Obserwacja ptaków we własnej okolicy to lepsza ekologia niż blokowanie ulic
We współczesnym dyskursie ekologicznym dominuje przekonanie, że środowisko mogą zbawić tylko wielka polityka oraz skupienie się na globalnych procesach. Taka działalność jest potrzebna, jednak ten sposób myślenia pomija coś istotnego – perspektywę lokalną. Natura jest bowiem systemem naczyń połączonych, zaś ochrona przyrody zaczyna się od troski o środowisko nam najbliższe, znajomość gatunków w nim występujących i indywidualną odpowiedzialność za nie. Taką wizje ekologii przekazują nam Robert Macfarlane i Paul Kingsnorth w swoich książkach Dzikie miejsca oraz Wyznania otrzeźwiałego ekologa.
Nie ulega wątpliwości, iż obecnie problemy ekologiczne dają się we znaki znacznie dotkliwiej niż niegdyś. W wyniku coraz silniejszej ingerencji człowieka średnie temperatury na Ziemi wzrastają, a zjawiska meteorologiczne stają się coraz gwałtowniejsze i trudniejsze do przewidzenia.
Wywołuje to szereg procesów obejmujących również inne niż atmosfera elementy środowiska, które pogłębiają jego degradację. Ów skrótowy zarys mechanizmu globalnego ocieplenia wskazuje na dodatkowy aspekt współczesnych problemów ekologicznych. Okazuje się, że tworzą znacznie bardziej gęstą i skomplikowaną sieć powiązań niż sądzono.
Intensyfikacja destrukcyjnych przemian zachodzących w przyrodzie jest faktem, jednak warto się zastanowić, czy niektóre narracje proponowane przez ruchy aktywistyczne są rzeczywiście skuteczne. Dostrzeżenie integralności i kompleksowości problemów ekologicznych powinno skłonić nas do ponownej weryfikacji tych propozycji, postawienia nowych pytań.
Tego niełatwego wyzwania podjęli się m.in. dwaj autorzy – Robert Macfarlane i Paul Kingsnorth – w swoich książkach Dzikie miejsca i Wyznania otrzeźwiałego ekologa, które w tym roku ukazały się w wersji polskojęzycznej. Przemyślenia te stanowią interesujący punkt wyjścia do szerszej refleksji dotyczącej postrzegania środowiska przyrodniczego i jego ochrony.
Natura prawdę ci powie
„Wiatr się nasilał, więc schroniłem się w lesie, który rozciąga się na południe od miasta, milę od mojego domu”. Nie bez powodu takimi słowami Macfarlane rozpoczyna swoją opowieść o wyprawie w poszukiwaniu ostatnich bastionów „dzikości” na Wyspach Brytyjskich. Ów niepozorny, „bezimienny pas buczyny wieńczący niskie wzgórze” jest w pewnym sensie symbolem inicjacji procesu kształtowania się wrażliwości ekologicznej.
Prosty zachwyt nad naturą, przywodzący na myśl radość dzieci bawiących się nad rzeką, w ujęciu autora Dzikich miejsc ma charakter lokalny. Najbliższe skrawki zieleni to pierwsze miejsca, które wzbudzają w człowieku podziw wobec natury.
Macfarlane penetrujący buczynę już jest, rzecz jasna, osobą dojrzałą o wysoko rozwiniętej wrażliwości na przyrodę, jednak to właśnie w tym miejscu otwiera się przed nim nowy etap – rodzi się w nim chęć dalszej i głębszej penetracji. Pisarz zachęca swoją postawą także czytelnika do wyruszenia w nieznane, weryfikacji własnego sposobu myślenia o przyrodzie w terenie.
Bukowy las ma dla autora jeszcze dodatkowe znaczenie. To swego rodzaju „świątynia dumania”. Czytając Dzikie miejsca, można wnioskować, iż wyciszenie oraz próba powstrzymania towarzyszącego rutynie niespokojnego strumienia myśli jest kluczem do pełniejszego zrozumienia środowiska przyrodniczego, a także zrozumienia swojego miejsca w nim, wsłuchania się w specyficzny język, którym planeta do nas przemawia.
Tę myśl Macfarlane rozwija w dalszej części książki, gdy przywołuje historię średniowiecznych mnichów celtyckich (tzw. peregrini), którzy podążali na odludne wyspy i grzbiety górskie. Opisywana praktyka służyła, jak określa to sam autor, odnalezieniu „harmonii między wiarą a miejscem, między krajobrazem wewnętrznym a zewnętrznym”.
Podobne ascetyczne nurty oddawania się kontemplacji na pustkowiach rozwijały się także w innych częściach świata, m.in. w Egipcie, gdzie działali chrześcijańscy ojcowie pustyni, a także na Dalekim Wschodzie.
Jak zauważa Macfarlane, odejście w nietkniętą działalnością człowieka przestrzeń było wyrazem tęsknoty anachoretów za boską harmonią i wiecznością, których znamiona noszą bezimienne, istniejące poza ludzką historią miejsca. Staroindyjska Mundaka Upaniszada określa takich pustelników słowami: „Ci, którzy w lesie praktykują żar ascezy oraz wiarę, wyciszeni mędrcy żyjący z tego, co im dano”.
Anachoretyczne wycofanie, zdające się tak odległe od problemów i nieustającego gwaru współczesności, można przyrównać do samotnego spaceru angielskiego pisarza po bukowym lesie – próby powrotu do pierwotnego zachwytu nad naturą.
Taka postawa wymaga zdystansowania się wobec subiektywnych przekonań dotyczących środowiska, uważności i wyciszenia. To daje szansę na niespieszne wsłuchanie się w zmysłowy język, którym krajobraz przemawia w całej swej bujności.
Jak zauważa amerykański poeta Robinson Jeffers we fragmencie swojego wiersza pt. Carmel Point (przywołuje go także autor Wyznań otrzeźwiałego ekologa), „musimy od-człowieczyć nieco nasze poglądy i zyskać pewność skały i oceanu, z których nas stworzono”.
To stan umysłu oddalający człowieka od pułapek myślenia aplikowanych każdemu przez kulturę. Mowa tutaj nie o utopijnej próbie całkowitego wyrwania się z własnego kontekstu społeczno-kulturowego, lecz osiągnięciu dystansu umożliwiającego dostrzeżenie słabości systemu.
Jednostka, która zapomina o tych ułomnościach, często dąży do nadinterpretacji i nierozważnej absolutyzacji niektórych pojęć, takich jak wymieniane przez Kingsnortha „mit postępu, ludzki centralizm oraz mit naszego oddzielenia się od natury”.
Ekologia w służbie kapitalizmu
Kontemplacja sprzyja rozeznaniu granic. Zapewnia to godne warunki życia i konsumpcji. To ważny krok, jaki można podjąć na rzecz ochrony Ziemi w swoim prywatnym życiu. Jak zauważa autor Wyznań otrzeźwiałego ekologa, postęp gospodarczy jest tożsamy nie tylko z poprawą niektórych aspektów funkcjonowania społeczeństw, ale także z kreacją nowych, sztucznych potrzeb, z których rezygnacja bynajmniej nie doprowadziłaby do pogorszenia jakości życia ludności. Trzeba bowiem pamiętać, że eskalacja konsumpcji jest główną przyczyną antropogenicznej degradacji środowiska.
Paradoksalnie gospodarka nie dąży do eliminacji myśli ekologicznej, zdecydowanie sprzecznej z biznesem. Zamiast tego próbuje dokonywać jej adaptacji na własnych warunkach w celu szybkiego skapitalizowania. To prowadzi do szeroko omawianego przez Paula Kingsnortha zjawiska greenwashingu, czyli rozmaitych ofert proponowanych na rynku, których celem ma być rzekomo ochrona Ziemi lub jakich produkcja ma minimalizować koszty środowiskowe.
W rzeczywistości jednak większość z nich to zwykłe oszustwa mające dać klientowi powód do usprawiedliwienia jego własnej konsumpcji, aby mógł bez wyrzutów sumienia zużywać jeszcze więcej dóbr niż dotychczas.
Jak zauważa pisarz, te procesy niestety dotykają również ruchów aktywistycznych walczących w obronie środowiska. Objawia się to nie tylko w kolaboracji niektórych działaczy ekologicznych z korporacjami, ale również w roszczeniowej postawie protestujących.
Wiele nurtów aktywistycznych wini za degradację środowiska (zresztą nie bez racji) polityków i wobec nich wysuwa liczne postulaty. Nie poświęca się jednak zbyt wiele uwagi refleksji autokrytycznej. Dobitnie obrazują to m.in. takie hasła, jak słynne „How dare you?!”, którym Greta Thunberg zwróciła się do światowych liderów kilka lat temu.
Za podobnymi głośnymi odezwami kryje się dość prymitywna strategia – identyfikacja wroga i próba jego eliminacji – która przynosi jednostce wyraźną satysfakcję, jakby toczyła prawdziwą wojnę przeciwko złu. Choć taka postawa czasami rzeczywiście wpływa na decyzje światowych liderów i skutkuje pozytywnymi zmianami, to jednocześnie jest wyrazem wyparcia własnej współodpowiedzialności za degradację środowiska – uczestnictwa w machinie konsumpcji, od której wpływu zależna jest cała ludzkość.
Nic nie zastąpi indywidualnego poświęcenia
Kingsnorth krytykuje tę narrację, która, jak się wydaje, bagatelizuje niewielkie, ale bardzo konkretne, prywatne przejawy troski o Ziemię. Działacze społeczni wpisujący się w ów tok myślenia koncentrują się na zabieraniu głosu w wielkich, rzekomo bardziej godnych uwagi w zglobalizowanym świecie sprawach.
Jak stwierdza autor, „w czasach, gdy walka o planetę najczęściej oznacza tweetowanie, podpisywanie petycji, pisanie na blogu i okazjonalne marsze, ta retoryka wydaje się nie tylko przesadzona, ale i zapewne przesłania wartość osobistego poświęcenia”.
Pisarz nie ma jednak zamiaru w ten sposób deprecjonować wartości aktywizmu, którego przedstawiciele przecież często wypowiadają się w kwestiach bardzo ważnych, np. pociągają do odpowiedzialności elity mające realny wpływ na gospodarkę zasobami naturalnymi. Jako wieloletni działacz ruchów prośrodowiskowych zwraca jednak uwagę na ich wewnętrzne ułomności, nie usiłuje przy tym „powiedzieć, że organizowanie się wokół polityki w ogóle nie działa, lecz że działa tylko czasami”.
Właśnie dlatego Kingsnorth również zdecydował się „zejść na peryferie”, zrezygnować z intensywnego zaangażowania w debatę publiczną i mieszkania w wielkim mieście. Przeprowadzka do niewielkiej irlandzkiej wsi była wyrazem potrzeby zmiany swojego trybu życia. Naturalnie nasuwa się pytanie, czy taka decyzja nie jest tak naprawdę ucieczką od odpowiedzialności za środowisko, którą, zdawać by się mogło, Kingsnorth realizował, gdy angażował się wcześniej jako aktywista i dziennikarz.
Choć autor wyznaje, iż częściowo był to wynik wypalenia zawodowego i bezradności, to jednak wyraźnie podkreśla celowość swoich działań – chęć prowadzenia jak najmniej uciążliwego dla środowiska prostego trybu życia.
Co więcej, dochodzi do wniosku, że po przeniesieniu się na prowincję będzie mógł dokonać wielu małych działań doprowadzających do poprawy stanu środowiska w skali lokalnej, na jakie dotąd nie miał czasu. Tak więc pielęgnuje i powiększa lasek na swojej posiadłości, sadzi warzywa, a nawet decyduje się odłączyć własną toaletę od sieci kanalizacyjnej, aby zintegrować ją z kompostownikiem.
Choć (można pokusić się tu o parafrazę słów z Wyznań otrzeźwiałego ekologa) powrót osób dających się sklasyfikować jako klasa średnia do korzeni wygląda dość naiwnie i banalnie, to autor decyzję swojej przeprowadzki traktuje jako powołanie, potrzebę zaprzestanie ucieczki przed współwiną degradacji ekosystemów.
Skupić się na tym, co lokalne
Fundamentem prostej, solidnej pracy na rzecz ochrony Ziemi jest właściwa edukacja. Mowa tutaj nie tylko o popularyzacji wiedzy dotyczącej wielkoskalowych procesów, takich jak ocieplenie klimatu, ale również znajomości podstaw nauk przyrodniczych zajmujących się opisem mniejszych składników środowiska. Do czego jednak w dobie gwałtownych, globalnych przemian przydatna jest np. umiejętność rozpoznawania liści drzew czy gatunków ptaków?
Warto zwrócić uwagę na to, że obecnie w medialnym mainstreamie dominuje (podobnie jak w narracjach kreowanych przez niektóre ruchy aktywistyczne) globalne ujęcie problemów ekologicznych. Niestety zapomina się, iż duże procesy nie są zupełnie autonomicznymi konstruktami, ale składowymi bezpośrednio wynikającymi z mniejszych elementów środowiska. Ów tok myślenia prowadzi często do nieścisłości wynikających z rozpropagowania zbyt daleko posuniętych uogólnień.
Jak zauważa profesor Jan Marcin Węsławski w artykule Obserwacje i naturaliści w czerwcowym numerze miesięcznika „Dzikie Życie”, „ten deficyt podstawowych informacji będzie nam doskwierał coraz bardziej, bo istnieje zapotrzebowanie na racjonalną ochronę przyrody, tyle, że to wymaga danych, nie tylko o chronionych charyzmatycznych gatunkach, ale o pospolitych małych «paskudztwach». […] Umiejętne obserwacje ptaków we własnej okolicy dadzą przyrodzie więcej niż blokowanie mostu”.
W tym ujęciu drobiazgowe kolekcjonowanie przez Macfarlane’a podczas własnych podróży rozmaitych odłamków skał, piór ptaków i innych drobiazgów, a następnie próba ich identyfikacji – przyporządkowania tekstury, rodzaju, gatunku, epok geologicznych – okazuje się praktyką niezwykle pożyteczną. To dzięki nim autor zaczyna rozumieć powiązania istniejące w przyrodzie Wysp Brytyjskich.
Dopiero bowiem, gdy uczymy się wnikliwej i cierpliwej obserwacji mniejszych elementów środowiska, możliwe jest pełniejsze poznanie mechanizmów rządzących procesami globalnymi.
Uważne przyglądanie się poszczególnym składnikom świata przyrody jest także przyczyną ciekawości i chęci jeszcze głębszego poznania. Macfarlane, podziwiający piękno wcześniej przywołanego skrawka buczyny, zaczyna pragnąć ujrzeć przyrodę w jej całej pierwotnej bujności.
Co ciekawe, to właśnie ten niewielki fragment zieleni daje mu nadzieję, iż pomimo licznych pesymistycznych prognoz już kilkadziesiąt lat wcześniej mówiących o rychłym i całkowitym przekształceniu środowiska Wysp Brytyjskich gdzieniegdzie zachowały się dziewicze ostoje. Faktycznie, odwiedzając kolejne miejsca polecone przez przyjaciela Rogera, znajduje ekosystemy w stanie zbliżonym do naturalnego, których obecnie antropopresja nie dotyka w wielkim stopniu.
Podróż jednak zdecydowanie poszerza jego definicję „dzikości”. Macfarlane stwierdza, iż rezerwowanie tego określenia jedynie dla poszczególnych, odległych, nietkniętych przez człowieka, wręcz egzotycznych uroczysk jest nietrafne. Nauczył się „dostrzegać inny typ dziczy, […] dzikości życia w naturze, czystej siły nieustającej organicznej egzystencji, intensywnej i chaotycznej”, która przecież działa wszędzie, gdzie tylko potrafi znaleźć warunki do rozwoju jak „zielsko przeciskające się ze szczeliny w chodniku”.
Oznacza to, że ów termin wcale nie musi zawsze łączyć się z nienaruszonymi przez człowieka miejscami. Przyroda w swej nieugiętości potrafi zaobfitować nawet na pogorzeliskach.
„Dzikość” zdefiniowana na nowo przez Macfarlane’a w ostatnim rozdziale jego książki jest pojęciem uniwersalnym, które z pewnością można utożsamiać z opisem wartości, którą przyroda sama w sobie stanowi. Należy dodać, iż degradacją środowiska jest każde działanie człowieka, jakie prowadzi do wyraźnego zakłócenia naturalnie rozwijającego się życia biologicznego lub nadmiernego przekształcenia jego środowiska rozwoju.
Właśnie dlatego tak istotna jest lokalna perspektywa ochrony przyrody, zakładająca jako priorytet rozwój takiego sposobu gospodarowania przestrzenią, aby w możliwie największym stopniu ograniczyć dezintegrację nawet najmniejszych ekosystemów. Każdy skrawek zieleni jest wartościowy.
W poszukiwaniu nowego mitu
Paul Kingsnorth wskazuje jednak, że ochrona Ziemi nie powinna zawężać się jedynie do wprowadzania w życie odpowiednich, bardziej przyjaznych środowisku praktyk. Współczesne problemy ekologiczne łączą się bowiem z kryzysem opowieści, z którym mamy do czynienia.
Pisarz wskazuje w swoich „ośmiu zasadach nie-cywilizacji” (które stały się fundamentem zrzeszenia artystów i obrońców przyrody The Dark Mountain Project), iż dominujące w mediach społecznościowych narracje są w większości pozbawionymi ciągłości tworami skonstruowanymi jedynie dla zaspokojenia chwilowych potrzeb spragnionych rozrywki użytkowników.
Autor zachęca do podejmowania prób tworzenia alternatyw – opowieści trwałych, wyznaczających nowe drogi, wyłamujących się z obowiązującego, naznaczonego konsumpcjonizmem i globalizacją porządku. Tym łatwiejsze okaże się to działanie, im szybciej uświadomimy sobie, iż mity, takie jak postęp czy oddzielenie człowieka od natury, nie są zupełnymi monolitami. To od nas zależy, czy w nie uwierzymy i będziemy dalej podtrzymywać przy życiu.
Warto więc na wzór Macfarlane’a powrócić do własnego bukowego lasu, wyciszyć się i z nową świeżością kontemplować cud życia. Ważne jest, aby zdać sobie sprawę, iż każdy z nas również jest częścią większego procesu, ekosystemu, od którego zależy jakość życia na Ziemi. Japońska poetka, Murasaki Shikibu, ujmuje to doświadczenie w słowach swojego wiersza:
Czy mogę patrzeć
obojętnie na wodne
ptaki na stawie..?
Ja przecież też dryfuję
poprzez ten nietrwały świat.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.