Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Kanclerz Niemiec odpala finansową bazookę. Nowy plan Berlina zniszczy wspólny rynek UE?

Kanclerz Niemiec odpala finansową bazookę. Nowy plan Berlina zniszczy  wspólny rynek UE? Grafikę wykonała Julia Tworogowska.

W ostatnich dniach września kanclerz Niemiec, Olaf Scholz, ogłosił gargantuiczny pakiet wsparcia, mający chronić obywateli i biznes przed wzrostami cen energii warty… 200 mld euro. 5% PKB Niemiec. Prawie 2-krotność planowanych wydatków zapisanych w tegorocznym budżecie Polski. Planowane działania Berlina spotkały się z ostrą krytyką zarówno państw członkowskich UE, jak i centralnych instytucji unijnych. Czy pomimo egoistycznych działań Niemiec uda się Europie dokonać integracyjnego skoku w energetyce?

Próba podbicia sondażowych słupków poparcia

Wymienione wyżej działania rządu w Berlinie zdają się być przede wszystkim pokazem siły, który ma pozwolić na wzrost jego popularności i wyciągnąć partię kanclerza z sondażowego dołka przed kolejnymi wyborami samorządowymi – według uśrednionych badań opinii publicznych w Poll of Polls socjaldemokraci notują 19% poparcia, tyle samo co Zieloni i aż o 9 pp. mniej od prowadzącej chadecji. Inicjatywa ma również zahamować wzrost inflacji, która we wrześniu osiągnęła najwyższy poziom od 1951 r. (10,9%). Tak wysoki jej poziom wynika m.in. z wzrostu cen energii w Niemczech, który w zeszłym miesiącu wyniósł 43,9% rdr (w sierpniu było to 35,6% rdr).

Pakiet, przewidziany na lata 2022-2024, będzie finansowany głównie przez odkurzony pozabudżetowy fundusz stabilizacji ekonomicznej, który powstał 2 lata temu, a jego celem było zapewnienie płynności finansowej niemieckich przedsiębiorstw w czasach pandemicznego lockdownu. Środki zostaną uzyskane głównie przez zaciągnięcie długów.

Można powiedzieć, że znowu „tymczasowe środki okazały się najtrwalsze”. Jak widać, krytykowane podejście polskiego rządu w stosunku do finansów publicznych, zgodnie z którym awaryjne wydatki są wyprowadzane z budżetu poprzez rządowe fundusze (w Polsce: Polski Fundusz Rozwoju i Bank Gospodarstwa Krajowego), zaniżając wysokość długu publicznego w oficjalnych, krajowych statystykach oraz zwiększając swobodę wydawania środków, staje się w UE coraz popularniejszą ścieżką.

Minister finansów z liberalnej FDP, Christian Lindner, wyraźnie zaznaczył, że powyższy plan zwiększenia zadłużenia jest narzędziem tymczasowym i awaryjnym i nie zmienia planów dotyczących powrotu do zamrożonego na czas pandemii tzw. hamulca zadłużenia, który ma się dokonać w przyszłym roku. Jego wypowiedź może być traktowana jako sygnał nie tylko dla swojej partii i elektoratu (o liberalnym podejściu do ekonomii charakteryzującym się z obawą przed zadłużaniem państwa), ale również do rynków finansowych, które w ostatnim czasie zareagowały paniką na kosztowną strategię premier Wielkiej Brytanii, Liz Truss – strategią polegającą na obniżeniu kosztów energii i cięciu podatków (kurs brytyjskiego funta sterlinga spadł do najniższego poziomu względem dolara w historii). Więcej szczegółów na temat niemieckiej interwencji poznamy w połowie października.

Koniec niemieckiego przywództwa w UE? 

Ta – podobno niekonsultowana z europejskimi partnerami – zapowiedź niemieckiego rządu wywołała falę krytyki w UE.

W tym samym czasie, gdy kolejne spotkania ministrów energetyki w ramach Rady Unii Europejskiej nie kończą się wypracowaniem wspólnego unijnego mechanizmu walki ze wzrastającymi kosztami energii, Niemcy odpalają fiskalną bazookę, która odłamkiem wystrzelonego pocisku uderzy we wspólny rynek energii UE. Inne unijne państwa nie posiadają tak dużej jak Niemcy siły gospodarczej, aby wspierać swoją gospodarkę, co może odbić się na dużych różnicach w cenach energii, a przez to wyższej konkurencyjności niemieckiego przemysłu w ciężkich wojennych czasach.

Co więcej, Berlin jest jedną ze stolic, która sprzeciwia się ustanowieniu unijnej maksymalnej ceny za gaz ziemny (wspieranej przez 15 państw UE), argumentując swoje veto potencjalnym wzrostem popytu na ten brakujący surowiec i odpływem dostaw gazu skroplonego na inne rynki. W rzeczywistości tego typu rozwiązanie mogłoby pomóc obniżyć ceny energii w całej Unii (choć oczywiście ma też ono swoje wady).

Na pewno PR-u Niemiec na arenie międzynarodowej nie wzmocniła również wypowiedź przedstawiciela niemieckiego operatora sieci, który nie wykluczył tymczasowego ograniczenia eksportu energii elektrycznej(m.in. do Francji, która nadal ma problemy z awariami swoich elektrowni jądrowych) najbliższej zimy, aby nie dopuścić do braków dostaw energii w Niemczech. Nasz zachodni sąsiad w ostatnich latach często ratował sąsiednie państwa w trudnej sytuacji, będąc eksporterem energii netto.

Zdecydowana reakcja nieoczekiwanie nadeszła z Brukseli. Dwaj ważni unijni komisarze, Thierry Breton i Paolo Gentiloni, opublikowali komentarz, w którym krytykują 200 mld plan Berlina. Komisarze z Francji i Włoch obawiają się uderzenia w solidarność europejską poprzez wyścig na wewnętrzną pomoc publiczną wśród państw członkowskich UE, co miałoby podzielić wspólny rynek.

Słowacki minister gospodarki, Karel Hirman, nawet wprost stwierdził, że Niemcy niszczą wspólny rynek, a Viktor Orbán określił plan jako przejaw „kanibalizmu”. Mniej ostro, lecz również zdecydowanie zareagował odchodzący premier Włoch, Mario Draghi, ostrzegając przed podziałami według kryterium kondycji narodowych finansów publicznych.

Jest to kolejny cios w wizerunek Berlina na arenie europejskiej. Niedawno na naszych łamach Marcin Kędzierski jako jeden z głównych czynników potęgujących chaos w Unii Europejskiej wskazał słabnięcie roli Niemiec. Jak pisał: „Berlin w ostatnich latach mocno nadszarpnął swoją reputację w UE blokowaniem reformy strefy euro oraz współpracą gazową z Rosją. To pierwsze rozsierdzało Południe, to drugie – Wschód. Jednak kunktatorska reakcja na wojnę na Ukrainie rozsierdziła w zasadzie wszystkich, także państwa nordyckie, które do tej pory niespecjalnie burzyły się na politykę Niemiec. RFN w ciągu ostatnich miesięcy błyskawicznie roztrwoniła kapitał soft power, który gromadziła przez wiele lat. Nie ma już powrotu do Merkel locuta, causa finita. Era niemieckiego przywództwa we Wspólnocie, przed którym zresztą sami Niemcy się retoryczne wzbraniali, w jakimś sensie dobiegła kresu”.

Ku ściślejszej integracji?

W reakcji na plany Niemiec przewodniczący Rady Europejskiej, Charles Michel, w komentarzu dla Financial Times podkreślił, że zbudowanie realnej unii energetycznej jest „kluczowym filarem unijnej suwerenności”. Wezwał do obniżenia cen energii poprzez wspólne działanie, przeciwstawianie się zwiększaniu nierówności i wzmacnianie wspólnego rynku.

Michel jako wzorcowe przykłady solidarności Europejskiej podał Unię Bankową będącą odpowiedzią na globalny kryzys finansowy oraz pandemię COVID-19, na którą Unia zareagowała dokonaną wspólnym wysiłkiem koordynacją dot. stworzenia i zakupu szczepionek. Teraz – w jego opinii – nadszedł czas na skok integracyjny w energetyce (bez podania szczegółów).

Podobne postulaty zawarli we wspomnianym wcześniej artykule Breton i Gentiloni, wzywając do wypracowania unijnych rozwiązania dla uboższych państw, które nie mają przestrzeni fiskalnej realizowania planów analogicznych do tych niemieckich. Wspominają oni również o potrzebie wykorzystania wspólnej unijnej budżetowej odpowiedzi na kryzys i „wzajemnego narzędzia” na poziomie UE (nie wyjaśniając tego pojęcia).

Pomysły przewodniczącego Rady Europejskiej i przedstawicieli KE nie są novum i są spójne z ogólnymi postulatami wyrażanymi od pewnego czasu przez brukselski mainstream. Choćby w sierpniowym tekście przestrzegałem – zresztą zgodnie z linią wielu analityków – przed rozpoczynającymi się podziałami w UE wywołanymi przez niedobory energii i jej wysokie ceny, a także o perspektywie wzrastającego protekcjonizmu energetycznego państw członkowskich UE.

Przytaczałem wówczas rekomendacje Simone Tagliapietra (Bruegel) dot. budowy jeszcze ściślejszej energetycznej solidarności UE poprzez wsparcie państw w najtrudniejszym położeniu w celu ochrony unijnego wspólnego rynku energii, który mógłby obniżyć negatywne skutki dla UE i zwiększyć odporność na podobne szoki w przyszłości. Jednym z konkretnych postulowanych działań są wspólne zakupu gazu czy zwiększenie finansowania na transeuropejskie połączenia sieci energetycznej.

***

Cała krytyka, która spotkała rząd niemiecki na forum unijnym, wskazuje na to, że możemy się spodziewać się propozycji nowego paneuropejskiego funduszu na rzecz walki z kosztami energii i budowania niezależności energetycznej w UE, analogicznego do Funduszu Odbudowy i Budowania Odporności, który powstał w trakcie pandemii COVID-19. 

Jak zaznaczają prof. Sebastian Płóciennik i Michał Kędzierski w swoim komentarzu dla Ośrodka Studiów Wschodnich: „Niemcom będzie trudno dezawuować sens takiego programu w sytuacji, gdy sami zdecydowali się na ogromne wsparcie własnej gospodarki, nie konsultując go nawet z unijnymi partnerami”. To byłby kolejny krok ku ściślejszej integracji UE wykonany w odpowiedzi na kryzys.

Choć oczywiście należy pamiętać, że od planów do realnych działań droga jest często bardzo daleka. Ponadto warto zadać pytanie, co taki fundusz oznaczałby dla potencjalnego funduszu odbudowy Ukrainy? Czy wystarczy na niego środków, jeżeli miliardy euro popłyną na walkę z kryzysem energetycznym? A może wręcz przeciwnie – kolejne skorzystanie z tej wspólnej ścieżki utrwali ją i zwiększy prawdopodobieństwo następnej unijnej inicjatywy finansowego wsparcia, tym razem dla Kijowa.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.