Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Władysław Kosiniak-Musisz. Albo grabarz, albo odnowiciel

przeczytanie zajmie 7 min
Władysław Kosiniak-Musisz. Albo grabarz, albo odnowiciel autor ilustracji: Julia Tworogowska

Tarcza Wschód – najważniejsze przedsięwzięcie rządu w kwestii bezpieczeństwa – zostało komunikacyjnie totalnie zawłaszczone przez Tuska. Jedyne, czym lider PO podzielił się z liderem PSL-u, była… odpowiedzialność za zatrzymanie polskich żołnierzy na granicy, co zbulwersowało opinię publiczną. Podział obowiązków w koalicji polega na tym, że na politycznie korzystnych tematach śmietankę spijał Tusk, a po wszystkim niewdzięczną funkcję sprzątania musi brać na siebie Kosiniak-Kamysz. Jeśli to się nie zmieni, trudno będzie rysować w jasnych barwach nie tylko przyszłość Trzeciej Drogi, ale i PSL-u.


Takiej porażki nikt nie przewidział

Z licznych analiz powyborczych najbardziej wybrzmiewa dramatyczny wynik Trzeciej Drogi, który sytuuje się poniżej 7%. Jest znacznie gorszy od najbardziej pesymistycznych scenariuszy.

Owszem, wszyscy zdawali sobie sprawę, że Trzecia Droga jest w trendzie spadkowym i trudno będzie powtórzyć procentowy wynik z wyborów parlamentarnych i sejmikowych, czyli 14% poparcia. Nikt nie spodziewał się jednak, że poparcie to spadnie o ponad połowę. Komentariat zakładał, że tak jak PiS będzie walczył z KO o zwycięstwo, tak TD będzie konkurowała z Konfederacją o brązowy medal.

Trudno było jednak prognozować, że w tej rywalizacji ugrupowanie Mentzena i Bosaka minie formację Hołowni i Kosiniaka-Kamysza spektakularnie, niczym Trzecia Droga minęła „Konfę” przed wyborami parlamentarnymi.

W efekcie TD, zamiast ścigać się z Konfederacją o puchary, znalazła się blisko strefy spadkowej wraz z Lewicą. Czarę goryczy przelewa fakt wyniku istotnie gorszego niż w niedzielnym exit poll, który dawał koalicji Kosiniaka-Kamysza i Hołowni ósemkę z przodu. Ostateczny wynik poniżej 8% oznaczałby dla koalicji w realiach krajowych nieprzekroczenie progu wyborczego.

Więcej niż słaba kampania

Słaby wynik TD jest bez wątpienia efektem słabej kampanii. Formacja ta nie miała żadnego przekonującego przekazu, który zmobilizowałby własnych wyborców. Co więcej, brakowało wspólnych spotkań liderów Polski 2050 i PSL-u.

W zasadzie trudno było więc mówić, że TD ma jakąkolwiek kampanię. Nie był to przypadek, ale konsekwencja faktu, że oba ugrupowania w tematach europejskich dzieliły zasadnicze różnice. Symbolem tych różnic było porównanie euroentuzjazmu Róży Thun reprezentującej Polską 2050 oraz deklaratywnego eurorealizmu polityków PSL-u.

Niespójna i ogólnie słaba kampania to problem taktyczny, który jedynie dolał oliwy do ognia i postawiał kropkę nad i strategicznych wyzwań stojących przed tym sojuszem. Problemy TD zaczęły się bowiem znacznie wcześniej. Kluczowe było podporządkowanie Koalicji Obywatelskiej. Podobnie jak w przypadku Lewicy Trzecia Droga nie była w stanie przekonująco odpowiedzieć na pytanie, dlaczego wyborca sprzyjający obecnej władzy miałby zagłosować na TD, a nie KO.

Po pół roku rządu Tuska ani TD, ani Lewica nie mogą się pochwalić żadnym wymiernym sukcesem, który miałby „autorski” charakter i szedłby w oczach wyborców jednoznacznie na konto koalicjantów Platformy Obywatelskiej.

Bezpieczeństwo zawłaszczone przez Tuska

Najbardziej spektakularnym przejawem porażki jest fakt, że wicepremier i szef MON, Władysław Kosiniak-Kamysz, w żaden sposób nie potrafił wykorzystać swojej funkcji, aby „budować się” na tematyce bezpieczeństwa. Bez walki oddał ten temat Tuskowi, który bezpieczeństwo umieścił na banerach i odmieniał to hasło przez wszystkie przypadki.

Chociaż lider ludowców słusznie przewidywał, że ta tematyka będzie wiodąca przez lata w polskiej polityce, to dziś trudno wskazać jakikolwiek sukces WKK na tym odcinku, który byłby z nim kojarzony. Pretekstów ku temu bynajmniej nie brakowało.

Tarcza Wschód – najważniejsze przedsięwzięcie rządu w tej sprawie – została komunikacyjnie totalnie „zawłaszczona” przez Tuska. Jedyne, czym lider PO podzielił się z liderem PSL-u, była… odpowiedzialność za zatrzymanie polskich żołnierzy na granicy, co zbulwersowało opinię publiczną.

Okazało się więc, że podział obowiązków w koalicji polega na tym, że na politycznie korzystnych tematach śmietankę spijał Tusk, a po wszystkim niewdzięczną funkcję sprzątania musi brać na siebie Kosiniak-Kamysz.

Trudno nie odnieść wrażenia, że taki podział ról wynika z braku asertywności wicepremiera. Tusk publicznie deklarował oczekiwania wobec Kosiniaka-Kamysza, by w czasie od piątku do poniedziałku przygotował projekt ustawy dotyczącej sposobu użycia broni przez polskich żołnierzy. To sygnał silnej dominacji premiera w rządzie.

Koalicjanci Tuska jak przystawki Kaczyńskiego

Problem TD nie polega tylko na deficycie sukcesów programowych czy wizerunkowych, ale też na deficycie narracyjnej odrębności. Przekaz polityków Lewicy i TD był bardzo podobny do przekazu KO, więc wielu wyborców koalicjantów uznało, że albo zostaną w domu, albo wolą zagłosować na „oryginał” niż na „podróbkę”.

Koalicjanci KO znaleźli się więc w podobnej sytuacji jak koalicjanci PiS-u z lat 2005-2007. Wchodząc do koalicji z PiS-em, Liga Polskich Rodzin i Samoobrona zapłaciły spadkiem poparcia, które w całości skonsumował PiS.

Zaskakujące, że liderzy PSL-u nie wyciągają lekcji z tamtych doświadczeń, skoro niemal zawsze pytani o potencjał ewentualnej współpracy z PiS-em właśnie te wydarzenia przywołują jako kluczowy argument przeciwko ewentualnej koalicji z partią Kaczyńskiego. Jak widać, umiejętność konsumowania przystawek to kolejna cecha, która obu zantagonizowanych hegemonów polskiej polityki bardziej do siebie zbliża, niż różni.

W przypadku TD problem jest jeszcze wyraźniejszy. Wskazuje, że dysponuje ona większym od Lewicy potencjałem budowy autonomicznej pozycji. TD posiada większą liczbę posłów, co daje większe możliwości kreowania własnej polityki.

Ani depolaryzacja, ani konserwatywna kotwica

Osobnym zagadnieniem jest niewiarygodność obu formacji w prezentowaniu się jako faktyczna, a nie tylko nominalna „trzecia droga” między Polską Tuska a Polską Kaczyńskiego. O niewykorzystanym potencjale polityki depolaryzacyjnej pisałem niedawno w artykule poświęconym Szymonowi Hołowni. Konkluzją była obserwacja, że ta polityka jest prowadzona zbyt nieśmiało i nieprzekonująco.

Kolejnym marnowanym potencjałem jest rola konserwatywnej kotwicy w rządzie. Oczywiście pierwsze skrzypce powinno w tej sprawie odgrywać PSL. Na to wskazują zarówno oczekiwania jego elektoratu, jak i partyjnych działaczy. Jedynym problemem są pomruki liberalnych salonów, które pilnują, aby żadnego odstępstwa od głównej linii nie było. Satysfakcja liberalnych mediów i samego Tuska nie powinna być dla ludowców istotnym punktem odniesienia, bo to przecież nie oni głosują na PSL.

Tak jak przykładem komunikacyjnej porażki w obszarze bezpieczeństwa jest sprawa aresztowanych żołnierzy, tak porażką na polu konserwatywnych wartości jest kwestia zdejmowania krzyży z urzędów warszawskich. Takie sytuacje to idealny prezent, aby pokazać konserwatywną tożsamość oraz w sposób zauważalny i docierający do wyborców krytycznie odnieść się do działań, które podjął Rafał Trzaskowski.

Polityków PSL-u nic by to nie kosztowało, a pozwoliło na ukazanie odrębności i skuteczności w roli hamulcowego względem „postępowych” zapędów głównego koalicjanta. Tymczasem w takich sytuacjach głos PSL-u jest mało słyszalny. Konserwatyzm ludowców staje się niebezpiecznie bezobjawowy.

Jest jeszcze nadzieja

Słaby wynik TD to więc żółta kartka, jaką wyborcy tej formacji wystawili liderom za podporządkowanie się Tuskowi. Wybory europejskie udowodniły, że dotychczasowy kurs junior partnera PO nie jest przez wyborców TD oczekiwany i doceniany. Oczekują oni od TD sprawczości i konkretnych sukcesów, których nie było.

Projekt TD znajduje się na kursie spadkowym, ale pułap wysokości nie jest jeszcze na tyle niski, aby nie dało się uniknąć zderzenia z ziemią. Szyld Trzeciej Drogi stracił na atrakcyjności, ale nie jest jeszcze za późno, aby go ratować, szczególnie że rozstaniu nie sprzyja wyborczy kalendarz. PSL nie znajdzie lepszego kandydata na prezydenta niż Hołownia, więc nie ma sensu rozwiązywać współpracy z Polską 2050 przed wyborami prezydenckimi.

Problem tego sojuszu nie polega ani na wadach konstrukcyjnych, ani braku paliwa. Zauważalnym deficytem jest za to brak sprawczości i zrozumiałych, komunikowalnych wyborcom ambicji.

Najbliższy rok powinien więc być nie czasem rozwodu między PSL-em a Polską 2050 ani próbą szukania oddzielnych strategii obu formacji, ale odwagi i postawy asertywności wobec Tuska. Potencjalne obszary takiej odrębności są już wyraźnie zarysowane, a ich obecność w wystąpieniach liderów pokazują, że są oni świadomi tej potrzeby.

Jeśli z tej oczywistej strategii nie skorzystają, będzie to oznaczać nie tylko ostateczną porażkę, ale i skromny pogrzeb. Kibice są w stanie wybaczyć porażki, ale tylko po twardej walce. Jeśli TD okaże się jednak partią białej flagi, która, żeby nie upaść, na wszelki wypadek kładzie się na podłodze, nie tylko straci wyborców, ale może zniknąć z politycznej sceny.

Paradoks polega na tym, że dziś chyba lepiej rozumie to Szymon Hołownia pomny nauczek swoich politycznych poprzedników w roli liderów „tymczasowych ugrupowań protestu”. Nastroje ludowców zdaje się uspokajać fakt, że komentariat regularnie składa do grobu „najstarszą polską partię”, a ta zawsze w wyborach sejmowych odbudowuje swoją pozycję.

To Władysław Kosiniak-Kamysz musi zrozumieć, że tym razem może być inaczej i zacząć temu aktywnie przeciwdziałać. Z pewnością chce przejść do historii jako odnowiciel polskiego centrum i akuszer nowego oblicza PSL-u, a nie jego grabarz.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.