy sytuacja jest stabilna, wszyscy się kłócą. Mówi się, że na czterech Polaków przypada pięć opinii i to samo można by powiedzieć o Algierczykach.
Oni również czasami lubią mieć zdanie na każdy temat dla samego faktu posiadania własnej opinii. Są narodem, który w skali regionu słynie z łatwego obrażania się, dumy i uporu — podobnie jak my.
Dodajmy do tego wszechobecną martyrologię. Zarówno w Algierii, jak i w Polsce, wszędzie znajdują się odniesienia do wojny o niepodległość — tablice pamiątkowe, pomniki.
Ponadto, tak jak Polacy, Algierczycy są skupieni głównie na sobie i na tym, co dzieje się w ich wewnętrznej polityce, i niekoniecznie interesują się tym, co dzieje się na świecie. Wydarzenia sprzed 60 lat są dla nich ważne, a niekoniecznie chcą wychodzić poza własny kontekst, by dostrzegać globalne zależności.
Czy Polska ma szansę realizować jakieś swoje interesy w Afryce Północnej?
Na pewno istnieje pole do współpracy gospodarczej. Przykładowo jedna z dużych polskich mleczarni zbudowała fabrykę w Maroku o wartości 300 milionów euro i sprzedaje tam mleko w proszku, a druga, konkurencyjna mleczarnia, sprzedaje je do Algierii.
Po drugie, do całej Afryki Północnej eksportujemy w dużych ilościach zboże. Niestety, najczęściej odbywa się to za pomocą międzynarodowych pośredników, więc nie zarabiamy na tym tyle, ile moglibyśmy, ale i tak zarabiamy sporo. Kolejna kwestia dotycząca bezpośrednich interesów to m.in. sprzedaż maszyn rolniczych i części do samochodów, na które w regionie panuje spory popyt.
Jeśli chodzi o interesy pośrednie, na pewno pożądany jest fakt oferowania przez kraje Afryki Północnej gazu ziemnego i ropy naftowej do Europy, co pozwala Unii Europejskiej na zmniejszanie zależności od Rosji w tym zakresie, a tym samym zwiększa bezpieczeństwo Polski. Dobre relacje z państwami regionu mogą też przełożyć się na osłabianie presji migracyjnej, co również jest pożądane z naszej perspektywy.
Czy są jakieś możliwości, których nie wykorzystujemy?
Myślę, że tak. Przede wszystkim uważam, że moglibyśmy sprzedawać znacznie więcej towarów do Afryki, gdybyśmy powiązali kwestie wizowe z importem z Polski. Przedsiębiorcy w Afryce Północnej z jednej strony niemal bezrefleksyjnie godzą się na zakup większości zagranicznych towarów w Chinach lub Turcji, bo jest to dla nich korzystne, ale jednocześnie chcą jeździć do Europy na wycieczki.
Wprowadzenie proponowanego przeze mnie mechanizmu mogłoby stanowić istotny element w równaniu zysków i strat dla północnoafrykańskich przedsiębiorców. Co więcej, miałby on potencjalnie same korzyści dla Europy – osoby, o których mówimy, są skłonne sporo zapłacić, nawet na czarnym rynku, za możliwość wjazdu do Europy, a równocześnie zupełnie nie są zainteresowane osiedleniem się tutaj, gdyż w Afryce Północnej wiodą ustatkowane życie.
Skoro są skłonni płacić duże sumy w celu omijania systemu wizowego, może warto się zastanowić nad wprowadzeniem legalnych mechanizmów, takich jak wspomniane powiązanie wysokości importu z kwotami wiz dla danego kraju, czy też specjalny system „złotych” wiz dla przedsiębiorców, które dawałyby gwarantowany wjazd. W ten sposób moglibyśmy zarówno zwiększyć nasz eksport, jak i bezpośrednie dochody państwa.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
Maciej Pawłowski
Marcin Mruk

