Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Dlaczego Rosja nie wygra tej wojny? 

Dlaczego Rosja nie wygra tej wojny?  Grafikę wykonała Julia Tworogowska.

Bez znaczącej zmiany polegającej na wyraźnym osłabieniu Ukrainy lub wzmocnieniu Rosji Moskwa skazana jest na przegranie rozpoczętej 24 lutego wojny. Może wydarzyć się to za kilka lat albo w tym roku w wyniku powolnego wykrwawiania i osłabiania gospodarczego lub gwałtownych zmian w samej Rosji, np. przewrotu obalającego Władimira Putina. Ramy czasowe i konkretne scenariusze nie są jednak kluczowe. Niskie jest bowiem prawdopodobieństwo wystąpienia czynników, które mogłyby zmienić bazowe, strukturalne parametry konfliktu wyznaczające jego ogólną dynamikę. Szansa, że Rosja przegra tę wojnę, jest wyższa niż to, że ją wygra, zatem ten wariant należy uwzględniać w kalkulacjach politycznych na przyszłość. Żeby udowodnić tę tezę, należy jednak szczegółowo przyjrzeć się czynnikom, które mogłyby zmienić obecną dynamikę konfliktu.

Niniejszy tekst to pierwsza część eseju Jana Smugi Ukraina zwycięży, ale to dopiero początek wyzwań dla Polski, opublikowanego w raporcie Rozpad starego świata. Próba syntezy po pół roku wojny na Ukrainie. Druga część artykułu, dotycząca konsekwencji prognoz autora dla Polski, dostępna jest w raporcie oraz zostanie opublikowana niebawem na łamach portalu klubjagiellonski.pl.

Po pół roku wojny można pokusić się o ostrożne zarysowanie perspektyw, jakie przyniesie koniec konfliktu. Ukraina zatrzymała rosyjskie postępy w Donbasie i przygotowuje się do ofensywy na południu. Wsparcie ze strony Stanów Zjednoczonych i innych państw zachodnich nie maleje. Rosja natomiast traci swoje zdolności ofensywne i powoli przechodzi do defensywy, mając przeciwko sobie nie tylko Ukrainę, ale i kolektywny Zachód. Dzięki temu, choć nie można być pewnym ram czasowych, można zaryzykować tezę, że Rosja ostatecznie przegra ten konflikt.

Niniejszy tekst koncentruje się na analizie perspektyw z punktu widzenia strukturalnych uwarunkowań i politycznych kalkulacji decydentów, a nie na konkretnych militarnych scenariuszach rozwoju wydarzeń. W warunkach dużej dynamiki, jaką generuje konflikt zbrojny, przewidywanie najbliższych ruchów stron konfliktu czy nadawanie im konkretnych ram czasowych jest skazane na duże ryzyko błędu.

Oparcie się o strukturalne czynniki i uwarunkowania oraz wysuwanie strategicznych wniosków pozwala z większą dozą prawdopodobieństwa na zarysowanie ogólnych ram przyszłych wyzwań.

Dlaczego zwycięstwo Rosji jest mało prawdopodobne? 

Główne polityczne parametry konfliktu nie uległy zmianie od końca marca. Są one szczegółowo opisane w artykule opublikowanym przez Klub Jagielloński. W skrócie: Rosja nie osiągnęła swoich pierwotnych celów, dla których rozpoczynała wojnę. Nie posiada zdolności ich osiągnięcia. Wraz z ponoszonymi stratami wojennymi i wpływem sankcji staje się coraz słabsza, choć oczywiście dzieje się to w wolniejszym tempie, niż życzyłoby sobie tego wielu na Ukrainie i w Polsce.

Ukraina była w stanie obronić się, odnieść pierwsze sukcesy (wycofanie się sił rosyjskich z obwodów kijowskiego, czernihowskiego i sumskiego) i przestawić się na tory wojenne. Zamrożenie konfliktu zawieszeniem broni, a tym bardziej jego zakończenie porozumieniem pokojowym, wydaje się niemożliwe ze względu na brak zgodności co do tego, na jakich warunkach mogłoby to być dla obu stron możliwe do zaakceptowania.

Nie można wykluczyć, że Rosja z braku innych alternatyw, zechce spróbować zakończyć ten konflikt w sposób najmniej bolesny dla siebie, sięgnie po sprawdzoną taktykę deeskalacji przez eskalację i posunie się do działań niekonwencjonalnych, takich jak wykorzystanie broni masowego rażenia na ograniczoną skalę na Ukrainie czy jednorazowego nalotu w jednym z państw NATO. O tym, że Rosja rozważa niekonwencjonalne zagrania, mogą świadczyć jej prowokacje z wykorzystaniem elektrowni jądrowej w okupowanym Enerhodarze.

Nawet taki odległy i mało realny dziś, choć nie niemożliwy do wykluczenia scenariusz nie zmieni podstawowej kwestii – Rosja nie jest zdolna do osiągnięcia pierwotnych celów, dla których zaczynała wojnę. Nie jest też w stanie się z niej wycofać.

Całość powoduje, że bez znaczącej zmiany (osłabienia Ukrainy lub wzmocnienia Rosji) Moskwa przegra ten konflikt. Może być to za kilka lat albo w tym roku w wyniku powolnego wykrwawiania i osłabiania gospodarczego lub gwałtownych zmian w samej Rosji, p.. przewrotu obalającego Władimira Putina. Ramy czasowe i konkretne scenariusze nie są tutaj kluczowe. Prawdopodobieństwo wystąpienia czynników, które mogłyby zmienić bazowe, strukturalne parametry konfliktu wyznaczające jego ogólną dynamikę, jest niskie. Szansa, że Rosja przegra tę wojnę jest wyższa niż to, że ją wygra, dlatego trzeba uwzględniać ten wariant w kalkulacjach politycznych na przyszłość. Żeby udowodnić tę tezę, należy jednak szczegółowo przyjrzeć się czynnikom, które mogłyby zmienić obecną dynamikę konfliktu.

Co może osłabić Ukrainę?

Jesteśmy w stanie wyróżnić czynniki, które mogły osłabić Ukrainę i zapewnić zwycięstwo Rosji. Opisano je poniżej.

a. Zmniejszenie zachodniego, a zwłaszcza amerykańskiego, wsparcia dla Ukrainy i wymuszenie przez Zachód zgody Kijowa na zawieszenie broni lub porozumienie pokojowe 

Ukraina w dużej mierze mogła się utrzymać dzięki zachodniemu wsparciu wojskowemu. Obok militarnej słabości Rosji (względem stawianych wobec wojska celów politycznych) jest to główny czynnik wyjaśniający, dlaczego wojna przebiega w ten sposób, a Ukraina była w stanie obronić się przed pierwszą falą rosyjskiej agresji. Dotyczy to nie tylko zachodniego wsparcia wojskowego, ale również szeroko pojętego wsparcia politycznego, np. sankcji nakładanych na Rosję, i gospodarczego, np. pomocy makrofinansowej, dzięki której Ukraina może finansować swój budżet, alternatywnym szlakom dla ukraińskiego eksportu itd. Bez tego wsparcia Ukraina rzeczywiście nie będzie mogła prowadzić dalej wojny i będzie musiała pójść na ustępstwa wobec Rosji.

Taka zmiana jest jednak mało prawdopodobna. Wynika to z kalkulacji politycznej i strategicznej, które zmusiły państwa zachodnie, a zwłaszcza USA, do udzielenia dużej pomocy Ukrainie jeszcze przed początkiem wojny. Rzeczywiste wsparcie Zachodu jest w dużej mierze tożsame ze wsparciem amerykańskim i tych państw, które same są zagrożone rosyjskimi działaniami wskutek sąsiedztwa z Moskwą.

Wsparcie tych ostatnich jest raczej pewne tak długo, jak  imperialne ambicje Rosji są dla nich zagrożeniem, a wspieranie Ukrainy lepsze i bezpieczniejsze niż przeciwdziałanie agresywnej polityce Moskwy u siebie. Wsparcie Stanów Zjednoczonych nie wynika natomiast z ideowego podejścia do demokracji ukraińskiej lub sprzeciwu wobec łamania prawa międzynarodowego przez Rosję, ale z interesów USA takimi, jakie są one identyfikowane przez Waszyngton.

W dużym uproszczeniu amerykańska kalkulacja zakłada połączenie strategii wobec Chin z tą wobec Rosji. Jak było to ujmowane w amerykańskiej prasie jeszcze przed początkiem wojny, there is no China policy without Russia policy. Wojna jest testem tego, jak Zachód zareaguje na siłową zmianę porządku międzynarodowego i jak zachowała się zastała autorytarna machina państwowa podczas wojny.

To test, na wynik którego czeka Pekin, bo ma na uwadze swoje potencjalne plany wobec Tajwanu. Na ile ChRL może liczyć na swoje siły zbrojne, które w przeciwieństwie do rosyjskich nie były zaangażowane w duże konflikty w ostatnich latach, a więc ich rzeczywista wartość bojowa jest nieznana? Na ile silna będzie reakcja Zachodu, a zwłaszcza USA?

Jak dotąd test ten nie przebiega pomyślnie z punktu widzenia Pekinu. Zachód angażuje się w obronę Ukrainy, której znaczenie dla globalnej gospodarki jest niewielkie, zwłaszcza w porównaniu ze znaczeniem Tajwanu. Wiedzą to też decydenci amerykańscy, stąd tak duże i zdecydowane amerykańskie wsparcie. Rosyjska przegrana w wojnie znacząco obniża prawdopodobieństwo agresywnych chińskich działań wobec Tajwanu i wystąpienia poważnego kryzysu na Pacyfiku, który byłby niebezpieczny dla USA.

Interes Stanów w tym zakresie nie ulegnie zmianie, a zatem prawdopodobieństwo pojawienia się innej amerykańskiej polityki wobec konfliktu rosyjsko-ukraińskiego jest małe. Co więcej, Waszyngton wydaje się rozumieć, że potrzeba nie tylko, by Rosja przegrała tę wojnę, ale również konieczne jest zapewnienie, by nie rozpoczynała nowych konfliktów zbrojnych w przyszłości. Gra toczy się więc o porzucenie przez Rosję jej imperialnych celów, co oznaczać musi znaczne przekształcenie rosyjskiej państwowości.

Powyższe jest ujęte zgrabnym sformułowaniem: potrzeba dekolonizacji Rosji, co ma sprawić, że kraj ten zatraci imperialne ambicje i skoncentruje się na swoich znacznych problemach. Nie są to jedynie postulaty publicystyczne lub narracje suflowane przez polityków-jastrzębi. Amerykańskie instytucje państwowe otwarcie dyskutują nie tylko o konieczności „dekolonizacji” Rosji, ale również o jej przyszłych parametrach.

b. Zmęczenie wojną ukraińskiego społeczeństwa

W przypadku wystąpienia nastrojów antywojennych w ukraińskim społeczeństwie Kijów nie będzie w stanie efektywnie prowadzić działań zbrojnych. Historia zna wiele przypadków, gdy to przez zmianę nastrojów społecznych państwa przegrywały wojny. Przykładowo, w I wojnie światowej to czynniki wewnątrzpolityczne, a nie sukcesy wojskowe państw centralnych, wyeliminowały Rosję z wojny. Jednocześnie perspektywa, że ukraińskie społeczeństwo zmieni radykalnie swoją postawę jest mało realna.

Dotychczasowa dynamika ukraińskiej opinii publicznej pokazuje dużą wiarę w zwycięstwo i gotowość prowadzenia wojny. Rosyjska strategia wywołania lęku wśród Ukraińców poprzez naloty rakietowe na cele cywilne w miastach dalekich od frontu przyniosła w wymiarze społecznym efekt przeciwny od zakładanego. Zwiększyło się poczucie gniewu na wroga.

Dodatkowo rosyjskie zbrodnie wojenne, takie jak ludobójstwo w Buczy czy ostatnio prowokacja z zabójstwem ukraińskich jeńców w Oleniwce, dodatkowo podsycają ukraińską gotowość do walki. Przez fakt, że podobne działania są trwało zakorzenione w rosyjskiej praktyce militarnej, należy „cynicznie” prognozować, że Rosja również będzie niestety dokładała wszelkich starań, by Ukraińcy nie ulegli zmęczeniu wojną i chęci osiągniecia pokoju za cenę ustępstw.

c. Znaczne zmniejszenie potencjału militarnego Ukrainy

Zmniejszenie ukraińskiego potencjału wojskowego może nastąpić również wskutek dużych strat na froncie i na tyle znacznych, że Ukraina nie będzie ich w stanie odbudować. Jest to czynnik, którego prawdopodobieństwo jest najtrudniej obliczyć, gdyż jest on najbardziej losowy i zależny od wielu parametrów. Jednocześnie dotychczasowe działania Sił Zbrojnych Ukrainy pokazują, że choć są one gotowe ponosić straty tam, gdzie jest to uzasadnione korzyściami wojskowymi, np. odciąganiem rosyjskich sił lub znacznie większymi stratami rosyjskimi, to nie podejmują pochopnych działań, podczas których ryzyko wystąpienia dużych strat znacząco wzrasta. Dobrze to widać na przykładzie tego, jak przygotowywana jest ogłoszona już przecież kontrofensywa na południu kraju.

Wojsko ukraińskie systematycznie osłabia rosyjską armię i jej zdolność działania, dlatego niszczy rosyjskie magazyny, punkty dowodzenia, stanowiska obrony przeciwlotniczej i kluczowe węzły logistyczne, mosty, a ostatnio nawet lotniska. Nie rozpoczyna jednak ofensywy mimo niewątpliwie dużej presji ukraińskiego kierownictwa politycznego głodnego sukcesów na froncie. Świadczy to o zrozumieniu potrzeby uniknięcia dużych strat i zachowania sił na dalsze zmagania z Rosją.

Co może wzmocnić Rosję?

Zmiany, które mogłyby wzmocnić Rosję i jej zdolności militarne na Ukrainie, zostały przedstawione poniżej.

a. Zniesienie zachodnich sankcji

Wydaje się ono mało prawdopodobne dokładnie z tych samych powodów, co opisane powyżej zmniejszanie zachodniego wsparcia dla Ukrainy. W interesie USA jest doprowadzenie do przegranej Rosji, a zatem utrzymanie lub zwiększenie presji sankcyjnej, a nie jej luzowanie.

Pewne wyzwania może powodować sytuacja energetyczna w Europie i pozycja państw najbardziej uzależnionych od dostaw rosyjskich węglowodorów, głównie Niemiec. Nawet wówczas mowa będzie raczej o tymczasowym zluzowaniu części sankcji w sektorze energetycznym, a nie o odejściu od najbardziej bolesnych dla rosyjskich sił zbrojnych sankcji na dostawy zachodniej technologii lub części zamiennych podwójnego zastosowania.

b. Znaczne zwiększenie zewnętrznego wsparcia dla Rosji

Teoretycznie sporą zmianą zwiększającą zdolności rosyjskie byłoby otrzymanie dużego zewnętrznego wsparcia. Dotyczy to nie tyle wsparcia w postaci sprzętu, co zasobów ludzkich. W zakresie uzbrojenia Rosja wciąż dysponuje ogromnymi sowieckimi zapasami, które systematycznie uruchamia. Jednocześnie potencjalni sojusznicy nie dysponują bronią na tyle zaawansowaną technologicznie, że jej zastosowanie zmieniłoby przebieg konfliktu, tak jak dochodzi do tego w przypadku precyzyjnej broni, jaką Ukraina dostaje od Zachodu. W najlepszym dla Rosji scenariuszu irańskie drony lub chińskie części elektroniczne ułatwią nadrabianie strat w sprzęcie, jednak nie będą zmianą jakościową.

Rosjanie sami podkreślają, że największym problemem jest to, że ich w dużej mierze zawodowa armia nie może uzupełniać strat ludzkich. Oprócz poległych i rannych na froncie dużym problemem są odejścia z wojska podczas rotacji jednostek (zerwania kontraktu) czy nieprzedłużanie kontraktu przez żołnierzy, którzy kończą swoja służbę w wojsku.

Rosja od początku konfliktu podejmowała próby dalszego umiędzynarodowienia go poprzez wciągniecie do niego ochotników z państw sojuszniczych. Podobne próby z Syrią czy nawet libańskim Hezbollahem nie powiodły się. Kolejni egzotyczni kandydaci, np. Korea Płn., zapewne podzielą ten sam los, co wcześniej Syria – skończy się na propagandowych wypowiedziach i braku realnych działań.

Część dotychczasowych postsowieckich sojuszników z Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbrojowym już na początku wojny skrytykowała rosyjskie działania. Kazachstan nie tyle nie przyłączył się do rosyjskiego wysiłku wojennego, co zaczął nawet wykonywać część sankcji nakładanych na Rosję.

Chiny są raczej niechętne wobec wysyłania swoich żołnierzy za granicę, zwłaszcza w sytuacji, gdy groziłoby to znacznymi zachodnimi sankcjami, a szanse na powodzenie działań są niepewne. Dyskusje na ten temat zresztą nawet się nie toczą. Zostaje jedynie Białoruś. Wykorzystanie sił zbrojnych tego kraju przeciwko Ukrainie jest jednak problematyczne.

Wiązałoby się to z ryzykiem wystąpienia niepokojów społecznych na Białorusi potencjalnie na skalę zagrażającą reżimowi Łukaszenki. Brak wojny jest bowiem częścią umowy społecznej w kraju, szczególnie akcentowaną przez reżim Łukaszenki w trakcie wojen w Czeczeni. Upadek Łukaszenki stworzyłby dla Rosji więcej problemów i zagrożeń, niż włączenie białoruskiej armii do wojny mogłoby dać korzyści.

Dodatkowo armia białoruska jest relatywnie mała i nie prowadziła działań zbrojnych od czasów sowieckich. Jej potencjał bojowy jest zatem niski, a szansa, że jej wprowadzenie do wojny okazałoby się game changerem, niewielka.

Objaśnia to, czemu dotychczas Łukaszence udawało się uniknąć bezpośredniego zaangażowania w wojnę oraz ograniczyć do udostępnienia swojego terytorium i wsparcia logistycznego. Nie oznacza to, że do takich działań nie dojdzie w przyszłości, jednak będą one prawdopodobnie podejmowane dopiero przy dalszym pogorszaniu się sytuacji sił rosyjskich i braku alternatywy, co usprawiedliwi wysokie ryzyko. Nawet wówczas szanse na zmianę zasadniczego przebiegu konfliktu będą niskie.

c. Samodzielne zwiększenie rosyjskich zdolności militarnych

Ostatnim czynnikiem, który mógłby zwiększyć zdolności militarne Rosji na Ukrainie, jest samodzielne zwiększenie własnego potencjału wojskowego przez Moskwę. Współczesne armie są zdolne do takich działań i określają je mianem mobilizacji. Tutaj jednak istnieją 2 czynniki, które ograniczają możliwość wykorzystania tego narzędzia przez Rosję: niechęć do ogłoszenia mobilizacji oraz wątpliwości co do jej szybkiego i skutecznego przebiegu.

Po pierwsze, Moskwa obawia się otwartego ogłoszenia mobilizacji z przyczyn społecznych i politycznych. Masowej mobilizacji nie da się przeprowadzić skrycie. Przygotowania do niej i jej pierwsze etapy są oczywiście tajne, ale ten końcowy, z masowym poborem rezerwistów do wojska, siłą rzeczy jest łatwo zauważalny zarówno przez obce wywiady, jak i własne społeczeństwo.

Otwarta mobilizacja to przyznanie się do klęski w konflikcie, wobec czego Kreml jest niechętny z wewnętrznych i zewnętrznych przyczyn politycznych. Oczywiście to jeszcze można byłoby propagandowo uzasadnić narracją, że Rosja walczy nie tylko z samą Ukrainą, ale i kolektywnym Zachodem, który wspiera Kijów.

Moskwa wydaje się jednak bardziej obawiać reakcji społeczeństwa rosyjskiego. Choć generalnie jest ono nastawione pozytywnie do wojny (sowiecki sentyment, antyukraińska propaganda sączona od lat itd.), to nie jest ono gotowe na poświęcenia i masowy udziału w wojnie. Wojna jest dobra, gdy ktoś zabija Ukraińców, ale nie wtedy, gdy samemu można zginąć z ich rąk.

Pokazują to badania opinii publicznej, w których 69% Rosjan popiera działania Kremla i „specjalną operację wojskową” na Ukrainie, jednak tylko 29% ankietowanych mężczyzn odpowiada, że wzięłoby udział w wojnie. W niższych grupach wiekowych, a zatem wśród potencjalnych rekrutów, wskaźnik ten jest jeszcze mniejszy – wśród mężczyzn w wieku 18-29 lat odsetek wynosi 23%.

Można oczywiście mieć zastrzeżenia co do badań socjologicznych w Rosji, ale prawdopodobieństwo, że te liczby są zawyżone, jest większe niż to, że mamy do czynienia z błędem w drugą stronę. Kreml to dostrzega i w obawie przed nieprzewidywalną reakcją społeczeństwa (od biernego sabotażu mobilizacji po lokalne bunty) jest niechętny wobec takich działań.

Dodatkowo powstaje pytanie, na ile Rosja byłaby w stanie skutecznie i szybko przeprowadzić mobilizację. To bardzo skomplikowane przedsięwzięcie organizacyjno-logistyczne, a zdolności skorumpowanej, autorytarnej administracji państwowej w razie takich niecodziennych działań są ograniczone. Słabości rosyjskiego państwa, które zostały szczegółowo opisane w raporcie dotyczącym mitów na temat Rosji, z pewnością nieraz dałyby o sobie znać w trakcie przeprowadzania masowej mobilizacji.

***

Konflikt może jeszcze przybrać nieoczywisty przebieg. Taktyczne, lokalne sukcesy sił rosyjskich są możliwe, jednak w wymiarze strategicznym uwarunkowania strukturalne każą skłaniać się ku temu, że prawdopodobnie Rosja ostatecznie przegra wojnę z Ukrainą.

Nie będzie to jednak oznaczało końca wyzwań na Wschodzie. Prawdopodobna przegrana Moskwy będzie wiązała się z poważnym kryzysem w Rosji, a szerzej w całej przestrzeni postsowieckiej. Zmieni to znacznie uwarunkowania strategiczne na Wschodzie i będzie stwarzać zarówno wyzwania, jak i możliwości dla Polski. Już dziś należy zacząć się zastanawiać, co koniec wojny będzie oznaczał dla nas, jak efektywnie wykorzystać szanse i przygotować się do potencjalnych zagrożeń.

Niniejszy tekst to pierwsza część eseju Jana Smugi Ukraina zwycięży, ale to dopiero początek wyzwań dla Polski, opublikowanego w raporcie Rozpad starego świata. Próba syntezy po pół roku wojny na Ukrainie. Druga część artykułu, dotycząca konsekwencji prognoz autora dla Polski, dostępna jest w raporcie oraz zostanie opublikowana niebawem na łamach portalu klubjagiellonski.pl.