Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Aborcja, demokracja, Strajk Kobiet. Solidarność była ,,pro life”, komuniści byli ,,pro-choice”

Aborcja, demokracja, Strajk Kobiet. Solidarność była ,,pro life”, komuniści byli ,,pro-choice” autor ilustracji: Julia Tworogowska

Dziś często panuje przekonanie, że zaostrzenie prawa aborcyjnego w latach 90. było przykładem opresyjnego i antydemokratycznego wpływu Kościoła na polską demokrację. Wydana przez Krytykę Polityczną Aborcja i demokracja rzuca na to zupełnie inne światło. Co paradoksalne, autorem książki jest człowiek deklarujący się jako skrajnie lewicowy. Efekty jego tytanicznej pracy pokazują jasno, że postulat prawnej ochrony życia od poczęcia miał szerokie społeczne poparcie wykraczające poza instytucjonalny Kościół. To właśnie oddolne działania zwykłych ludzi związanych z Solidarnością doprowadziły do ograniczenia aborcji w Polsce. Książka ujawnia jeszcze jedno: lewica często jest demokratyczna do momentu, póki demos nie opowiada się za ograniczeniem aborcji. Wówczas okazuje się, że od demokracji lepszy jest proaborcyjny komunistyczny autorytaryzm.

Marcin Kościelniak w książce Aborcja i demokracja. Przeciw-historia Polski 1956-1993 wykonał ogromną pracę. Przekopał się przez tysiące źródeł, zarówno istniejących opracowań, jak i dokumentów z epoki. Stworzył wielkie archiwum pozwalające opisać całość działań, które zostały podjęte w Polsce w obronie prawa do życia.

Wbrew często pojawiającym się opiniom twierdzi, że rozwiązania wprowadzające prawną ochronę życia od poczęcia, które zostały przyjęte po 1989 r., nie były czymś zupełnie nowym, ale efektem wieloletnich działań opozycji demokratycznej, Kościoła katolickiego i dużej części społeczeństwa.

Na poparcie swoich tez Kościelniak wyciąga niezwykle liczne ,,konkretne antyaborcyjne inicjatywy programowe, społeczne i prawne – dziś w większości nieznane lub zepchnięte na margines historiografii”.

Aborcja na życzenie – wielka „zasługa” komunistów

27 kwietnia 1956 r. władze komunistyczne wprowadziły w Polsce ustawę pozwalającą na dokonywanie aborcji ze względu na warunki życiowe kobiety. Do 1959 r. do wykonania aborcji konieczna była zgoda ginekologa albo specjalnej komisji lekarskiej, później była to aborcja na życzenie.

Często łączy się to z odwilżą po śmierci Stalina – w końcu tego samego dnia uchwalono ustawę amnestyjną, a Edmund Osmańczyk w przemówieniu kończącym sejmową debatę nazwał wprowadzenie aborcji na życzenie ,,amnestyjną ustawą dla kobiet”.

Kościelniak polemizuje jednak z ,,odwilżowym” charakterem ustawy aborcyjnej. Uważa ją za osiągnięcie ,autorytarnego komunizmu. Wskazuje na zależność władz PRL-u od Moskwy:

„O ile w Związku Radzieckim wprowadzenie prawa do aborcji było elementem «destalinizacji» […] – o tyle w Polsce Ludowej nie oznaczało restytucji reguł «polskiego» przedwojennego porządku społecznego, ale raz jeszcze: przyjęcie reguł porządku komunistycznego, czyli «obcego» i «wrogiego»”. Widać to jasno w sprzeciwie, jaki w polskim społeczeństwie wywołało nowe prawo aborcyjne. Od samego początku opór stawiali lekarze.

Kościelniak przytacza wewnętrzny raport Ministerstwa Zdrowia z listopada 1956 r. ,,W przypadku braku medycznych lub prawnych przeciwwskazań, stosunek lekarzy do przerywania ciąży jest b. niechętny” – czytamy. I dalej: ,,[…] ich opór wynika bądź ze względów religijnych, bądź też osobiście pojmowanej etyki lekarskiej”.

Największym wyrazem sprzeciwu wobec aborcji były Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego, złożone cztery miesiące po wprowadzeniu aborcyjnej ustawy. Ich treść jest następująca: ,,Święta Boża Rodzicielko i Matko Dobrej Rady. Przyrzekamy Ci z oczyma utkwionymi w żłóbek betlejemski, że odtąd wszyscy staniemy na straży budzącego się życia.

Walczyć będziemy w obronie każdego dziecięcia i każdej kołyski równie mężnie, jak ojcowie nasi walczyli o byt i wolność Narodu, płacąc obficie krwią własną. Gotowi jesteśmy raczej śmierć ponieść, aniżeli śmierć zadać bezbronnym. Dar życia uważać będziemy za największą łaskę Ojca Wszelkiego Życia i za najcenniejszy skarb Narodu”.

Tak brzmiał tekst roty ślubów, ułożony przez uwięzionego przez komunistów prymasa Wyszyńskiego. „Królowo Polski – przyrzekamy”! – odpowiedział blisko milionowy tłum wiernych. Co szczególnie ważne, inicjatywa ślubów wyszła nie od księży, ale od dwóch świeckich kobiet z otoczenia prymasa – Marii Okońskiej i Janiny Michalskiej.

Ochrona życia nie ograniczyła się do hasła rzuconego na Jasnej Górze, została wpisana systemowo w program Wielkiej Nowenny. Jak pisze Kościelniak, obok działań uświadamiających o aborcji, takich jak konferencje, gdy wysłuchiwano świadectw kobiet, które dokonały tego „zabiegu”, ,,Kościół organizował poradnictwo dla kobiet w ciąży, pomoc materialną i domy opieki dla młodych matek”.

W walkę z aborcją angażowały się również intelektualne środowiska tzw. katolicyzmu otwartego, i to nie tylko na polu działań samopomocowych i uświadamiających. Wraz ze słabnięciem władzy pojawiały się również żądania zmiany ustawy. W 1969 r. pierwszy raz postulat ograniczenia aborcji zgłaszają posłowie ,,Znaku”, m.in. Tadeusz Mazowiecki.

Pierwsze organizacje obrońców życia powstawały w latach 70. To nie przypadek – był to czas tworzenia się zorganizowanej opozycji demokratycznej. Równolegle do KOR-u i ROPCiO walczących o poprawę losu robotników powstawały także organizacje zajmujące się prawem do życia. Już od 1972 r. grupa prawników przeciwnych ustawie z 1956 r. pod przewodnictwem Mariana Barańskiego napisała petycję żądającą zmiany i organizowała zbiórki podpisów.

Wreszcie w 1977 r. powstał Polski Komitet Obrony Życia i Rodziny – pierwsza założona przez świeckich organizacja zajmująca się otwarcie prawem do życia. Utworzyły się także m.in. grupy Troska o Życie czy Ruch Obrony Dzieci Poczętych Gaudium Vitae.

Obok działań na rzecz zmiany prawa działacze powyższych organizacji pomagali matkom dzieci zagrożonych aborcją – uruchomili telefon zaufania, rozwieszali plakaty w szpitalach. Liderzy tych grup od początku nawiązywali kontakt i współpracę z innymi organizacjami opozycyjnymi.

Inspiratorzy powstania tych organizacji – oo. Ludwik Wiśniewski, Jacek Salij i ks. Stanisław Małkowski – byli w końcu współpracownikami KOR-u i ROPCiO, a także sygnatariuszami Listu 59. Jak pisał Kościelniak, „walkę o wprowadzenie zakazu aborcji utożsamiali z walką opozycyjną – zgodnie z przyjętą definicją «człowieka od poczęcia» i z przekonaniem, że «praw człowieka nie można bronić połowicznie»”.

Solidarność z nienarodzonymi

Prawdziwy wybuch postulatów obrony życia przypadł jednak na 1980 r. i następujący po nim ,,karnawał Solidarności”. To przemilczane dziedzictwo rodzącej się Solidarności Kościelniak wyciągnął na światło dzienne przede wszystkim dzięki ogromnej kwerendzie obejmującej mniej znane dokumenty z całej Polski. Stworzył tzw. archiwum horyzontalne Solidarności.

W ten sposób obraz tego dziesięciomilionowego ruchu stał się ,,bardziej demokratyczny” i reprezentatywny dla członków, niż gdyby przytaczał jedynie wypowiedzi znanych wszystkim ,,gwiazd” opozycji.

Obraz, który wyłania się z tego archiwum, jest jednoznaczny: wśród uczestników pokojowej rewolucji Solidarności przekonanie o konieczności ochrony życia od poczęcia było powszechne.

Całe regiony Solidarności – rzeszowski, małopolski, opolski, radomski i podkarpacki – przyjmowały uchwały programowe wzywające do ochrony życia od poczęcia. Prasa związkowa, czyli periodyki i broszury tworzone przez komórki organizacji z całej Polski, wielokrotnie i jednoznacznie występowały przeciw aborcji. Jak pisze sam Kościelniak, ,,warto podkreślić, że biuletyny miały charakter inicjatyw oddolnych”, a ,,funkcje redakcyjne i autorskie obok mężczyzn pełniły również kobiety”.

Wreszcie w sierpniu 1981 r. prawnicy Centrum Obywatelskich Inicjatyw Ustawodawczych NSZZ Solidarność pod przewodnictwem Andrzeja Zolla utworzyli integralnie pro-life’owy projekt znoszący aborcję i karę śmierci. Powołali się na ,,najwyższe dobro, jakim jest życie ludzkie”.

Działania za życiem prowadzono holistycznie, również na polu kultury. Działacze związku w Katowicach (w tym prezes katowickiego MKZ) postanowili stworzyć pomnik dziecka poczętego.

Przeprowadzili nawet szeroko zakrojony konkurs artystyczny na jego projekt, niestety stan wojenny uniemożliwił jego rozstrzygnięcie. W 1981 r. powołano też Solidarność Rodzin mającą na celu samopomoc i stworzenie domu samotnej matki.

Wiedza o postawie społeczeństwa, konsekwencjach aborcji dla zdrowia kobiet, a także negatywne skutki społeczne z demografią na czele zaczęły docierać nawet do części kręgów rządowych. W latach 80. resort zdrowia podjął ograniczone działania mające na celu ,,uświadamianie kobiet o wszystkich niebezpieczeństwach” związanych ze ,,sztucznym poronieniem”.

Temat szkodliwości aborcji poruszyła również przy okrągłym stole reprezentująca opozycję lekarka Maria Chmiel, czego efektem było przyznanie pielęgniarkom prawa do klauzuli sumienia.

W 1988 r. Andrzej Zoll, Alicja Grześkowiak i Adam Strzembosz wraz z ekspertami episkopatu opracowali Projekt ustawy o prawnej ochronie dziecka poczętego, a na początku 1989 r. grupa posłów Polskiego Związku Katolicko-Społecznego złożyła go do Sejmu. Przy tej okazji aborcja pojawiła się również w rządowych badaniach opinii społecznej.

W badaniu OBOP z maja 1989 r. 46% ankietowanych opowiedziało się za ustawą całkowicie zakazującą aborcji, a 44% było przeciw. W sondażu CBOS pojawiły się następujące wyniki: 48,7% za ograniczeniem prawa do aborcji, a 19,3% za bezwzględnym zakazem. Duża grupa obywateli wypowiedziała się więc przeciw obowiązującemu prawu.

Stale rosła również liczba organizacji popierających ochronę życia. Kościelniak podkreśla, że były to inicjatywy sytuujące się ,,na obrzeżach Kościoła lub zupełnie poza jego strukturami” – młodzieżowe, akademickie, a także przyjmowane przez różnego typu środowiska opozycyjne. W kampanii przed wyborami czerwcowymi zdesperowani komuniści uczynili jednak z dostępu do aborcji swój czołowy postulat.

„Nie ulega wątpliwości, że koalicja rządowa chciała wykorzystać podniesiony przez środowiska katolickie i opozycyjne temat aborcji jako paliwo wyborcze” – pisze Kościelniak, powołując się zarówno na reżimową prasę, jak i na stenogramy z partyjnych posiedzeń.

Solidarność nie prezentowała jednoznacznego stanowiska w tej sprawie, chociaż dwa komitety – toruński i małopolski – wpisały zakaz aborcji do programu wyborczego. Oficjalnego poparcia udzieliła też rolnicza Solidarność. Wielu kandydatów Komitetu Obywatelskiego otwarcie opowiadało się jednak się za ochroną życia podczas kampanii.

„W toku kwerendy wyłoniłem głosy ponad czterdzieściorga kandydatów i kandydatek Komitetu Obywatelskiego Solidarność na temat przerywania ciąży. Ani jedna z tych osób nie opowiedziała się za utrzymaniem prawa do aborcji na żądanie” – pisze Kościelniak. W książce obficie cytuje deklaracje opozycjonistów. Przywiązanie do prawa do życia wielu kandydatów nie zaszkodziło Komitetowi Obywatelskiemu w odniesieniu miażdżącego zwycięstwa.

Elity III RP na początku były pro-life

W tej sytuacji jasne było, że rząd Tadeusza Mazowieckiego, a także nowo wybrany demokratyczny Senat zajmą się problemem aborcji. Kościelniak pisze, że senatorowie, którzy wystąpili z inicjatywą uchylenia ustawy z 1956 r., działali zgodnie z demokratycznym mandatem i traktowali tę sprawę, co ,,trzeba podkreślić, zgodnie z prawdą – jako wywiązanie się z przedwyborczych zobowiązań”.

23 kwietnia 1990 r. zdecydowaną większością głosów potwierdziła to Solidarność. Jak czytamy, „II Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ Solidarność opowiada się za prawną ochroną życia od momentu poczęcia”. Sejm przeprowadził również konsultacje społeczne. Spośród wielkiej liczby 1,7 mln głosów za zakazem aborcji opowiedziało się w nich 1,5 mln ludzi.

W walce z aborcją przodowały jednak środowiska medyczne. Najpierw minister zdrowia, Andrzej Kosiniak-Kamysz, ograniczył dostęp do aborcji przez konieczność uzyskania zaświadczeń od internisty, dwóch ginekologów i psychologa, a także przyznał lekarzom możliwość powołania się na klauzulę sumienia.

Przywrócony samorząd lekarski w 1989 r. na I Krajowym Zjeździe Lekarzy wystąpił do Sejmu o uchylenie ustawy z 1956 r., a na przełomie lat 1991 i 1992 podczas II Zjazdu uchwalił nowy Kodeks Etyki Lekarskiej zakazujący lekarzom wykonywania aborcji poza sytuacją zagrożenia życia i zdrowia matki oraz gdy ciąża jest wynikiem przestępstwa. Tym sposobem liczba aborcji spadła o ok. 90%, do kilkunastu tysięcy rocznie.

Równolegle do tych wydarzeń Sejm kontraktowy uznał, że nie zajmie się wnioskiem Senatu przed wyborami. W ten sposób sprawa przeszła w ręce pierwszego w pełni demokratycznego Sejmu I kadencji. Był niezwykle rozdrobniony. Dominowały w nim liczne małe ugrupowania prawicowe (łącznie zdobyły ponad 40% głosów), jednak znaczącą rolę odgrywały w nim również ugrupowania centrowe – liberałowie i PSL.

Stosunek rozdrobnionego Sejmu do aborcji był podobny do nastrojów w społeczeństwie. ,,Propozycja aborcji na żądanie nigdy w latach 1989-1993 nie spotkała się z aprobatą większości, sięgając […] pułapu 29%. Nie można więc zatem powiedzieć, że ustawowy zakaz aborcji był całkowicie sprzeczny z wolą społeczeństwa” – konkludował Kościelniak.

Parlamentarne prace trwały dwa lata. Na skutek zgłoszonych przez środowiska liberalne poprawek wprowadzających wyjątki od pełnej ochrony życia ustawa mimo oburzenia środowisk prawicowych (182 głosy przeciw) przybrała ostateczny kształt.

W końcu Sejm przyjął ustawę, a 15 lutego 1993 r. podpisał ją prezydent Wałęsa. W tamtym roku liczba aborcji wykonywanych w polskich szpitalach spadła do 1240.

Walka o życie czy władzę?

W tym miejscu wielu czytelników, zwłaszcza zwolenników obrony życia, może sobie zadać pytanie: dlaczego, jak sam się określił, „skrajnie lewicowy” autor napisał książkę tak bardzo zgodną z moją wrażliwością?

O ile jednak same opisy kolejnych udanych akcji partyzantki obrońców życia przeciw komunistycznemu reżimowi sprawiają dużo satysfakcji, to sposób, w jaki Kościelniak ocenia te działania i motywacje, budzi często sprzeciw.

Podstawowym powodem jest niemal całkowite pominięcie przez autora fundamentalnego poglądu przeciwników aborcji: płód to żywy człowiek, który w wyniku aborcji zostaje zabity. Czy ta ignorancja jest niezamierzona, czy programowa? Są przesłanki, które wskazują na to drugie: proaborcyjni autorzy od wielu lat przekonują, że walki o aborcję nie da się wygrać, jeśli dyskusja na jej temat będzie się obracała wokół pytania, czym albo kim jest ludzki płód.

Pogląd taki zajmuje zarówno Agnieszka Graff, którą Kościelniak poprosił o napisanie wstępu, a także on sam. Jak czytamy, ,,konsekwencją procesu konstruowania płodu jako człowieka jest jednoznaczne znikanie kobiety jako podmiotu”.

Właśnie dlatego od wielu lat zwolennicy aborcji często odmawiają dyskusji na temat statusu płodu, skupiają się na uprawnieniach kobiet. Autor zaledwie przemyka się nad włączeniem walki o ograniczenie aborcji w katalog walki o prawa człowieka. Traktuje ją jako próbę podstępnej subwersji agendy liberalnej przez Kościół, mającej na celu uprzedmiotowienie kobiet i zdobycie władzę nad nimi.

Nie zwraca w tym kontekście należytej uwagi np. na łączenie sprzeciwu wobec aborcji ze sprzeciwem wobec kary śmierci, który pojawił się np. w projekcie prof. Zolla z 1981 r., wielu działań w obronie wolności słowa, obrony praw pracowników, a także kwestii współpracy z innymi wyznaniami. Książka tylko by zyskała, gdyby autor, zachowując oczywiście swój krytycyzm, odniósł się jednak szerzej do, jak to określił, „ideologii człowieczeństwa płodu”.

Demokracja? Tak, ale dopóki nie próbuje ograniczać aborcji

Drugim problemem jest podejście autora do roli Kościoła w społeczeństwie PRL-u i III RP. Kościelniak podkreśla kluczową rolę katolicyzmu w oporze przeciw rządom Partii nie tylko jako instytucjonalnego oparcia, ale przede wszystkim jako źródła programu Solidarności.

Cytuje przy tym obficie ważnych dla polskiego konserwatyzmu intelektualistów – Michała Łuczewskiego i Dariusza Gawina. Nasze środowisko poświęciło tej kwestii tekę ,,Pressji” pt. Postmodernistyczna Solidarność.

Kościelniak krytykuje także autorów ludowych przeciw-historii, takich jak Jan Sowa, którzy jego zdaniem umniejszają stopień poparcia dla Kościoła wśród robotników. „Aby uniknąć kontrowersji lewicowa historiografia i publicystyka marginalizują katolicki charakter Solidarności” – pisze.

Autor Aborcji i demokracji wykorzystuje jednak cały arsenał postmodernizmu (Derridę, Bourdieugo, Mouffe, Bhabhę itd.), żeby uzasadnić przemocowy i totalitarny charakter wpływu Kościoła.

Jego zdaniem w transformacji ,,nie chodziło tylko o polityczną władzę Kościoła jako instytucji, ale przede wszystkim o władzę symboliczną Kościoła wynikającą z jego pozycji jako instytucji społecznego nad-ja”.

Niezależnie od istnienia bądź nieuświadomionych mechanizmów kontroli można zaryzykować stwierdzenie, że członkowie Solidarności utożsamiali się z narodowo-katolickim programem związku i nie uważali go za narzucony przemocą. Można tak sądzić, zwłaszcza że po drugiej stronie stał prawdziwy aparat opresji z pałami i karabinami.

Po prostu trudno porównywać zarzucaną przez Kościelniaka przemocowość symboliczną ze strony Kościoła do namacalnej przemocowości Partii. Mówiąc brutalnie: przemoc symboliczna jest jakąś formą przemocy, ale nie taką, jak strzelanie do Polaków.

Opresyjność władz widać nawet w źródłach książki. Autor Aborcji i demokracji cytuje wiele źródeł, takich jak raporty tajnej policji z rozpracowywania środowisk obrońców życia czy nawet stenogramy z podsłuchów.

Kościelniak pokazuje stanowisko Kościoła jako de facto antydemokratyczne, mimo iż sam pisze, że droga wprowadzenia aborcji na życzenie jest dla niego drugorzędna. Chwali w tym kontekście m.in. decyzję wprowadzenia stanu wojennego (,,wprowadzenie stanu wojennego na kilka lat zatrzymało uruchomiony w czasie karnawału Solidarności proces, który nieuchronnie zmierzał do wprowadzenia prawnego zakazu aborcji”), totalitarne rządy Lenina czy Partię wykonującą zalecenia ZSRR w 1956 r.

Autor ubolewa nad faktem ograniczenia aborcji w Polsce nawet pomimo tego, że politykę PRL-u ,,w zakresie dostępności antykoncepcji, techniki zabiegów aborcji, edukacji seksualnej i kultury życia seksualnego” określa mianem ,,fatalnej”, a cytowane przez niego ankiety przeprowadzone w 1977 r. wśród kobiet po aborcji opisywały zabieg jako ,,niehumanitarny, brutalny, bolesny, a nawet szkodliwy dla zdrowia i obciążający psychicznie”.

Rozumiem jednak stanowisko autora, tzw. prawo kobiet do decydowania o swoim ciele jest dla niego głównym kryterium sprawiedliwości, chociaż wydaje się, że taki pogląd nie stanowi koniecznej składowej światopoglądu lewicowego, a walka o prawa najbardziej pomijanych i bezbronnych istot, tj. ludzkich płodów, może być zgodna z lewicową wrażliwością. O tym zagadnieniu pisał Błażej Skrzypulec w tekście Emancypacja in statu nascendi w tece ,,Pressji” I <3 Lewica.

Tym bardziej jednak, że osoba przyjmująca tak silne ideowe stanowisko, odmienne od powszechnych poglądów na sprawę, powinna przynajmniej spróbować zrozumieć, dlaczego Kościół prowadził swoje działania wszelkimi dostępnymi w ramach demokratycznej gry sposobami, ale jednocześnie nigdy nie posunął się do ich naruszenia.

Teza o tym, że komunistyczna przymusowa emancypacja to zalążek demokracji, a Kościół to ostoja autorytaryzmu, nie broni się, przynajmniej poza przyjętym przez autora ,,skrajnie lewicowym” podejściem. Kościelniak przytacza prawdziwe powody wprowadzania aborcji na życzenie: kontrolę populacji i względy ekonomiczne, a także wpływ ZSRR.

„Przyrost demograficzny ogranicza akumulację dóbr konieczną do budowy socjalizmu” – przekonywał w 1958 r. Gomułka. W tym świetle aborcja jawi się raczej jako kolejne narzędzie komunistycznej kontroli społeczeństwa.

My stoimy tam, gdzie staliśmy, a wy tam, gdzie stało ZOMO?

Dla liberałów i centrystów Strajk Kobiet to w zasadzie reinkarnacja Solidarności. Głos ludu, wzorzec dobrego działania społeczeństwa obywatelskiego, dowód na sukces europeizacji i demokratyzacji Polski.

Ludzie niejednokrotnie legitymizujący się opozycyjnym rodowodem uważają, że temat aborcji został podstępnie narzucony społeczeństwu w latach 90. przez Kościół, który wcześniej w latach 80. ukrywał swoje poglądy w tej sprawie, a zbudowaną w ten sposób pozycję wykorzystał do bezwzględnej realizacji swoich interesów po 1989 r.

W wielu analizach przekonywali oni, że walczący z opresyjnym reżimem protestujący to największa nadzieja na pozytywną zmianę w autorytarnej, opresyjnej i patriarchalnej Polsce dziedziczącej najgorsze cechy endecji i komunizmu.

Zdaniem autora Aborcji i demokracji takie wnioski płynęły m.in. z tomu Bunt kobiet. Czarne protesty i strajki kobiet wydanego przez Europejskie Centrum Solidarności, Kontrpubliczności ludowe i feministyczne. Wczesna ,,Solidarność” i Czarne Protesty Ewy Majewskiej, a wreszcie głośnych przedstawień teatralnych 1989Solidarność. Rekonstrukcja.

Kościelniak całkowicie podważa tezę o tym, że Strajk Kobiet to nowa Solidarność. Jak czytamy, „nie ma wątpliwości, że tzw. intelektualiści w 1989 roku zdradzili robotników i socjalistyczne ideały Solidarności […]. Nie wyjaśnia to jednak faktu światopoglądowego przesunięcia się robotników na prawo. Oni już tam byli – w sierpniu 1980 roku. A razem z nimi, ramię w ramię, tzw. intelektualiści”.

W swojej ogólnopolskiej kwerendzie obejmującej dziesiątki tytułów związkowych autor znalazł zaledwie cztery (!) głosy dystansujące się od ,,ideologii człowieczeństwa płodu”. Przeciw aborcji występował zarówno Kościół otwarty, jak i liberałowie i lewica laicka.

W toku różnych inicjatyw prawną ochronę życia od poczęcia poparli m.in. Tadeusz Mazowiecki, Bronisław Komorowski, Jan Józef Lipski czy Andrzej Wajda. To nie Kościół ukrywał swoje antyaborcyjne przekonania. Świadczą o tym niezliczone przywoływane w Aborcji i demokracji inicjatywy podejmowane od 1956 r. To niektórzy liberałowie ukrywali przed związkowcami swój światopogląd.

Najlepiej oddaje to cytowany przez Kościelniaka Bogdan Borusewicz, który w Konspirze notował: „Nie wyobrażam sobie, żeby na wyborach do władz «Solidarności» wstał facet i powiedział: jestem niewierzący. Wśród kandydatów zdarzali się przecież różni ludzie, katolicy i ateiści, jednak każdy podnosił krzyż do góry. Nie było człowieka, który by powiedział: nie złożę tej przysięgi, bo jestem po prostu niewierzący”.

Z kwerendy dotyczącej kampanii do wyborów kontraktowych wynika natomiast, że kandydaci ,,S” dzielili się na tych, którzy popierali prawną ochronę życia, i tych, którzy unikali wypowiedzi na ten temat. To właśnie lawirowanie i odkładanie tematu „na potem”, a nie sprzeciw, okazało się strategią charakterystyczną dla części opozycyjnych elit, dla której obrona życia nie była pierwszoplanowym postulatem.

To m.in. dlatego prawo do życia nie zostało jednoznacznie wpisane do dokumentów programowych na pierwszym zjeździe ,,S”, po 1989 r. prace parlamentarne nad wprowadzeniem prawnych rozwiązań przeciągnęły się do 1993 r., a samo prawo zostało wprowadzone w okrojonej formie.

Czy w ogóle można więc mówić o jakiejś zdradzie ,,ideałów sierpnia” w sprawach światopoglądu? Chyba nie. Jeśli już, to były nią właśnie lawirowanie i zwodzenie zaangażowanych po stronie życia związkowców przez część opozycyjnych elit.

Historia przeciw beznadziei

Konserwatysta A.D. 2025, kiedy porusza się temat ochrony życia, ze smutkiem kiwa przecząco głową. Doświadczenia z 2020 r. napełniły go głębokim fatalizmem. Dziś lepiej omijać ten temat szerokim łukiem.

Uważa zapewne, że wobec faktu laicyzacji i utraty wpływów instytucjonalnego Kościoła sprawa jest z góry przegrana. Pojedyncze wydarzenia, takie jak odrzucenie przez Sejm projektu depenalizacji aborcji z lipca 2024 r. czy zaskakująco dobre wyniki sondaży w kwestii stosunku Polaków do aborcji na życzenie, traktuje raczej jak odroczenie egzekucji niż szansę na odzyskanie inicjatywy.

Tym większe szczęście, że za temat przekrojowego opisania historii polskiej walki o prawo do życia nie wziął się żaden prawicowiec ani centrysta, ale człowiek, który sam swoje stanowisko badawcze określił jako ,,skrajnie lewicowe”. W innym wypadku ta historia zapewne nigdy nie doczekałaby się tak kompleksowego omówienia.

„Podstawą książki są kwerendy przeprowadzone w kilkunastu archiwach państwowych. Na ich podstawie stwierdzam: historia aborcji w Polsce w latach 1956-1993 nie została dotychczas uwzględniona przez historię polityczną nie dlatego, że jej ślady nie zachowały się w państwowych archiwach, ale dlatego, że nie została uznana za istotny element przeszłości” – pisze Kościelniak.

Trzeba przyznać mu rację. Prawo do życia to dla wielu konserwatystów ,,temat zastępczy”, który odwraca uwagę od „realnych problemów”.

Pod tym względem zwolennicy aborcji starają się wyciągnąć wnioski z porażki, którą ponieśli w latach 90. Książka Kościelniaka to chyba najodważniejszy i najciekawszy przykład tych starań.

Z jego badań płynie jasny wniosek: nie da się wygrać ideowej rywalizacji, jeśli wstydzi się własnych poglądów. Naczelnym dowodem są tu działania obrońców życia, którzy dzielnie i z determinacją walczyli o sprawę nienarodzonych w PRL-u i u zarania III RP.

Oczywiście podczas lektury Aborcji i demokracji rodzi się wiele pytań. Czy rzeczywiście temat ten był tak zbywany milczeniem, jak pisze autor? Czy w swojej bezkompromisowej postawie nie dokonał nadinterpretacji niektórych niejednoznacznych poglądów jako antyaborcyjnych deklaracji? Czy na odkrycie nie czekają jakieś brakujące elementy tej układanki?

Być może warto by było, żeby historia ochrony życia doczekała się podobnego opracowania ze strony autora, który spojrzałby na nią z nieco innej strony. Autorzy krytyczni mają do pewnego stopnia rację – w oficjalnej historii pełnej bohaterów i złoczyńców rzadko da się dostrzec maluczkich, którzy ponoszą konsekwencje decyzji tych wielkich.

Czy można sobie wyobrazić kogoś bardziej bezbronnego niż ofiary aborcji – kobiety, mężczyzn, rodziny, a przede wszystkim same poczęte dzieci? Byłoby wspaniale, gdyby znalazł się autor dla takiej przeciw-historii widzianej od strony tych, dla których to nie tylko spór o symboliczną władzę, ale rzeczywista walka o życie.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.