Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Jak rozmawiać o eutanazji z niewierzącym? Musimy sięgnąć po racjonalne argumenty

Katolicy w debacie na temat eutanazji czują się często osamotnieni lub sprowadzani do roli ideologów. Nie można przekonywać niewierzących, powołując się na teologiczne argumenty. Nie jesteśmy jednak na nie skazani.

Tekst został pierwotnie opublikowany w obszerniejszej wersji na łamach Gościa Niedzielnego. Dziękujemy redakcji za możliwość przedruku! 

Mniej wojowników, więcej apostołów

Jest 2 kwietnia 2005 r., około 15:30, Watykan. Umierający Jan Paweł II mówi cicho, niewyraźnie, ale w pełni świadomie do siostry Tobiany Sobótki – „Pozwólcie mi odejść do domu Ojca”. Ojciec święty przestrzegał w ten sposób, aby sztucznie nie podtrzymywano jego życia. Po 20 latach nadal pamiętamy o tych słowach.

Jego pontyfikat naznaczony był nie tylko cierpieniem, ale i pieczołowitą refleksją na temat eutanazji. Wielokrotnie powtarzał różnicę między powodowaniem śmierci a stosowaniem uporczywej terapii. Rzadko jednak zwracamy uwagę, jak obie te praktyki lekarskie mogą być do siebie zbliżone.

Jak cienka jest granica między nieakceptowalnym dla katolików zaprzestaniu terapii w celu uśmiercenia pacjenta (eutanazja), a w pełni akceptowalnym przez Kościół zaprzestaniu sztucznego podtrzymywania życia (uporczywa terapia). Granice bywają nieostre, wytyczane każdorazowo przez sumienia pacjenta i lekarzy.

Przekonanie o świętości ludzkiego życia, jednoznaczne twierdzenia Katechizmu, bezkompromisowe nauczanie Jana Pawła II i jego następców, a także ideologiczny kontekst zachodniej Europy, deprecjonującej wartość życia, sprawiają, że podchodzimy do dyskusji o eutanazji w bojowym nastawieniu. Wojownicy jednak nie są od rozstrzygania dylematów moralnych ani prowadzenia debat, lecz od walki za sprawę.

Przykład ostatnich dni życia Jana Pawła II pokazuje jednak, że refleksja wśród katolików jest konieczna – nie tylko po to, by lepiej zrozumieć chrześcijańską etykę, ale także by przekonywać świat o jej prawdziwości.

Postawa wojownicza może prowadzić do lekceważenia głosu Kościoła w tej debacie. Dziś powszechne jest przekonanie: „tylko wierząc w Boga, można zakazywać ludziom godnej śmierci”. Nie możemy jednak pozwolić, by nasz głos został zredukowany do takiego uproszczenia. Świat bardziej niż kiedykolwiek potrzebuje katolickiej wrażliwości na wartość ludzkiego życia.

Jak więc mówić do świata, który nie chce nas słuchać? Jak mówić o złu eutanazji do niewierzących?

Dwa kluczowe argumenty

Po pierwsze i najważniejsze, należy używać racjonalnych argumentów, niezwiązanych bezpośrednio z Objawieniem. Mówienie o świętości życia nikogo nie przekona, skoro dla drugiej strony wolność wyboru godnej, ich zdaniem, śmierci jest ważniejsza od samego życia.

W debacie etycznej na temat legalizacji eutanazji szczególnie przekonują mnie dwa argumenty: argument ze świadomości oraz argument z konsekwencji.

Argument ze świadomości głosi, że należy zachować daleko idącą nieufność wobec stanu mentalnego osoby, która w danym momencie mówi, że chce dokonać eutanazji, nawet jeśli decyzję tę utrzymuje przez dłuższy czas. Współcześni suicydolodzy pokazują, że osoby, które wyrażają chęć zakończenia swojego życia, tak naprawdę nie pragną umrzeć, lecz chcą uwolnić się od cierpienia. Przemawia przez nie ból, a nie racjonalny i w pełni świadomy namysł. To nie decyzja racjonalnej jednostki, lecz krzyk zrozpaczonego człowieka, który pragnie pomocy.

Argument ten jest dla mnie szczególnie przekonujący, gdy mowa o osobie cierpiącej na zaburzenia lub choroby psychiczne. Czy naprawdę możemy wówczas twierdzić, że decyzja ta jest w pełni racjonalna i świadoma?

Powie ktoś, że w procesie uzyskiwania zgody na eutanazję kluczowe są opinie niezależnych ekspertów, w tym psychiatrów i psychologów. Jednak jeśli mentalność eutanazyjna jest dziś tak rozpowszechniona, to czy nie istnieje ryzyko, że również psychiatrzy i psycholodzy, wydając opinie umożliwiające eutanazję, będą kierować się swoimi własnymi przekonaniami, zamiast wsłuchiwać się w potrzeby pacjenta?

Z kolei argument z konsekwencji mówi, że decyzja o zalegalizowaniu eutanazji prowadzi do systemowego obniżenia wartości życia ludzkiego. Może to tworzyć wśród szczególnie seniorów, osób niepełnosprawnych, schorowanych i wymagających opieki przekonanie, że stanowią oni zbyt wielkie obciążenie dla swoich bliskich. Mogą pojawić się wyrzuty sumienia, że skoro opieka nad nimi wymaga tak dużych poświęceń ze strony rodziny, lepiej nie stanowić dla niej ciężaru.

W takiej optyce niezależność i zaradność jednostki oraz komfort rodziny są wyższymi wartościami niż życie i opieka nad słabymi oraz schorowanymi. Chrześcijański światopogląd jest wyczulony na tak zimne i systemowo złe rozwiązania. Wierzymy przecież, że godność każdej osoby jest bezpośrednio związana z teologiczną prawdą, iż człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boże.

I nawet jeśli chorej osobie daleko do doskonałości, ponieważ cierpi z powodu starości, zniedołężnienia, czy zaburzeń psychicznych, to wciąż nosi w sobie Boży obraz – tego, który wcielił się w człowieka, cierpiał jak my i za nas. To teologiczne źródło naszej wrażliwości na krzywdę drugiej osoby musi być jednak racjonalnie artykułowane w debacie publicznej. W przeciwnym razie nikt nas nie posłucha.

Trzeba być gotowym

2 marca uczestniczyłem w warszawskim teatrze Studio w debacie na temat zalegalizowania eutanazji. Po rozmowie z jedną z uczestniczek debaty zauważyłem, że o eutanazji żywiej dyskutowano w Polsce dwie dekady temu, kiedy Holandia, jako pierwsze państwo europejskie, wprowadzała tę możliwość do swojego systemu prawnego. Ku mojemu zdziwieniu, osoba ta stwierdziła, że może już jest za późno na dyskusję, bo w Polsce wszyscy uważają, że legalizacja eutanazji jest oczywista.

Nie jestem jednak tak wielkim pesymistą. Jedno jest pewne – jeśli legalizacja eutanazji stanie się ponownie poważnym tematem politycznym, trzeba być gotowym. Chrześcijanie powinni stać się głosem tych, którzy cierpią i umierają w ciszy, nie mając swoich reprezentantów wśród najczęściej liberalnych i lewicowych elit.