Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Azerbejdżan mówi „sprawdzam”, Putin jak gorący kartofel i rodzący się wielobiegunowy świat

Azerbejdżan mówi „sprawdzam”, Putin jak gorący kartofel i rodzący się wielobiegunowy świat Grafikę wykonała Julia Tworogowska

Co mają wspólnego ze sobą kontrofensywa ukraińskich wojsk, atak Azerbejdżanu na Armenię, dyscyplinujące uwagi premiera Indii do Putina, niezależne ruchy Kazachstanu oraz seria wpadek wizerunkowych prezydenta Rosji podczas szczytu SCO w Uzbekistanie? Słabość Moskwy. „Sztama” z Putinem może się okazać dla wielu stolic za kilka lat zbyt kosztowna. Dostrzega to coraz więcej państw, które nie chcą dać się sprowadzić do roli lojalnego sojusznika w żadnym z bloków i coraz śmielej kontestują niedawnego gwaranta stabilności, Rosję, nie zgłaszając jednocześnie wyraźnie akcesu do zachodniego sojuszu. Na naszych oczach wykuwa się multipolarny porządek świata.

Niemoc Rosji nabiera coraz wyraźniejszych konturów. Kontrofensywa ukraińskich sił w obwodzie chersońskim obnażyła słabości rosyjskiej armii, która straciła kontrolę nad 6 tys. km2 terytorium Ukrainy. Kilka dni później Azerbejdżan powiedział „sprawdzam”, atakując właściwe terytorium Armenii, a nie jak dotychczas Górskiego Karabachu, którego większą część azerskie siły odbiły podczas 44-dniowej wojny w 2020 r.

O ile regularne starcia armeńsko-azerskie w regionie Górskiego Karabachu były dotychczas na porządku dziennym, nawet po wynegocjowanym porozumieniu pokojowym, którego trwałość formalnie zapewniała m.in. obecność rosyjskich „sił pokojowych” na tym obszarze, o tyle bezpośrednia ofensywa na cele znajdujące się w Armenii właściwej to novum.

W poszukiwaniu alternatywy dla rosyjskiego niedźwiedzia 

Azerbejdżan miał mocne karty w ręku i zagrał nimi va banque. Armenia należy bowiem do Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ, nazywane też ODKB), którego członkowie (m.in. Rosja) są zobowiązani do udzielenia pomocy sojusznikom w razie ataku na ich terytorium. Baku jednak uznało, że Moskwa jest aktualnie tak słaba, że nie pozwoli sobie na otwarcie kolejnego frontu w Kaukazie Południowym.

W 2020 r. opieszałość Rosji w pierwszych tygodniach wojny, kiedy Armenia domagała się jej wsparcia, tłumaczona była faktem, że Górski Karabach de iure należał i należy do Azerbejdżanu. Zresztą sama Armenia nie uznawała go za część swojego terytorium, co wykluczało wojskową interwencję. Tym razem Rosja nie ma takiej wymówki.

Azerbejdżan posiada też zabezpieczony europejski front. Rezygnacja Unii Europejskiej z rosyjskich węglowodorów zmusiła wspólnotę do poszukiwania innych kierunków dostaw. W krótkim okresie zintensyfikowała zakupy płynnego gazu LNG z odległych miejsc, m.in. z Dalekiego Wschodu, Australii, Afryki i Stanów Zjednoczonych.

Europa planuje także rozbudowę gazociągów z regionu wschodniego Morza Śródziemnego, Morza Kaspijskiego i Azji Centralnej. Azerbejdżan odgrywa tu niebagatelną rolę jako dostawca i kraj tranzytowy dla surowców z Turkmenistanu czy Kazachstanu. Unijni liderzy zdają sobie sprawę, że Baku jest niezbędnym elementem dywersyfikacji energetycznej wspólnoty. UE podjęła więc wysiłki mediacyjne między Armenią i Azerbejdżanem, żeby przyspieszyć proces pokojowy między krajami, który ma doprowadzić do zakończenia sporów terytorialnych, a także uwolnić potencjał infrastrukturalny Kaukazu Południowego.

Armenia równolegle otworzyła się na rozmowy z Turcją. Granica z tym krajem pozostawała od lat zamknięta, a wszelkie próby rozmów blokował Azerbejdżan, bo wiązał tę kwestię ze sporem o Górski Karabach. Ankara, główny sojusznik Baku, ulegała tym naciskom, ale odbicie spornego regionu przez Azerbejdżan umożliwiło rozmowy. W grudniu 2021 r. Armenia i Turcja wyznaczyły specjalnych wysłanników ds. normalizacji stosunków, a w tym roku otwarto między stolicami połączenia lotnicze.

Proces pokojowy z Azerbejdżanem i Turcją przyniósł koszty polityczne dla premiera Armenii, Nikola Paszyniana. Opozycja ostro krytykowała go za to, że ugina się pod presją sąsiadów bez żadnych korzyści dla państwa. Paszynian bronił się, że jest gotów podpisać każde porozumienie pokojowe, które zapewni Ormianom bezpieczeństwo. Zdawał sobie sprawę, że dominacja wojskowa Azerbejdżanu jest przygniatająca i z czasem będzie się powiększać.

W konsekwencji weekendowa wizyta spikerki Izby Reprezentantów, Nancy Pelosi, jest odbierana w Armenii entuzjastycznie (witały ją dziesiątki amerykańskich flag w stolicy). Niestety stwierdzenie Pelosi, że „USA uznaje Turcję, tak jak i Azerbejdżan, za odpowiedzialne za konflikt w Górskim Karabachu”, nie przyniosą Stanom sympatii w regionie, a tylko wzmocnią terytorialne antagonizmy.

W tym kontekście UE powinna rozważyć własną ofertę dla Armenii, która wesprze formalne rozpoznanie wzajemnych granic przez Armenię i Azerbejdżan (włączając uznanie przez Armenię, że Górski Karabach jest częścią Azerbejdżanu), do czego oba kraje są gotowe.

Pomimo że Erywań jest prorosyjski (to Paszynian ogłaszał wysłanie „sił pokojowych” OUBZ podczas styczniowych protestów w Kazachstanie, w Armenii znajduje się rosyjska baza wojskowa, a kraj nie potępił rosyjskiej agresji na Ukrainę w rezolucji ONZ), tłumaczy to bezalternatywnością wyboru sojuszników. Poza Rosją wsparcie przeciwko Azerbejdżanowi i Turcji może oferować jedynie jeszcze wcześniej niż Rosja wyklęty przez Zachód Iran, któremu zmiana układu sił na Kaukazie Południowym na niekorzyść Rosji może się nie spodobać.

Notabene to właśnie ten kraj będzie miał interes w blokowaniu najważniejszego geopolitycznego celu Azerbejdżanu, czyli budowy korytarza łączącego Azerbejdżan właściwy z graniczącą z Turcją eksklawą, Nachiczewaniem. Korytarz musi przebiegać przez terytorium Armenii, a Baku planuje jego budowę w pobliżu granicy z Iranem. To odcięłoby Iran od bezpośredniego połączenia z Armenią.

Wszystkie te układy mają jeden wspólny czynnik – osuwającą się z regionu Rosję, która traci wpływy na rzecz rosnącego w siłę Azerbejdżanu, Turcji oraz rozczarowanej rosyjską postawą Armenii.

Rosja już nie jest żandarmem Azji Środkowej 

15 września w Samarkandzie w Uzbekistanie odbył się szczyt Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SCO). Zdjęcia mogą przyprawić zachodnich liberałów o zawrót głowy – oto w jednym miejscu spotykały się ikony autokracji od Ibrahima Raisiego, prezydenta Iranu, przez Putina po prezydenta Chin, Xi Jinpinga.

Towarzyszą im: głowa państwa-członka NATO (prezydenta Turcji, Erdogana), premier Indii, „największej demokracji świata”, Modi, i Tokajew, przywódca Kazachstanu, na którego niezależność względem Rosji liczy Zachód. Czy rzeczywiście możemy mówić o „połowie ludzkości po stronie Rosji”, jak wieszczy Jędrzej Bielecki z „Rzeczpospolitej”?

W żadnym wypadku. Szczyt SCO tylko potwierdza, że Putin staje się gorącym kartoflem. Zanim Rosja zdążyła zabrać głos w sprawie prośby Armenii o zastosowanie art. 4 OUBZ (odpowiednik art. 5 w NATO, który stanowi, że zbrojna napaść na jednego z członków układu oznacza atak na cały sojusz), Kazachstan stwierdził, że nie przewiduje wysłania do Armenii swoich żołnierzy.

To nie tylko rewanż za styczniowy ruch Armenii podczas zamieszek w Kazachstanie, ale też policzek dla Putina, świadczący o słabości anty-NATO-wskiego sojuszu. Zaraz po inwazji Rosji na Ukrainę Astana odrzuciła prośbę Moskwy o wsparcie militarne, pomimo że krajem rządzi wspierany przez Moskwę, a jednak zachowujący dozę niezależności Tokajew.

Będąc w Petersburgu oświadczył on, że nie uzna niepodległości tzw. donbaskich republik, bo widzi w tym zagrożenie dla integralności terytorialnej Kazachstanu. Na początku bieżącego roku członkowie rosyjskiej Dumy poruszali w podobnym tonie jak wcześniej Kreml w stosunku do Krymu i Donbasu kwestię roszczeń terytorialnych Rosji wobec Kazachstanu.

W głosowaniu nad umożliwieniem prezydentowi Zełenskiemu wzięcia udziału w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ Kazachstan zagłosował „za”, w przeciwieństwie do najbliższych sojuszników Rosji. W ostatnich dniach zaś Astana uderzyła w omijające sankcje na Rosję ciężarówki przewożące towary z granicy z UE.

Ruchy Kazachstanu wskazują z jednej strony na malejącą zależność od Rosji, z drugiej na gotowość prowadzenia wielowektorowej polityki, której wynikiem mogłoby być zwiększenie znaczenia jako dostawcy węglowodorów do Europy i Chin. W Kazachstanie dzień przed szczytem SCO zjawił się zarówno papież Franciszek, jak i Xi Jinping.

Wizyta sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Chin w Kazachstanie ma duży ciężar polityczny, bo jest pierwszą podróżą zagraniczną Xi Jinpinga od czasu wybuchu pandemii w styczniu 2020 r. Chiny odnotowują słabą siłę militarną Rosji i skuteczność nałożonych przez Zachód na Rosję sankcji, co spowalnia globalny wzrost gospodarczy, którego beneficjentem w dużej mierze jest Pekin.

Obrazki z Samarkandy, na których Putin szuka wzroku Xi Jinpinga, stara się go zainteresować rozmową, a chiński przywódca wygląda na średnio zainteresowanego, są dobrą ilustracją zwiększania się dominującej roli Chin w dwustronnych relacjach.

Starcia na granicy Kirgistanu i Tadżykistanu, w których śmierć poniosło już ponad 70 osób, są kolejnym sprawdzianem dla możliwości Rosji dotyczących utrzymania porządku w regionie. Kazachstan, Kirgistan i Uzbekistan tuż po ogłoszeniu przez Rosję częściowej mobilizacji ostrzegły swoich obywateli, że za dołączenie do wojen na terytoriach innych państw będzie grozić odpowiedzialność karna. Uzbekistan z Tadżykistanem zaś prowadzą rozmowy z USA nt. dostaw afgańskich śmigłowców, które Waszyngton wycofał z tego kraju po przejęciu władzy przez talibów. Impotencja Moskwy może skutkować śmielszymi ruchami Chin w Azji Centralnej i próbami zaangażowania się w sfery wykraczające poza stricte kontrakty handlowe i energetykę.

Nagrania ze spotkań Putina z przywódcami innych państw, podczas których musiał on grzecznie czekać na Modiego, Erdogana, Dżaparowa (prezydent Kirgistanu) i Alijewa (prezydenta Azerbejdżanu), są dla niego wizerunkowym ciosem. Co więcej, Putin tłumaczył Xi Jinpingowi, że postara się odpowiedzieć na jego „obawy i pytania” (czyli takowe istnieją), zaś Modi stwierdził, że to nie czas na wojny. Tymczasem do Mołdawii udał się przewodniczący tureckiego parlamentu, gdzie na spotkaniu z turkijską mniejszością w autonomicznej Gagauzji mówił, że Turcja nie chce „nowych ataków, nowej wojny” i apelował o integralność terytorialną Mołdawii.

Na naszych oczach powstaje wielobiegunowy świat

Szczyt w Samarkandzie świadczy nie tyle o sile antyzachodniego ośrodka, co o tworzeniu wielobiegunowego porządku światowego, gdzie regionalne potęgi nie chcą się jasno opowiadać po którejś ze stron bloku. Ich postawa to wyraźny sygnał dla USA, które w razie zaognienia się konfliktu z Chinami (np. o Tajwan, o czym niedawno pisaliśmy) nie będą mogły liczyć na bezwarunkowe wsparcie balansujących państw, takich jak Indie, Kazachstan czy Turcja, nie mówiąc już o położonych z dala od regionów i ogarniętych wojną państw afrykańskich.

Każde z takich „niezdecydowanych” krajów będzie kierowało się w większym stopniu interesami narodowymi. W odniesieniu do retoryki i działań Indii to klasyczna polityka multipolarna. Delhi wszystkim partnerom mówią i dają na przemian coś przyjemnego i coś nieprzyjemnego, uważając, by w tym slalomie nie przesadzić i nie wypaść z trasy, gdzie na mecie są Wielkie Indie.

Tą logiką, jak się wydaje, kierują się także mniejsze ośrodki siły. Spotkanie przywódców państw-członków i państw-obserwatorów SCO pokazuje, że przy malejącej pozycji Rosji w światowym porządku wielobiegunowość wcale nie musi oznaczać układania się z Moskwą, kiedy jest osaczona przez Zachód (świadczą o tym m.in. zakup rosyjskiej ropy przez Indie, obietnica reeksportu rosyjskich produktów przez Turcję), ale też wybijanie się na niezależność, kiedy Rosja szuka wsparcia po wojskowej kompromitacji na Ukrainie.

Ceną w nowym układzie nie będzie lojalność czy traktatowe zobowiązania, ale kontrakty, umowy handlowe i ustępstwa polityczne. Zarówno USA, jak i UE muszą być gotowe, żeby w odpowiednim momencie zapłacić taką cenę za przyjazność balansujących krajów.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.