Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Grzegorz Braun poza Konfederacją? Nic lepszego nie mogło jej spotkać

przeczytanie zajmie 10 min
Grzegorz Braun poza Konfederacją? Nic lepszego nie mogło jej spotkać źródło: wikimedia commons; CC BY-SA 4.0

Konfederacja jest pierwszą w historii III RP partią, która na przestrzeni dwóch kolejnych kadencji utrzymuje się w parlamencie, ale nie jest związaną z którymkolwiek z okrągłostołowych ugrupowań. Zbudowanie stabilnej siły politycznej zdobywającej szerszy elektorat na prawo od centrum stało się możliwe dzięki dynamicznej ewolucji retorycznej i światopoglądowej. Wyrzucenie z partyjnych struktur Grzegorza Brauna może stać się punktem granicznym, od którego dopiero na dobre rozpocznie się dryf partii w stronę mainstreamu.

Jeszcze kilka lat temu bardzo odważnym wydałoby się twierdzenie, że środowiska tzw. wolnościowców i narodowców mogą realnie decydować o losach Polski. Dziś Konfederacja kroczy drogą szybkiej mainstreamizacji, co znajduje odzwierciedlenie w stale rosnących sondażach oraz, co najważniejsze, coraz wyraźniej słyszalnych głosach na temat ewentualnych współrządów z Prawem i Sprawiedliwością.

Zdolność koalicyjna jako probierz mainstreamowości

Na temat możliwości zawarcia koalicji niejednokrotnie wypowiadali się już prominentni działacze zarówno PiS-u, jak i Konfederacji. Pomimo braku entuzjazmu obie strony nie wykluczają, że scenariusz współpracy może się ziścić.

Podobne nastawienie zdają się wyrażać wyborcy. Według wyników sondażu przeprowadzonego 12-13 listopada 2024 r. przez Instytut Badań Pollster gotowość na ustępstwo w postaci umowy koalicyjnej jest w stanie zaakceptować 51% sympatyków PiS-u oraz 39% wyborców Konfederacji.

Zielone światło tak od polityków, jak i od wyborców każe uznać, że Konfederacja krzepnie w głównym nurcie polskiej polityki. Zdaje się, że w powszechnej świadomości straciła ona status sezonowej efemerydy, a duzi gracze muszą traktować partię Mentzena i Bosaka jako realnie liczącą się siłę.

Niedawne odejście Grzegorza Brauna z szeregów tej formacji zdaje się znaczącą cezurą. Jarosław Kaczyński zapytany w 2022 r. o możliwość koalicji z Konfederacją odpowiedział, że „z Grzegorzem Braunem i Januszem Korwin-Mikkem na pewno nie”. Określił ich przy tym jako prorosyjskich.

Opuszczenie partii przez obu tych polityków nie odbiło się też negatywnie na wzrostowym trendzie w sondażach. Jasno widzimy, że zarówno Korwin-Mikke, jak i Braun niweczyli trud w budowaniu wizerunku ugrupowania poważnego. Aby lepiej zrozumieć, na czym dokładnie polega ten proces oraz jak daleko idące mogą być jego konsekwencje, trzeba sięgnąć pamięcią do czasów na długo przed powstaniem samej partii.

Tożsamościowe korzenie Konfederacji

Początki Konfederacji sięgają 2019 r., kiedy to prawicowy plankton zaczął na dobre współpracować. Największą siłą dysponowały wówczas środowiska tzw. wolnościowców i narodowców, które posiadały relatywnie szerokie zaplecze kadrowe, a także wąski, aczkolwiek oddany elektorat.

Profil ideowy Konfederacji w samych jej początkach daje się opisać za pomocą trzech przymiotników: kontrkulturowy, antysystemowy oraz tożsamościowy. Kontrkulturowość należy rozumieć w tym przypadku jako odrzucanie wielu z powszechnie przyjętych w danej kulturze norm i wzorców.

Antysystemowość to przeciwstawianie się panującemu porządkowi, w przypadku Konfederacji – porządkowi liberalnemu i demokratycznemu. Tożsamościowość to zaś prowadzenie polityki za pomocą narracji angażującej przede wszystkim grupy ludzi o konkretnej identyfikacji, np. religijnej, etnicznej, seksualnej czy klasowej.

W momencie nawiązywania porozumienia Janusz Korwin-Mikke już od ponad 20 lat budował swoistą kontrkulturę, kontestował wiele z powszechnie przyjętych wartości. W jego retoryce pobrzmiewało odrzucenie troski o osoby niepełnosprawne i starsze, a także społeczną rolę kobiet.

Wyrazem jego radykalnej antysystemowości było wyjście poza obowiązujący demoliberalny paradygmat i zabezpieczeń socjalnych. W kwestii polityki tożsamościowej korwinowska narracja wpisywała się w ten nurt we wszystkich charakterystycznych dla niego aspektach.

Wypowiedzi Korwin-Mikkego w nieporównywalnie większym stopniu opierające się na emocjach niż na zawartości merytorycznej i odwołujące się raczej do instynktów niż do racjonalności stawały się atrakcyjną propozycję dla młodych.

Narracja przesączona maskulinistycznymi wątkami w oczywisty sposób trafiała w samoidentyfikację młodych mężczyzn. Apologia libertariańskiej etyki i położenie akcentu na realizację własnej sprawczości mogły przybliżać myśl o życiowym sukcesie lub poczucie celu i znaczenia.

Korwinowska myśl, jako całościowy projekt ideologiczny, wpisywała się w nurt coraz popularniejszej na świecie tzw. prawicy tożsamościowej. Jej dystynktywną cechą jest uznanie pryncypialnego znaczenia płytko rozumianej tożsamości oraz sprowadzanie wszelkich wartości, które można by uznać za obiektywne, do roli względem niej pomocniczej.

Działaniem typowym dla prawicy tożsamościowej byłoby instrumentalne traktowanie – jak w przypadku Korwin-Mikkego – chrześcijańskiej identyfikacji potencjalnych wyborców.

W rzeczywistości retoryka Korwin-Mikkego nie wyrażała przecież troski o słabszych, podnosiła postulat przywrócenia kary śmierci, nieobecna była w niej chrześcijańska wrażliwość. Etykę katolicką wypierała w niej ta libertariańska, a wolnorynkowa dogmatyka nie pozostawiała miejsca katolickiej nauce społecznej.

Środowisko Ruchu Narodowego również nie powstało z dnia na dzień. Korzystało z wieloletniej pracy szeroko rozumianego obozu narodowego, który także wypracował może mniej wyrazistą, ale również atrakcyjną dla młodych kontrkulturę. Ich nieugrzeczniony, politycznie niepoprawny przekaz stawał się często przedmiotem polityki ulicznej.

Szczególnie wyrazistą formą kontrkulturowej ekspresji narodowców stał się Marsz Niepodległości. W swoich początkach, gdy po raz pierwszy skupił kilkadziesiąt tysięcy ludzi, nadal miał charakter wyraźnie antysystemowy. Nie uczestniczyli w nim politycy partii głównego nurtu, głoszone hasła nie mieściły się w obowiązującym liberalnym paradygmacie, a jego estetyka wyrażała bunt i sprzeciw.

Sam Ruch Narodowy jako partia był pierwotnie współtworzony m.in. przez Obóz Narodowo-Radykalny, kwintesencję nacjonalistycznej kontrkultury i antysystemowości. Narodowcy w odróżnieniu od Janusza Korwin-Mikkego nie poszli jednak drogą prawicy tożsamościowej. Kwestie identyfikacji nie zdominowały w ich przypadku poczucia konieczności racjonalnego uzasadniania przekonań, a katolickie wartości nie były przez nich instrumentalizowane.

„Uludowienie” krokiem milowym w stronę mainstreamu

Gdy w 2019 r. Ruch Narodowy oraz partia KORWiN we wspólnym interesie zbudowania silnej formacji usytuowanej na prawo od PiS-u utworzyły Konfederację, wśród wielu pomniejszych środowisk, które dołączyły do nowopowstałej partii, znalazł się również Grzegorz Braun i jego fundacja „Pobudka”. Braun przez długi czas świetnie wpisywał się w profil ideowy partii ulicznej, antysystemowej, w dużej mierze tożsamościowej i uprawiającej internetową politykę.

Konfederacja miała jednak ambicję poszerzenia grona wyborców oraz zadomowienia się na stałe w politycznym mainstreamie. Chęć wejścia do głównego nurtu polityki, co potwierdzają przykłady wielu innych europejskich partii wyrastających z radykalnego, antysystemowego kontekstu, wymagała – jak zwykło się to określać – dediabolizacji.

Konfederacja musiała zrezygnować z całościowego kontestowania obowiązującego w Polsce liberalnego dyskursu. Nie porzuciła jednak budowania poparcia na społecznym niezadowoleniu.

Z partii antysystemowej nie do końca zauważalnie wolała zmienić się w partię protestu. Katalizatorem tej zmiany okazały się pandemiczne obostrzenia, którym Konfederacja się przeciwstawiała, podobnie jak wiele pokrewnych jej zwykle opozycyjnych i prawicowych partii europejskich.

Sprzeciw wobec obligatoryjnych szczepień, obowiązku zasłaniania ust i nosa czy ograniczeń możliwości przemieszczania się był uzasadniany nadmierną ingerencją w wolność obywateli. Bunt wobec wynikających z covidowych restrykcji ograniczeń w prowadzeniu działalności gospodarczej – dbałością o dobrobyt Polaków.

Podobnie zresztą jak krytyka postanowień Polskiego Ładu, kiedy to konfederaci stawali w obronie przedsiębiorców, tak naprawdę kojarzonymi głównie z właścicielami małych firm i samozatrudnionymi.

Równocześnie w Konfederacji postępowała też zmiana w kwestii prezentowanego światopoglądu. Mimo że konfederaci nie zdecydowali się na rezygnację z dotychczasowych poglądów w sprawach kontrowersyjnych z perspektywy moralności, takich jak aborcja lub związki jednopłciowe, stali się ostrożni w podnoszeniu tych kwestii. Przestali też prezentować argumenty podważające sens demokracji, co w przeszłości zdarzało się tym środowiskom.

Konfederacja stała się więc swego rodzaju „partią ludową”, niewysuwającą na pierwszy plan sporów światopoglądowych oraz broniącą tzw. zwykłych ludzi przed zakusami rządu. „Uludowienie” Konfederacji było pierwszym poważnym krokiem poczynionym w kierunku jej mainstreamizacji.

Pozwolił on nie tylko, co oczywiste, dotrzeć jej do szerszego grona wyborców i zaznaczyć swoją obecność w mediach, ale przede wszystkim wypełnić na scenie niezagospodarowaną przestrzeń na prawo od PiS-u. Dziś widzimy, że Konfederacja kontynuuje marsz w tym kierunku. Wybrzmiewa poparcie dla rolników, sprzeciw względem Europejskiego Zielonego Ładu, postulat ochrony obrotu gotówkowego czy obietnice niższych cen energii.

Podobną do Konfederacji drogę przeszły takie partie, jak francuski Front Narodowy realnie walczący teraz o władzę w kraju, posiadający wpływ na rząd Szwedzcy Demokraci czy węgierski Jobbik pozycjonujący się obecnie na lewo od Fideszu Orbana.

Odejście Grzegorza Brauna jako nowe otwarcie

Z biegiem czasu najbardziej w Konfederacji zaczęło kontrastować środowisko Grzegorza Brauna. O ile w czasie pandemii mocno zaangażował się on w kreowanie partii protestu, czym również samemu sobie przysporzył rozpoznawalności, to w odróżnieniu od reszty nigdy nie zamierzał rezygnować z silnie kontrkulturowego i tożsamościowego przekazu.

Bezpośrednie powody samej decyzji Brauna o osobnym starcie są oczywiście bardziej prozaiczne niż niezgoda w kwestiach ideowych. Braun po prostu mógł czuć się zepchnięty na margines.

Spośród jedenastu członków Rady Liderów Konfederacji jedynie dwóch należało do Konfederacji Korony Polskiej. Większość partyjnych kolegów od dawna próbowała mniej lub bardziej dystansować się od niego w mediach.

Braun zdecydował więc postawić wszystko na jedną kartę. Jego formacja nie posiada ani rozbudowanych struktur, ani wielkich zasobów finansowych. Nie oznacza to jednak, że swoją decyzją skazał się na polityczne samobójstwo.

Incydent z użyciem gaśnicy w Sejmie bardziej niż wyrazem troski o katolicki charakter polskiej kultury wydaje się próbą wskazania wroga. Plastikowa gaśniczka istotnie stała się akcesorium obecnym na wydarzeniach organizowanych przez Brauna, a jako emotikon funkcjonuje też w przestrzeni internetowej.

Nietrudno przewidzieć, że w takiej sytuacji Braun będzie integrował radykalną prawicę. Wiemy już, że posiada poparcie Janusza Korwin-Mikkego, który wyraził je w wywiadzie dla Onetu w następujących słowach:

„Cieszę się, że Braun zdecydował się wystartować, bo w przeciwnym wypadku ja bym musiał to zrobić. A w moim wieku już mi się nie chcę. Ludzie, którzy lubią radykalizmy, muszą mieć na kogo głosować”.

Możliwe więc, że na poparcie Brauna zdecydują się także inni radykałowie, którzy do tej pory powstrzymywali się od wspierania zbyt umiarkowanej w ich przekonaniu Konfederacji. Nie jest też wykluczone, że Braun postanowi otworzyć się na inne środowiska.

„Nie lękam się osądu szerokiej publiczności ze szczególnym uwzględnieniem publiczności patriotycznej moich rodaków, «prawaków», choć jak słyszę – nie tylko rodacy-prawacy mnie nie potępiają, a wręcz cenią sobie rozmaite, powiedzmy, akcje w moim wykonaniu.

«Zjednoczony front gaśnicowy» jest na pewno znacznie szerszy niż tylko nasze, z całym szacunkiem, prawackie bańki” – przyznał Grzegorz Braun w wywiadzie udzielonym jeszcze przed ogłoszeniem startu w wyborach.

Być może zatem postanowi on zaangażować w swój przyszły projekt również planktoniczne ugrupowania spoza prawicy, z którymi spróbuje na gruncie łączącej ich antysystemowości tworzyć coś w rodzaju sojuszu ekstremów.

***

Możemy spodziewać się, że odejście z Konfederacji Grzegorza Brauna będzie miało znaczące konsekwencje zarówno dla jego byłej partii, jak i dalszego rozwoju polskiej prawicy. Konfederacja będzie mogła pokusić się teraz o zdobycie zrażonego dotąd głównie Braunem i Mikkem centrowego elektoratu.

Odejście ostatniego z prominentnych członków głoszących kontrkulturowy przekaz pozwoli jej wykreować nowy wizerunek, być może podobny do tego, jaki kreuje dla siebie Krzysztof Bosak – wizerunek opcji rozsądnej i merytorycznej, niechcącej podważać panującego ładu, ale chronić go przed skutkami jego własnych chorób.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.