„Skrajna prawica” rządzi w Holandii. Wilders nie będzie nowym Orbánem
źródło: wikimedia commons; Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0; Geert Wilders
Po raz pierwszy w historii w Holandii ważny wpływ w rządzie będzie posiadać dotychczas izolowane ugrupowanie Geerta Wildersa. Współtworzony przez nie gabinet zapowiada szereg zmian: od bardziej restrykcyjnej polityki azylowej, przez budowę nowych elektrowni atomowych, po zapowiedź blokowania rozszerzenia UE. Przedstawiony program oznacza poważne przeorientowanie w polityce Hagi.
„Skrajna prawica” na salonach
Po upływie sześciu miesięcy od listopadowych wyborów powoli dobiega końca proces formowania nowego rządu Holandii, na czele którego stanie Dick Schoof – kandydat na premiera nominowany przez cztery partie tworzące nowy gabinet. Osoba szefa rządu in spe może stanowić zaskoczenie nie tylko dla zewnętrznych, ale również holenderskich obserwatorów.
Zresztą również on sam na konferencji, na której ogłoszono decyzję o wskazaniu go na premiera, wyznał, że nie spodziewał się powierzenia mu tej roli. Oglądając konferencję, na której ogłoszono Schoofa kandydatem na nowego premiera, można było w pewnym momencie odnieść wrażenie, że wbrew pozorom to nie on jest głównym bohaterem tego wydarzenia.
Najdobitniej zobrazował to jeden z dziennikarzy, pytając Schoofa, czy jego kandydatura nie oznacza rządów lidera eurosceptycznej i antyimigranckiej Partii Wolności (PVV) Geerta Wildersa z tylnego siedzenia.
Bo to właśnie Wilders miał w tworzeniu rządu istotną rolę. To bezprecedensowa sytuacja dla ugrupowania, które od swego powstania w 2006 r. praktycznie przez całą dotychczasową działalność (z przerwą w latach 2010–2012, gdy PVV wspierała I rząd Marka Ruttego) objęte było kordonem sanitarnym.
Od podjęcia współpracy z Wildersem odstraszał radykalnie ksenofobiczny przekaz kierowanej przez niego partii. Polacy o jego działalności usłyszeli w 2012 r. z powodu stworzenia witryny internetowej, poprzez którą Holendrzy mogli zgłaszać skargi na imigrantów z krajów Europy Środkowej i Wschodniej.
Akcja ta wywołała silne kontrowersje zarówno za granicą, jak i w samej Holandii. W kraju powszechnie znanym z politycznej poprawności taka działalność, a także postulaty zakazu sprzedaży Koranu, wyjścia z Unii Europejskiej (tzw. nexit), czy delegalizacji meczetów i szkół muzułmańskich sprawiały, że PVV pozostawała dla politycznego głównego nurtu zagrożeniem, które należy jeśli nie zwalczać, to przynajmniej ograniczać.
Taktyka ta przez wiele lat przynosiła efekty. Aż do teraz.
W wyborach rozpisanych wskutek upadku czwartego rządu Ruttego PVV złagodziła retorykę, wycofując się z najbardziej skrajnych obietnic (w tym „nexitu”), zarazem jednak zręcznie wiążąc kwestie rosnących kosztów życia oraz kryzysu na rynku mieszkaniowym z napływem imigrantów do kraju.
Równocześnie widoczna była zmiana w kampanijnych deklaracjach przywódców innych ugrupowań, wśród których szczególnie ważna okazała się zapowiedź Dilan Yeşilgöz-Zegerius – następczyni Ruttego na fotelu lidera Partii Ludowej na rzecz Demokracji i Rozwoju (VVD).
Yeşilgöz-Zegerius nie tylko nie wykluczyła współpracy liberałów z Wildersem w przyszłym parlamencie, ale uznała, że mógłby on „być premierem wszystkich Holendrów”. Okoliczności zaczęły w końcu sprzyjać „skrajnej prawicy”. Wynik przerósł najśmielsze oczekiwania: PVV zdecydowanie wyprzedziła inne partie, podwajając swoje poparcie i uzyskując aż 37 mandatów.
Ugrupowanie Wildersa stało się zbyt duże, by je ignorować. Aby dodatkowo zachęcić pozostałe środowiska do rozpoczęcia rozmów na temat utworzenia koalicji, Wilders zrezygnował z ubiegania się o fotel szefa rządu oraz porzucił część postulatów programowych swojego ugrupowania, takich jak zakaz noszenia burek czy zamykanie meczetów. Pozwoliło mu to zjednać sobie szefa Nowej Umowy Społecznej (NSC) Pietera Omtzigta, do tej pory odrzucającego kooperację z PVV.
Mozolne rozmowy koalicyjne
Wróćmy do kandydata nowej większości na premiera. Szerzej nieznany do tej pory Schoof, dotychczas urzędnik ministerstwa sprawiedliwości, wcześniej pełnił funkcję szefa wywiadu oraz szefa służb ds. bezpieczeństwa, m.in. nadzorując w tym czasie śledztwo dotyczące zestrzelenia samolotu MH17 w 2014 r.
W czynnej polityce praktycznie nie brał udziału, choć przez wiele lat pozostawał członkiem Partii Pracy. Jednak prawdopodobnie to doświadczenie w kierowaniu krajowym organem ds. imigracji zdecydowało o jego wyborze przez liderów koalicji. Ograniczenie masowej imigracji jest bowiem sztandarowym punktem programu nowej większości.
Jednocześnie proces tworzenia gabinetu wciąż się nie zakończył. Do ustalenia pozostaje wybór jego pozostałych członków. Na ten moment wiadomo jedynie, że w połowie będzie się składał z bezpartyjnych ekspertów.
Należy dodać, że choć w Holandii współpraca różnych ugrupowań pozostaje polityczną tradycją z powodu rozdrobnienia sceny partyjnej, to nawet jak na tamtejsze warunki nowa koalicja wydaje się egzotycznym sojuszem.
W jej skład poza PVV wchodzą: liberalna VVD ustępującego wieloletniego premiera Marka Ruttego, chadecka NSC oraz agrarno-populistyczny Ruch Rolnik – Obywatel (BBB). Łącznie ugrupowania te mają w 150-osobowej Izbie Reprezentantów 88 mandatów, co daje im stabilną większość.
Co prawda wciąż czekamy na sfinalizowanie rozmów na temat personaliów, niemniej już teraz zaryzykować można stwierdzenie, że fakt kontynuacji negocjacji oraz przedstawienia wspólnego programu jest sukcesem. Zwłaszcza że niewielu ten sukces wróżyło.
Wypracowany przez koalicję konsensus wskazuje na to, że polityczny przełom w Holandii staje się rzeczywistością, co potwierdzają wyniki niedawnych wyborów do europarlamentu, w których Partia Wolności mocno poprawiła swój wynik, zyskując sześciu deputowanych.
Znacznie słabsze rezultaty jej partnerów (VVD: cztery mandaty, BBB: dwa, NSC: jeden) pokazują, że pozycja Wildersa w zawiązanym sojuszu wciąż jest dominująca.
Walka z imigracją na pierwszym planie
Z planami rodzącego się gabinetu można się zapoznać w opublikowanej w połowie maja umowie koalicyjnej zatytułowanej Nadzieja, odwaga i duma. Biorąc pod uwagę dotychczasową działalność Wildersa, nie powinno zaskakiwać, że najważniejszy element programu stanowi polityka migracyjna.
W jej zakresie zapowiedziano m.in. zniesienie pozwoleń na stały pobyt dla uchodźców, wycofanie automatycznego prawa do łączenia rodzin, a także deportację uchodźców niemających zezwolenia na pobyt. Istotna jest również obietnica zwrócenia się do Komisji Europejskiej w celu uzyskania klauzuli opt-out w obszarze polityki azylowej.
Zgodnie z postanowieniami programowymi ograniczenie liczby uchodźców ma przynosić roczne oszczędności w wysokości 1 miliarda euro. Znacząco utrudniony ma zostać proces naturalizacji nowoprzybyłych – w szczególności zaakcentowano obowiązek znajomości języka niderlandzkiego oraz wprowadzenie wymogu 10 lat pobytu, po których będzie można się ubiegać o obywatelstwo.
W zakresie polityki klimatycznej rząd wykazuje dużą zachowawczość, deklarując jej utrzymanie, ale równocześnie zastrzega, że nowe, bardziej ambitne plany będą podjęte jedynie „w przypadku nieosiągnięcia założonych celów”.
Fundusz klimatyczny (utworzony m.in. w celu promowania ekologicznych rozwiązań w krajach rozwijających się) ma zostać uszczuplony o kwotę 1,2 miliarda euro; podobnie ograniczenia mają dotknąć dotacje na panele słoneczne oraz samochody elektryczne.
Jednocześnie umowa przewiduje budowę nie dwóch, lecz aż czterech nowych elektrowni jądrowych. Do rolników skierowano postulaty renegocjacji z Brukselą zobowiązań wynikających z emisji azotu oraz „rezygnacji z bardziej ambitnej strategii ochrony przyrody niż reszta Europy”.
Koalicjanci postulują zachowanie rygoryzmu fiskalnego w polityce budżetowej. Padają tu obietnice m.in. skrócenia czasu otrzymywania zasiłku dla bezrobotnych z 24 do 18 miesięcy, cięć w wydatkach na ochronę zdrowia oraz znalezienia oszczędności w obszarze edukacji na poziomie 1 miliarda euro.
Równocześnie towarzyszy temu deklaracja zwolnienia 22% urzędników zatrudnionych w administracji rządowej. Zaoszczędzone w ten sposób środki mają zostać przeznaczone na obniżki podatków oraz inwestycje, takie jak budowa 100 tys. nowych mieszkań rocznie. Realizację tej obietnicy ma ułatwić udostępnianie większej powierzchni gruntów, dodatkowo postuluje się zachęcanie prywatnych właścicieli do wynajmu mieszkań.
To nie będzie nowy Orbán
W obszarze polityki bezpieczeństwa sojusz czterech partii deklaruje dalsze wspieranie Ukrainy „politycznie, militarnie, finansowo i moralnie” w wojnie z rosyjskim agresorem. Zobowiązano się także do wydawania 2% PKB na obronność. W dokumencie pojawia się również postulat rozpoczęcia prac nad możliwością przeniesienia holenderskiej ambasady z Tel-Awiwu do Jerozolimy.
Popłoch w Brukseli może za to wywoływać szereg planów rządu dotyczących zmian w podejściu do współpracy w gremiach unijnych. Oprócz wspomnianych wcześniej postulatów zaostrzenia polityki migracyjnej oraz dużej rezerwy do realizacji europejskich planów klimatycznych koalicja zapowiada też zmniejszenie składki do budżetu UE o 1,6 miliarda euro rocznie od 2028 r.
Poważną przeszkodą w procesie dalszej rozbudowy wspólnoty może również być stanowisko nowej koalicji, zgodnie z którym Holandia „będzie niezwykle krytyczna wobec dalszego rozszerzenia UE” i nie zamierza wyrazić zgody na odejście od kryteriów członkostwa wypracowanych na szczycie w Kopenhadze w 2002 r.
Natomiast zapowiedziane bardziej protekcjonistyczne podejście w polityce rolnej będzie najpewniej oznaczać odejście od postanowień Europejskiego Zielonego Ładu.
Stawia to kwestię przyszłej współpracy Hagi z unijnymi instytucjami pod dużym znakiem zapytania. Bez wątpienia obustronne relacje nie będą tak wzorowe, jak w ubiegłych latach, gdy Mark Rutte przeważnie starał się, aby jego rząd pozostawał w unijnym głównym nurcie.
W mediach nie brak przy tym zestawień Wildersa z Viktorem Orbánem i ostrzeżeń przed postawieniem Holandii w jednym szeregu z Węgrami. Takie porównania, choć przykuwające uwagę, są jednak zdecydowanie wyolbrzymione. Owszem, holenderski polityk wielokrotnie krytykował Unię w stopniu daleko ostrzejszym niż demonizowany węgierski premier, który jest dziś dla elit unijnych symbolem wszelkich problemów.
Jednocześnie w przeciwieństwie do swego odpowiednika z Budapesztu Wilders nie będzie miał monopolu na podejmowanie decyzji. Nowy gabinet nie jest monolitem. Wprost przeciwnie: fakt, że w jego składzie znajdują się cztery dalece różniące się od siebie ugrupowania, sprawia, że szanse na przetrwanie pełnej kadencji parlamentu należy ocenić jako niewielkie.
Odmienność programów poszczególnych formacji oraz zróżnicowanie temperamentów liderów powodują, że współpraca między koalicjantami może się okazać trudna. Przywódcy pozostałych ugrupowań prawdopodobnie będą starali się poskramiać lub rozmiękczać najbardziej skrajne zapędy szefa Partii Wolności.
Nie jest zatem wykluczone, że Niderlandy przynajmniej w niektórych aspektach będą dla Brukseli partnerem, z którym znalezienie wspólnego zdania, chociaż niełatwe, pozostanie możliwe.
Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.
Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.