Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Smartfony, rodzice i schodki nad Wisłą. Czemu pokolenie Z jest inne?

Smartfony, rodzice i schodki nad Wisłą. Czemu pokolenie Z jest inne? kadr z teledysku "Schodki"; źródło: https://www.youtube.com/watch?v=AjrtRgZdzgU

W numerze Pressji poświęconym pokoleniu Z sporo mówiliśmy o problemach tej generacji wywołanych przez smartfony czy media społecznościowe. Jean Twenge w swoim wywiadzie wskazywała dodatkowo na nadopiekuńczych rodziców, nie pozwalających samodzielnie wykształcić swoim dzieciom kompetencji społecznych. Warto wrócić na chwilę do tych rozważań i uzupełnić je koncepcją „trzeciego miejsca” Raya Oldenburga.

Jak zrozumieć zetki?

W dyskursie o pokoleniu Z non stop spotykamy się z postrzeganiem współczesnych młodych ludzi przez pryzmat doświadczeń i przeżyć pokolenia ich rodziców. Taka postawa ma uzasadnienie w stosunku do generacji wcześniejszych, bo wówczas wywołane technologią zmiany społeczne zachodziły znacznie wolniej.

Jednak dziś przyśpieszający rozwój technologiczny spowodował, że warunki życia każdego kolejnego pokolenia są drastycznie inne niż poprzedniego. Inna jest również otoczka kulturowa w postaci przekazów i narracji docierających do młodych ludzi, a co za tym idzie, również ich codzienność.

Jeśli więc chcemy zrozumieć zetki, kluczowa jest odpowiedź na pytanie, co robią w swoim życiu? Jak jest ich codzienność? Aby to zilustrować, podam pewien przykład.

W okresie ostatnich wyborów parlamentarnych wielu dziennikarzy i socjologów zastanawiało się nad fenomenem popularności Sławomira Mentzena w grupie wiekowej 18-30 lat. Niezależnie od tego, jaka ona była, warto zdać sobie sprawę z jednej kwestii. O wiele ważniejsza od głoszonych przez Mentzena poglądów jest sytuacja życiowa jego słuchaczy.

Czy słuchają go „młodzi bossi”, którzy zarabiają pieniądze na kryptowalutach i chcą jak najmniej oddać skarbówce? A może wyborcami Mentzena są pozbawieni poczucia sensu życia, zakompleksieni i uzależnieni od internetu incele, którzy zastępczy sens odnajdują w liderze Konfederacji? Czy też słucha go typ imprezowicza, którego pociąga wizerunek polityka pijącego piwo i nagrywającego śmieszne tiktoki? Każda z tych hipotez ma znaczący wpływ na nasze postrzeganie elektoratu Konfederacji. I dlatego ustalenie codzienności generacji Z jest kluczowe.

Najmniej samodzielne pokolenie w historii Ameryki

Światło na sprawę może rzucić artykuł The Decline in Adult Activities Among U.S. Adolescents, 1976–2016, opisujący te aktywności nastolatków, które typowo są przypisywane dorosłym. Mowa tu o czynnościach takich jak: robienie prawa jazdy, picie piwa, podejmowanie pracy, chodzenie na randki, wychodzenie z domu bez rodziców czy uprawianie seksu. Wybrałem akurat to badanie, ponieważ obejmuje ogromną próbę badawczą w długim przedziale czasu. Opiera się na grupie 8,5 miliona nastolatków w Stanach Zjednoczonych na przestrzeni 40 lat. Główną autorką badania jest psycholożka Jean Twenge, która udzieliła wywiadu dla ostatniego numeru Pressji.

Prawie każda z wyżej wymienionych aktywności była w ostatnich dekadach podejmowana przez amerykańskich uczniów coraz rzadziej. W latach 1976-79 około 76% uczniów amerykańskiej 12. klasy (odpowiednik naszej klasy maturalnej) kiedykolwiek w dotychczasowym życiu podjęło się pracy zarobkowej. W 2016 roku odsetek ten spadł do 57%. W latach 70. tylko 7% uczniów wychodziło bez rodziców mniej niż raz w tygodniu, natomiast w pierwszej dekadzie XXI wieku odsetek ten wyniósł 15%, co oznacza ponad dwukrotny wzrost.

W momencie rozpoczęcia badania 93% uczniów 12. klasy spróbowało kiedykolwiek alkoholu. Obecnie jest to 67%. Nie mówimy tutaj o regularnym piciu, tylko o spróbowaniu alkoholu chociażby raz w życiu. Jeśli chodzi o okazjonalne picie piwa, w latach 1985-89 deklarowało je 63% uczniów, natomiast w 2016 roku odsetek ten spadł do 35%.

Liczba uczniów, którzy nigdy nie byli na randce, również wzrosła. W 1976 r. było ich tylko 14%, natomiast pod koniec badania już 37%. Spadki dotyczą także uzyskiwania prawa jazdy czy uprawiania seksu. Czy analogiczne trendy występują również w Polsce? Z czego ten spadek wynika i jak go należy ocenić?

Procent amerykańskich uczniów 12 klasy (odpowiednik polskiej klasy maturalnej – przyp. red.), którzy mają prawo jazdy, kiedykolwiek próbowali alkoholu, poszli na randkę lub pracowali za pieniądze, w latach 1976-2016 (Twenge and Park 2017).

Rodzice, którzy zbyt mocno dbają o swoje dzieci

Wszystkim czytelnikom ostatniego numeru Pressji znany jest koncept mediów antyspołecznościowych. Social media takie jak Facebook, TikTok czy Instagram, pozornie mające ułatwiać relacje społeczne, de facto je utrudniają. Algorytmy tych aplikacji mają nas zachęcać do spędzania w nich jak największej ilości czasu, jednocześnie nas uzależniając. W rezultacie przechodzimy ze świata rzeczywistego do wirtualnego. Media społecznościowe stają się zapełniaczem czasu, oferując sztucznie wytworzone emocje. Z tego powodu coraz więcej osób woli zostać w domu i samotnie korzystać z internetu niż spotykać się w realnym świecie z koleżeństwem.

Ale to zjawisko nie jest tak proste, jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Na pewno istnieją osoby, które, gdy staną przed wyborem pójścia na imprezę albo spędzenia czasu surfując po internecie,  wybiorą to drugie, gdyż krótkoterminowo zapewnia mniej stresu i szybszą dopaminę.

Jednak trend ograniczania aktywności nastolatków zaczął się już 20–30 lat przed upowszechnieniem korzystania z sieci. Co prawda nasilił się w latach 2006–2016, czyli w okresie boomu na internet, jednakże typowanie internetu jako głównej przyczyny spadku aktywności jest niepotwierdzone w statystykach.

Chwilę uwagi chciałbym poświęcić rodzicom, którzy mają kluczowy wpływ na rozwój społeczny młodych ludzi. To oni są odpowiedzialni za socjalizację pierwotną, pokazując dzieciom wzorce postępowania w relacjach społecznych. Rodzice mogą zachęcać do różnych aktywności lub przeciwnie – zakazywać ich czy przynajmniej do nich zniechęcać. Aby lepiej przeanalizować kwestie wchodzenia w dorosłość, można wyodrębnić dwa modele wychowawcze.

Pierwszy to wczesne wprowadzanie dziecka w dorosłość. W tej strategii rodzice wycofują swoją pomocą i opiekę, aby ich dzieci szybciej dorosły. Potomstwo musi już w młodym wieku znaleźć pracę, zbudować relacje bez pomocy rodziców oraz zdobyć potrzebne kompetencje, takie jak prawo jazdy. Wszystko po to, aby przetrwać w świecie dorosłych.

Drugi model odpowiada podejściu zachowawczemu. Rodzice są bardziej zaangażowani w proces dorastania swoich dzieci. Przedłużają im okres bezpieczeństwa poprzez wydłużanie czasu edukacji, zapewnienie  zajęć dodatkowych, wysokie kieszonkowe czy finansowanie wspólnych wyjazdów wakacyjnych. W tym modelu dzieci nie czują presji, aby szybko nabyć typowe dla dorosłych umiejętności, gdyż nie są im do niczego potrzebne.

Spadek aktywności typowych dla dorosłych jest objawem popularyzacji modelu zachowawczego kosztem modelu szybkiego wchodzenia w dorosłość. Można wyodrębnić trzy główne przyczyny tego zjawiska.

Zamożność, liczba dzieci czy wiek rodziców?

Pierwsza pierwszą z nich jest zwiększenie generalnego dobrostanu społeczeństwa. Prawie we wszystkich krajach zachodnich od lat 70. XX wieku wydłużyła się średnia długość życia, zwiększył dostęp do edukacji oraz średnie dochody na jednostkę. Z tego powodu coraz mniej osób musi walczyć o przetrwanie Coraz więcej rodzin czuje względną stabilność finansową, więc może ze spokojem patrzeć na swój domowy budżet na kolejne lata.

W takich rodzinach dzieci nie muszą od razu po osiemnastce zaczynać przynosić pieniędzy do domu. Dzięki temu rodzice w ogóle mają ekskluzywną możliwość wyboru. Zaspokajanie najpilniejszych potrzeb ekonomicznych przestaje być dla nich głównym kryterium przy podejmowaniu decyzji co do przyszłości swojego dziecka.

Dodatkowo w tej sytuacji rodzice mają bardziej ambitne i długoterminowe oczekiwania wobec swoich dzieci. Chcą, aby w przyszłości żyły one na podobnym lub wyższym poziomie niż oni sami.  Dlatego preferują wydłużanie ich ścieżki edukacyjnej. Choć ta strategia może nie przynosić natychmiastowych korzyści na rynku pracy, to w dłuższej perspektywie zwiększa szanse na osiągnięcie wyższego poziomu życia.

Drugim zjawiskiem, które wpływa na wzrost popularności modelu zachowawczego, jest zmniejszanie się wielkości rodzin. Kiedyś większość z nich liczyła trójkę – czwórkę dzieci, a obecnie zaledwie jedno – dwoje.

Gdy rodziny były liczniejsze, rodzicom było trudniej skupić znaczną ilość zasobów i uwagi na jednym dziecku. Trudno było sfinansować edukację wszystkich dzieci, opłacać korepetycje czy wyjazdy na studia. W takich rodzinach model, w którym starsze dzieci szybciej podejmowały pracę lub przejmowały obowiązki domowe, ułatwiał rodzicom opiekę nad młodszymi pociechami.

W dzisiejszych rodzinach sytuacja wygląda inaczej. Rodzicom jest znacznie łatwiej „inwestować” w edukację dzieci, ponieważ przy mniejszej ich liczbie sumaryczny koszt jest niższy.

Mogą także poświęcić więcej czasu i pieniędzy na każde z nich. Dodatkowo pojawiają się nowe oczekiwania. Wychowanie jednego-dwójki dzieci staje się głównym źródłem satysfakcji życiowej rodziców i spełnienia ich marzeń o pozostawieniu po sobie jakiejś spuścizny. Rodzice wiedzą, że nie będą mieli kolejnych dzieci, więc jest to ich jedyna szansa, aby zrealizować swoje ambicje. Pojawia się też presja otoczenia, aby wychować te dzieci w jak najdoskonalszy sposób.

W rodzinach wielodzietnych oczekiwania rodziców są bardziej „zdywersyfikowane”. Nic szczególnego się nie stanie, jeśli nie wszystkie dzieci pójdą drogą spełniania marzeń swoich rodziców. Dlatego nie muszą oni poświęcać aż tak dużej uwagi każdemu dziecku i chronić go przed wejściem w dorosły świat.

Trzecim trendem jest odkładanie decyzji o posiadaniu dzieci. Moment, w którym rodzice decydują się na pierwsze dziecko, jest coraz bardziej przesuwany w czasie. W latach 70. XX wieku średni wiek początkującej matki wynosił 22 lata, natomiast obecnie wynosi on 28,5 roku. Wiele osób decyduje się na dzieci dopiero po trzydziestce.

A im starsi są rodzice, tym większe mają doświadczenie życiowe. Mają ustalone nawyki i ugruntowane spojrzenie na świat. Są bardziej ostrożni. Nie dziwi więc, że w testach psychologicznych osoby starsze wychodzą na bardziej zachowawcze i konserwatywne.

Nie chodzi tu o konserwatyzm w sensie politycznym (choć ta zależność również występuje), ale o mniejszą otwartość na nowe doświadczenia i ryzyko. Tacy rodzice mniej chętnie zgodzą się, aby ich syn lub córka „wyszli na miasto” albo zaczęli samodzielnie jeździć samochodem, chcąc uniknąć związanego z tym ryzyka.

A może to dobrze, że zetki są mniej aktywne życiowo?

 Można by powiedzieć, że spadek dorosłych aktywności jest pozytywny dla nastolatków. Przecież alkohol jest szkodliwy nawet w małych ilościach, podobnie niewskazana jest przedwczesna aktywność seksualna. To dobrze, że młodzi ludzie nie podejmują ryzyka. Zamiast imprezować mogą spędzić czas w domu i skupić się na nauce, co zaprocentuje w przyszłości. Jednak tę argumentację należy zdecydowanie odrzucić.

Cechą wspólną badanych aktywności jest wzmocnienie statusu społecznego oraz rozwijanie relacji towarzyskich jako takich. Czy to w sposób bezpośredni, poprzez wychodzenie bez rodziców, uprawianie seksu i chodzenie na randki, czy też pośredni, poprzez picie piwa (bo browar pije się raczej z kimś niż samemu) lub wyrabianie prawa jazdy, żeby z przyjaciółmi wyjechać na wakacje.

Spadek aktywności społecznych wśród nastolatków jest negatywnym zjawiskiem, gdyż właśnie w tym wieku uczą się oni dojrzałego wchodzenia w interakcje z innymi ludźmi, zawierania i budowania znajomości, itp. Te umiejętności pozostają z nimi na całe życie.

Nie dom, nie szkoła, lecz „trzecie miejsce”

Chciałbym tu wprowadzić koncepcję trzeciego miejsca, stworzoną  przez Raya Oldenburga. Oprócz domu i pracy wyróżnia on trzecie środowisko, od nich niezależne. Trzecie miejsca charakteryzuje się nieformalnym charakterem. Opiera swoje funkcjonowanie na luźnej, niezobowiązującej rozmowie pomiędzy dobrze znającymi się osobami – stałymi bywalcami. To miejsce ma zapewnić odprężenie zarówno od spraw rodzinnych, jak i zawodowych. Przykładami trzecich miejsc są puby, kawiarnie czy siłownie.

Trzecie miejsce pomaga utrzymać higienę psychiczną, ponieważ izoluje od negatywnych bodźców pochodzących z pracy i domu. , Pozwala zapomnieć o obowiązkach i spojrzeć na nie z trochę innej perspektywy. Powoduje, że możemy zachować równowagę w swoim codziennym życiu i lepiej funkcjonować.

Schodki, o których śpiewa Mata w singlu, można uznać za przykład trzeciego miejsca. Raper podkreśla, że to symbol przeżywania młodości, niezwiązany wyłącznie z Warszawą (kadr z teledysku „Schodki”).

Dla młodych ludzi trzecie miejsce nie jest konkretną lokalizacją. Nastolatkowie rzadko mają jakiś pub czy kawiarnię, gdzie regularnie się spotykają. Ich miejsce wypadu jest często ruchome, są nim domówki, wspólne wyjścia po szkole czy boisko. Pełnią one szczególnie istotną rolę dla młodych ludzi, którzy nie mają jeszcze wykształconych mechanizmów radzenia sobie ze stresem. Dzięki „dobrej chemii” z kolegami, uczniowie mogą zniwelować negatywne emocje związane ze szkołą czy domem. Dodatkowo mogą zawsze liczyć na wsparcie od swoich rówieśników.

Co więcej, stres i różne negatywne emocje utrudniają proces uczenia się i zapamiętywania. Nie dziwi więc fakt, że dobre relacje z rówieśnikami o wiele lepiej korelują z osiągnięciami w nauce niż dobre relacje z rodzicami czy nauczycielami. To właśnie kolega z ławki, z którym można „pójść na miasto”, a nie rodzic czy nauczyciel, spowoduje, że uczeń bądź uczennica będą mogli efektywniej wykorzystywać czas spędzony w szkole.

***

Dla nas wszystkich ważne jest, aby wspierać młodych ludzi w zdrowym rozwoju społecznym. Warto zauważyć, że choć wyniki badań z USA mogą nie do końca przekładać się na polskie realia (a w Polsce brakuje badań na tak dużą skalę), to podobne czynniki wpływające na spadek aktywności nastolatków występują w obu krajach – rewolucja technologiczna, wzrost zamożności oraz spadek dzietności.

Pomimo różnic między Polską a Stanami Zjednoczonymi, wyzwania związane z dorastaniem młodzieży pozostają zbliżone. Niska aktywność nastolatków to zanik tzw. „trzecich miejsc”. Pozostaje otwartą kwestią, na ile jesteśmy w stanie ingerować w trendy cywilizacyjne, takie jak upowszechnianie się technologii czy spadek dzietności. I czy w ogóle mamy realny wpływ na przyszłość młodych pokoleń?

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.