Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Pogłoski o śmierci Zachodu były zdecydowanie przesadzone. Takiego wsparcia jak Ukraina nie otrzymywał nawet Izrael

Pogłoski o śmierci Zachodu były zdecydowanie przesadzone. Takiego wsparcia jak Ukraina nie otrzymywał nawet Izrael Grafikę wykonała Julia Tworogowska.

Słychać głosy, że Zachód chyli się ku upadkowi. Targany kryzysami, pogrążony w sporach światopoglądowe i rządzony przez postpolityków miał dożywać dni swojej dawnej chwały. Głosy te były obecne szczególnie po prawej stronie debaty publicznej, gdzie rzekomy upadek Zachodu wiązano z dominacją lewicowych idei w krajach tej części Europy. Tymczasem to Zachód pokazał, że jest w stanie generować idee, które skutecznie inspirują Ukrainę do obrony przed agresją Rosji, a Moskwa uznaje je za zagrożenie dla swoich autorytarnych rządów. To Zachód zapewnia warunki, które sprawiają, że nacjonaliści z pułku Azow i kijowska społeczność LGBT, muzułmanie z Krymu i chasydzi z Dnipro, weterani walk z 2014 roku i młodzi modele z włoskich wybiegów są gotowi wspólnie walczyć i ryzykować życie.

Niniejszy tekst pochodzi z opublikowanego przez Klub Jagielloński raportu Rozpad starego świata. Próba syntezy po pół roku wojny na Ukrainie. Zachęcamy do pobrania darmowej wersji i zapoznania się z całością publikacji.

W natłoku codziennych doniesień z frontu łatwo nie dostrzec szerszego obrazu konfliktu. Na obecnym etapie trudno jest wysnuwać dalsze scenariusze rozwoju sytuacji, ale można pokusić się o sformułowanie głównych wniosków płynących z analizy pierwszych 6 miesięcy pełnowymiarowej wojny rosyjsko-ukraińskiej.

Wojna pokazała słabość Rosji, która dokonała agresji, nie będąc do niej przygotowaną. Po pół roku działań zbrojnych osiągnięcie pierwotnych celów Moskwy, takich jak zajęcie atakowanego kraju i zmiana jego władz, jest nierealistyczne.

Ukraina dowiodła, że wbrew tezom rosyjskiej propagandy nie jest państwem sezonowym. Ukraińcy, w tym ci, którzy jeszcze do niedawna mieli prorosyjskie sympatie, ostatecznie stali się narodem politycznym, zniwelowali podziały na zachód i wschód kraju. Wreszcie, szeroko rozumiany Zachód, bez wsparcia którego ukraińskie sukcesy byłyby niemożliwe, pokazał siłę, zadając kłam tezom o swoim zmierzchu.

Pół roku wojny dowodzi, że to Rosja przegrywa 

Rosja nigdy nie pogodziła się z utratą swojej pozycji po upadku Związku Sowieckiego i przygotowywała się do wojny z Ukrainą od lat. Reformy rosyjskiej armii rozpoczęły się wraz z napływem dodatkowych środków ze sprzedaży węglowodorów w pierwszej dekadzie XXI wieku, a po wojnie z Gruzją w 2008 roku jedynie przyspieszyły.

Już prawie 10 lat temu eksperci zwracali uwagę na to, że Rosja przygotowuje swoje siły zbrojne do dużego, konwencjonalnego konfliktu zbrojnego. Oznaczało to, że celami nie są Kaukaz ani Azja Centralna (gdzie potencjalni adwersarze są na tyle słabi, że podobne reformy nie byłyby potrzebne), ani państwa NATO (konflikt z nimi prawdopodobnie nie byłby konfliktem konwencjonalnym). Pozostała jedynie Ukraina.

W 2014 roku Rosja nie skorzystała ze swej „możliwości”, poprzestała na działaniach hybrydowych i ograniczonym wykorzystaniu regularnych sił zbrojnych na Krymie i w Donbasie. Przez następne 8 lat Moskwa próbowała osiągnąć kontrolę nad Ukrainą metodami politycznymi poprzez niekorzystne dla Kijowa porozumienia mińskie i ograniczoną presję militarną na Donbasie.

Najprawdopodobniej decyzja o rozpoczęciu pełnowymiarowej agresji wojskowej została podjęta wiosną 2021 roku, gdy Kreml ostatecznie zrozumiał, że wybrany w 2019 roku prezydent Wołodymyr Zełenski mimo początkowej gotowości do porozumienia z Rosją również nie będzie implementował zapisów porozumień mińskich w ich rosyjskiej interpretacji. Wówczas też doszło do pierwszego zwiększenia rosyjskiej obecności wojskowej wokół Ukrainy. Od jesieni 2021 roku działania te nasilały się, a amerykański wywiad zaczął ostrzegać, że Rosja przygotowuje się do pełnowymiarowej agresji na Ukrainę.

Podjęte przygotowania nie były jednak wystarczające do skutecznego przeprowadzenia pełnowymiarowej operacji wojskowej analogicznej do operacji w Iraku w 2003 roku, gdy w przeciągu miesiąca siły amerykańskie pokonały dobrze uzbrojoną i liczną armię Saddama Husajna. Rosyjskie plany, które zakładały szybkie zajęcie kraju i zmianę politycznego kierownictwa na lojalne wobec Moskwy, legły w gruzach, gdy zamiast wkroczenia do Kijowa i Charkowa kolumny pancerne agresora były systematycznie niszczone przez siły ukraińskie doskonale wykorzystujące doktrynę obrony mobilnej.

Rosja ugrzęzła, została zmuszona do wycofania się z północy Ukrainy i zrezygnowania z planów zajęcia Kijowa. Lokalne sukcesy, takie jak zajęcie Mariupola i całości obwodu ługańskiego, były okupione nieproporcjonalnie dużymi stratami i zajmowały długie tygodnie. Ukraina przetrwała pierwsze uderzenie i zdołała przeprowadzić mobilizację. Szlaki dostaw zachodniej broni i zaopatrzenia nie zostały naruszone.

Na obecnym etapie siły rosyjskie nie są w stanie przeprowadzić działań ofensywnych na poziomie strategicznym. Wymagają one zwiększenia liczebności wojsk walczących na Ukrainie. Rosja nie dysponuje obecnie takimi rezerwami, a ze względów politycznych Kreml nie chce przeprowadzać otwartej, pełnowymiarowej mobilizacji. 

Rosja ucieka się do półśrodków, takich jak zmiany organizacyjne w przemyśle zbrojeniowym czy rekrutacja ochotników. Przerzuca jednocześnie ciężar tego wysiłku na władze regionalne, np. decyzję o utworzeniu w subiektach Federacji Rosyjskiej batalionów ochotniczych.

Siły ukraińskie natomiast podejmują liczne działania osłabiające rosyjskie zdolności, jednak jak dotąd nie są gotowe przejść do strategicznej kontrofensywy, ograniczają się jedynie do taktycznych działań ofensywnych na południu i w okolicach Charkowa. Działania ukraińskie, takie jak niszczenie rosyjskich składów amunicji i punktów dowodzenia czy regularne ostrzeliwanie mostów przez Dniepr w obwodzie chersońskim, mają na celu zmniejszenie zdolności rosyjskich na kluczowych kierunkach działań i zniwelowanie rosyjskiej przewagi w artylerii przez wykorzystanie możliwości, jaką daje dostarczana na Ukrainę zachodnia broń precyzyjnego rażenia (niszczenie kluczowych węzłów rosyjskiej logistyki).

Potencjalnie może to świadczyć o przygotowaniach do kontrofensywy i przejęcia inicjatywy przez Siły Zbrojne Ukrainy, jednak jej prognozowane terminy ciągle się oddalają. Może to też wynikać z braku pełnej gotowości sił ukraińskich, oczekiwania na dostawy nowych rodzajów zachodniego uzbrojenia lub chęci dalszego osłabienia zdolności sił rosyjskich na kierunkach, gdzie planowane jest ukraińskie natarcie.

To wszystko sprawia, że wojna przeciąga się. Żadna ze stron nie jest gotowa do uznania bieżącego stanu za zadowalający i zakończenia konfliktu, ale jednocześnie nie jest wystarczająco silna, by pokonać przeciwnika.

Sytuacja, choć z pozoru patowa, świadczy o słabości Rosji. Rosja zaczęła wojnę, nie będąc w pełni do niej przygotowana. Nie zdołała osiągnąć swoich celów, a przede wszystkim straciła swój dotychczasowy największy atut i potężny instrument polityki zagranicznej – strach przed groźbą rosyjskiej agresji. Siły Moskwy utraciły inicjatywę strategiczną.

Jest za wcześnie, by mówić, że przejęła ją Ukraina, jednak informacje o tym, że Rosja przerzuca część swoich jednostek z Donbasu do obwodu chersońskiego w obawie przed ukraińską ofensywą, mogą świadczyć o tym, że to jednak Kijów, a nie Moskwa narzuca dalsze kierunki działań.

Po pół roku wojny siły rosyjskie i ukraińskie zrównały się co do możliwości działania. Z perspektywy czasu można jasno stwierdzić, że odbyło się to poprzez zmniejszenie potencjału sił rosyjskich i zwiększenie siły militarnej Ukrainy. Jeśli dynamika ta będzie się utrzymywać, a niewiele wskazuje, że się zmieni (Rosja nadal nie jest gotowa do przeprowadzenia mobilizacji i odbudowowania strat; Ukraina nadal zwiększa liczebność swoich sił zbrojnych i dostaje coraz lepsze uzbrojenie z Zachodu, ostatnio np. rakiety przeciw radarowe AGM-88 HARM), to w pewnym momencie zdolności ukraińskie w niektórych obszarach przewyższą zdolności rosyjskie.

Żeby podsumować fakt, że obecny stan konfliktu świadczy o tym, że Rosja przegrywa, można przeprowadzić krótki eksperyment myślowy. Warto przypomnieć sobie pierwsze dni wojny, opinie ekspertów i własne myśli z tego czasu.

Pół roku temu, gdy rosyjskie wojska wkraczały na Ukrainę, zarysowanie obecnego stanu jako możliwego dalszego rozwoju wydarzeń na sierpień 2022 roku byłoby zapewne skrytykowane jako zbyt optymistyczne i mało realistyczne wskutek ogromnej przewagi wojskowej Rosji. Jednocześnie to właśnie w tym kierunku potoczył się konflikt, co dobrze pokazuje jego ogólną dynamikę. Jeżeli się ona utrzyma, na co wiele wskazuje, Moskwa może przegrać wojnę. 

Ukraina zdała egzamin jako państwo

Najważniejszym politycznym wnioskiem z konfliktu jest to, że Ukraina pomimo licznych problemów wewnętrznych ostatecznie udowodniła, że nie jest krajem sezonowym, jak przedstawiała to rosyjska propaganda. Państwo ukraińskie zdołało przejść test, jakim była rosyjska agresja wojskowa. Zdały go nie tylko siły zbrojne, które obroniły Kijów i zatrzymały rosyjską ofensywę, ale również ukraińska klasa polityczna, instytucje centralne i władze lokalne.

Mimo pierwotnego szoku państwo ukraińskie nie straciło sterowności. Ukraińscy politycy – zarówno rządzący, jak i opozycja z wyjątkiem części prorosyjskich polityków – pozostali w Kijowie nawet podczas najtrudniejszych walk, gdy nie było jeszcze jasne, czy siły rosyjskie nie wkroczą do miasta.

Na poziomie centralnym władze cywilne, instytucje państwowe i spółki Skarbu Państwa były w stanie sprostać ogromowi wyzwań związanych z wojną, takich jak zorganizowanie ewakuacji cywili z zagrożonych obszarów, przestawienie machiny państwowej na tryb wojenny (cały kompleks działań od zamknięcia dostępu do rejestrów publicznych aż po próby stabilizacji hrywny) i zapewnianie funkcjonowania podstawowych usług państwowych w warunkach wojny.

Na poziomie lokalnym trwający od lat proces reformowania samorządów zdał egzamin i umożliwił skuteczną koordynację działań z siłami zbrojnymi i rozwiązywanie problemów stwarzanych przez wojnę, takich jak organizacja schronów lub pomoc osobom przesiedlonym wewnętrznie.

W ujęciu statycznym oczywiście przed Ukrainą, niezależnie od wojny, nadal stoi ogrom wyzwań wewnętrznych. Jest to państwo dalekie od zachodnich standardów. Skorumpowany oligarchiczny system nadal istnieje. Kluczowe reformy, np. sądownictwa i instytucji antykorupcyjnych, są nadal niewykonane. Mała jak na warunki europejskie i krajową liczbę ludności ukraińska gospodarka otrzymała szereg kolejnych ciosów w postaci spadku PKB i ograniczenia szlaków eksportowych. Jednocześnie w ujęciu dynamicznym w rozwoju wydarzeń na Ukrainie w ostatnich latach widać znaczny progres.

Porównanie z 2014 rokiem pokazuje skalę postępu Ukraińców

Nie trzeba cofać się do dalekiej (w politycznym wymiarze) przeszłości, wystarczy porównać, jak Ukraina radzi sobie z wojną z tym, co działo się w 2014 roku, gdy Rosja zajmował Krym i Donbas.

Wówczas ciągle istniały poważne siły polityczne, de facto kwestionujące potrzebę istnienia ukraińskiego państwa. W parlamencie zasiadała jeszcze Komunistyczna Partia Ukrainy, której politycy aktywnie wzywali do sojuszu z Rosją, nazywali upadek Związku Sowieckiego i niepodległość Ukrainy błędem. Siły rosyjskie na Krymie i w Donbasie wiedziały o przeciwniku wszystko i były w stanie z łatwością zająć teren, korzystając z niegotowości sił ukraińskich oraz skorumpowania władz lokalnych i sektora bezpieczeństwa.

Policja i służby specjalne przechodziły na stronę Rosji, tak było  niemal w całości wśród funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa Ukrainy na Krymie. Ludność cywilna pozostawała bierna wobec wydarzeń.

Oprócz nielicznych bohaterskich wyjątków (miałem możliwość obserwowania ostatnich demonstracji aktywistów Euromajdanu na Donbasie wiosną 2014 roku) nie stawiała oporu lub nawet wspierała działania rosyjskie. Warto zaznaczyć, że już wtedy skala aktywnego wsparcia była mniejsza, niż przedstawiała to rosyjska propaganda, co nierzadko wprawiało w zdziwienie walczących w Donbasie Rosjan.

Obecnie sytuacja wygląda nieporównywalnie lepiej. Obronę w krytycznych pierwszych dniach wojny przeprowadzono sprawnie. Jedynym wyjątkiem były działania na południu kraju, jednak i tu siły rosyjskie nie były w stanie pójść dalej niż Chersoń. Leżący zaledwie 50 km dalej Mikołajów pozostał w rękach ukraińskich.

To siły ukraińskie wiedziały o wrogu więcej niż on o nich (zapewne dzięki zachodniemu wsparciu wywiadowczemu, ale i ono jest wyznacznikiem zaufania i progresu). Nie było rażących przykładów kolaboracji, wręcz przeciwnie, w uznawanych dotychczasowo za prorosyjskie miastach południa Ukrainy, takich jak Chersoń czy Melitopol, już po ich zajęciu przez armię rosyjską odbyły się duże demonstracje proukraińskie, prawdopodobnie największe w historii tych miast.

Tylko jeden deputowany rządzącej partii Sługa Ludu – Oleksij Kowaliow – zdradził i przeszedł na stronę wroga. Warto jednak odnotować, że uczynił to z pobudek biznesowych, a nie politycznych. Kowaliow posiada duży biznes rolny w obwodzie chersońskim. Działanie to jednak nie stało się przykładem dla innych, a sam Kowaliow ledwo uszedł z życiem po zamachu na niego pod koniec czerwca.

Wszystko to pozwala dostrzec skalę zmian, jakie zaszły od 2014 roku. Reformy, mimo że nie zostały przeprowadzone we wszystkich sektorach, umożliwiły ukraińskiemu państwu zdanie egzaminu z wytrzymałości, jakim był początek rosyjskiej inwazji.

Ukraińcy stali się narodem politycznym

Innym ważnym wątkiem jest to, że swoją bohaterską postawą, determinacją i skutecznością w pierwszych dniach wojny Ukraina zyskała zaufanie Zachodu. Pierwsze uzbrojenie, które Ukraina otrzymała na krótko przed wybuchem konfliktu, niewiele różniło się od tego, które otrzymywali w latach 80. walczący z Armią Sowiecką afgańscy mudżahedini (też dostawali przeciwlotnicze Stingery; Ukraina dodatkowo dostała przeciwpancerne Javeliny i LAW-y).

To, że Ukraina obecnie dostaje najnowocześniejsze zachodnie systemu ciężkiego uzbrojenia, które są na wyposażeniu armii NATO, świadczy o tym, że udowodniła najważniejszym zachodnim graczom, że jest partnerem, któremu można zaufać. Zaufanie to przejawia się nie tylko w wymiarze militarnym, ale również politycznym. Nadanie Ukrainie statusu kandydata do członkostwa w Unii Europejskiej jest również przejawem dużego zaufania wobec Kijowa i ważnym sygnałem politycznym dla innych państw przestrzeni postsowieckiej.

W wymiarze społecznym konflikt przyczynił się do tego, że Ukraińcy ostatecznie stali się narodem politycznym. Liczne podziały na Ukrainie, przede wszystkim na wschód i zachód kraju, są mniejsze, niż je przedstawiano, i nie wpływają na gotowość do obrony kraju.

Ukraińcy ze wschodu i południa kraju walczą tak samo jak ci z zachodu czy centrum. W pierwszych dniach wojny kolejki ochotników ustawiały się przed Komisariatami Wojskowymi na zachodziewschodzie kraju. Przeciw Rosji walczą mniejszości narodowe i religijne, muzułmanie z Krymu i chasydzi z Dnipro, nacjonaliści z pułku Azow i kijowska społeczność LGBT, weterani walk z 2014 roku i młodzi modele z włoskich wybiegów, którzy powrócili po agresji Rosji, by bronić ojczyznę.

Co więcej, to mieszkańcy wschodnich miast – Charkowa, Słowiańska i Kramatorska – odczuwają ciężar walk znacznie bardziej niż mieszkańcy zachodu kraju, co również wpływa na ich świadomość. To w dosłownym zderzeniu z Rosją zaczęli się w pełni utożsamiać z ukraińskim narodem i państwem, a nie z postsowieckim dziedzictwem i wspólnotą języka z Rosją.

Kolejnym ważnym wskaźnikiem konsolidacji ukraińskiego narodu politycznego jest to, że partie prorosyjskie na Ukrainie ostatecznie przestały istnieć jako siła polityczna. Największa prorosyjska partia – Opozycyjna Platforma za Życie (OPZŻ) – została zdelegalizowana, podobnie jak wcześniej Komunistyczna Partia Ukrainy. Lider OPZŻ, Wiktor Medwedczuk, mimo próby ucieczki został aresztowany przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy. Część deputowanych OPZŻ opuściło Ukrainę, a część została i nadal zasiada w parlamencie, jednak odżegnuje się od dawnego kierownictwa partii.

Jej lokalni działacze i inni znani regionalni prorosyjscy politycy, tacy jak Mychajło Dobkin w Charkowie czy Ołeksandr Wiłkuł w Krzywym Rogu, zaczęli nazywać się „banderowcami” i nacjonalistami. Abstrahując od bliskich polskiemu odbiorcy kwestii historycznych (które zapewne w żadnym stopniu nie wpływały na ich decyzje), można stwierdzić, że świadczy to o klęsce rosyjskich działań politycznych i ostatecznym fiasku rosyjskiej gry na wykorzystanie regionalnych podziałów na Ukrainie.

Można oczywiście zastanawiać się, na ile ta spowodowana wojną zmiana poglądów jest szczera, a na ile jest koniunkturalnym zagraniem mającym zapewnić dalsze trwanie w ukraińskiej przestrzeni politycznej i lokalnej polityce w miastach południa i wschodu Ukrainy. Jedno jest pewne –i tak świadczy to o głębokiej zmianie.

Po pierwsze, to samo można było powiedzieć o wcześniejszych prorosyjskich sympatiach tych samych polityków, które również były instrumentalnie wykorzystywane i miały na celu przede wszystkim zapewnienie poparcia części elektoratu i utrzymanie pozycji biznesowo-politycznej w skorumpowanym oligarchicznym systemie.

Po drugie, nawet jeśli reorientacja polityczna jest udawana, świadczy to o tym, że jest na nią zapotrzebowanie ze strony społeczeństwa. Pierwszy raz w historii również na wschodzie i południu kraju to proukraińskie, a nie prorosyjskie postawy mogą zapewnić poparcie niezbędne do utrzymania władzy na poziomie regionalnym.

W wymiarze międzynarodowych sympatii Ukraińców wojna zakończyła proces zwracania się Ukraińców na Zachód, który trwał od samego początku niepodległości Ukrainy. Pierwszym sukcesem była pomarańczowa rewolucja, której jednym z haseł był kurs na Zachód.

Ważnym krokiem milowym w tym procesie było zwycięstwo rewolucji godności w 2014 roku i zmiana nastrojów społecznych spowodowana rosyjskimi działaniami na Krymie i w Donbasie. Wówczas poziom wsparcia dla wstąpienia Ukrainy do NATO wzrósł z 18% w 2013 roku do 48% w 2014 roku, a poziom wsparcia dla dołączenia do UE z 49% do 54%. Sympatia do Rosji spadła z 52% do 12%, a sympatia do Polski wzrosła z 42% do 57%.

Nawet wówczas nie można było mówić o tym, że kurs na integrację europejską i euroatlantycką, który został wpisany do konstytucji Ukrainy w 2019 roku, był uniwersalnie podzielany przez całość ukraińskiego społeczeństwa. Obecna wojna z Rosją to zmieniła.

badaniach przeprowadzanych w czerwcu 2022 roku 87% Ukraińców opowiedziało się za wstąpieniem do Unii Europejskiej, a 76% za dołączeniem do NATO. Co ważne, częścią procesu jest wyraźny wzrost i tak dużej sympatii do Polski. Ciepły stosunek do Polski ma aż 96% Ukraińców (to najlepszy wynik ze wszystkich krajów), a Andrzej Duda jest oceniany najlepiej ze wszystkich zagranicznych przywódców (92% badanych ocenia go pozytywnie).

Jedność Zachodu pozytywnie zaskoczyła

Ostatnim, najszerszym wnioskiem, jaki można wyciągnąć z trwającej wojny Rosji z Ukrainą, jest to, że Zachód pokazał swoją siłę i determinację. W ostatnich latach w polskiej i zachodniej publicystyce, wypowiedziach ekspertów, a niekiedy i w publikacjach naukowych słychać było głosy, że Zachód chyli się ku upadkowi. Targany kryzysami, pogrążony w sporach światopoglądowych i rządzony przez postpolityków miał dożywać dni swojej dawnej chwały.

Głosy te były obecne szczególnie po prawej stronie debaty publicznej, gdzie rzekomy upadek Zachodu wiązano z dominacją lewicowych idei w krajach tej części Europy. Tymczasem to Zachód pokazał, że jest w stanie generować idee, które najpierw natchnęły Ukraińców do obalenia prorosyjskiego reżimu Janukowycza w 2014 roku, a następnie w 2022 roku skutecznie inspirowały Ukrainę broniącą się przed agresją Rosji, która uznaje je za zagrożenie dla swoich autorytarnych rządów. Warto tutaj pochylić się nad kilkoma wątkami.

Po pierwsze, Zachód w godzinę próby wykazał się jednością ponad podziałami w obronie swoich wartości. Cały szeroko rozumiany Zachód zjednoczył się i wspiera demokratyczną Ukrainę. Dotyczy to nie tylko Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii czy Polski, tradycyjnie będących nieufnymi wobec Kremla.

Państwa, które w przeszłości próbowały „zrozumieć Rosję” i prowadziły politykę ustępstw wobec Moskwy oraz czerpały korzyści gospodarcze ze współpracy z nią, takie jak Niemcy, Francja czy Włochy, obecnie wysyłają broń na Ukrainę, w tym nie tylko tzw. broń defensywną, ale również swoje najnowsze systemy artyleryjskie

Państwa odległe geograficznie i nieodczuwające bezpośrednio zagrożenia rosyjskiego także przyłączają się do wsparcia. Dotyczy to nie tylko takich krajów, jak Hiszpania, ale również tak odległych, ale niewątpliwie będących częścią Zachodu, jak Australia czy Nowa Zelandia, która nawet zmieniła swoje prawo w pierwszych dniach wojny, by móc nałożyć sankcje na Rosję (wcześniej Nowa Zelandia mogła jedynie wprowadzać sankcje wprowadzane przez ONZ). Poziom wsparcia dla Ukrainy jest tutaj bezprecedensowy od czasów II wojny światowej.

Zachód nie tylko wysyła na Ukrainę swoją najnowszą broń (vide amerykańskie HIMARS-y, polskie kraby czy niemieckie Panzerhaubitze 2000), ale również szkoli ukraińskich żołnierzy u siebie. Dotyczy to nie tylko szkolenia załóg obsługujących zachodnie systemy uzbrojenia, ale zwykłych rekrutów, którzy przechodzą podstawowe szkolenie piechoty w Wielkiej Brytanii (również przy pomocy instruktorów z sił zbrojnych Holandii, państw skandynawskich i Nowej Zelandii), aby zwiększyć tempo mobilizacji ukraińskiego wojska.

Niemieckie wsparcie wciąż poniżej możliwości

Takiej zachodniej pomocy nie miał nawet Izrael, przez lata wskazywany jako obiekt największego amerykańskiego wsparcia i dysponujący w Stanach Zjednoczonych skutecznym i zinstytucjonalizowanym lobby w postaci AIPAC i podobnych organizacji. Pokazuje to, że w godzinie próby Zachód jest gotów skutecznie bronić swoich wartości, a nie jedynie wykazywać zaniepokojenia na forach międzynarodowych, jak przedstawiali to jego krytycy.

Oczywiście powyższe należy zniuansować. Wsparcie Zachodu jest w dużej mierze podyktowane polityką Stanów Zjednoczonych i ogromem ich wsparcia. Część państw, choć udziela pomocy Ukrainie, robi to z opóźnieniem i w skali mniejszej, niż wynikałoby to z ich zdolności wojskowych i gospodarczych, tak działają np. Niemcy. Sytuacja energetyczna w Europie i zbliżająca się zima będą stanowiły duże wyzwania dla jedności zachodniej polityki. 

Faktyczne przesłanki decydujące o wsparciu Ukrainy w obronie przed Rosją są bardziej złożone i zróżnicowane niż obrona zachodnich wartości. Inna jest motywacja Polski lub państw bałtyckich obawiających się agresywnej polityki Rosji, a inna udzielającej zaskakująco dużego wsparcia Ukrainie, a leżącej dosłownie na drugim końcu świata Australii widzącej w Rosji sojusznika swojego największego rywala w regionie – Chin. Całość nie przekreśla jednak faktu, że końcowym efektem i wypadkową powyższych czynników i narodowych kalkulacji jest wsparcie dla Ukrainy i wysyłanie jej pomocy. Jedność Zachodu jest zatem obiektywnym faktem.

Zachód pokazał swoją skuteczność oraz wyższość technologiczną i organizacyjną. To amerykański wywiad ostrzegał od jesieni zeszłego roku o przygotowaniach Rosji do wojny. Joe Biden i inni zachodni politycy otwarcie mówili o tajnych planach Putina. Przed rozpoczęciem wojny to Zachód był w stanie ekspresowo dostarczyć broń niezbędną do obrony Ukrainy, a w trakcie wojny dodatkowo zwiększyć dostawy wszechstronnej pomocy.

Wschodni autorytaryzm przegrywa

Wojna pokazała też jakościową różnicę między zachodnim a rosyjskim uzbrojeniem i wyższość zachodnich technologii. Dobrze ilustruje to porównanie rosyjskich ostrzałów, gdy rakiety zamiast w cel trafiają w położone obok budynki cywilne, z ukraińskimi atakami przeprowadzanymi z zachodnią bronią precyzyjną (np. regularnymi nalotami na mosty w Chersoniu, gdzie rakiety trafiają w wąskie przęsło mostu jedna obok drugiej, a najnowsze rosyjskie siły obrony przeciwlotniczej nie są w stanie im przeciwdziałać). Nie chodzi tu tylko jedynie o porównanie militarne.

Broń w obu wypadkach jest tylko końcowym produktem całego systemu: edukacji i nauki, które są wstanie wygenerować niezbędne technologie, wolnego rynku i konkurencji, co może zapewnić ich implementacje, braku korupcji i efektywnego systemu zamówień publicznych, który może wyselekcjonować najlepsze rozwiązania, przemysłu mogącego dostarczyć daną broń w niezbędnej ilości, a wreszcie gospodarki, która umożliwia sfinansowanie tego wszystkiego. 

Wolny rynek, demokracja i kapitalizm kolejny raz w praktyce pokazały swoją wyższość nad skorumpowanym autorytaryzmem. Zachód udowodnił też swoją sprawczość – bez ogromnego zachodniego wsparcia Ukraina nie byłaby w stanie skutecznie stawiać oporu. Nie pomniejszając znaczenia determinacji i poświęcenia Ukraińców, należy stwierdzić, że to właśnie zachodnie wsparcie było czynnikiem, który uniemożliwił planowany rosyjski blitzkrieg na Ukrainie.

Nawet ukraińscy politycy przyznają, że gdyby nie wsparcie Zachodu, to linia frontu byłaby obecnie we Lwowie, a nie w Donbasie. Rosja od lat planowała wojnę przeciwko Ukrainie. Uzależniała ją od swoich dostaw energii, destabilizowała konfliktem na Donbasie, dysponowała siecią agentów i lojalnymi siłami politycznymi. Nie tak dawno stanowiła jeden organizm państwowy z Ukrainą w czasach sowieckich. Jednak to Zachód był w stanie pokrzyżować rosyjskie plany i udzielić wszechstronnego wsparcia pozwalającego Ukrainie bronić się przed rosyjską inwazją i nie dopuścić do realizacji rosyjskich celów.

Wojna pokazała, że to nadal Zachód jako jedyny dysponuje pozytywną, całościową ofertą, wobec której nie ma innej, porównywalnej alternatywy. Ukraińcy chcący dołączyć do Zachodu najpierw obalili reżim Janukowycza i obronili swoje państwo przed hybrydowymi działania Rosji w 2014 roku, a obecnie bronią kraju przed pełnowymiarową rosyjską agresją. To Zachód zapewnia warunki, za które wspomniani wcześniej nacjonalista, członek społeczności LGBT, muzułmanin czy chasyd są gotowi wspólnie walczyć i ryzykować własne życie.

Tylko w zachodnim modelu państwa każdy z nich może cieszyć się z wolności bycia sobą (nie bez wyzwań, oczywiście) i żyć w zgodzie z własnymi przekonaniami. Rosja nie dysponuje tak pozytywną agendą – nie jest w stanie zapewnić ani lepszego poziomu życia i dobrobytu, ani wolności i możliwości rozwoju. 

Zachód posiada również działające instytucje, które są w stanie zapewnić realizację i obronę swoich idei. Widać to w wymiarze ogólnym (UE), militarnym (NATO), a nawet tak szczegółowym, jak integracja sieci energoelektrycznych (ENTSO-E, do którego Ukraina dołączyła w kwietniu tego roku po odłączeniu się od wspólnej postsowieckiej sieci). Całość udowadnia, że mimo wielu faktycznych napięć i kryzysów obecnych w zachodnich państwach tezy o zmierzchu Zachodu są zdecydowanie przedwczesne.

Niniejszy tekst pochodzi z opublikowanego przez Klub Jagielloński raportu Rozpad starego świata. Próba syntezy po pół roku wojny na Ukrainie. Zachęcamy do pobrania darmowej wersji i zapoznania się z całością publikacji.