Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Obywatel Polski, wróg Moskwy, republikański romantyk. O Maurycym Mochnackim

Obywatel Polski, wróg Moskwy, republikański romantyk. O Maurycym Mochnackim Wojciech Kossak „Olszynka Grochowska” 1886 r.

Maurycy Mochnacki to jeden z niewielu realistycznych romantyków. Marzył o oryginalnej, polskiej kulturze, która czerpałaby z mitologii słowiańskiej i nordyckiej. Miała być dostępna dla wszystkich, nie tak jak elitarna kultura starożytna. A jednocześnie był świadomym republikaninem, liberałem i politycznym rewolucjonistą, który chciał zachować tradycję Piastów i Jagiellonów. Dzisiaj, gdy walczymy z turbokapitalizmem i masową popkulturą jego idee nadal mają sens.

Artykuł został pierwotnie opublikowany na łamach magazynu Nowy Ład. Tekst został skrócony, a tytuł, podtytuł, wyimy i śródtytuły pochodzą od redakcji www.klubjagiellonski.pl. Dziękujemy redakcji za możliwość przedruku.

Czytam, więc jestem

Henri Bergson powiedział, że każdy wielki filozof rodzi się po to, żeby zadać jedno pytanie. To zaś powoduje, że każdy myśliciel musi na nie udzielić odpowiedzi. Często taka odpowiedź staje się bon mot i już na zawsze wiąże się ze swoim autorem. Tak jest z byciem Heideggera czy Lewiatanem Hobbesa. W przypadku Mochnackiego jest tak ze stwierdzeniem, że literatura jest „uznaniem się w jestestwie swoim”.

Mochnacki był człowiekiem swoich czasów – jego system myślowy budowany był pod wpływem idealizmu niemieckiego, szczególnie Friedricha Schellinga. Zdaniem wszystkich idealistów niemieckich, co zasadniczo wpłynęło również na całe myślenie XIX w., rzeczywistość ulegała obiektywizacji, rozwojowi ducha, dochodzeniu do samoświadomości, poznania prawdy o sobie.

Co istotne, myśliciel rozciągał swą myśl na kategorię narodu, nie tyczyła się ona jedynie pojęcia osoby. Stanisław Pieróg, referując poglądy Mochnackiego, pisał: „[…] naród jest pewnego rodzaju podmiotem, czyli takiego rodzaju jednostką zbiorową, która nie tylko posiada duszę czy świadomość, lecz także wiedzę o odrębności swojego «ja», czyli samowiedzę albo samoświadomość”.

Literatura – głosił Mochnacki – jest jedynie środkiem, za pomocą którego zdołamy wejść w rozumienie samych siebie, pojąć się we własnym jestestwie. Tej najpierwszej potrzebie narodu dogodzi tylko ojczysta, oryginalna literatura. W schemacie obiektywizacji ducha literatura, choć można to rozciągnąć na całość twórczości kulturalno-estetycznej, była jedynie etapem sławetnego uznawania się w jestestwie swoim. Rozumować – pisał Mochnacki – jest to żyć. „Tylko wtenczas żyjemy, kiedy świadectw naszego bytu szukamy w myśli. Inaczej zniknęłaby różnica między życiem człowieka i rośliny. Mamy przykłady, że ludzie i całe narody żyją ostatnim żywiołem”.

Poprzez znajomość dzieł kulturalnych podmiot zyskiwał możliwość odpowiedzi na pytanie: „kim jestem?”, a także osiągał świadomość, że jest odmienny od innych bytów – natury i innych ludzi. Polakiem więc jest ten, kto zna kulturę polską, identyfikuje się z nią, rozpoznaje wartości w niej zawarte.

Za Carlem Gustavem Jungiem możemy powiedzieć, że unaradawiać to dostarczać wzorców zachowania, toposów, sposobów budowy duszy, a także wiedzy. Sztuka miała na celu przede wszystkim budowanie tożsamości, stworzenie mitologii, kształtowanie pamięci i tożsamości. Nadać narodowi właściwą podstawę bytu – to był cel refleksji romantycznego twórcy. Myśl Mochnackiego wynikała także z praktycznego problemu narodu polskiego – braku państwowości. Polacy musieli wykoncypować taką pojęciowość, która pozwoliłaby na opisanie własnej narodowości bez odwoływania się do kategorii niepodległego państwa. Teza Mochnackiego na to pozwalała – odrywała narodowość od państwowości.

Duch narodowy obecny jest w wytworach kulturalnych. Tezę tę głosili zasadniczo wszyscy autorzy romantyzmu polskiego, poczynając od Kazimierza Brodzińskiego. Mochnacki przekonywał: „Dzieje nauk i literatury są najpiękniejszą częścią historii narodów. Rzut oka na postępy rozumu, twory uczuć i imaginacji prowadzi nas do poznania wewnętrznego życia społeczeństw, obfitszego w korzystną dla potomności naukę niżeli krwawy szereg politycznych zdarzeń dziejopisarskim dłutem uwiecznionych”.

Dla Mochnackiego rzeczywistość i sztuka przenikają się wzajemnie. Dzieje są niczym poetycka albo literacka opowieść. Życie ludzkie utrwala się w wytworach kulturalnych, a w ten sposób historia deponuje się w sztuce, literaturze, a w szczególności – poezji, ukoronowaniu działalności artystycznej.

Romantyzm w rękach Polaków

Wszechobecne w refleksji Mochnackiego pojęcia uczuć, tajemnicy i ducha, apoteoza poezji, ale i epoka, w której tworzył, wprost sugerują nam, że pisarz był mocno zakorzeniony w romantycznej tradycji.

W ujęciu pisarza romantyczność wynikała z folkloru, „wiary gminu”, oraz wzbogacona została znajomością uczuć oraz ludzkiego serca. Romantyczność była formą eklektyczną. Łączyła w sobie chrześcijaństwo, a także średniowieczną rycerskość.

Formułę tę Mochnacki pragnął autorsko wzbogacić o konieczność inspiracji starożytnością słowiańską, przedchrześcijańskimi dziejami narodu polskiego i nordycką mitologią. Na podstawie tego myśliciel chciał zbudować nową myśl narodową, stworzyć nowe mity polityczne, społeczne i kulturalne, dostarczyć Polakom nowych wzorców zachowań. Pragnął zbudować nową, silną formę polskości, czyli przekierować duszę polską na tory dzikości i męskości w miejsce cechującej ją sielskości.

Współcześnie podobny pomysł realizował niedawno zmarły poeta i eseista Jarosław Marek Rymkiewicz, duchowo bardzo bliski Mochnackiemu. W poszukiwaniach wzorców dla kultury polskiej autor Powstania narodu polskiego nie sięgnął jedynie po folklor polski, tak silnie eksploatowany przez współczesnych mu poetów romantycznych. W kulturze ludowej, głosił, zachowały się nieskażone zwyczaje ludu wiejskiego, warstw niestanowiących elity. To jednak nie wystarczało. Szczególnie wobec sielankowości folkloru słowiańskiego.

W mitologii Północy Mochnacki przede wszystkim cenił dzikość, emocjonalność i zdolność do tworzenia bujnych wyobrażeń, „nieokrzesanych fikcji i grubych pomysłów”. Łączyło się to z przekonaniem o bliskości Polaków, posiadających jednocześnie cechy kultury południowej, z kulturą północną, w przeciwieństwie do kultury klasycznej.

Niechęć do tradycji grecko-rzymskiej u Mochnackiego nie była absolutna. Raczej należy mówić o przekonaniu o wyczerpaniu się tych wzorców, ich zbytniej eksploatacji, która cechowała się w efekcie zanikiem oryginalności. Analogicznie sytuacja miała się z kulturą francuską.

Mochnacki nie chciał zerwania Polski z Południem i Zachodem, chciał jej nadać nową, oryginalną w kontekście światowym formę. Nie chciał kultury w duchu kopiowania, pragnął, aby Polacy nadawali ton autentycznej kulturze poprzez tworzenie nowatorskich dzieł.

Romantyczność więc była dla Mochnackiego formą silnego podmiotu: jednocześnie silnej wolnej osoby i wolnego narodu. Miała nadać Polakom nową formę kulturalną, która w skrócie miała być oryginalną, poważną formą narodową, masową, niewykluczającą, nieelitarystyczną, zrozumiałą dla całości narodu w przeciwieństwie do kultury starożytnej, dostępnej jedynie dla erudycyjnej elity. Formacja kulturalna, której Mochnacki pragnął, miała odznaczać się mocno swoistym charakterem. Powinna odzwierciedlać cechy narodu polskiego, wyrażać życie i doświadczenie, odbijać sferę metafizyczną, a także docierać do piękna.

Radykał miłujący tradycję

Sporo już mówiliśmy na temat kwestii narodowej w myśli Mochnackiego. Uważał on jednak, że Polacy jeszcze nie stali się narodem nowoczesnym. Pojęcie to łączył z masowością, a w latach 20. i 30. XIX w. Polacy co najwyżej mogliby być uznani za naród kulturalny, nienowoczesny, istniejący na modłę XVIII w., nieobejmujący sobą wszelkich grup społecznych. Nie to Mochnackiego i nas interesuje.

W kwestiach politycznych Mochnacki był radykałem. Był to jednak radykalizm wyrażający się w pragnieniu reform społecznych. Miał opinię jakobina i zwolennika rewolucji. Jednocześnie deklaratywnie odcinał się od terroryzmu jakobińskiego, choć zachwalał wieszanie i nawet rozkazywał karanie zdrajców (prawie spotkało to Franciszka Druckiego-Lubeckiego, którego pisarz oskarżał o tendencje kontrrewolucyjne).

Na pewno nie może uchodzić za konserwatystę, co zresztą dyskredytuje nie jego, ale raczej konserwatyzm I poł. XIX w., cechujący się brakiem zdolności do reform socjalnych W ujęciu samego autora Powstania narodu polskiego w ówczesnych mu czasach istniały jedynie dwie formy państwowości – państwo liberalne i despotyczne. Bliskie było mu to pierwsze, klasycznie liberalne, z wolnością myśli, słowa i polityczną. Był także demokratą – zwolennikiem podmiotowości społeczeństwa, możności decydowania narodu o samym sobie.

Momentem rozpoczęcia powstawania narodu w rozumieniu masowym, politycznym, był dla Mochnackiego z jednej strony Sejm Czteroletni, a z drugiej noc listopadowa – czasy wybuchu powstania listopadowego. Naród polski, który osiągnął już samoświadomość kulturalną, zapragnął uzyskać samoświadomość i wolność polityczną w 1830 r.

Jak przekonywał pisarz, powstanie nie miało na celu, jak rewolucje na zachodzie Europy, zmiany struktury społecznej, ustrojowej. Mochnackiemu obce było myślenie w kategoriach klasowych – przekonywał, że najważniejszym celem walki jest niepodległe państwo polskie. Jak pisał autor Czemu masy nie powstają, „pierwej bądźmy narodem, a potem stosowne zmiany poczynimy w wewnętrznym składzie naszej społeczności”.

Powodzenie powstania listopadowego Mochnacki wiązał z masowością. I to stanowi klucz do całej jego myśli politycznej. Autor Powstania narodu polskiego pragnął zaangażowania wszystkich grup społecznych w walce z rosyjską despocją, aby doprowadzić do pełnego usamodzielnienia się narodu polskiego. W tym celu nawoływał, nieraz patetycznie, do rewolucji (socjalnej), walki, zbiorowego wysiłku i egzaltacji. Pragnął stworzenia nastroju i mitologii rewolucji narodowej po nocy listopadowej.

Dla pisarza rewolucja nie była tożsama z przemocą i terrorem. Pisał: „Istotą rewolucji nie jest zgiełk uliczny, nie jest wieszanie szpiegów i zdrajców na latarniach, nie jest żadna burzliwa scena nocna, ale jest nią głęboka umiejętność zaradzenia potrzebie ogólnej w razie naglącym nadzwyczajną usilnością, nie praktykowaną w czasach pokoju i dobrego mienia; umiejętność odgadywania, oświecenia i podniecenia publicznego ducha; umiejętność powszechnej wszystkich opinii, na której moc rządu i siła jego poruszeń zależy”.

Pisząc o upadku Rzeczpospolitej, Mochnacki przekonywał, że wynikał on z tego, że w owym okresie niewłaściwie pomyślano kategorię narodu. „Zginęliśmy dlatego, że nie większość, ale mniejszość po wszystkie czasy była u nas narodem”. W takiej sytuacji konieczne było, aby powstanie listopadowe, jako krok ku powstaniu właściwego narodu, zamieniło się również w rewolucję socjalną.

Obligatoryjne stało się przekształcenie struktury narodu polskiego z mniejszościowego i szlacheckiego w masowy i nowoczesny. Środkiem do tego miały być reformy obywatelskie i demokratyczne – nadanie podmiotowego statusu większości społeczeństwa, niezależnie od jego położenia administracyjnego i geograficznego – obejmujące wszystkich Polaków we wszystkich zaborach. Tylko w ten sposób zachęcony do boju lud byłby w stanie wziąć udział w zbrojnej walce z despotyczną Rosją.

Drugim krokiem, dodawał myśliciel, była sprzyjająca sytuacja geopolityczna – wzniecenie rewolucji i powstań na terenie całej Rosji, aby zniszczyć jej despocję. W ten sposób masowa walka Polaków zyskiwała wymiar uniwersalny, tj. walki z ucieleśnieniem despotyzmu – carską Rosją.

Cel romantyczny wiązał się zatem z celem realistycznym. Walka Polaków miała pociągnąć inne narody do boju, gdyż tylko tą drogą cel podstawowy – niepodległość Polski – mógł być osiągnięty. Wraz z trwaniem powstania listopadowego stanowisko Mochnackiego ulegało postępującej radykalizacji – pragnął on walki o niepodległość niemal wszelkimi sposobami.

Zalążków prawidłowo, bo bezkrwawo, rozumianej rewolucji społecznej Mochnacki dopatrywał się w Konstytucji 3 Maja. W tym czasie uprzywilejowany stan – szlachta – zrzekł się jedynie mu dostępnych praw i rozciągnął je na inne stany. Konstytucja likwidowała feudalizm w celu ustanowienia społeczeństwa bezstanowego. Do 1791 r. naród polski był mniejszością, ograniczał się do szlachty. Społeczna reforma Sejmu Wielkiego poszerzyła tę formułę, rozpoczęła bezkrwawo zrównywać stany. Polską formułą okazała się mądrość, nie gilotyna. Nie zlikwidowała szlachty, ale nadała jej status innym stanom.

W tak widzianej koncepcji reform społecznych Mochnacki widział drogę dla Polaków, to jest stopniowego uszlachcania kolejnych stanów społecznych. Chłop, powiadał, miał stać się szlachcicem, bo był do tego zdolny. Szlachcic zaś nie mógł stać się chłopem. Droga Polaków była drogą wznoszenia, a nie zrównywania lub dekapitowania. Polacy mieli stać się wolnymi panami w swojej całości. Wolnymi, a więc zdolnymi do swobodnego działania oraz posiadającymi własność.

Mochnacki nie pragnął stwarzania nowej Polski. Pragnął kontynuacji tradycji polskiej, utworzenia państwowości, która byłaby nawiązaniem i kontynuacją Rzeczypospolitej. Rewolucjonizm Mochnackiego posiadał jedynie ostrze socjalne, nie gilotynował własnej przeszłości. Moglibyśmy wręcz zaryzykować stwierdzenie, że duch Mochnackiego podobny jest duchowi rewolucji konserwatywnej w XX w. Nie dążył do stworzenia całkowicie nowego porządku, ale pragnął odtworzyć stary, tyle że zmodyfikowany ład.

Polska w tej formule miała nawiązywać do swojej przeszłości – odrzucić feudalizm, ale utrzymać republikanizm. Rewolucja polska była twórczą restauracją. Odrzucała monarchizm, szczególnie ten w duchu absolutnym, despotycznym, ale jednocześnie pragnęła odtworzyć Polskę, z zachowaniem pamięci o Piastach i Jagiellonach.

Co Mochnacki zrobiłby dzisiaj?

Mochnacki nie mieści się w żadnym stronnictwie i żadnej doktrynie politycznej. Nie popada w dogmatyzm, swoją myślą jest w stanie inspirować każdą ideę polityczną, kulturalną, społeczną. Dzieje się tak dlatego, że jego pytania i odpowiedzi są pytaniami o odwiecznej aktualności.

Tożsamość narodowa, istota polskości, pojęcia narodu, wolności słowa, sumienia i wolności jako takiej – to jedne z najbardziej podstawowych pytań, które może postawić myśliciel nie tylko w Polsce. Czemu wydaje mi się, że refleksja Mochnackiego jest aktualna? Dlatego że wyzwania, z którymi on się mierzył, nadal są aktualne.

Dziś niezbyt oryginalna kultura polska musi się zmagać już nie z kosmopolityczną formacją klasycystyczną, ale z bezmyślną popkulturą. To dziś jej wzorce są powielane przez artystów znad Wisły. Sposób sformułowania oryginalnego, romantycznego projektu polskości jest tym, co może nas inspirować.

Być może dziś musimy powtórzyć manewr Mochnackiego – odnaleźć żywotne inspiracje dla kultury, których jeszcze nikt nie wykorzystał, i nadać im ponowoczesny charakter, tworząc nową, piękną sztukę, która by wyrażała w sposób poważny i nowatorski nas samych.

Kolejna debata, która nas czeka i którą trzeba będzie przeprowadzić z całą powagą, dotyczy kwestii narodowości we współczesnym świecie. Globalizacja charakteryzuje się ciągłymi przepływami ludności, bandycki najazd Rosji na Ukrainę też sprawił, że struktura społeczna w Polsce uległa przemianie. Ta debata, która nas czeka, będzie tyczyć się sposobu włączania Ukraińców do naszej wspólnoty społecznej i narodowej. Bezmyślne odsuwanie tego poza nasz obszar zainteresowania tylko nam zaszkodzi.

Nie da się zaprzeczyć, że kwestia socjalna, którą Mochnacki podniósł, jest też naszą kwestią. Nam już nie zagraża feudalizm, ale nowoczesna gospodarka turbokapitalistyczna z dominacją wielkich korporacji. Model, w którym żyje znaczna część Polaków – odznaczający się m.in. koniecznością spłacania kredytów przez całe życie czy niskimi płacami – to zagadnienie, którego znaczenia nie sposób pominąć. W tym modelu nie da się żyć, ani tym bardziej pracować, w sposób podmiotowy. Ani nie istnieje silna, wolna forma osobowa, ani tym bardziej silna forma wspólnotowa.

Prawdopodobnie – wszystko na to wskazuje – w przyszłości czeka nas również dyskusja nad kwestiami socjalnymi, chodzi bowiem o utworzenie takiego ładu, w którym i jednostka, i wspólnota posiadają odpowiednią formę własności, dającą im prawdziwą wolność.

Świat nie musi być czarno-biały! Chcesz oglądać go we wszystkich odcieniach? Przekaż 1,5% na Klub Jagielloński! Numer KRS: 0000128315.