Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna. Możesz nas wesprzeć przekazując 1,5% podatku na numer KRS: 0000128315.

Informujemy, że korzystamy z cookies. Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony.

Kontemplatycy wszystkich krajów, łączcie się!

Kontemplatycy wszystkich krajów, łączcie się! autor ilustracji: Julia Tworogowska

Jak stwierdził Byung-Chul Han, żyjemy w epoce, w której człowiek wyniszczany jest przez nadmiar bodźców. Brakuje nam nudy. Ascezy od informacji przychodzących z zewnątrz. Miejsca na bezinteresowne patrzenie i radość. Film Perfect Days jest dla mnie twórczym zobrazowaniem tez niemieckiego filozofa. I dowodem na to, że współczesny człowiek jest zdolny do rzetelnej autorefleksji.

Tokio. Czas współczesny. Hirayama, mężczyzna w średnim wieku, codziennie wczesnym rankiem zrywa się ze swojego materaca znajdującego się w skrzętnie uporządkowanym pokoju i rusza do pracy. Codziennie ten sam rytuał: pobudka, mycie zębów, zakup kawy w puszce ze znajdującego się tuż obok jego mieszkania automatu i podróż do pracy.

„Ciekawy” jest zawód, który wykonuje Hirayama. Jest on bowiem… czyścicielem publicznych toalet. Zawód – zgodzimy się wszyscy – bardzo pożyteczny dla społeczeństwa. Jednak niezbyt kojarzący się z samorealizacją czy nawet obecną w katolickiej nauce społecznej koncepcją pracy jako realizacji godności człowieka, nieprawdaż?

Hirayama jadąc do pracy, mija dzieła ludzkiej cywilizacji. Budynki, wieżowce, namalowane z geometryczną harmonią pasy na drogach. Mija także twory natury – a może jej Stwórcy? – patrzy na ludzi, z którymi codziennie styka się w swej pracy. Widzi przebranego za „człowieka-drzewo” szalonego nędzarza, obserwuje młodą kobietę o głęboko smutnych oczach.

Każdy dzień z życia Hirayamy jest w swoich zewnętrznych przejawach identyczny. Dzień w dzień ten sam rytuał. Pobudka, praca, obserwacja świata, robienie zdjęć, lunch w tym samym miejscu, dom. Doprawdy to dziwne w świecie, gdzie ceni się nowość, kolekcjonowanie wrażeń, podróże etc.

Ktoś mógłby stwierdzić, że Hirayama marnuje swoje życie. Pozwala, by przeciekło mu przez palce. Przecież mógłby tyle doświadczyć. Tyle zwiedzić. Tyle się zabawić. Cóż, Hirayama pewnie uśmiechnąłby się tylko, gdyby to usłyszał. „Przecież żyję i doświadczam. Bo patrzę” – tak mógłby odpowiedzieć.

Istotne jest przede wszystkim, w jaki sposób nasz bohater widzi świat. Hirayama patrzy na wszystko, co mija, z zachwytem. Bezinteresownie chłonie piękno, jakie kryją w sobie przyroda i dzieła ludzkich rąk. Wyrywa się z logiki świata skupionego na produktywności i efektywności, gdzie każda przyjemność i radość muszą zostać zmonetyzowane.

Jak mówi do niego jego siostrzenica: „Mama mówi, że jesteś z innego świata niż ona”. „Tak, chyba rzeczywiście jestem z innego świata” – odpowiada Hirayama. Ten milczący dziwak, japoński jurodiwy, Hirayama zdaje się widzieć rzeczy takimi, jakimi są. Jest prawdziwym kontemplatykiem. „Od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista Jego potęga oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła” – pisał św. Paweł. Kto wie, może i Hirayama widząc rzeczy, doświadczał prawdy zawartej w słowach apostoła narodów?

Chyba największą lekcję ów niepozorny, a zarazem nadzwyczajny nadzorca toalet daje nam w konfrontacji ze swoim współpracownikiem, młodym Takashim. Zakochany młodzieniec błaga Hirayamę, by ten pożyczył mu pieniądze. Na co? Na to, by uwieść dziewczynę, w której się zakochał. Neurotycznie pragnie jej miłości, bliskości, ciała. Pożądanie zabiera mu spokój ducha. Od realizacji tego pragnienia uzależnia swoje szczęście. W końcu Takashi celu nie osiąga.

Zupełnie w innej logice działa Hirayama. On nie pożąda rzeczy i ludzi. On o nie nie zabiega. Pozwala się obdarować. Bezinteresownie się nimi cieszy, nie zatrzymując ich dla siebie. Tak też zrobił, gdy otrzymał nagle pocałunek od dziewczyny, w której zakochany był Takashi. Nie zabiegał, a otrzymał.

„Porzuć wszystko, by wszystko zyskać” – napisał niegdyś największy mistyk Zachodu, św. Jan od Krzyża. Cóż, zaryzykuję stwierdzenie, że można ten aforyzm wielkiego mistrza duchowości sparafrazować podwórkowym powiedzeniem: „Miej wyj****e, będzie ci dane”. Bo światem i ludźmi można się prawdziwie cieszyć tylko wtedy, gdy się ich nie zawłaszcza.

Lata 30. XX wieku. Kraków. Niespełna czterdziestoletni księgowy Jan Leopold Tyranowski pod wpływem zasłyszanego kazania postanawia zmienić swoją profesję. Porzuca zawód księgowego i zostaje krawcem. Ta praca pozwala mu skupić się na życiu duchowym.

Wybiera rutynowe i nudne życie, aby skupić się na prawdziwych „atrakcjach”. „Atrakcjach”, jakie daje mu życie wewnętrzne. W jego mieszkaniu przy ulicy Różanej 11 w Krakowie (okolice Rynku Dębnickiego) zbierają się młodzi ludzie. Na biurku leżą dzieła św. Jana od Krzyża. Wśród przychodzącej do jego mieszkania młodzieży jest zafascynowany teatrem Karol Wojtyła.

To właśnie w tym mieszkaniu pierwszy raz przyszły papież słyszy o kontemplacji. O tym, że prawdziwa podróż nie polega na kolekcjonowaniu bodźców, a zagłębieniu się we wnętrze. Że to właśnie we wnętrzu mieszka ten, „przez którego i dla którego wszystko zostało stworzone, i w którym wszystko ma istnienie”.

Gdy tak oglądałem Perfect Days, wyobrażałem sobie, że codzienność Tyranowskiego musiała wyglądać bardzo podobnie jak Hirayamy. Krakowski krawiec zapewne też spacerując uliczkami, musiał patrzyć na nie tak, jak tokijski nadzorca toalet patrzył na Tokio.

Podobnie jak japoński jurodiwy, patrząc na rzeczy, docierał do ich noumenu, śmiejąc się w duchu z Kantowskiej krytyki ludzkich władz poznawczych. I podobnie jak tokijski czyściciel toalet był brany za dziwaka – gdy w trakcie okupacji jego mieszkanie zostało przeszukane przez Gestapo ze względu na gromadzących się tam młodzieńców, Niemcy machnęli ręką. Ot, religijny wariat. Krakowski jurodiwy.

Hirayama doszedł do ujrzenia rzeczy takimi, jakimi są, drogą naturalną. Tyranowski – za pośrednictwem objawienia. Czy nasz japoński bohater dostrzegał w rzeczach ich Stwórcę – tego nie wiemy. Oglądając jednak film, nie miałem żadnej wątpliwości, że jednego i drugiego pana łączyło jedno: kontemplacja.

Obydwaj widzieli rzeczy takimi, jakimi są. I mieli do nich właściwy stosunek. Bez zawłaszczania. Czysta, bezinteresowna radość.

Jak stwierdził popularny ostatnio niemiecki filozof koreańskiego pochodzenia Byung-Chul Han, żyjemy w epoce, w której nadmiar bodźców jest dla człowieka wyniszczający. Brakuje nam nudy. Ascezy od informacji przychodzących z zewnątrz. Miejsca oraz czasu na bezinteresowne patrzenie i radość.

Film Perfect Days jest dla mnie twórczym zobrazowaniem tez niemieckiego filozofa. Pokazuje też, że współczesny człowiek jest zdolny do autorefleksji. Dostrzegania chorób, jakie toczą naszą kulturę. I to jest dobra nowina.

Potrzebujemy dziś nudy. Potrzebujemy kontemplacji i bezinteresownego patrzenia. Niezależnie więc, czy jesteśmy chrześcijanami, czy też nie – kontemplatycy wszystkich krajów, łączcie się!

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.