Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Nigdy, przenigdy nie zachowałbyś się jak Harvey Weinstein?

Nigdy, przenigdy nie zachowałbyś się jak Harvey Weinstein? Autorka ilustracji: Julia Tworogowska

Influencerzy seksualnie wykorzystujący swoje nastoletnie fanki. Harvey Weinstein gwałcący aktorki. Jeffrey Epstein organizujący orgie z udziałem nastoletnich chłopców i dziewczynek na swej prywatnej wyspie. Czytając tę listę zbrodni, łatwo nazwać powyższych ludzi potworami. Być może słusznie. Problem polega na tym, że wydając tego typu sądy z pozycji moralnej wyższości, łatwo przykryć brutalną prawdę o naturze ludzkiej. Taką, że „demony” tkwiące w Weinsteinie mniej lub bardziej tkwią również w nas.

Jakiś czas temu media obiegła informacja, że mocą decyzji sądu apelacyjnego w Nowym Jorku wyrok skazujący Harveya Weinsteina na karę 23 lat pozbawienia wolności został uchylony. Powód? W jego sprawie zeznawały kobiety, których zarzuty nie dotyczyły materii oskarżenia. Miało to zaburzyć cały proces. Przypomnę – ten słynny producent filmowy (współpracował m.in. z Quentinem Tarantinem) został oskarżony przez kilkadziesiąt kobiet o nakłanianie do seksu w zamian za pomoc w karierze, molestowanie seksualne, gwałt i brutalną napaść seksualną.

Wiedzę o nagłym zwrocie akcji w jego sprawie zupełnie przypadkowo zaczerpnąłem z materiału telewizyjnego, który leciał gdzieś w tle w krakowskim hotelu. Moją uwagę zwróciła jedna sprawa. Przypadkowo spotkana na ulicy kobieta zapytana przez dziennikarza o opinię na temat decyzji sądu wypowiedziała mniej więcej takie słowa: „To skandal. Nie wierzę, że ten potwór jest znów na wolności. Nie rozumiem, jak można robić takie rzeczy, jakie robił Weinstein!”. Uderzyło mnie to. Zwłaszcza niezrozumienie przyczyn zła, które się wydarzyło, połączone z ukrytym – w mojej ocenie – przekonaniem, że „ja nie byłabym do tego zdolna!”.

W ostatnim czasie usłyszeliśmy o innych przypadkach osób posiadających władzę – finansową, statusową czy też duchową – którzy wykorzystywali ją do zaspokajania swojego obłąkanego Erosa. Jeffrey Epstein, amerykański finansista, organizował na tzw. wyspie pedofilów dla siebie i swoich wpływowych znajomych orgie z udziałem nieletnich. Polscy youtuberzy nakłaniali do różnego rodzaju zachowań seksualnych wpatrzone w nich jak w zwierciadła fanki. Paweł M., charyzmatyczny kaznodzieja, okazał się seksualnym predatorem gwałcącym duchowo zmanipulowane przez niego dziewczyny z duszpasterstwa.

Przykłady, te aktualne i z przeszłości, można by mnożyć. Mają jeden wspólny mianownik. Wszyscy ci przestępcy seksualni dzierżyli jakiś rodzaj władzy. Czy to w postaci pieniędzy, czy rozpoznawalności, czy też społecznego statusu.

Wykorzystali władzę, by ci, którzy jej podlegali (często w sensie psychologicznym, a nie formalnym), zaspokajali chore fantazje swoich opresorów. Dlaczego jednak mam opory przed stwierdzeniem, że przeciętny Kowalski jest kimś istotowo niezdolnym do podobnych zbrodni?

Jak twierdził francuski historyk prawa i psychoanalityk, Pierre Legendre, zresztą za swoim bardziej znanym znajomym Jacques’em Lacanem, człowiek nie jest istotą z natury dobrą. Rodzi się w chaosie pragnień i popędów. Naturalny stan człowieka to chaos czy też, jak twierdził Thomas Hobbes, wojna wszystkich ze wszystkimi. By człowiek stał się człowiekiem, musi zostać skonstruowany przez kulturę. Najpierw w rodzinie, potem w szerszej wspólnocie. Rodzina i wspólnota stanowią dla socjalizującego się człowieka rodzaj lustra – uczą go, co jest akceptowalne, a co nie, co jest dobre, a co złe. Pozostawiają w nim piętno „symbolicznego ojca”, Wielkiego Innego – zestaw symboli, praw i znaczeń będących punktem odniesienia do tego, co dobre i złe.

Jeżeli coś na poziomie socjalizacji „nie pyknie”, łatwo bądź o nieporadnych i uzależnionych od różnych substancji i zachowań ludzi, bądź o narcystycznych despotów chcących krzywdzić i wykorzystywać innych.

Kto wie, jakie defekty wykształcili w trakcie swojego rozwoju Epstein czy Paweł M.? Kto wie, ile więcej mielibyśmy takich Stuuów czy Weinsteinów, gdyby tylko niektórzy z nas znaleźli się w „sprzyjających” okolicznościach?

Druga sprawa to oczywiście kwestia władzy. Jeśli posiada się faktycznie duży wpływ na rzeczywistość, łatwo ulec iluzji bycia bogiem (bardzo narcystycznym, dodajmy), źródłem moralności, kimś, kto jest „poza dobrem i złem”, bo sam konstruuje swoją moralność siłą indywidualnej „woli mocy”. Władza, jak dobrze wiemy, ma zdolność korumpowania. Moralnie także. Nie oznacza to, że jest z definicji czymś złym. Raczej, że wymaga wielkiego stopnia moralnej cnoty i pokory.

W końcu kwestia trzecia. Nawet gdybyśmy mieli doświadczenie najlepiej przeżytej socjalizacji, nasz „cień” jest zawsze obecny. Gdzieś kiedyś przeczytałem, że ojcowie pustyni w zaleceniach dla samych siebie i swoich uczniów odradzali pozostawanie sam na sam z „młodymi chłopcami”. Wcale nie byli homoseksualistami. Przebywając na pustyni, konfrontowali się z ukrytymi dotąd przez normalny tok życia „demonami”. Stawali twarzą w twarz z przerażającą prawdą o ludzkiej naturze. Dowiadywali się, do czego zdolny jest człowiek. Określanie się przez wielkich świętych „największymi grzesznikami na świecie” nie było wyrazem egzaltacji, ale świadectwem rzetelnie przeprowadzonej introspekcji.

Żebym był dobrze zrozumiany – mój wywód nie ma dowodzić jakiegoś moralnego determinizmu. Nie chodzi mi o to, by predatorzy seksualni nie ponosili odpowiedzialności za swoje czyny. Nic z tych rzeczy!

Chodzi mi tylko o świadomość, że „znamy siebie na tyle, na ile nas sprawdzono”. Namiętności tkwią w każdym z nas. Bez tej świadomości łatwo o to, by pokierowały nami w najmniej oczekiwanym momencie.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.