Transseksualiści na IO i asystentka Tuska. Weźcie sobie zróbcie przerwę od X-a!
Jak nie „rosyjska” asystentka Tuska, to tropienie osób transpłciowych w sporcie – nawet tam, gdzie ich nie ma. Komentariat w sezonie ogórkowym przypomina alkoholika, który nie mając dostępu do normalnej wódki, postanawia „nachlać się” płynem do mycia szyb. Oj, przydałoby się nam więcej refleksji, a mniej emocji nakręcanych mini wystrzałami dopaminy i noradrenaliny, które zapewnia nam uniwersum social mediów.
Sezon ogórkowy ma to do siebie, że jego główną treścią jest – wbrew nazwie – wcale nie zbieranie ogórków (bo większość z nas kupuje je w pobliskich marketach), lecz marnowanie czasu w social mediach i zajmowanie się tematami drugo i trzeciorzędnymi. W polityce nic się nie dzieje – no w sumie nie takie nic, bo to Romanowski, to Kamala, to Liban, to Wenezuela, ale z jakiegoś powodu to chwilowo aż tak nie grzeje – więc komentariat szuka sobie tematów zastępczych. A tych ostatnio nie brakowało.
Popatrzmy na sprawę asystentki Donalda Tuska. Okazało się, że pan premier zatrudnił na tym stanowisku bardzo atrakcyjną młodą kobietę z doświadczeniem w branży beauty, wrzucającą do sieci zdjęcia podkreślające jej seksapil (choć żeby to było jasne – nie są to wulgarne ani specjalnie rozerotyzowane zdjęcia), a co najgorsze mająca „jakieś” tam, nie do końca znane – a więc podejrzane – związki z Rosją.
No i nasz rozemocjonowany komentariat – głównie prawicowy – zaczął snuć wielopiętrowe hipotezy. A to, że ABW jej nie prześwietliło, a to, że Tusk jest skrajnie niekompetentny, a to znowu, że na pewno jest ruskim agentem, a to, że jego atrakcyjna asystentka jest tak naprawdę kochanką Pana Premiera i stąd wynika obniżka VAT-u dla branży beauty.
Cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak tylko podziwiać tę zdolność do snucia wielopiętrowych hipotez na bazie bardzo szczątkowych danych. Tylko w tym wszystkim szkoda mi tej biednej dziewczyny, której zdjęcia z gorliwością radzieckich przodowników pracy rozsyłał po X-ie prawicowy komentariat.
Druga sytuacja. Judoczka Angelika Szymańska, polska faworytka do medalu, przegrywa niespodziewanie w drugiej rundzie turnieju olimpijskiego z Meksykanką Priscą Acalaraz Aviti. Zaskoczenie, rozczarowanie. Na szczęście nasz główny bohater – czyli rozgrzany do czerwoności twitterowy komentariat – szybko znalazł przyczyny tej porażki, a zarazem powód do rozpętania kolejnej g***oburzy.
Jaki to powód? No bo przecież meksykanka wygląda jak mężczyzna, coś tam się nam obiło o uszy, że w boksie były jakieś machloje pod tym względzie, więc na pewno zepsuty i zgniły moralnie do cna (jak zresztą cały Zachód) MKOL, w ramach promocji agendy LGBTQ+ dopuszcza osoby transpłciowe – a tak naprawdę mężczyzn – do rywalizacji ze zwykłymi kobietami. Świat schodzi na psy, wszędzie zboczeńcy i degeneraci.
No cóż, problem w tym, że Bogu ducha winna meksykanka jest w 100% kobietą – wystarczy zajrzeć na Instagrama, zobaczyć zdjęcia zawodniczki w bikini, by wyzbyć się jakichkolwiek wątpliwości w tym względzie. A że jest silną sport-woman, z krótkimi włosami no to cóż – nie do końca wpisuje się w stereotypowe kanony urody kobiecej.
Jak tak patrzę na to, w jaki sposób funkcjonuje świat social mediów, z X-em na czele, to mam nieodparte wrażenie, że składa się on z osób w rodzaju wygłodniałych bodźców narkomanów. Skoro w sezonie ogórkowym nie „nawalamy się” aż tak o bieżącą politykę, to poszukajmy sobie czegoś w zamian! Jak nie mamy dostępu do wódki, to napijmy się chociaż płynu do mycia szyb!
Zamiast refleksji – emocjonalne reakcje. Zamiast researchu – interpretowanie szczątkowych danych własnym systemem poznawczym ukształtowanym przez społecznościowe bańki.
Zamiast myślenia wolnego – nawiązując do świetnej książki Daniela Kahnemana pt. Pułapki myślenia – myślenie szybkie, nastawione na poznawcze domknięcie, nieznoszące niepewności, niezdolne uznać, że „nie wiem, nie znam się, mam za mało danych”. No bo tu chodzi o emocje, a nie o prawdę.
Jak bardzo sztuczny i dziwaczny jest to świat, doświadczam, ilekroć odwiedzam swój dom rodzinny. Kiedy próbuję opowiedzieć rodzicom, ile to się „w moim życiu” nie wydarzyło, bo na X-ie wybuchła kolejna afera, którą przecież „wszyscy” żyją, to patrzą na mnie, co prawda z zaciekawieniem, ale widać, że nie do końca rozumieją, o co mi chodzi. Twitter to dla nich obcy świat. Zamiast na „głupotach” wolą skupić się na codziennych obowiązkach, drobnych przyjemnościach, czy uprawianiu ogródka. I mają rację.
Gdy tak patrzę na rozgrzany twitterowy komentariat, który codziennie prowadzi eschatologiczną wręcz walkę na śmierć i życie, to mam ochotę zarekomendować detoks. Usunąć X-a z telefonu. Skupić się na bieżących obowiązkach. Pójść na spacer, rower czy siłownię. Poczytać dobre książki. Spotkać się za znajomymi. Porozmawiać spokojnie na żywo z ludźmi z innych baniek. Myślę, że wszystkim nam taki detoks od informacyjnego fentanylu wyszedłby na dobre.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.