Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Klub Jagielloński sprzedał się Sorosowi i Trzaskowskiemu [ZOBACZ PRZELEWY]

Można by rozpocząć memowym klasyczkiem: „O shit, here we go again”. Na Twittera trafiła wczoraj grafika z partnerami merytorycznymi Campus Polska i szambo wybiło. Dlaczego? BO KLUB JAGIELLOŃSKI SPRZEDAŁ SIĘ CZASKOWSKIEMU.

Nie wierzycie? Zerknijcie na screena poniżej. Sami się zastanawiamy, czy to jeszcze lista partnerów dyskusji, czy już lista hańby. KJ obok lewackiej „Krytyki Politycznej”, różnorakich instytucji zza Odry (TEJ Odry) o za długich niemieckich nazwach nie do wymówienia, niczym „król Karol kupił królowej Karolinie korale koloru koralowego”. Wreszcie górujący nad wszystkim i wszystkimi George Soros oraz logo jego Open Society Foundations.

Liczymy, że internet nas nie zawiedzie i ktoś elegancko – niczym Jacek Gmoch – rozrysuje ten zestaw podmiotów jako SIEĆ POWIĄZAŃ ANTYPOLSKICH.

Co w praktyce oznacza wrzucenie logo Klubu Jagiellońskiego w sekcję partnerów merytorycznych? Po prostu tyle, że organizatorzy zaproponowali nam przeprowadzenie autorskiego bloku poświęconego średnim miastom, ale taka forma udziału wiąże się ze statusem partnera merytorycznego.

Nie konsultowaliśmy w gabinecie Trzaskowskiego tematyki pozostałych paneli, ani nie opiniowaliśmy występu Darii Zawiałow na wieczornym koncercie. Nasz udział w tej imprezie nie jest żadnym legitymizowaniem agendy Platformy Obywatelskiej.

Wyprasowany mundur galowy zawsze mamy w siedzibie. Tak na wszelki wypadek.

No dobrze, skoro zdrada konserwatywnego obozu przez PiS-owski Klubu Jagielloński została już zdemaskowana, a my złapani na gorącym, screenowym uczynku, to, co my tam będziemy w ogóle robić? Zasadniczo to, co zawsze: starać się promować własną agendę i ważne dla Polski tematy.

Najpierw Piotr Trudnowski poprowadzi debatę pt. Spojrzenie poza centrum. O decentralizacji, samorządach i średnich miastach bez lukru, gdzie gośćmi będą współpracujący z nami od dawna ekspert dr Łukasz Zaborowski oraz Piotr Witwicki, autor książki Znikająca Polska o jego rodzinnym Włocławku.

Zaraz po dyskusji Trudnowski (miasto rodzinne – Grudziądz) dołączy do Bartosza Brzyskiego (wieś rodzinna – Biały Kościół pod Krakowem) oraz autora tego krótkiego tekstu (miasto rodzinne – Mielec) i razem poprowadzimy warsztaty pod nazwą Miasto powrotów. Co musi się wydarzyć, by młodzi chcieli tu mieszkać?.

Z młodymi ludźmi – na Campusie ma ich być ponad 1000, większość pewnie o mocno różnych od nas poglądach – chcemy pogadać o tym, co być może nas łączy mimo różnic ideowych. Czyli o tym, że chcielibyśmy Polski, w której wyjazd z rodzinnego miasta nie jest jedyną szansą na normalne życie.

To oni chodzą „na pasku Trzaskowskiego”. Gdyby chociaż byli przystojni…

O deglomeracji, Polsce średnich miast, wykluczeniu komunikacyjnym, małomiasteczkowej dumie z prowincjonalnego pochodzenia piszemy regularnie od 2015 r. Niektóre tematy, jak deglomeracja, wprowadzając do mainstreamowej debaty.

Raporty analityczne, eseje w czasopiśmie idei „Pressje”, dziesiątki artykułów publicystycznych na łamach naszego portalu opinii, podcast „Międzymiastowo”, ostatnio istotna część podcastu „Kultura poświęcona” – wszędzie tam rozmawiamy o średnich miastach i deglomeracji, która stanowi  kluczową część naszej organizacyjnej agendy, ale przede wszystkim tożsamości. Bo Klub Jagielloński to klub „słoików”, którzy nadal z radością zjeżdżają do swoich rodzinnych, gierkowskich bloków „zarażonych” pastelozą (autor niniejszego tekstu jedzie do Mielca już jutro).

No dobrze, ale czy musicie promować te tematy akurat na imprezie Platformy Obywatelskiej, skoro jesteście nominalnie organizacją prawicową? W redakcji mamy takie nieformalne „sprawdzam” na to, czy dobrze wykonujemy swoją robotę. Jeśli pod jednym tekstem atakują nas w komentarzach jako „PiS-owskich sprzedawczyków”, a w kolejnym zostajemy „lewacką piątą kolumną”, to zbijamy sobie piątki i idziemy na piwo za pieniądze Kaczyńskiego i Tuska.

Metronom symetrystyczny imienia jednego rabina i drugiego też.

Teraz na moment poważniej.

Skoro zajmujemy się polityką, to chcemy i musimy z politykami rozmawiać. I robimy to od lat. Przedstawiciele Klubu w 2015 i 2019 roku byli na obu dużych konwencjach programowych Zjednoczonej Prawicy. Braliśmy udział w dwóch programowo-ideowych konferencjach organizowanych w ostatnich latach przez Patryka Jakiego, który chyba jako jedyny w obozie rządzącym dziś czuje, że takie imprezy są potrzebne. Trudnowski brał udział w pierwszej programowej debacie ruchu Hołowni i inauguracji cyklu programowych debat PSL-Koalicji Polskiej. Na żadnym z tych wydarzeń nie zajmowaliśmy się słodzeniem gospodarzom. Bywało, że wprost przeciwnie.

A że tutaj dostaliśmy tytuł partnera merytorycznego? Jak pisałem – to sprawa formalna, bo mamy swój panel, a nie dyskutujemy w cudzym. Analogiczną rolę partnera merytorycznego pełniliśmy w zeszłym roku na równie nam aksjologicznie dalekim Europejskim Forum Nowych Idei w Sopocie. Tam przed publiką złożoną z członkiń Kongresu Kobiet prezentowaliśmy nasz raport o nierównościach dotykających mężczyzn. Liberalne media zrozumiały z tego tyle, że wzywamy do segregacji płci, ale dyskusja była udana.

Tak naprawdę jesteśmy też za segregacją płciową w autobusach i restauracjach.

Po drugie, naprawdę uważamy, że w obecnej spolaryzowanej do absurdu debacie publicznej naszą rolą jest grać pozornego schizofrenika. Organizacji, która publikuje obok siebie teksty chwalące i krytykujące PiS. I która jest w stanie „zaplusować” opozycję, kiedy jest za co i zganić, gdy widzimy ku temu konkretne powody.

Oczywiście, mamy swoją agendę i nowo-chadecką perspektywę ideową, z której oglądamy i oceniamy rzeczywistość. Nigdy się z tym nie kryliśmy. Ten „ideowy filtr” nie sprawia jednak, że wkładamy koszulki medialnych kiboli, zapisujemy się do jednej z partyjnych ekip i ze śpiewem na ustach rozpoczynamy klawiaturową naparzankę.

Nasza druga nieformalna zasada, tym razem odnosząca się do występów medialnych, którą stosujemy z przymrużeniem oka wygląda tak: w „Loży prasowej” zawsze jesteśmy „pis-owscy” (po emisji programu często mamy nagły „pick” zasięgowy na portalu, bo „Silni Razem” zaczynają googlować co to za aparatczyk medialny Kaczyńskiego opowiadał znów dyrdymały w ich ukochanym TVN-ie), a w mediach mocniej sympatyzujących z obozem rządzącym gramy rolę „dyżurnego malkontenta, co powątpiewa w geniusz prezesa” (tutaj wzmożenie twitterowe jest zazwyczaj mniejsze).

Czasami jednak, jak widać, potrafimy przekroczyć „czerwoną linię”…

Dla części osób jest to postawa schizofreniczna, może tchórzliwa. Bo zamiast iść na barykady, my stoimy w jakimś moralnie wątpliwym, symetrystycznym rozkroku. Tylko z naszej perspektywy to nie jest żaden ideowy szpagat, ale uczciwość i postawa w pełni wyprostowana. Tylko po prostu pozbawiona filtru, gdzie to, co dobre, ma otrzymać najpierw glejt partyjny.

Łapcie link do naszych sprawozdań finansowych od 2012 r. Szukajcie pod „Soros” -> https://klubjagiellonski.pl/o-klubie-jagiellonskim/dane-dokumenty-i-sprawozdania/

Jeśli więc możemy gdzieś promować uczciwie, otwarcie i na własnych zasadach agendę, w którą realnie wierzymy, to najczęściej tam idziemy. Głupie komentarze w stylu „a do Hitlera też byście poszli? Albo do Russia Today?” naprawdę sobie darujmy. A na Campusie to właśnie będziemy mogli zrobić. Teaser naszej agendy przedstawia Piotr Trudnowski:

Czujemy się w tym wiarygodni, bo robimy to uczciwie od dawna. W tym samym programie, wspomnianym podcaście „Międzymiastowo”, zapraszamy krytyka PiS-u za centralizację i patologiczne zasady rozdawania pieniędzy samorządomredaktora Gazeta Lubuskiej (POLSKA PRESS, CZYLI ORLEN, CZYLI KACZYŃSKI, CZYLI PISOWSKA GADZINÓWKA!!!!111), kiedy to jego redakcja staje się ofiarą politycznych nacisków samorządowej, platformerskiej władzy, co zresztą dziwnym trafem oburzenia WOLNYCH MEDIÓW nie wywołało. A na koniec zapraszamy autora książki z „Krytyki Politycznej”, który mówi chyba głośniej i bardziej stanowczo niż ktokolwiek przed nim, że nie ma większej bajki o polskiej polityce niż ta, że samorządność nam się udała.

Bo interesują nas samorządy, małe ojczyzny i wywodzona z katolickiej nauki społecznej zasada pomocniczości, a nie to czy ktoś jest z PiS-u czy anty-PiS-u.

Wszystko fajnie, ale co z tym tytułowym hajsem? No kurczę, przelewy nie przyszły. Do Olsztyna pojedziemy pewnie pociągami. Za udział nie dostaniemy żadnego wynagrodzenia. Organizatorzy gwarantują jedynie zwrot kosztów i nocleg, bo debata i warsztaty są w okolicach południa. Willi za to nie kupimy, ani kredytów hipotecznych nie pospłacamy…

Troskliwi internauci już zaczynają martwić się o nasze źródła przychodu ;(

Mamy nadzieję, że uda nam się powiedzieć uczestnikom Campusu coś ciekawego, czego od innych na tej imprezie nie usłyszą. A jak się chcecie dorzucić do tego co na co dzień robimy między nagrzanymi plemionami, to zawsze warto.