Bolesław Chrobry był gigachadem. Tak go przedstawił Teodor Parnicki w powieści „Srebrne Orły”
Król Bolesław Chrobry - obraz autorstwa Jana Bogumiła Jacobiego; źródło: wikimedia commons; Public domain
Czy Słowianin musi stać się Niemcem, zanim stanie się Europejczykiem? W jaki sposób Polska może kształtować swoją tożsamość i politykę w obliczu dominacji Niemiec w Europie? Czy mniejsze państwa i narody są skazane na wyrzeczenie się swojej odrębności, by dołączyć do europejskiego projektu? W Srebrnych orłach Teodor Parnicki zadaje pytania, które są równie aktualne dziś, co 1000 lat temu – w momencie koronacji pierwszego króla Polski. Jaką wizję Polski i Europy symbolizuje Bolesław Chrobry?
Wspólnoty nie istnieją bez mitów. Opowieść, która uwzględnia historyczne wydarzenia, ich interpretacje i wartości, jest niezbędna, by wspólnota była czymś więcej niż zbiorowiskiem ludzi, których łączy ta sama kultura, język czy miejsce zamieszkania.
Opowieści te narody przekazują sobie nawzajem, powtarzając, kim były, są i pragną być. Są one punktami odniesienia, które możemy afirmować, rozwijać albo krytykować, ale nie możemy bez nich żyć. Na tym polega tradycja narodowa – jest ciągłą dyskusją, sporem, ciągiem redefinicji.
1000-lecie koronacji Chrobrego przechodzi bez echa
Opowieść o Polsce zaczyna się najczęściej do księcia Mieszka I, władcy, którego imię nie jest pewne, pewne natomiast jest, że przyjął chrzest. Jego synem był Bolesław Chrobry, pierwszy król Polski. W 2025 r. teoretycznie obchodzimy tysięczną rocznicę jego koronacji.
Napisałem „teoretycznie”, gdyż wydarzenie to nie spotkało się z odpowiednim uczczeniem. Ani na poziomie społecznym, ani politycznym, ani też w debacie intelektualnej nie odpowiedzieliśmy sobie na pytanie, co to wydarzenie znaczy dla nas, Polaków, dzisiaj. Nie będziemy mieli na to lepszej okazji niż okrągłe 1000 lat od koronacji.
Jakie jest dziedzictwo Chrobrego? Co ono dla nas oznacza? Idąc za ciosem, można zapytać – czym jest Polska piastowska? Czy jej tradycja jest jeszcze żywa oraz potrzebna? Czy coś łączy nas z Bolesławem Chrobrym?
Wobec tego, że w 2025 roku o Chrobrym nie mówi się prawie wcale, kieruję swoje myśli do dzieł przeszłości – przede wszystkim ku Teodorowi Parnickiemu i jego Srebrnym orłom. Parnicki przedstawił w tej powieści wizję pierwszego koronowanego władcy Polski oraz interpretację pierwszej koronacji. Srebrne orły to idealna lektura na rok 2025.
Polak a forma rzymska
Sytuacja kryzysu i tragedii popycha człowieka do zadawania fundamentalnych pytań, kwestionowania dawnych przekonań, szukania nadziei. W obliczu potencjalnego końca koncentrujemy się na tym, co zasadnicze. Pragniemy wrócić do źródła własnego „ja”, by dokonać odrodzenia.
Nie inaczej było z Parnickim. Ten pochodzący z pierwotnie polskiej, a następnie zniemczonej rodziny autor zdecydował się napisać Srebrne orły w okresie II wojny światowej, kiedy wędrował wraz z Armią Andersa z ZSRR do Jerozolimy. Tam ostatecznie w 1943 r. swoją książkę ukończył.
Parnicki wybrał polskość, podczas gdy swobodnie mógł wybrać inną tożsamość, gdyż urodził się w Berlinie, a później jego rodzina przeprowadziła się do Moskwy, po rewolucji trafił do Harbinu w Mandżurii, gdzie już wcześniej mieszkała spora liczba Polaków. W okresie międzywojennym mieszkał we Lwowie. Znany był przede wszystkim dzięki powieści poświęconej rzymskiemu wodzowi Aecjuszowi.
W czasie wojen i rewolucji energia twórcza Parnickiego skierowała się ku Chrobremu, średniowiecznej Europie, miastu Rzym, rzymskości, uniwersalizmowi. Dla pisarza tematyka ta dawała okazję do stawiania pytań i odpowiedzi. Jak przekonuje Wojciech Kaliszewski na łamach „Teologii Politycznej Co Tydzień”, Srebrne orły nie są typowym dziełem historycznym, raczej proponują pewną historiozofię, gdyż opowiadają o państwie, które dopiero ma się urzeczywistnić.
Osadzona w początkach XI w. powieść stanowi namysł nad polskością, jej formą i miejscem w Europie. Celnie ujął to Marek Cichocki w eseju Północ i południe: „Dla mnie, nie będę ukrywał, przeczytanie tej powieści było prawdziwym objawieniem, dlatego zapewne potrafię dobrze zrozumieć, dlaczego kiedyś tak wielu się nią zaczytywało.
Opisywała pradawny podział Europy na Północ i Południe, którym rządziła wojna toczona między saksońskim piwem i tuskulańskim winem. Była to wojna piwa z winem, saksońskich wojowników niemieckiego cesarza i mieszkańców Rzymu oraz władającego nim rodu Kresencjuszy”.
Niemiecki cesarz ma kłopoty z podmiotowością
Głównym bohaterem Srebrnych orłów jest irlandzki mnich Aron. To wraz z duchownym śledzimy wydarzenia w Rzymie, przemierzamy kontynent europejski, słuchamy rozmów najważniejszych postaci ówczesnej Europy, by ostatecznie trafić do Polski.
Dzięki niemu poznajemy Ottona III, który pragnie odtworzyć imperium rzymskie – ustanowić nowy, uniwersalistyczny ład Europy, którego integralnym elementem mają być Słowianie na czele z Bolesławem. Powieściowy Otton nadaje polskiemu władcy miano patrycjusza Rzymu oraz podarowuje mu tytułowe srebrne orły.
Każdy, kto poszukuje wyczerpującego przedstawienia postaci Bolesława, całościowego opisu jego losów, zawiedzie się Srebrnymi orłami, gdyż król Polski jest w powieści drugoplanową postacią. Dopiero w dwóch ostatnich rozdziałach książki Bolesław przestaje być obiektem rozmów i przemawia własnym głosem. Jednak nie oznacza to, że cała powieść rozczarowuje.
Parnicki uchwycił istotę fenomenu księcia, a później króla Polski. Początkowa nieobecność Bolesława nie świadczy o słabości. Cały czas widnieje w tle akcji, pojawia się w rozmowach innych bohaterów. Teoretycznie niewidzialny przez większość dzieła, jest jednak obecny. Powiem więcej – znajduje się w samym centrum utworu.
Bolesław nie pojawiłby się bez Ottona. Niemiecki władca stale zapisał się w historii polskiego księcia z powodu zjazdu gnieźnieńskiego. Otton III Przedziwny, nakreślony słowami Parnickiego, pragnie, by Niemcy stali się nowymi Rzymianami, a on ich cesarzem. Symbolizuje pewną wizję rzymskości oraz europejskiego ładu.
Otton nie postrzega Słowian jako w pełni podmiotowych, widzi dla nich miejsce w wieloplemiennym, odnowionym Imperium Rzymskim. Pragnie, by byli jego lennikami, co powoduje niechęć jego niemieckich poddanych oraz jego następców na tronie, którzy nie chcą upodmiotowienia Słowian.
Władca niemiecki, mimo ambitnych planów, wydaje się pęknięty wewnętrznie, nie wzbudza szacunku. Nie symbolizuje potęgi, szczególnie, że w pewnym momencie Parnicki wplątuje go w pewną intrygę, która świadczy o jego słabości.
Lepiej odpowiada mu nadany przez pisarza przydomek – Przedziwny. Otton jest dziwny, bo pragnie czegoś, czego jego lud nie pragnie. A do tego sam nie wie, kim jest – Rzymianinem, Niemcem czy Grekiem. Nie może się zdecydować.
W tle powieściowych rozmów, akcji toczącej się w Rzymie i innych miastach Italii pojawia się Bolesław jako postać negatywna w oczach Niemców. Ten, który nie wyruszył pomóc Ottonowi w oblężeniu Rzymu. Cichocki dodaje:
„W każdym razie dla niemieckich margrabiów, którzy stali na czele cesarskich wojsk i, jeśli potrzeba, taranem otwierali przed nimi bramy Rzymu, zarówno myśl o tym, by Niemcy stali się nowymi Rzymianami, a tym bardziej, by mieli to zawdzięczać Słowianom Chrobrego, była niedorzeczna.
Chcieli być tym, kim byli – Niemcami, z niemieckim królem, który pozwoli im władać i łupić zarówno bogatą Italię, jak i pobliskich Słowian. Mówiąc wprost – woleli pić swoje saksońskie piwo niż tuskulańskie wino”.
Bolesław Chrobry: król, którego władza nie zaślepiła
Od Ottona różni się jego następca – brutalny Henryk II. A jeszcze mocniej kontrastuje z nimi obydwoma Bolesław Chrobry.
Choć władca Polski samodzielnie przemawia jedynie w kilku epizodach pod koniec powieści, zapada w pamięć, bowiem symbolizuje moc oraz podmiotowość. Z pewnością nie jest słabeuszem czy postacią gotową realizować plany silniejszych od niego.
Parnicki tak go wprowadza do powieści: „Bolesław wszedł wolnym, ciężkim krokiem, szeroko rozstawiając stopy i wyraźnie kołysząc się w biodrach i ramionach. Przed nim postępowały dwa psy, tak olbrzymie, że lśniące, kudłate ich grzbiety sięgały do jego rąk; Bolesław, idąc głaskał je raz po raz z widocznym zadowoleniem; gdy w chodzie odwracały ku niemu głowy, zatrzymywał się i wesoło szczerzył do nich piękne, olśniewająco białe zęby”.
Chrobry panuje nad wielkimi zwierzętami, budzi szacunek swoją fizycznością. Gdy siada na stołku, za jego plecami znajdują się wyblakłe już srebrne orły – dawny prezent od Ottona.
Z szacunkiem, ale i strachem zwraca się do niego syn Mieszko, który pyta, czy prawdą jest, że ma bronić grodu Krosno. Bolesław kiwa głową. Nie musi przemawiać. Majestat – to jego symbol.
Aron „[p]rzeniósł pospiesznie spojrzenie na Bolesława: ujrzał spokojny, ostry, zimny wzrok, badawczo utkwiony w pełnej podniecenia twarzy Rychezy. I właśnie wówczas powiedział do siebie: ten żadnej się nie da opętać Teodorze Stefanii”.
Moc władcy może wydawać się pompatyczna, budzić patos i kicz, wielką zmorę literatów. Parnicki nie popełnia tego artystycznego błędu. Nigdy nie zataja, że Bolesław jest lennikiem Henryka II, ale w tej trudnej konfiguracji zachowuje własną podmiotowość.
Równocześnie Chrobry jest postacią skorą do refleksji, nie ukrywa, że z powodu własnej porywczości i lekkomyślności czynił rzeczy niewłaściwe. Przyznaje, że za późno stał się lennikiem cesarstwa, gdyż dzięki temu mógłby rządzić Czechami.
Stosunek lenny jest mu potrzebny do zrealizowania określonych celów, dlatego w czasie akcji powieści jest zależny od Henryka II. Umie przyznać się do błędów. Brak mu pychy, która zaślepia, wpędza w poczucie własnej wyjątkowości i nieomylności.
Dwie wizje „europejskości”
Co więcej, Bolesław nie wikła się w intrygi księżniczek, tak jak cesarz, choć jego synowa Rycheza pragnie go w takową wplątać, by ten rozwijał dziedzictwo Ottona. Mimo swojego niemieckiego pochodzenia, nie chodzi o to, że po prostu sympatyzuje z Niemcami.
Rycheza ma swój określony plan, jest postacią znacznie bardziej skomplikowaną i głęboką, niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Usilnie pragnie namówić polskiego władcę na to, by wyruszył z Henrykiem II na walkę z pogańskimi Duńczykami.
Księżniczka nie akceptuje decyzji Bolesława. Do swojego męża, późniejszego Mieszka II, mówi: „(…) Mieszku… Ale skoro nie stać go było na to, niechże się uciszy, ukorzy, niech posłusznym będzie lennikiem tego, na czyje skronie wraz z diademem i pomazańcem świętym cesarskim spłynęła cząstka mocy Chrystusowej”.
Rycheza widzi Polskę, Bolesława, Mieszka jedynie jako elementy wieloplemiennej układanki europejskiej, gry, którą rozgrywa Otton. Z kolei Bolesław nie chce być realizatorem decyzji cesarskich, gdyż jako jedynego swojego suwerena widzi Chrystusa.
W Ottonowej wizji Imperium Rzymskiego Bolesław dostrzega próbę realizacji czegoś niemożliwego, gdyż Cesarstwo Rzymskie stało się tożsame z królestwem niemieckim. Głosi: „Niemcy nienawiść swoją i wzgardę do ludów innych osłaniają; pod zasłoną imienia tego swoją, swego szczepu potęgę pomnażają. Aby inne szczepy łatwiej im ulegały, mamią je pięknymi słowami o jedności i równości ludów wszystkich w łonie Imperium różnoplemiennego”.
Moc bierze się ze świadomości własnej pozycji, podmiotowości. Bolesław nie pragnie srebrnych orłów, nie chce być patrycjuszem Rzymu, nie chce królewskiej korony na zasadach cesarza Henryka, który wzywa go do wspólnej wyprawy.
Dlatego książę odrzuca wezwanie cesarza, które wygłasza biskup Dytmar (lepiej znany jako kronikarz Thietmar), dlatego też nie wsłuchuje się w prośby Rychezy. Odrzuca je, gdyż wybiera własną i samodzielną drogę ku rzymskości, europejskości oraz do korony królewskiej. Koronę otrzymać może jedynie od cesarza, lecz chce tego na własnych warunkach. Wybiera niezależność, nawet za cenę wojny.
Niezależność powoduje gniew i rozczarowanie wysłanników cesarskich. Dytmar, zwolennik władzy cesarza nad władcami europejskimi, powiada: „Co się przydarzyło Panu Bolesławowi? (…) Taki był dawniej pobożny, taki roztropny, tak wielce dbał o cześć swą rycerską, o lenniczą cześć… Nie mieli Cezarowie Augustowie wierniejszego nad niego sługi, a teraz szatan go chyba omamił: krnąbrny stał się, pyszny, zleceń cesarskich nie słucha…”.
Niemiecki biskup widzi zarówno Bolesława, jak i Polaków jedynie przedmiotowo, jako lenników, którzy mają wysłuchiwać żądań cesarza, władcy nad władcami. Nie przypadkiem, gdy Aron odpowiada duchownemu niemieckiemu, wyczuwamy, że zgadza się z nim sam Parnicki:
„Błądzisz, ojcze biskupie. Cesarz rzymski nie jest namiestnikiem Chrystusowym. Jest jeno pierwszym, najdostojniejszym monarchą w licznej gromadzie pomazańców, którymi wszystkimi jednako rządzi majestat Chrystusowy za pośrednictwem jednego, prawego namiestnika swojego, biskupa rzymskiego, papieża”.
Czy Słowianin musi stać się Niemcem?
Intrygi, spory, ostre wymiany słów, walka o władzę są u Parnickiego tłem do fundamentalnych pytań o to, jak mają wyglądać Europa i ład międzynarodowy. Cichocki, jednoznaczny zwolennik rzymskiej formy polskości, powiada, że w dziele Parnickiego chodzi przede wszystkim o rzymskość, rozumianą jako uniwersalistyczną formę średniowiecznej Europy. U Parnickiego prowadzą do niej dwie drogi. Jedną symbolizują niemieccy możni, z ich uniformizacją, drugą – pierwszy król Polski.
Dytmar w rozmowie z Aronem pyta: „Czy jajko od razu staje się kurą? (…) Nie, najpierw musi przekształcić się w kurczę. Jak kurczę do starej kury, podobna jest dusza młoda narodu niemieckiego do starej duszy Rzymu. A Słowianie to jajko, kształtu istoty żywej jeszcze niemające, tyle w nim jeno życia prawdziwego, co ciepła”. Następnie dodaje: „By Rzymianinem się stać, pierwej stać się musi Słowianin Niemcem”.
Dla duchownego Rzym jest równoznaczny z Niemcami, którzy jako jedyni udźwignęli jego dziedzictwo i nadal je rozwijają. Słowianie, Polacy, Bolesław – są jak jajko. Mają potencjał, ale muszą zostać odpowiednio uformowani.
Powieściowy Dytmar jest stronnikiem cesarza Henryka, nie ma pozytywnego stosunku do Polaków i Słowian, nie uważa ich za ludzi cywilizowanych. Parnicki na pewno wiedział, że ojciec kronikarza zginął właśnie w walce z wojami Mieszka I.
Dytmar chce, by Słowianie byli jedynie lennikami cesarza, nie widzi w nich podmiotowego partnera, w jego słowach zarysowuje się więc wizja hegemonii w stosunkach międzynarodowych, bez przyzwolenia na odrębność lokalnych państw, narodową czy wspólnotową specyfikę.
Kronikarz głosi, że aby Słowianie mogli stać się cywilizowani, muszą najpierw się zgermanizować, a tylko wtedy będą mogli stać się przedstawicielami uniwersalistycznej formy europejskiej. Muszą odrzucić to, kim są, a opowiedzieć się za czymś obcym. Teoretycznie – cywilizowanym.
Parnicki, co symbolizują w powieści postacie Bolesława czy Arona, zupełnie inaczej postrzega rzymskość oraz wizję stosunków międzynarodowych. Aron odpowiada Dytmarowi: „Ojciec Najświętszy Sylwester pouczał, że Imperium Rzymskie to gromada narodów rozmaitych, równych sobie przed obliczem majestatu złotoskrzydłowego Romy… Jednako Rzymianinem jest Italczyk i Niemiec, i Słowianin”.
Podobną drogą idzie Bolesław, dlatego mówi niemieckiemu biskupowi głośne „nie!”. Nie zgadza się z jednolitą wizją rzymskości. Nie podąża ślepo za cesarzem. Nie wysyła swoich wojów, by ci pomagali Henrykowi, choć wie, że pozbawi go to szans na koronę królewską.
Parnickiemu obcy jest kult siły, przekonanie o tym, że ku Rzymowi prowadzi jedna jedyna droga. Chrobry może wydawać się pyszałkiem, który nie zna miary – staje naprzeciw wielkiej potęgi jako władca młodego państwa. Ale jest inaczej.
Parnicki przedstawia tak Bolesława, gdyż ma w tym określony cel. Autor Srebrnych orłów jest zwolennikiem europejskiej różnorodności, przekonania o tym, że istnieją różne drogi ku temu, by poszczególne narody mogły stać się Rzymianami, przedstawicielami uniwersalistycznej Europy.
„Chcemy być Rzymem. Ale ileż namordować się trzeba, Rychezo, nim Rzymem będziemy. Rzym – to wiara święta, a iluż wśród nas jeszcze pogan, tajnych, a nawet jawnych? Rzym – to potęga, a jam jeszcze korony królewskiej, znaku potęgi, na skronie swe nie włożył.
Rzym – to gmachy wspaniałe, a u nas chałupy kurne. Rzym – to nauka i mądrość, a my ciemni. Rzym – to mowa wspaniała, myśl każdą wiernie oddająca, a to ja po niemiecku, językiem wroga, do ciebie tu mówię, ażeby móc jakąś głębszą myśl słowem wiernie wyrazić, a i tego wszystkiego, co pomyślę, wypowiedzieć nie zdołam.
Ale Mieszko zdoła: po łacinie mówi, każdą myśl swoją wyrazi. Miłuj Mieszka. Piękny i mądry – wspaniała z was para. Przestań go jednak już mamić dziedzictwem Ottonowym, Kapitolem, srebrnym orłami”.
Słowa te skierowane do Rychezy są najsłynniejszymi zdaniami z powieści Parnickiego. Znajdziemy w nich istotę tego, czym jest dla pisarza rzymskość. Rzym to potęga, mądrość, nauka, łacina, pewne zadanie – osiągnięcie cywilizacji długą, żmudną pracą. Rzymskością nie jest brutalna siła, którą reprezentują Niemcy.
Parnicki głosi, że aby stać się Rzymianinem, należy pozostać Polakiem, Słowianinem – nie można porzucać własnej formy. Europejskość, rzymskość, jest rozumiana inkluzywnie, a w tej wizji jej członkowie są widziani podmiotowo.
Nie są narzędziami silniejszych, nie muszą się im podporządkowywać. Mogą zachować swoją tożsamość. W ten sposób zarysowuje się ład europejski, który opisuje Parnicki. Wizja ta była aktualna 1000 lat temu, w okresie II wojny światowej, gdy autor tworzył swoją powieść, pozostaje aktualna do dzisiaj.
Uniwersalizm, który szanuje lokalną tożsamość
Jestem przekonany, że w Srebrnych orłach Parnicki ujął istotę fenomenu Bolesława Chrobrego. Jego wizja to więcej niż fakty historyczne, to literacki obraz, który ma tworzyć mit Bolesława. Ten mit pozostaje z nami do dzisiaj.
„Układ zdarzeń i bieg wypadków, które Parnicki wykorzystał w opowieści, pozwala autorowi postawić wciąż przecież aktualne pytanie: czy Polska ma podążać własną drogą i rozwijać się według własnych zasad, czy może ma stać się tylko częścią wspólnoty, w której ostatecznie rozpłynie się i zatraci swoją odrębność?” – pisze Kaliszewski.
Pytanie postawione przez Parnickiego w okresie II wojny światowej będzie zawsze aktualne. Pierwszy król Polski, zobrazowany jako postać silna i niezależna, przedstawia jedną z możliwych odpowiedzi.
Bolesław symbolizuje drogę uniwersalizmu, który szanuje odmienności, traktowane podmiotowo w ich drodze ku rzymskiej formie. Pragnąłbym, by właśnie w taki sposób Chrobry przedstawiany był w 2025 roku, przy okazji tysiąclecia jego koronacji. Jednak dotąd tak się nie stało i chyba już się nie stanie.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
