„Duch wegetarianizmu” opęta twoje dziecko? O zagrożeniach duchowych na poważnie
Przy okazji medialnego szumu wokół aresztowania ks. Michała Olszewskiego pobocznym wątkiem sprawy stała się kontrowersyjna działalność duszpasterska kapłana. Instagramowe konta pokroju Tygodnika NIE czy Make Life Harder bezlitośnie kręciły bekę z „księdza salcesona”, który jako egzorcysta miał wypędzać z młodej dziewczyny „ducha wegetarianizmu” przy pomocy właśnie tego skądinąd smacznego kawałka mięsa. Stało się to kolejną okazją do wyśmiewania katolicyzmu jako doktryny całkowicie nieracjonalnej, magicznej i nielicującej z nowoczesną umysłowością. Szczerze mówiąc, nie dziwię się. Jednak zagrożenia duchowe – dobrze rozumiane – to nie żaden irracjonalny fantazmat. Na czym więc polegają?
Harry Potter, Hello Kitty, pierścień Atlantów, pacyfka, lista niebezpiecznych zespołów metalowych – czyż nie zdarzyło się nam natrafić na podobny katalog przedmiotów, których używanie sprowadza niebezpieczeństwo znalezienia się w zasięgu demonicznego oddziaływania?
A kontrowersje wokół Halloween? Czy dzieci przebierające się za straszne postacie, chodzące po domach z hasłem „cukierek albo psikus” na ustach nie czczą nieświadomie Lucyfera i nie ściągają na siebie duchowego niebezpieczeństwa?
Wszak założyciel Kościoła Szatana, Anton Szandor LaVey, ustanowił tego dnia jedno z najważniejszych świąt tej okultystycznej organizacji! Przypadek? Tego typu treści można było odnaleźć na wielu katolickich stronach, w kościelnych gablotach i materiałach zamieszczanych na YouTubie przez katolickich videoblogerów.
„Opętana kobieta miała w sobie duchy wegetarianizmu”
Ostatnio jednak najgłośniej na temat zagrożeń duchowych zrobiło się w związku z aresztowaniem ks. Michała Olszewskiego. Przy tej okazji wypłynęły do wiadomości publicznej elementy duszpasterskiego nauczania kapłana. Ks. Michał Olszewski na łamach książki Egzorcyzm. Posługa miłości wydanej przez wydawnictwo eSPe podzielił się historią na temat dość osobliwego egzorcyzmu:
„Opętana kobieta miała w sobie duchy wegetarianizmu. Zapytałem więc, jaka jest przeszkoda do wyjścia, a duchy odpowiedziały: «Nie nakarmisz jej mięsem». Wtedy poprosiłem księdza, który modlił się razem ze mną, żeby przyniósł kiełbasę, na co Zły zaczął wołać: «Nie, tylko nie kiełbasa, nie waż się ty klecho».
A wtedy mi się przypomniało, że całkiem niedawno mieliśmy świniobicie, więc mamy też salceson, który jest jeszcze bardziej obrzydliwy dla wegetarian. Powiedziałem więc do księdza: «Przynieś salceson, nie kiełbasę». Wtedy Zły zaczął krzyczeć: «Nie, błagam, nie».
I sam zwrócił się do tego kapłana: «Słuchaj, proszę cię, bądź człowiekiem, nie idź po ten salceson. Ale on go nie posłuchał i zrobił to, o co prosiłem. Następnie rozkazałem duchowi jeść i po dwóch wepchanych na siłę kawałkach salcesonu duchy wegetarianizmu wyszły”.
Co prawda, ks. Michał Olszewski potem tłumaczył się, że wcale nie wypędzał demonów salcesonem, a z tym „duchem wegetarianizmu” to nie było na poważnie. Natomiast przekaz poszedł jasny. Do katalogu katolickich przestępstw wobec racjonalności doszło kolejne. Beka, ci katolicy to jednak naprawdę są niepoważni!
Pamiętam, że niegdyś miałem okazję rozmawiać z pewnym częstochowskim egzorcystą na temat jego pracy. Powiedział mi mniej więcej coś takiego: „Praca egzorcysty niewiele ma wspólnego z tym, co pokazuje się w kulturze popularnej. Bardzo często jest to żmudna i wieloletnia dłubanina z ludźmi, u których kwestie potencjalnego oddziaływania demonicznego, mieszają się z głębokimi traumami, uzależnieniami czy chorobami psychicznymi.
Taka praca wymaga szczerej i dobrej współpracy z psychiatrami i psychoterapeutami. Tu nie ma żadnej magii. Większość ludzi, którzy do mnie przychodzą, nie są opętani. To po prostu często straumatyzowane, chore i bardzo cierpiące osoby. Potrzeba dużo ostrożności i wrażliwości”.
Duchowość poza nawiasem racjonalności
Zostawmy jednak samą kwestię egzorcyzmów. Chciałbym zwrócić uwagę przede wszystkim na koncept „zagrożeń duchowych”. Powszechnie kojarzony z listą niebezpiecznych zespołów metalowych i innymi wspomnianymi przeze mnie na początku przedmiotami/symbolami .
Kolejny przejaw irracjonalności katolicyzmu? No nie do końca. Zagrożenia duchowe są realne. Problem w tym, że zatraciliśmy – katolicy również – znaczenie tego, czym właściwie duchowość jest.
Fundamentalny problem polega na tym, że sprawy ducha zostały w pewnym momencie wyłączone poza obręb tego, co jest uznawane za poznawalne przez rozum i w związku z tym podlega obiektywizacji.
Symboliczne pod tym względem jest satyryczne dzieło Immanuela Kanta zatytułowane Traume eines Geistersehers (co można przetłumaczyć jako Sen widzącego duchy) poświęcone szwedzkiemu mistykowi Emanuelowi Swedenborgowi, który miał doświadczyć m.in. wizji Sądu Ostatecznego.
Kant ironicznie wykorzystał przykład mistyka, by zdezawuować dziedzinę wiedzy, jaką jest metafizyka. Filozof z Królewca miał powiedzieć, że Swedenborg jest bardziej godny wiary niż „naukowy metafizyk”.
Metafizyka jako racjonalny, systematyczny, używający zasad logiki namysł nad przyczynami i strukturą tego, co istnieje, została przez Kanta zanegowana. Filozof pokazywał w swych dziełach, że nie da się naukowo stwierdzić istnienia Boga czy nieśmiertelnej ludzkiej duszy. Roszczenia Kartezjuszów, Leibnizów i innych metafizyków, by za pomocą rozumu tego dokonać, są bezpodstawne.
Owszem, sensownie jest postulować istnienie Absolutu i nieśmiertelnej duszy dla uzasadnienia moralności (bez Boga i koncepcji indywidualnej odpowiedzialności trudno jest ją utrzymać), ale w sposób naukowy poznać można jedynie prawa przyrody i matematyki.
Oczywiście Kant jest tu pewnym symbolem, a owo zawężanie dziedziny racjonalności nieco bardziej złożonym i skomplikowanym procesem. Wyłączenie duchowości poza rozumowy namysł pogłębił XIX-wieczny pozytywizm, który za naukowe uznał tylko to, co da się wyprowadzić z empirycznych obserwacji.
Od tej pory metafizyka zaczęła być utożsamiania z mistyką albo poezją. Czymś, co nie podlega racjonalnemu oglądowi i jest jedynie subiektywną fantazją. Skoro zaś metafizyka jest nieracjonalna, to trudno, by i duchowość (oparta wszakże o wywodzone z metafizyki pojęcia osoby, struktury ludzkiego bytu i absolutu) mogła być oparta o jakieś systematyczne dowodzenie.
Duch to nie krasnoludki ani aniołki na chmurkach
W klasycznym ujęciu duchowość opierała się na rozumowo ukonstytuowanej wizji świata i oznaczała – w największym skrócie – proces integralnego rozwoju człowieka ku doskonałości wynikającej z jego własnej natury. Wiedzieli o tym Grecy, Rzymianie, wiedzieli i wiedzą również chrześcijanie.
Człowiek – według Platona i Arystotelesa – składający się z komponentów materialnych (ciała) i z jeszcze ważniejszych niematerialnych (intelektu, który był utożsamiany zarówno przez Greków, jak i potem – częściowo – przez chrześcijan z duszą) – osiąga swój rozwój, żyjąc według praw „wyższych części duszy”. Im zgodniej z rozumem i rozpoznanym przez niego porządkiem żyje, tym piękniej rozkwita.
Krótko mówiąc, duchowość i rozwój duchowy to stawanie się coraz bardziej człowiekiem przez pracę nad sobą w celu realizacji swojej natury. Natura zaś nie oznaczała zestawu występujących spontanicznie skłonności i zaobserwowanych zachowań, lecz rozpoznany przez rozum cel.
Natura mówi nie o tym, jaki człowiek jest, ale jaki tkwi w nim potencjał i jaki w związku z tym powinien ostatecznie być. Mówi o celu, a nie o status quo. Chrześcijanie do tego konceptu dodali, że owym celem jest „stawanie się bogiem poprzez uczestnictwo w Jedynym Bóstwie” przy pomocy łaski.
Jeżeli tak rozumiemy duchowość, to zmienia się zupełnie spojrzenie na istotę zagrożeń duchowych. Zagrożeniem duchowym będzie bowiem wszystko to, co degraduje nas w człowieczeństwie i oddala osiągnięcie dojrzałości.
W tym ujęciu większym zagrożeniem niż wegetarianizm (abstrahując od tego, czy w ogóle można nazwać go zagrożeniem) jest śmieciowe jedzenie, które szkodzi naszemu ciału i w konsekwencji obciąża ducha. Będzie nim też nadmierne korzystanie z mediów społecznościowych, które mogą upośledzać zdolność do skupienia, abstrakcyjnego myślenia oraz izolować od bezpośrednich relacji międzyludzkich.
W tym ujęciu większym zagrożeniem będzie Tinder wtłaczający w nas przekonanie, że zawsze gdzieś za rogiem czeka na mnie lepsza alternatywa, ten „lepszy model”. Tinder sprowadzający relacje międzyludzkie do quasi-rynkowego wybierania spośród konkurencyjnych produktów, co może skutkować (nie musi, znam małżeństwa, które poznały się na Tinderze) niezdolnością do wejścia w związek.
W końcu zagrożeniem duchowym – i to chyba najpoważniejszym, bo nie bez powodu św. Tomasz stwierdził, że lepiej zgrzeszyć ciężko niż pychą – może być przekonanie, że sukces, który osiągnąłem, jest wyłącznie moją zasługą, zaś inni są leniuchami i słabeuszami niegodnymi mojego szacunku.
Jednak, co warto podkreślić, możliwość realnego oddziaływania „ciemnej strony” sfery nadprzyrodzonej to nie bajka. Słuchanie muzyki metalowej może być np. wstępem do zainteresowania okultyzmem. Nie dzieje się to jednak na zasadach magiczno-automatycznych, ale dlatego, że naturalnym odruchem ludzkim jest głębsze wchodzenie w interesujący nas obszar. Tematyka okultystyczna jest istotną częścią takich gatunków, jak black czy death metal.
Pamiętam – jako były miłośnik ekstremalnego metalu – wywiad z wokalistą polskiego zespołu Azarath. Muzyk przyznał się do udziału w okultystycznym rytuale, który zmienił jego myślenie na temat postaci Szatana. Do tej pory traktował go tylko jako symbol buntu przeciw opresyjnemu chrześcijaństwu. Po seansie zrozumiał realność demonicznej rzeczywistości.
Znów warto podkreślić, że tego typu zagrożenia duchowe nie obejmują nad nami kontroli w sposób magiczny. Trzeba naprawdę intencjonalnie zacząć się parać czarną magią, a nie obejrzeć Harry’ego Pottera czy kupić dziecku plecak z Hello Kitty. Nie dajmy się zwariować.
Powrót fatum
Żeby nie zabrzmieć zbytnio paternalistycznie wobec moich braci katolików, chcę wyraźnie podkreślić, że uleganie quasi-magicznemu myśleniu na temat zagrożeń duchowych nie jest specyfiką jedynie zaangażowanych religijnie chrześcijan. Jest to trend obecny w całej kulturze. Znakomicie to zjawisko opisuje Tomasz Stawiszyński w swojej najnowszej książce Powrót fatum.
Zauważa on, że dzisiejszy wzrost mody na astrologię, horoskopy czy innego rodzaju quasi-ezoterykę (jednocześnie powszechną i bezwzględnie monetyzowaną przez mechanizmy kapitalistyczne) jest wynikiem rozpadu spójnej wizji świata i związanego z tym braku bezpieczeństwa. Człowiek potrzebuje mitu, religii, czegoś, co uczyni świat względnie zrozumiałą całością i da poczucie kontroli nad rzeczywistością.
Magiczne myślenie o zagrożeniach duchowych, które mają być przenoszone przez przedmioty i symbole, przypomina próby przewidywania przyszłości za pomocą kart tarota czy ułożenia gwiazd. Świat, w którym Hello Kitty czy Harry Potter są narzędziami Szatana, jest światem – może to zabrzmieć paradoksalnie – bezpiecznym. Wiadomo, gdzie jest zło i czego należy unikać, by osiągnąć zbawienie. Wiadomo, co robić, by spać spokojnie.
Kościół, który zazwyczaj mocno zwracał uwagę na racjonalność i uporządkowanie swojej teologii, powinien dziś uważać, by jego przekaz nie ulegał magicznym tendencjom. Zdrowa katolicka duchowość, opisywana chociażby przez Katechizm Kościoła Katolickiego, ma wszelkie narzędzia do tego, by w irracjonalne pułapki nie wpadać. Wystarczy zajrzeć do skarbca własnej Tradycji. I zachować zdrowy rozsądek.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
