Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Serial „Wielka woda” – katastrofa na miarę naszych możliwości

Serial „Wielka woda” – katastrofa na miarę naszych możliwości Grafikę wykonał Marek Grąbczewski.

Najnowszej produkcji Netlfliksa – serialowi „Wielka Woda” dajemy mocne 4+. Polska próba kina katastroficznego sama nie zakończyła się katastrofą, choć czasami niebezpiecznie zbliża się ku mieliznom melodramatu. Fabuła serialu osnuta jest wokół „powodzi tysiąclecia”, która w lipcu 1997 r. uderzyła w Śląsk i inne regiony Czech, Polski i Niemiec. Największym miastem dotkniętym wtedy przez żywioł był Wrocław i to na nim skupili swoją uwagę filmowcy, nie zapominamy jednak, że ten sam dramat był udziałem wielu innych górno- i dolnośląskich miast położonych wzdłuż Odry i jej dopływów, od Opawy po Krosno. Powódź wystawiła na próbę sprawność ówczesnego państwa polskiego. Okazało się, że domalowanie państwowym orzełkom koron to jeszcze za mało, aby z postkomunistycznego paździerza uczynić dobrze zarządzaną zachodnią demokrację. To może tłumaczy niezachwiana wiarą, którą potomkowie repatriantów darzą w serialu poniemiecką myśl techniczną.

„Andrzej Rębacz, grany przez Ireneusza Czopa jest osią bardzo osobistego wątku, który zazębia się z historią powodzi i wydobywa dramaty tego wydarzenia, więc myślę, że to najsilniejszy punkt całego serialu. Wyjaśnimy jednak w czym rzecz: w pewnym momencie główna bohaterka, pani hydrolog, dochodzi do wniosku, że można uratować Wrocław i zmniejszyć skutki powodzi, jeśli się wysadzi wały powodziowe we wcześniejszym odcinku rzeki. W serialu ta wieś nazywała się Kęty, w rzeczywistości było to kilka miejscowości, ale najbardziej znana była wieś Łany. Mamy tu więc konflikt na miarę grackich tragedii, z jednej strony władze wojewódzkie, które starają się zarządzać tym kryzysem i ratować duże miasta z wieloma mieszkańcami, a z drugiej mieszkańcy wsi Kęty, którzy starają się ratować swój dobytek i nie wierzą państwu, że dostaną odszkodowanie, tym bardziej w kontekście słynnych słów premiera Cimoszewicza, że »trzeba było się ubezpieczać«” – mówił Zbigniew Przybyłka.

„Chłopi z uzasadnionych powodów bronią więc dorobku swojego życia, odpierając zdecydowane działania państwa, które kilkakrotnie próbowało wysadzić wały. Ostatecznie się to nie udaje, a czele serialowego protestu staje fikcyjna postać Andrzeja Rębacza. Dramatyzmu dodaje fakt, że jego ojciec leży w ciężkim stanie w jednym z wrocławskich szpitali i jest sprawą jasną, że losy jego i innych pacjentów mogą zależeć właśnie od tego, czy uda się obniżyć falę powodziową, m.in. poprzez wysadzenie wałów w Kętach. Obrona tych wałów może skutkować śmiercią ojca, który jest zbyt chory aby być ewakuowanym gdzie indziej. Ojciec poucza jednak syna, że ich dom rodzinny nie jest po prostu budynkiem, ale życiem które ma bronić za wszelką cenę. Ten osobisty dramat i rozterka odzwierciedlają konflikty wartości, które miały miejsce w czasie powodzi. Gdybyśmy mieli doszukiwać się jakiejś prawdy o tamtej epoce, to odzwierciedlałaby się ona właśnie w wątku obrony wału w Kętach. Ta nieufność do państwa, które choć od kilku lat miało już orzełka w koronie, to dalej były w nim obecne struktury postkomunistyczne, zarówno w umysłach decydentów, jak i w sposobach zarządzania państwem. Z innej zaś strony widać w tym serialu ówczesną zapaść państwowości i solidarności społecznej” – kontynuował Przybyłka.

„Mnie w tych scenach, w których występuje Andrzej Rębacz zainteresowała jego kwestia, że będzie bronił ojcowizny – zadałam sobie wtedy pytanie, czy ta jego ojcowizna należy do jego rodziny od 1945 roku, czy jednak wcześniej. Wiele osób, które zostały przesiedlone na te tereny czuła tymczasowość, jednak w tym 1997 roku widzimy ich silne przywiązanie do tej ziemi, oczywiście spowodowane samoobroną mieszkańców przed próbą zalania ich dobytków. Jak widać, moment tej tymczasowości, niepewności co do stałości nowego miejsca zamieszkania, który cechował repatriantów ze wschodu już minął” – skomentowała Barbara Szustakiewicz-Przybyłka.

„Jednak jesteśmy już w 1997 roku, więc nastąpiła wymiana pokoleń – pokolenie repatriantów symbolizowane jest choćby przez ojca Andrzeja Rębacza, który jest u kresu swojego życia. Natomiast osoby urodzone w tych miejscowościach, które miały być zalane w pełni poczuwają się do tego terenu, a zresztą nie mają wyboru, bo nie dostaną drugiej wsi, gdy zaleje tę pierwszą. Wielka katastrofa tym bardziej uświadamia to, że to jest nasze i trzeba tego bronić, nawet wbrew interesowi ogółu” – podsumował Przybyłka.

Odcinek stanowi część cyklu „Śląsk sztuką pisany” i został zrealizowany w ramach grantu Muzeum Historii Polski „Patriotyzm Jutra”.