Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Kryzys na Wschodzie, wyzwania na Zachodzie. Polska regionalnym gwarantem bezpieczeństwa po klęsce Rosji?

Kryzys na Wschodzie, wyzwania na Zachodzie. Polska regionalnym gwarantem bezpieczeństwa po klęsce Rosji? https://twitter.com/MorawieckiM/status/1568495344798818304/photo/3

W perspektywie najbliższych miesięcy lub lat sytuacja na Wschodzie może ulec diametralnej zmianie. W wymiarze strategicznym nowej rzeczywistości politycznej bliżej będzie do realiów XVII wieku niż do uwarunkowań, z którymi Polska musiała mierzyć się na Wschodzie od czasów odzyskania niepodległości. Głównymi wyzwaniami wydają się kwestia stabilizacji najbliższego sąsiedztwa oraz wypracowanie polityki wobec zagrożeń płynących z pogrążonej w kryzysie Rosji. Polska może stać się gwarantem stabilności na wschodzie Europy i jeszcze ważniejszym niż obecnie partnerem regionalnym dla państw zachodnich. Z tej perspektywy niedawne decyzje o zwiększeniu Wojska Polskiego czy wielkich zakupach zbrojeniowych od USA i Korei Południowej stają się bardziej zrozumiałe. Żeby w pełni wykorzystać powstające szanse, Polska będzie musiała osiągnąć zdolność samodzielnej projekcji siły na Wschód, by w razie konieczności podejmować działania stabilizacyjne lub okazywać znaczną pomoc wojskową siłom sojuszniczym.

Niniejszy tekst to druga część eseju Jana Smugi Ukraina zwycięży, ale to dopiero początek wyzwań dla Polski, opublikowanego w raporcie Rozpad starego świata. Próba syntezy po pół roku wojny na Ukrainie. Pierwsza część artykułu, zawierająca argumenty na rzecz hipotezy porażki Rosji na Ukrainie, dostępna jest w raporcie oraz została opublikowana na łamach portalu klubjagiellonski.pl.

Między smutą a dosłownym rozpadem państwa

Niskie szanse na zwycięstwo Moskwy w konflikcie z Ukrainą każą zastanowić się, jaka będzie Rosja po ewentualnej przegranej. Wojna była testem dla tego kraju i jego mocarstwowej pozycji, nie został on zdany. W wypadku przegranej w wojnie Rosja nie tylko przestanie być mocarstwem, ale również nie będzie się za takie uważać. Proces ten może zająć pewien czas (rosyjskie społeczeństwo znajduje się pod znacznym wpływem kremlowskiej propagandy) albo mieć błyskawiczny przebieg pod wpływem szoku, jakim okaże się przegrana z Ukrainą. Podobnie jak w przypadku przebiegu konfliktu ramy czasowe nie są kluczowe, by nakreślić stan końcowy. Tym będzie zapewne głęboki, wielowymiarowy kryzys wewnętrzny.

Poczucie bycia mocarstwem jest jednym z ważniejszych elementów konstrukcji Rosji. Dotyczy to zarówno klasy politycznej i polityki przez nią prowadzonej, jak i społeczeństwa. W wymiarze politycznym Moskwa opiera swoje działania o mocarstwowy, imperialny model – w ten sposób postrzega świat, stawia sobie cele i próbuje je realizować. Na tym opierała się przez ostatnie kilkaset lat. Imperializm i mocarstwowość są zatem wpisane na stałe w rosyjską państwowość w jej obecnym, postsowieckim kształcie.

Jest to widoczne również w wymiarze społecznym. Poczucie bycia mocarstwem – często werbalizowane przez Rosjan powiedzeniem, że „cały świat się nas boi i nas przez to szanuje” – jest nieodzownym elementem umowy społecznej. Rosyjskie społeczeństwo może nie żyć tak dobrze, jak te zachodnie, gdyż bardziej utożsamia się z państwem oraz jego rzekomą wielkością i siłą niż z własnym dobrobytem. Nie przekłada się to oczywiście na ogólnospołeczną gotowość poświęcenia się dla państwa, ale jest to dla Rosjan ważne. Widać to np. w kulcie wielkiej wojny ojczyźnianej, który oprócz wymiaru propagandowo-politycznego, odgórnie zarządzanego przez Kreml, zawiera również element autentycznej społecznej emocji.

Wszystko to nie będzie już dalej możliwe w warunkach przegranej wojny z Ukrainą. Rosja będzie musiała zacząć poruszać się w nowej rzeczywistości, w której nie będzie miała dotychczasowej pozycji i takich narzędzi wpływu na partnerów zewnętrznych, przestrzeń postsowiecką czy nawet własnych obywateli, jakimi dysponowała przed wybuchem wojny. Zmieni to znacznie układ sił w samej Rosji lub wręcz wymusi odejście od dotychczasowego modelu państwa. Spowoduje to też, że liczne wewnętrzne napięcia i konflikty, od lat zwalczane lub skutecznie wyciszane przez Moskwę, odżyją z nową siłą. Dotyczy to kwestii politycznych (np. rywalizacji poszczególnych grup wewnątrz elity), społecznych (problemów socjalnych, zubożenia ludności czy kłopotów ekologicznych, które w przeszłości generowały protesty społeczne), gospodarczych (spadku PKB, upadku całych gałęzi przemysłu) czy regionalnych (napięcia na linii Moskwa-regiony, separatyzmu niektórych regionów itd.).

Połączenie tych zjawisk – konieczności zmiany dotychczasowego modelu oraz odnowienia istniejących już wcześniej napięć – będzie generowało poważne wyzwania dla stabilności Rosji. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że Moskwa w którymś momencie nie będzie już w stanie sobie z nimi radzić, a dalszy bieg wydarzeń będzie miał niekontrolowany przebieg.

Dodatkowo przegrana w wojnie zapewne uruchomi zmiany polityczne w samej Rosji. Możliwe nawet, że to zmiany polityczne w kraju (np. przewrót spowodowany zmęczeniem części elit sankcjami i brakiem perspektyw na wygraną) ostatecznie przypieczętuje przegraną. Nie można o tym obecnie przesądzać i nie jest to kluczowe dla wywodu.

Ważne jest to, że Władimir Putin będzie miał znaczne problemy, by utrzymać się dalej u władzy albo będzie to wręcz niemożliwe. Zmiana władzy uruchomi natomiast cały szereg wielokrotnie opisywanych procesów typowych dla zmiany władzy w państwach autorytarnych, rządzonych przez lata przez jednego przywódcę.

Po pierwsze, otworzy się okno możliwości w skostniałym systemie administracji państwowej. Zmiany kadrowe staną się możliwe, a poszczególni gracze szybko dojdą do przekonania, że warto grać nawet nieczysto, by polepszyć swoją pozycję, szczególnie że wcześniej czy później system znów zastygnie, a na nowe okno możliwości trzeba będzie czekać aż do nowego rozdania politycznego, które może nie nastąpić szybko. Podobny proces wewnątrz komunistycznej partii Związku Sowieckiego doprowadził do porozumień białowieskich i jego rozpadu.

Po drugie, uruchomi to proces przeformatowania własności aktywów gospodarczych (znane Rosjanom z lat 90. pierierazpriedielienie sobstwiennosti) i systemu korupcyjnych rent. Siłą rzeczy będzie wiązało się to z licznymi konfliktami wewnątrz elity. Cześć jej członków może sięgnąć po radykalne narzędzia zapewnienia sobie optymalnej pozycji, takie jak regionalny separatyzm.

Po trzecie, potencjalna zmiana władzy poluzuje misternie budowaną przez Putina sieć wertykalnej władzy, której jest on zwornikiem. System władzy w Rosji w dużej mierze opiera się na lojalności wobec Putina. Jego odejście nawet w warunkach pokojowych spowodowałoby zachwianie całego systemu, podobnie jak odbyło się to w innych państwach postsowieckich, gdzie kwestia sukcesji władzy po długoletnich przywódcach była przez lata określana jako główne zagrożenie dla ich stabilności. Zawsze skutkowało to dogłębną zmianą krajobrazu politycznego, niekiedy z dość burzliwym przebiegiem. W warunkach kryzysu i przegranej wojny procesy te mogą mieć bardziej gwałtowny i destruktywny charakter.

Całość każe zakładać, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że przegrana Rosji będzie wiązała się z jej funkcjonalnym upadkiem. W łagodnym wariancie z implozją i długotrwałym wewnętrznym kryzysem, a w wariancie radykalnym z konfliktami wewnętrznymi i możliwą zmianą granic, dosłownym rozpadem państwa.

Można rysować wiele potencjalnych scenariuszy upadku Rosji, jednak wobec licznych niewiadomych i czynników losowych jest to zadanie tyleż ciekawe, co bezcelowe. Wspólnym mianownikiem tych scenariuszy jest jednak to, że Rosja pogrąży się w głębokim, egzystencjalnym wewnętrznym kryzysie. Będzie to miało również negatywne konsekwencje dla rosyjskich sojuszników i klientów na całym świecie: od Wenezueli i Syrii po Białoruś, którzy stracą wsparcie ze strony Moskwy, kluczowe dla trwania ich reżimów.

Koło ratunkowe Zachodu nie zostanie rzucone Rosji 

Pewnym czynnikiem, który mógłby osłabić skalę upadku Rosji po przegranej w wojnie, jest wsparcie ze strony Zachodu. Zachód może obawiać się niekontrolowanego upadku Rosji i niestabilności, jaką taki rozwój wydarzeń spowoduje, a także negatywnych konsekwencji dla państw zachodnich. W tym celu mógłby próbować przeciwstawiać się rozpadowi Rosji lub wręcz udzielać jej niezbędnego wsparcia, by do takiego scenariusza nie doszło. Dwa czynniki mogą zdecydować o tym, że tego typu działania raczej nie uchronią Rosji przez implozją.

Pierwszym jest to, że Zachód niekoniecznie może być zainteresowany takową pomocą. Mogą świadczyć o tym np. amerykańskie działania, np. przywołane wcześniej wprowadzenie przez amerykańskie instytucje państwowe dyskursu o potrzebie „dekolonizacji” Rosji, a zatem głębokiego przeformatowania rosyjskiej państwowości. Chodzi w nim o to, by podobnie jak wcześniej wobec Niemiec czy Japonii trwale wymazać imperializm ze świadomości politycznej elit i społeczeństwa poprzez strukturalnie i prawne zmiany.

By działania te były skuteczne, Rosja musi uświadomić sobie skalę swej porażki i przejść poważną metamorfozę. Nie jest to możliwe bez uprzedniego demontażu starego systemu, nawet jeśli będzie się wiązało to z przejściową destabilizacją.

Drugim czynnikiem jest to, że niezależnie od działań podejmowanych przez aktorów zewnętrznych (jeśli nie przez Zachód, to np. przez Chiny) mających na celu zatrzymanie upadku Rosji będą one z dużym prawdopodobieństwem niewystarczające wobec ogromu strukturalnych wyzwań spowodowanych samą naturą rosyjskiego systemu.

Podobny proces zaszedł po upadku Związku Sowieckiego. Stany Zjednoczone były przeciwne temu by, ZSRR się rozpadł, bo obawiały się znacznej destabilizacji, proliferacji broni masowego rażenia itd. Po upadku komunizmu w bloku wschodnim w 1989 roku Waszyngton podejmował szeroko zakrojone działania mające na celu zapobiegnięcie rozpadowi ZSRR.

USA wysyłały do Związku Sowieckiego pomoc humanitarną w wielkiej ilości, a prezydent George Bush w Kijowie w 1990 roku otwarcie przemawiał przeciwko niepodległości Ukrainy i innych republik związkowych.

Nie było to jednak wystarczające wobec ogromu wyzwań i skali wielowymiarowego kryzysu, w jakim znalazł się ZSRR, i nie uchroniło go przed upadkiem. Problemy wewnętrzne, z jakimi obecnie mierzy się Rosja, nie są wcale mniejsze. Odporność i siła struktur państwowych, jakimi dysponował ZSRR, wydaje się większa niż współczesnej Rosji.

Co to oznacza dla Polski? 

Kryzys na Wschodzie, jaki prawdopodobnie nastanie wraz z końcem konfliktu, znacząco zmieni obecne od dekad bazowe uwarunkowania polskiej polityki zagranicznej i stworzy nową rzeczywistość strategiczną. Polska będzie musiała zmierzyć się z nowymi wyzwaniami, ale również wykorzystać nowe możliwości, jakie przed nią staną.

W przypadku przegranej Rosji Polska będzie najsilniejszym graczem w naszej części Europy. To samo w sobie nie oznacza jeszcze scenariusza pozytywnego dla Polski. Ukraina nawet po wygranej z Rosją będzie krajem słabym, wyniszczonym wojną, z ograniczonymi zdolnościami i skoncentrowanym przede wszystkim na odbudowie.

Zachód, głównie USA, ale także UE i NATO, będzie oczywiście zaangażowany w regionie, ale jego potencjał oddziaływania wskutek geograficznego oddalenia będzie opierał się w istotnym stopniu na lokalnych sojusznikach, przede wszystkim Polsce, podobnie jak obecnie w przypadku wojny na Ukrainie. Jednocześnie bez zapewnienia zachodniego wsparcia, i co najważniejsze finansowania, dla swoich działań Polska ryzykuje powtórzeniem drogi Turcji po arabskiej wiośnie.

Ankara również zyskała wiele na upadku lub spadku znaczenia wrogich jej reżimów w swoim sąsiedztwie i niewątpliwie urosła do roli regionalnego lidera. Skala wyzwań przerosła jednak możliwości organizacyjne, polityczne i finansowe Turcji, która ostatecznie nie umiała w pełni skapitalizować pierwotnego sukcesu.

Chaos, jaki ogarnął region i jego najbliższe otoczenie, wygenerował cały szereg nowych zagrożeń: od napływu uchodźców przez kryzysy polityczne i konflikty zastępcze po potrzebę bezpośredniego zaangażowania militarnego w swoim sąsiedztwie.

Polska powinna mieć wizję, w jaką stronę kształtować politykę Zachodu i jego instytucji, których jest częścią. To od efektywnej współpracy z nimi zależy powodzenie przyszłej polityki wschodniej, w szczególności finansowania ambitnych działań, jakie mogą być konieczne w nowej rzeczywistości. Niemniej ważne wydaje się również dostosowanie do ogromu wyzwań polskich możliwości politycznych i organizacyjnych w ramach struktur państwowych. W przypadku nieumiejętnych działań w zakresie zyskania wsparcia i finansowania dla swojej polityki wschodniej ryzykujemy (jako Polska) powtórzeniem tureckiego scenariusza.

Kryzys na Wschodzie

Głównymi wyzwaniami, jakie będą stały przed Polską, wydają się kwestia stabilizacji najbliższego sąsiedztwa oraz wypracowanie polityki wobec zagrożeń płynących z pogrążonej w kryzysie Rosji. Są to kwestie ze sobą połączone. Stabilne sąsiedztwo będzie buforem dla potencjalnych zagrożeń związanych z destabilizacją Moskwy.

Pierwsza kwestia dotyczy Ukrainy i Białorusi. W przypadku Ukrainy kluczowe będą pytania o włączenie się Polski w proces odbudowy tego kraju, tak by móc przekuć sukcesy, jakie Polska osiągnęła, wspierając Ukrainę w wojnie z Rosją, w trwałe rozwiązania. Jest to przede wszystkim instytucjonalizacja współpracy, która pomoże zachować pozytywne relacje, jakie wykształciły się w trakcie konfliktu oraz wspieranie polskich podmiotów, które będą zaangażowane w proces odbudowy, tak by zabezpieczało to polskie interesy.

W przypadku Białorusi sytuacja jest bardziej skomplikowana. Reżim Łukaszenki, który straci wsparcie płynące z Moskwy, będzie miał spore trudności z zachowaniem władzy w kraju, a bardzo możliwe, że nawet ją straci.

Polska musi być zatem gotowa, by wspierać taki rozwój dalszych wydarzeń na Białorusi, by następna władza w Mińsku była zainteresowana westernizacją kraju. Demokracja i rządy prawa, które najłatwiej jest wprowadzić za pomocą wizji europejskiej integracji kraju i korzyści z tego płynących, są najlepszym i trwałym gwarantem realizacji polskich interesów na Białorusi.

Dotyczy to strategicznych kwestii, takich jak uczynienie z tego państwa bufora od Rosji (nieważne, czy pogrążonej w trwałym kryzysie, czy odbudowującej się po krótkotrwałej smucie), spraw ekspansji gospodarczej polskich podmiotów na ten rynek i poszanowania praw polskiej mniejszości. Są to zadania proste w swoim zamyśle, ale bez wątpienia będą trudne i kosztowne w realizacji.

W przypadku Rosji skala wyzwań będzie wprost zależna od rozwoju wydarzeń w tym kraju i głębokości kryzysu, w jakim się pogrąży. W scenariuszu krótkotrwałego kryzysu i dalszej odbudowy Rosji wyzwaniem będzie zapewnienie, by Moskwa wyzbyła się swoich imperialnych ambicji. W razie upadku Rosji i jej trwałej destabilizacji lista wyzwań się wydłuży.

Zdestabilizowana Rosja, choć nie będzie zagrażać Polsce swoją imperialną, agresywną polityką, to będzie generować takie zagrożenia, jak napływ uchodźców (nie tylko z samej Rosji, ale np. również migrantów zarobkowych z republik postsowieckich), próżnia bezpieczeństwa i groźba destabilizacji regionu będącego w pobliżu Polski poprzez możliwe konflikty wewnętrzne, przerwanie łańcuchów dostaw czy zagrożenia związane z proliferacją rosyjskiej broni masowego rażenia.

Jednocześnie taki rozwój wydarzeń daje Polsce znaczne szanse na zwiększenie swojej roli politycznej i gospodarczej. Polska może stać się gwarantem stabilności na wschodzie Europy i jeszcze ważniejszym niż obecnie partnerem regionalnym dla państw zachodnich. W wymiarze gospodarczym stworzy to dla polskich podmiotów możliwość ekspansji i zajęcia luki, jaka powstanie po spowodowanym kryzysem w Rosji spadkiem znaczenia lub upadkiem podmiotów rosyjskich.

Odrębną kwestią będzie sektor energetyczny. W przypadku trwałego i poważnego kryzysu w Rosji Polska dzięki powstałej już infrastrukturze przesyłowej będzie miała możliwość stania się hubem gazowym i paliwowym dla najbliższego sąsiedztwa, a w wydającym się dzisiaj fantastycznym scenariuszu kluczowym partnerem państw zachodnich w zapewnieniu bezpieczeństwa dalszych dostaw rosyjskich surowców energetycznych w warunkach chaosu w Rosji.

Z tej perspektywy niedawne decyzje o zwiększeniu Wojska Polskiego czy wielkich zakupach zbrojeniowych od USA i Korei Południowej stają się bardziej zrozumiałe. Żeby w pełni wykorzystać powstające szanse, Polska będzie musiała osiągnąć możliwość samodzielnej projekcji siły na Wschód, by w razie konieczności podejmować działania stabilizacyjne lub okazywać znaczną pomoc wojskową siłom sojuszniczym.

Są to oczywiście jedynie hipotetyczne ilustracje potencjalnych dylematów i zadań, z jakimi Polska może będzie musiała zmierzyć się w przyszłości, a nie konkretne prognozy. Tym niemniej pokazują one skalę wyzwań i szans. Oczywistym problemem będzie też to, jak podobne działania sfinansować. Prawdopodobnie okaże się to niemożliwe bez zachodniego wsparcia, a o nie trzeba będzie efektywnie zabiegać, prowadząc skuteczną politykę europejską.

Głównym wnioskiem z tych rozważań powinno być stwierdzenie, że w perspektywie najbliższych miesięcy lub lat sytuacja na Wschodzie może ulec diametralnej zmianie i będziemy musieli odnaleźć się w zupełnie nowej rzeczywistości politycznej. Będzie to rzeczywistość, której w wymiarze strategicznym bliżej jest do realiów XVII wieku niż do uwarunkowań, z jakimi Polska musiała mierzyć się na Wschodzie od czasów odzyskania niepodległości.

Wyzwania na Zachodzie

Oprócz kryzysu na Wschodzie Polska będzie musiała mierzyć się z szeregiem poważnych wyzwań na Zachodzie, przede wszystkim w relacjach z Niemcami, ale również innymi wielkimi europejskimi graczami, np. Francją. Są one wprost zależne od zmiany uwarunkowań na Wschodzie, właściwie z nich wynikają.

W optyce Berlina wzrost znaczenia Polski na Wschodzie będzie odbywał się w dużej mierze kosztem pozycji Niemiec. Berlin przez lata budował swoją pozycję polityczną i gospodarczą na pokoju w Europie oraz we współpracy gospodarczej z Rosją i Chinami. Wojna na Ukrainie, a w perspektywie również możliwy kryzys na Pacyfiku, stawia Niemcy przed potrzebą wymyślenia na nowo swojego modelu gospodarczego i polityki zagranicznej, w szczególności polityki wschodniej. Obecnie takie zmiany są dyskutowane w ramach niemieckiej elity (trwające od początku wojny dyskusje nad Zeitenwende, „wododziałem” w polityce Niemiec), ale nadal nie ma konsensusu co do ich możliwych parametrów.

Niemcy wydają się tkwić w starych koleinach. Jeżeli dalej pozostaną przy dawnych schematach, to nie będą zainteresowane zmianą architektury międzynarodowej na wschodzie Europy i będą starały się tym zmianom przeciwstawiać. Wówczas gros ich działań będzie skierowane przeciwko tym aktorom, którzy będą te zmiany aktywnie wykorzystywali na swoją korzyść, a zatem przeciwko Polsce.

Do podobnych procesów dochodzi już dziś. Niemcy wykorzystują mechanizmy unijne i spory z Polską do prób ograniczenia wzrostu pozycji Polski, spowodowanego jej rolą w konflikcie rosyjsko-ukraińskim. Przyznają to nawet niektórzy polscy decydenci. W wypowiedziach medialnych relacjonują, że ich amerykańscy rozmówcy pytają o to, jak Niemcy reagują na widoczny wzrost znaczenia Polski na arenie międzynarodowej oraz łączą z tym niemieckie działania na forum unijnym, wymierzone w Polskę, np. kwestie funduszy na rzecz realizacji Krajowego Planu Odbudowy.

Należy jasno stwierdzić, że powyższe działania Berlina wynikają z tego, jak Niemcy interpretują na daną chwilę własne interesy, a nie z bieżących sporów politycznych z obozem rządzącym w Polsce. Oczywiście niektóre działania Warszawy, np. napięcia w sprawie reformy sądownictwa, ułatwiają Berlinowi prowadzenie takiej polityki, jednak nie są jej przyczyną.

Niezależnie od tego, jaka partia będzie rządzić w Polsce, niemieckie elity będą dążyć do ograniczenia wzrostu roli, jaką odgrywa Polska na Wschodzie, a co za tym idzie, ogólnego wzrostu znaczenia kosztem pozycji Niemiec. Metody i narracje je usprawiedliwiające mogą być w przyszłości inne niż te obecnie stosowane, jednak ich cel pozostanie ten sam.

Żeby przeciwdziałać takiemu rozwoju wydarzeń, Polska musi prowadzić skuteczniejszą politykę wobec Europy, w szczególności Niemiec. Obecnie jedynym instrumentem pozwalającym na sprostanie temu wyzwaniu jest proaktywna polityka kształtowania UE zgodnie z polskim interesem i budowania efektywnych koalicji państw członkowskich. Do prowadzenia takich działań niezbędny jest cały szereg elementów. Wymieniono je poniżej.

1. Budowanie sojuszy regionalnych

Pozycja Polski w Unii Europejskiej jest w dużej mierze zależna od tego, na ile jest w stanie działać wspólnie i w koordynacji ze swoimi sąsiadami i regionalnymi sojusznikami. Występując jako lider regionu, Polska ma lepszą pozycję negocjacyjną wobec Niemiec. Mimo pewnej wspólnoty interesów z państwami Europy Środkowej nie jest to proste działanie. Formaty, które Polska współtworzy, takie jak V4 czy Trójmorze, są do tego zadania bardzo przydatne i potencjalnie to umożliwiają, ale żeby były skuteczne, wymagana są większe niż dotychczas zaangażowanie i skuteczność. Państwa regionu, gdy muszą dokonać wyboru między Berlinem a Warszawą, wybierają silniejszego partnera i wspierają na forum unijnym decyzje, które postulują Niemcy.

2. Stworzenie modelu współpracy z Niemcami, który jest obopólnie korzystny 

Niemcy w dającej się przewidzieć perspektywie nadal będą liderem Unii Europejskiej. Jest to obiektywne uwarunkowanie, które należy uwzględniać w politycznych kalkulacjach. Granie przeciwko Niemcom, jeśli nawet nie uniemożliwi realizacji polskich celów, to znacząco je utrudni i zmniejszy skuteczność działań.

Żeby temu zapobiec, niezbędne jest uwzględnienie również przynajmniej części interesów Niemiec w kalkulacjach i wypracowanie takiego modelu współpracy, w którym są one w pewnym stopniu zabezpieczone.

Wówczas współpraca z Warszawą, dająca możliwość przynajmniej częściowego odbicia strat, które przyniesie Berlinowi możliwy kryzys na Wschodzie i przeformatowanie tej części kontynentu, będzie dla niemieckich elit politycznych i biznesowych bardziej korzystną opcją niż niosące większe ryzyko rywalizacja i konfrontacja.

3. Zbudowanie języka i aparatu pojęciowego, za pomocą których można powyższy model przedstawiać na forum europejskim

Język i pojęcia, jakie są używane, mają duże znaczenie dla polityki, szczególnie międzynarodowej. To one kształtują nasz obraz świata i są do przekonania innych do określonych działań tak samo niezbędne jak wspólnota interesów. Ważne jest przedstawienie pozytywnej, wielostronnej agendy korzystnej dla wszystkich zainteresowanych.

Stany Zjednoczone przekonują o potrzebie głębokiego przebudowania państwowości rosyjskiej, ale nie mówią o tym wprost. Potrafią ująć to odpowiednimi pozytywnymi pojęciami. Opisują potrzebę „dekolonizacji” Rosji i przedstawiają jej obywateli jako główne ofiary rosyjskiego imperializmu, gdyż to oni żyją w państwie, które bardziej dba o swoje ambicje niż o dobrobyt własnych obywateli. Niemcy używają kwestii klimatycznych do narzucania własnych rozwiązań technologicznych i wspierania swojej gospodarki.

Podobnie Polska, a konkretnie nasza klasa polityczna i intelektualna, musi wypracować pozytywny język przedstawiający możliwy wzrost znaczenia kraju na Wschodzie nie jako triumfalne wybicie się na regionalne mocarstwo, a jako kompleks działań mających na celu zapewnienie europejskiego bezpieczeństwa i dobrobytu w warunkach kryzysu, a także misja krzewienia demokracji i praw człowieka na Wschodzie.

Zaangażowanie w rolę regionalnego stabilizatora to brzemię, które Polska w imię europejskiej solidarności i wspólnych wartości jest gotowa nieść, ale oczywiście spoczywa ono również i na pozostałych członkach Unii. Bez wypracowania odpowiedniego aparatu pojęciowego trudno będzie przekonać inne państwa unijne do wspierania działań korzystnych z polskiego punktu widzenia.

Nie ograniczajmy się do zachowawczych scenariuszy

Rok temu perspektywa dużej wojny w Europie nie była nawet brana pod uwagę jako coś, co może nastąpić w najbliższej przyszłości. Do samego wybuchu w lutym 2022 roku trwały debaty na temat tego, czy dojdzie do zbrojnego konfliktu. Znaczna część polskich ekspertów jeszcze w momencie, w którym Stany Zjednoczone ewakuowały swoich obywateli i personel dyplomatyczny z Ukrainy, zdecydowanie twierdziła, że do pełnoskalowej agresji nie dojdzie.

Obecnie perspektywa końca wojny jest równie odległa i nierealna, jak wówczas był jej wybuch. Tym niemniej konflikt ten podobnie jak i poprzednie wojny kiedyś się skończy. Europa i przestrzeń postsowiecka już nie będą takie same. Musimy być na to przygotowani i umieć wykorzystać możliwości, jakie dla nas stwarza nowa rzeczywistość, oraz zniwelować zagrożenia, jakie przyniesie.

Żeby to zrobić, musimy już dziś analizować i dyskutować nad różnymi scenariuszami rozwoju wydarzeń, a w swoich analizach wychodzić z istniejących uwarunkowań. Nie powinniśmy odrzucać logicznych, ale niemieszczących się w dotychczasowym porządku wniosków na korzyść scenariuszy bardziej zachowawczych, a przez to złudnie wydających się bardziej realistycznymi. W przeciwnym razie ryzykujemy straceniem historycznej szansy.

Niniejszy tekst to druga część eseju Jana Smugi Ukraina zwycięży, ale to dopiero początek wyzwań dla Polski, opublikowanego w raporcie Rozpad starego świata. Próba syntezy po pół roku wojny na Ukrainie. Pierwsza część artykułu, zawierająca argumenty na rzecz hipotezy porażki Rosji na Ukrainie, dostępna jest w raporcie oraz została opublikowana na łamach portalu klubjagiellonski.pl.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.