Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Włóczęga po zepsutym kapitalizmie. Oceniamy nową płytę Pezeta

Włóczęga po zepsutym kapitalizmie. Oceniamy nową płytę Pezeta Grafikę wykonała Julia Tworogowska

„Generacyjnie nie odnajduję się w tej bajce gloryfikującej hajs, laski, imprezy. Moje życie toczyło się w zupełnie innych realiach: na podwórku, na klatce schodowej. Mieliśmy z kumplami inne problemy, inne potrzeby. Słucham, o czym rapują młodzi, i widzę, że dzielą nas lata świetlne” – tak mówił Pezet we wrześniowym wywiadzie dla Gazety Wyborczej. Z okazji wydania najnowszej płyty artysty, przyglądamy się, co przedstawiciel starej rapowej gwardii ma do powiedzenia na temat turbokapitalizmu i współczesnych relacji damsko-męskich. Specjalnym gościem odcinka jest Michał Płociński, dziennikarz społeczno-polityczny i kulturalny. Radiowiec, hip-hopowiec i zapalony kibic sportowy.

„Pezet nie jest dla mnie obrońcą starego rapu, bo cały czas się rozwija i chce się rozwijać, odnosi się mocno negatywnie do wielu rzeczy, które były wcześniej, także we własnej twórczości. Dla mnie jest trochę takim modnisiem i pogodzonym z życiem nihilistą, bardziej niż konserwatystą. Sam krytykuje swoje własne dokonania, swoje wybory, ale poza tą krytyką i refleksją, że jest coś nie tak, nigdy nie naprawia swoich błędów, nie proponuje żadnego pozytywnego programu w swoich tekstach. Absolutnie nie oczekuję od raperów tego, że będą proponować mi jakieś wartości, rozwiązania, czy poważną refleksję o życiu. Mam jednak wrażenie, że Pezet jest jednym z niewielu raperów, którzy składają mi obietnicę, że takiej refleksji dokonują, a dają mi ją bardzo powierzchownie, wyłącznie zauważając pewne rzeczy. Traktuję go dużo bardziej jako obserwatora, który jest reprezentantem swojego pokolenia, tych 40-latków, którzy przepili swoje życie, jest ich wielu w dużych miastach” – mówił Michał Płociński.

„Pezet jest typowym wielkomiejskim nihilistą, który potrafi wyciągnąć refleksję z wielu błędów, które popełniał, ale absolutnie nie wskazuje drogi naprawy, albo tego, że sam chce się zmienić. Nie wierzę Pezetowi, że naprawdę wyciągnął on wnioski ze swojego życia i chce to zmienić, raczej doszukuję się w jego tekstach tego, że jest on całkowicie pogodzony ze swoim losem. Krytykuje wszystkich, wszystkie postawy moralne, podśmiewuje się z konserwatyzmu, tradycji, komercji, kapitalizmu, ludzi, którzy oczekują błogiego życia. Jest po prostu szyderczym nihilistą. Szczerze? Trochę to kupuję, ale jednak przeszkadza mi ta obietnica, której nie spełnia” – konkludował Płociński.

„Chciałbym wyrwać twórczość Pezeta od jego samego. Wydaje mi się, że od nihilistów w dalszym ciągu jesteśmy w stanie czerpać. 42-letni Pezet, będący głosem swoich rówieśników, którzy przepili swoje życie to dla mnie Mata za 20 lat. Oto raper, którzy żył realnie nihilistycznym życiem, a teraz nie jest już w stanie tego robić, bo musiał rzucić wódkę, gdyż nie mógł już wypić więcej, a teraz jest zblazowanym post-nihilistą, który z perspektywy czasu widzi, że to nie miało za bardzo sensu i jest w stanie nam o tym powiedzieć, ale nic więcej. W jego tekstach są krótkie impresje np. o prawdziwej miłości, matce, czy o krytyce kapitalizmu, ale za tymi słowami nie idą czyny. Także Pezetowi nie wierzę, ale wierzę jego diagnozom i chcę go w nich wesprzeć” – mówił Bartosz Brzyski.

„Konserwatyzm Pezeta to konserwatyzm diagnozy, a nie rozwiązań. Zresztą nie pamiętam, kiedy ostatnio na jakiejś płycie rapowej dostałem sensownie uargumentowaną wizję życia, to chyba było w czasach Świateł miasta Grammatika z 2000 roku. Pezet jest trochę jak Houellebecq – szwenda się po mieście i przesiaduje w klubach, trochę jak w kawałku Tyrmand i Hłasko, gdzie razem z Sokołem opowiadają o tym jak to są bon vivantami i chodzą do klubów, do których inni wchodzą na hasło. Siedzą z boku przy stoliku, obserwując młodych ludzi, którzy ćpają, piją i uprawiają seks po kiblach, a następnie piszą o tym wersy, opowiadając w swoich utworach jak to świat upadł. Zgodzę się, że jest w tym element nihilistyczny, ale wolę już tego Pezeta, który jest mi w stanie zaproponować jakąkolwiek inspirującą refleksję, którą mogę potem pociągnąć dalej na własną rękęm niż słuchać współczesnej większości nowej fali, która już kompletnie nie ma nic do powiedzenia, jak tak w piosence Ketchup od 2115 Gangu, gdzie naprawdę nie wiedziałem co mam z tym zrobić” – podsumował Piotr Kaszczyszyn.