Rytuał dopingu i flagi jak Najświętszy Sakrament. Takiej religii nie znacie
Fot. Roger Gor; wikimedia commons; Creative Commons Attribution 3.0 Unported license.
Fanatyczni kibice w rozmowach z mediami często powtarzają słowa: „Gdyby interesowała mnie piłka, zostałbym piłkarzem”. Brzmi absurdalnie? Być może. Ale ta deklaracja daje nam wgląd w samo sedno kibicowskiej kultury. Kultury, w której nigdy nie chodziło o samą piłkę, tylko o religijne „coś więcej”.
Najbardziej zagorzali kibice piłki nożnej nie są po prostu zbiorowiskiem osób, które przyszły pooglądać sport. Trudno widzieć w fanatycznych kibicach racjonalnych konsumentów sportowej rozrywki. Są oni raczej wiernymi wyznawcami swojego klubu, a ich kibicowska zawziętość jest bliższa wierze religijnej niż zwykłej sympatii.
Kult klubowego bóstwa
Ten socjologiczny fenomen możemy zrozumieć, sięgając po książkę socjologa Thomasa Luckmanna Niewidzialna religia. Luckmann argumentuje, że współcześnie religia traci swój wyłącznie instytucjonalny charakter, a jej funkcje mogą być wypełniane przez różne świeckie działania. Tym sposobem religia, choć na pierwszy rzut oka znika ze społecznego krajobrazu, w istocie trwa i rośnie w nowej, nieznanej wcześniej formie.
Jak twierdzą dr hab. Dominik Antonowicz i Łukasz Wrzesiński w artykule Kibice jako wspólnota niewidzialnej religii, ta perspektywa pozwala na traktowanie kibicowania jako formy niewidzialnej religii, w której klub sportowy staje się transcendentnym wyrazem świętego kosmosu. W tej ponowoczesnej religii wierni – kibice – obdarzają kultem „bóstwo”, jakim jest klub.
Warto zauważyć, że „klub” w tym rozumieniu nie jest wyłącznie podmiotem prawnym, którego właścicielem jest biznesmen albo miasto. Idea klubu jest ponadczasowa i wykracza poza ramy formalne.
Właściciele klubów są tak naprawdę tylko zarządcami, którzy mają bezpośredni wpływ na to, jak się klubowi wiedzie – czy odnosi sukcesy, czy cierpi. Bóstwo jako takie nie jest jednak w ich władaniu, gdyż należy do zbiorowości, która je wyznaje.
Otoczka metafizyczna wokół kultury kibicowskiej powoduje, że sam mecz piłki nożnej stanowi raczej pretekst. Realny kult odbywa się w zupełnie innej sferze.
Oczywiście, każdemu prawdziwemu kibicowi zależy na tym, aby jego klub wygrywał i zdobywał trofea. Należy jednak nieustannie pamiętać o niewidzialnej religii. Liczy się bowiem przede wszystkim chwała bóstwa, a co za tym idzie, również jego wiernych i regionu, który zamieszkują. Sukces piłkarski jest jedynie drogą do jej osiągnięcia.
Wielu kibiców-wyznawców znacznie bardziej obchodzi należyta manifestacja wspólnoty niż to, co dzieje się na murawie. Dyscyplina ich nie interesuje i/lub uważają, że im bardziej skupią się na dopingu, tym więcej uczynią na chwałę swojego „boga”.
Troglodyci, przestępcy czy mistycy?
Fanatyzm kibicowski jest więc nieoczywistą formą religijności, którą trudno zrozumieć komuś, kto nie jest „wierzącym kibicem”. Duża część Polaków patrzy na środowiska kibicowskie jak na troglodytów.
Najzagorzalszych kibiców utożsamia się z przestępczością zorganizowaną i wywoływaniem burd na stadionach. Negatywny obraz tego środowiska jest jak najbardziej zrozumiały. Od narodzin ruchów kibicowskich w Polsce media i służby donosiły o niezliczonych przypadkach konfliktu z prawem ich kibolskich odłamów.
Najgłośniejszym tego przykładem jest sprawa Wisły Kraków sprzed kilku lat, kiedy to zorganizowana grupa przestępcza stworzona przez kiboli „Wisła Sharks” przejęła władzę nad całym klubem, wykorzystała go do nielegalnej działalności i uzyskania prywatnych korzyści majątkowych, prawie doprowadzając tym samym do upadku Białej Gwiazdy.
Na bazie między innymi tych zdarzeń powstały takie produkcje jak Furioza, Bad Boy czy Kibic, które utrwaliły negatywny obraz kultury kibicowskiej. Niestety, polska piłka klubowa jest silnie powiązana z półświatkiem przestępczym – takie są fakty.
Nie można jednak obwiniać za to ani idei klubu, ani specyficznej religijności, która wokół niej narosła. Przecież w praktycznie każdej instytucjonalnej religii na pewnym etapie jej funkcjonowania znalazły się jednostki czy grupy, które postanowiły wykorzystać ją do własnych, często nieuczciwych celów.
Celem tego artykułu nie jest wybielanie ani oczernianie środowiska kibicowskiego, a ukazanie jego złożoności i podstaw dogmatycznych z perspektywy niewidzialnej ponowoczesnej religii.
Magia stadionu
Religijny charakter kibicowania wyraża się niemal w każdym wymiarze tego fenomenu. Fanatyczni kibice nie żyją jedynie kalendarzem gregoriańskim, który podzielony jest administracyjnie na dni robocze i wolne. Równie ważny dla nich jest quasi-liturgiczny kalendarz sezonu ligowego.
W polskiej Ekstraklasie sezon rozpoczyna się latem, a kończy późną wiosną. Mecze ligowe rozgrywane są najczęściej w dni wolne lub piątkowe wieczory. Fanatyczny kibic żyje więc w oczekiwaniu weekendowego meczu, którego wynik narzuca nastrój na kolejny tydzień.
Dzień meczowy skupia społeczność wiernych w świątyni: na stadionie. To szczególne miejsce staje się przestrzenią, w której odbywają się rytualne obrzędy wspólnotowe – doping – ku chwale świętej idei klubu.
Domowy stadion jest miejscem regularnej pielgrzymki dla fanatycznych kibiców, którzy są gotowi pokonywać setki kilometrów, aby nie przegapić ani jednego meczu swojej drużyny. Sportowe sanktuaria otoczone są legendą i wywołują u kibiców silne doznania emocjonalne.
Doping prowadzony na sektorach fanatyków przybiera formę religijnej ekspresji, przypomina nabożeństwo. Zorganizowanemu kibicowaniu – oddawaniu czci bóstwu – przewodzi gniazdowy, który krzycząc polecenia z megafonu spełnia rolę kapłana.
Do pomocy i lepszego zarządzania grupą kibiców – wiernych – gniazdowy ma najczęściej bębniarzy, którzy, korzystając z instrumentów muzycznych, nadają formę i tempo działaniom rytualnym. Można zatem nazwać ich niejako szafarzami. Znajdują się oni wraz z kapłanem w gnieździe/gołębniku, które spełnia rolę prezbiterium.
Zwykło się przyjmować, że osoby, które wahają się w wierze lub nie chcą aktywnie uczestniczyć w obrzędach religijnych, zasiadają w bocznych nawach, na piętrze lub z tyłu kościoła. Dokładnie to samo zachowanie jest widoczne w sektorach fanatycznych kibiców.
Najwierniejsi, którzy najgłośniej manifestują swoją miłość do klubu, znajdują się najczęściej blisko gniazda. Wykonują oni te czynności, których często unikają kibice znajdujący się na wyższych piętrach lub po bokach trybun (np. zdjęcie koszulki).
Grupowy doping sprzyja powstaniu na okres trwania meczu nowego ładu społecznego, którego główną cechą jest zlikwidowanie różnic klasowych. W trakcie kibicowania nie funkcjonuje ten sam porządek, który jest obecny poza stadionem w codziennym życiu. Tworzy się egalitarna wspólnota religijna, w której zarówno ubożsi, jak i zamożniejsi mogą uczestniczyć na równych zasadach.
Możliwość wspólnego przeżywania emocji w tym samym miejscu i czasie sprawia, że ze zbiorowości obcych sobie osób kibice stają się duchową jednością, utrzymywaną przez wspólny skoordynowany doping. Trybuny fanatyków są w związku z tym przestrzenią prymatu kolektywu nad jednostką. Dzięki świętej idei klubu kreują wspólnotę w coraz bardziej zatomizowanym świecie.
Mecz reprezentacji to świątynia bez Boga
Na zupełnie innym biegunie kibicowskiego świata znajdują się mecze polskiej reprezentacji. Każdy, kto był na spotkaniu biało-czerwonych, dobrze wie, że nie występuje na nich zorganizowany doping.
Kultura kibicowska na tych meczach praktycznie nie istnieje. Stadion, na którym przebywa ponad 50 tysięcy ludzi, jest cichy lub skanduje pojedyncze hasła. Mecze reprezentacji zostały pozbawione ideowości i wyrazu.
Jest to pewnego rodzaju paradoks, że to w piłce klubowej narodziły się tożsamości quasi-religijne, podczas gdy mecze drużyny piłkarskiej reprezentującej ugruntowaną historycznie ideę narodu polskiego nie wywołują takiej samej intensywności emocji i identyfikacji.
W przypadku meczów polskiej reprezentacji trudno mówić o kibicowskim egalitaryzmie i tryumfie kolektywu nad jednostką. Ceny biletów skutecznie wykluczają pewne grono Polaków z kibicowania, a ci obecni na stadionie tworzą przypadkową zbiorowość, określaną przez fanatycznych kibiców mianem „pikników”.
Ta zbiorowość nie potrafi doprowadzić do społecznej jedności w wierze, a tym bardziej do metafizycznej ekstazy. W związku z tym można określić mecze polskiej reprezentacji jako „świątynię bez Boga” – jest stadion, mecz piłkarski i widzowie, ale brakuje świętości, która nadałaby sens temu, co się dzieje dookoła, i byłaby manifestowana przez zorganizowany i fanatyczny doping.
Flagi, szaliki i Najświętszy Sakrament
Zarówno w religiach instytucjonalnych, jak i w przypadku idei świętego klubu, kult bóstwa wykracza poza świątynie i manifestuje się na bardzo różne sposoby.
Pierwszym z nich, być może najbardziej oczywistym, są dewocjonalia. Zarówno osoby wierzące, jak i kibice posiadają je i z nich korzystają. W przypadku katolików są to różańce, obrazy świętych czy różnego rodzaju relikwie, z kolei u fanatycznych kibiców są to szaliki, koszulki, czapki, mówiąc prosto – barwy klubowe.
Odpowiednikiem najświętszych relikwii są z kolei flagi – transparenty wywieszane przez kibiców przy okazji każdego meczu. Niektóre z flag doczekały się wyjątkowego statusu, gdyż są fizyczną manifestacją ponadczasowej wierności kibicowskiej.
Ich świętość i wyjątkowość można przyrównać do znaczenia Najświętszego Sakramentu – flagi znajdują się pod ścisłą ochroną wewnętrznych kręgów „kapłańskich”. Sztandary wystawia się jedynie na mecz, aby już chwilę po jego zakończeniu znowu skrzętnie je schować, aby nigdy nie dostały się w niepowołane ręce i nie doszło do profanacji.
Wyjątkowym rodzajem manifestacji uczuć religijnych są pochody i oprawy. Organizowane przed meczami przemarsze kibiców przez miasto (zwłaszcza drużyn gości) przypominają procesje religijne – służą demonstracji jedności grupy i są sposobem na zaznaczenie swojej aktywnej obecności również poza stadionem. Z kolei oprawy są sposobem na manifestację potęgi danego środowiska kibicowskiego. Duże sektorówki, kartoniady i pirotechnika mają wyrazić kult klubu.
Wojny religijne
Środowisko kibicowskie w całej Polsce, jak można się domyślić, nie ma jednego bożka. Wśród fanatycznych kibiców panuje swego rodzaju monolatria, czyli oddawanie czci boskiej wyłącznie jednemu bóstwu bez zaprzeczania istnieniu bóstw czczonych przez innych. Każda grupa kibicowska ma przecież własny klub.
Mimo że kibice powinni skupiać się przede wszystkim na idei swojego świętego klubu (gniazdowi czasami krytykują kibiców za ubiór wyrażający raczej wrogość do obcego klubu niż miłość do własnego), to środowiska kibicowskie naturalnie chcą wykazać, że to ich bóstwo jest najpotężniejsze.
Z tego powodu dochodzi często do „wojen religijnych”. Przyjmują one różne formy, głównie te niedozwolone przez polskie prawo. W wojnach religijnych chodzi o to, aby bezcześcić to, co święte dla wroga, przy jednoczesnym dbaniu o własne świętości.
W tym przypadku chyba najmniej szkodliwymi zachowaniami są obraźliwe i wulgarne przyśpiewki wymierzone we wrogi klub. Kolejnym przykładem jest kradzież barw klubowych (choć środowiska kibolskie zwykły mówić „skrojone nie kradzione”).
Chodzi o przejęcie flag, koszulek, szalików drużyny wrogiej za pomocą siły lub sprytu. Skrojenie służy późniejszej profanacji barw wroga przez wywieszenia odwróconych „dewocjonaliów” na meczu i następnie ich spalenie.
Bardzo ciekawym elementem kodeksu honorowego jest zwracanie świętych flag w podzięce za uczciwy pojedynek w ramach ustawki. Zdarzają się przypadki, w których wrogie grupy chuligańskie zwracają sobie barwy, okazując szacunek dla świętości idei klubowej przeciwnika.
Zdecydowanie najbardziej kontrowersyjnym elementem wojen religijnych pomiędzy grupami kibicowskimi są wspomniane ustawki. Polegają one na przeprowadzeniu grupowej bójki. Walki są umawiane, ale bywają także wymuszane przez jedną z grup fanatyków. Ustawki bywaja bardzo brutalne i wielokrotnie miały tragiczne konsekwencje.
Obecnie ustawki powinny być, przynajmniej w założeniu, przeprowadzane „bez sprzętu”, tzn. bez wykorzystania pałek teleskopowych, maczet i noży. Środowisko kibicowskie wykreowało nawet motto: „walcz z honorem, używając sprzętu nie jesteś dla nikogo wzorem”. Potępia się więc używanie narzędzi, które mogłyby doprowadzić do większych uszkodzeń ciała niż gołe pięści.
Cała Polska zna nasz kibicowski świat
Kultura kibicowska w Polsce jest bardziej kompleksowa niż mogłoby się wydawać. Piłkę klubową przenika metafizyka. Aura, która otacza fanatyzm kibicowski i ideę świętego klubu daje, wbrew pozorom, wiele pozytywnych efektów.
Środowiska kibicowskie prawdopodobnie zawsze będą powiązane w jakimś stopniu z przestępczością – nie mamy na to większego wpływu. Nie zmienia to jednak faktu, że można naprawdę zakochać się w jasnych stronach klubowej magii i fanatyzmu.
Moim zdaniem każdy powinien chociaż raz skosztować ambrozji bogów futbolu. Może właśnie tam, w ferworze dopingu i w otoczeniu barw klubowych, czeka dawno zapomniana iskra, gotowa rozpalić nową pasję i dać coś więcej niż tylko rozrywkę – poczucie, że jest się częścią czegoś większego.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
