Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

„In the name of God, go!”. Dorobek Borisa Johnsona i przyszłość Wielkiej Brytanii w ciemnych barwach

„In the name of God, go!”. Dorobek Borisa Johnsona i przyszłość Wielkiej Brytanii w ciemnych barwach Number 10/flickr.com

Boris Johnson przestanie być premierem 6 września. Niezatapialny – jak się do niedawna wydawało – polityk uległ presji wywieranej przez partię. Nowy premier stanie przed wyzwaniem nie tylko odbudowania prestiżu międzynarodowego Wielkiej Brytanii, ale również potężnego kryzysu gospodarczego. Jeszcze mocniej uwypukli on strukturalne problemy Zjednoczonego Królestwa, których źródła należy szukać przed brexitem i pandemią.

„In the name of God, go!” („W imię Boga, odejdź!”) – te słowa Olivera Cromwella (sławnego lorda protektora Anglii, Szkocji i Irlandii z XVII w.) Boris Johnson usłyszał w brytyjskim parlamencie od swojego partyjnego kolegi, Davida Davisa, już w styczniu. Od tego momentu premier Wielkiej Brytanii przetrwał na stanowisku dłużej, niż wielu się spodziewało.

Jednak w końcu nawet ten polityk, znany z wyjątkowej zdolności wychodzenia z kłopotów suchą stopą, musiał skapitulować. Wprawdzie jeszcze do zaprzysiężenia następcy (6 września) pozostanie premierem, ale z mocno ograniczonym mandatem do przeprowadzania zmian.

Pomimo szerokiej krytyki i masowego odejścia ministrów z rządu w pożegnalnym przemówieniu Johnsona nie padły przeprosiny. Kontynuował narrację wielkich zmian, które przeprowadził od 2019 r., takich jak wyprowadzenie Zjednoczonego Królestwa z UE. Dalej podkreślał zaufanie społeczne z wyborów sprzed 3 lat, które dały Partii Konserwatywnej największą większość parlamentarną od 1987 r.

Co sprawiło, że ten barwny i niegdyś tak popularny polityk został zmuszony przez własną partię do rezygnacji? Jaki jest dorobek odchodzącego premiera? Co czeka nas w najbliższych miesiącach na brytyjskiej scenie politycznej?

Determinacja i ambicja

Już w 2008 r. po wygrywaniu wyścigu o fotel burmistrza Londynu Johnson przedstawił się Brytyjczykom jako polityk, który jest w stanie przekonać do siebie wyborców tradycyjnie niezwiązanych z Partią Konserwatywną. Co więcej, Boris Johnson nawet przez swoich przeciwników jest uważany za osobę konsekwentną i sprawczą – te cechy towarzyszyły mu w ciągu całej kariery politycznej, aż do lipca 2022 r.

Przełomowym momentem było referendum brexitowe. Boris Johnson, który zaczął swoją przygodę w przestrzeni publicznej jako dziennikarz „Daily Telegraph”, wykorzystał swoje medialne obycie, żeby stać się kluczową postacią w kampanii dotyczącej referendum z 2016 r., mającym zdecydować o wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Według Johna Curtisa to właśnie osobista marka Johnsona prawdopodobnie zapewniła zwycięstwo zwolennikom opuszczenia Unii Europejskiej w referendum z 2016 r.

Ekscentryczny premier przeszedł wizerunkową transformację z tradycyjnego, biznesocentrycznego torysa nastawionego na politykę niskich podatków w obrońcę suwerenności rozumiejącego potrzeby wyborców z uboższych części Zjednoczonego Królestwa. Johnson przedstawiał brexit także jako szansę na naprawę strukturalnych problemów trapiących jego kraj.

Podkreślał, że wyrównywanie poziomu rozwoju różnych regionów (leveling up), a właściwie zwiększenie nacisku w ogólnokrajowej polityce na mniej rozwinięte, często postindustrialne obszary Wielkiej Brytanii, pozwoli na długoterminowy rozwój. Często była to głównie retoryka i zapowiedzi, za którymi do dzisiaj nie podążyły realne działania. W wielu przypadkach ograniczały się one do symboli, takich jak casting na miasto siedzibę Great British Railways (brytyjskich kolei), o czym pisaliśmy w lutym.

Kolejnym momentem, w którym Johnson wykazał się skutecznością, były wybory parlamentarne z 2019 r. Wygrał je m.in. dzięki narracji pokazującej go jako jedynego, który może doprowadzić do brexitu. Swoją charyzmą zdobył większość, aż 80 miejsc w parlamencie dla torysów, w tym po raz pierwszy w historii w okręgach Heywood i Middleton. Dominującą pozycję Johnsona zbudowały również słabość opozycji i praktyczna niewybieralność ówczesnego lidera Partii Pracy, Jeremiego Corbyna. Wydawało się, że populistyczny i medialny Johnson utrzyma pozycję na lata.

Swoje premierostwo Johnson rozpoczął zdecydowanie i agresywnie – od szantażowania UE opuszczeniem jej struktur bez jakiejkolwiek umowy. Z jednej strony dowodziło to jego determinacji, ale z drugiej wzbudzało zarzuty o brak odpowiedzialności wobec potencjalnie ogromnych konsekwencji gospodarczych tak ostrego brexitu.

Johnson przekonywał, że nowe porozumienie brexitowe nie stworzy barier handlowych pomiędzy Irlandią Północną a resztą Zjednoczonego Królestwa. Niemniej porozumienie z końca 2019 r. do tego doprowadziło. To wszystko sprawiło, że w oczach biznesu Johnson przez całe rządy był niepewnym aktywem, do którego należy podchodzić z rezerwą.

Nawet jeśli ustalenia dotyczące brexitu cały czas przeżywają wstrząsy i można mieć poczucie ich tymczasowości, to premier Wielkiej Brytanii swoją obietnicę o doprowadzeniu do opuszczenia UE spełnił. Ten ruch wydaje się nieodwracalny na co najmniej najbliższą dekadę. Nie jest to nawet element debaty publicznej – wątek ten został zakopany i praktycznie nie jest kontestowany w obecnej kampanii na nowego premiera z Partii Konserwatywnej.

Kolejne lata premierostwa naznaczyło wyzwanie pandemii COVID-19. Wielka Brytania postawiła na kontrowersyjną „odporność stadną”, ale wycofała się ze strategii przyzwyczajania młodszych osób do wirusa na rzecz lockdownu bardziej rygorystycznego niż ten, którego doświadczyliśmy w Polsce.

Johnson w mowie pożegnalnej podkreślał, że bardzo szybko doszło do produkcję szczepionki przeciw COVID-19, w czym rzeczywiście Wielka Brytania była początkowo absolutnym liderem. Ważną decyzją było także uruchomienie funduszy pomocowych dla firm w trakcie lockdownów, warte ponad 400 mld funtów. Pozwoliło to zachować przedsiębiorcom płynność finansową. Wydawało się, że Johnson ominął tę rafę bez szwanku mimo początkowych trudności.

Tym, co dodatkowo budowało wewnętrzne poparcie Johnsona i odróżniało go od innych kontrowersyjnych polityków na świecie, np. od Donalda Trumpa, było mocne postawienie na agendę klimatyczną. Brytyjski premier regularnie podkreślał szanse związane z zieloną transformacją, przeprowadził COP26 w Glasgow i kontynuował politykę wsparcia dla elektrowni jądrowych.

Ponadto wprowadził konkretne cele klimatyczne – zaprezentował strategię dojścia do neutralności klimatycznej do 2050 r., ogłosił cel wyłącznie „czystych źródeł energii elektrycznej” w Wielkiej Brytanii do 2035 r. i zaproponował obniżenie emisji o 78% do 2035 r. (w stosunku do 1990 r.). Choć ścieżka dojścia do tych celów jest nadal wyboista i często ich realność poddaje się w wątpliwość, to pokazują one jasno, jak ważna dla Johnsona była zielona agenda.

Tracenie impetu

Początkiem problemów ustępującego premiera było głośnie odejście głównego doradcy, Dominica Cummingsa, w trakcie pandemii. Była to osoba kluczowa dla zwycięstwa Johnsona w referendum i później w wyborach, która potrafiła zaprojektować spójną i długofalową strategię polityczną dla przełożonego. Po odejściu Cummingsa (w cieniu nieprzestrzegania lockdownu) nastąpiła stopniowa utrata inicjatywy i poukładanego przekazu premiera.

Wybuch afery partygate (nielegalnych imprez organizowanych w siedzibie premiera w trakcie najostrzejszej fazy lockdownów) pogłębił złą passę Johnsona. Gdy Brytyjczycy nie mogli pójść na pogrzeby najbliższych, a wszelkie zgromadzenia w domach były rygorystycznie sprawdzane, przy Downing Street wielokrotnie organizowane były bring your own booze party.

Tłumaczenia Johnsona w parlamencie wypadły bardzo nieprzekonująco i z czasem wkradły do nich się sprzeczności podkopujące pozycję premiera nawet we własnej partii. Opublikowany w tej sprawie krytyczny raport urzędniczki Sue Gray i otrzymanie przez premiera mandatu na kwotę 50 funtów za uczestnictwo w jednej z imprez dodatkowo uderzyło w jego pozycję

Dotychczasowa atrakcyjność premiera wynikała głównie z jego emanacji siły i determinacji. Po wybuchu afery partygate Johnson całkowicie się zagubił (warto przywołać chociażby słynne, chaotyczne przemówienie o wycieczce do parku rozrywki Świnki Peppy, której świat miał być przykładem dla Wielkiej Brytanii) i zniszczył budowany przez lata wizerunek. To uczyniło go w oczach współpracowników słabym.

Gdy wydawało się, że Johnson jest o krok od dymisji, 24 lutego Rosja zaatakowała Ukrainę. Po raz kolejny Johnson okazał się bardzo konsekwentny i od początku wspierał stronę ukraińską. Robił to nawet w fazie, w której dopiero klarowała się postawa amerykańska. Johnson zyskał w polityce wewnętrznej trochę spokoju. Ale nie na długo.

Ostatni etap

Początek ostatniej fazy upadku Johnsona wyznaczyło lipcowe złożenie dymisji przez kanclerza skarbu, Rishiego Sunaka, i ministra zdrowia, Sajida Javida. Ostatecznie aż 50 posłów z Partii Konserwatywnej odeszło z rządowych stanowisk, aby wymusić zmianę lidera.

Bezpośrednią przyczyną buntu wśród torysów były zarzuty o niedawne molestowanie dwóch mężczyzn przez wysoko postawionego parlamentarzystę Partii Konserwatywnej, Chrisa Pinchera, który miał już podobną „kartotekę”. Simon McDonald, były podwładny Johnsona z czasów jego rządów w brytyjskim MSZ w rządzie Theresy May, ujawnił, że Johnson wiedział o problemach Pinchera przed jego awansem, czemu wcześniej premier zaprzeczał. Kolejne kłamstwo Johnsona przelało czarę goryczy w jego własnej partii.

Dlaczego? Ład polityczny w Wielkiej Brytanii oficjalnie jest zbudowany na niezapisanej konstytucji i ogólnym poszanowaniu zasad i tradycji. Choć z zewnątrz może to brzmieć pewnie dość naiwnie, to Brytyjczycy sami lubią w ten sposób myśleć o fundamentach swojego państwa. Johnson swoimi regularnymi kłamstwami jawnie ten paradygmat w świątyni brytyjskości – parlamencie – pogwałcił. Zmiana zeznania Johnsona w kontekście partygate lub Pinchera znacząco nadwyrężyła pozycję premiera.

Johnson nadal się nie poddawał. Według doniesień „Financial Times” doradca premiera, Andrew Griffith, jeszcze wieczór przed rezygnacją swojego szefa przygotowywał ostatnią linię obrony, zanim ostatecznie Johnson skapitulował. Miało to być przemówienie zapowiadające rezygnację z podniesienie podatku dochodowego od osób prawnych (z 19% do 25%) i ogólne obniżenie podatków dochodowych, co świadczy o tym, że rządem wstrząsały nie tylko problemy wizerunkowe, etyczne i obyczajowe, ale w dużej mierze i gospodarcze.

Ten postulat już wcześniej krytykował pierwszy z „rebeliantów”, Rishi Sunak. Wyrażał obawy o dalsze napędzanie inflacji i zwiększanie nierównowagi budżetowej. Były kanclerz skarbu i obecny kandydat na fotel premiera w swoim liście dotyczącym odejścia z rządu zdecydowanie podkreślał fundamentalne różnice w podejściu do kwestii gospodarczych. Zaznaczył w dokumencie, że obniżanie podatków nie może być przeprowadzone równocześnie ze wzrostem wydatków rządowych.

Ostatecznie premier podał się do dymisji, choć pozostanie na Downing Street aż do wyboru jego następcy. Brak przeprosin i podkreślanie sukcesów (m.in. wynalezienia szczepionki, przeprowadzenia brexitu i wspierania Ukrainy) w mowie pożegnalnej uświadomiły wszystkim, że gdyby nie zdecydowany opór własnej partii, Johnsona nadal walczyłby o przetrwanie.

Następca będzie musiał odbudować nie tylko zaufanie społeczne do tego stanowiska, ale przede wszystkim przekonać obywateli do swojej długofalowej wizji w sferze gospodarczej, która jest dla Brytyjczyków najistotniejsza.

Zjednoczone Królestwo skazane na stagnację?

Wiodącymi tematami polityki wewnętrznej w Wielkiej Brytanii są podatki i stagnacja gospodarcza. Kraj doświadcza 9,1%-owej inflacji i ma najniższe przyszłoroczne prognozy wzrostu gospodarczego wśród państw formatu G7. Realne dochody rozporządzalne Brytyjczyków mają spaść w latach 2022-23 o 2,2%.

Ponadto Wielka Brytania powoli wchodzi w recesję, a obecne brytyjskie PKB jest wyższe o jedynie 0,9% względem 2019 r. O niepokojach społecznych przypomina planowana seria szeroko zakrojonych, wakacyjnych strajków na brytyjskiej kolei (te czerwcowe potrafiły zatrzymać 80% ruchu kolejowego) ze względu na zbyt niskie pensje, planowane zwolnienia i nieodpowiednie warunki pracy.

Sytuację miała poprawić ogłoszona w marcu przez Johnsona i Sunaka podwyżka podatków, dzięki której do 2025 r. obciążenie podatkowe miało wzrosnąć o 2% PKB (46 mld funtów w cenach bieżących). Według rządowego Office for Budget Responsibility zapowiedziane wówczas działania zwiększyłyby obciążenia podatkowe w Wielkiej Brytanii z 33% PKB (2019-2020) do 36,3% PKB (2026-2027), co byłoby najwyższym poziomem od ponad 70 lat (stosunek podatków do PKB w UE wynosił w 2018 r. 40,3%, a w Polsce 36,1%). Dodatkowe środki budżetowe miały zostać wykorzystane na poprawienie sytuacji finansów publicznych, dofinansowanie opieki społecznej i przeznaczone na działania związane ze skutkami COVID-19 (także tymi długoterminowymi).

To podejście nie ma jednak szerokiego poparcia w Partii Konserwatywnej. Parlamentarzyści partii rządzącej widzą w zbyt wysokich podatkach przyczynę osłabionego wzrostu i negatywnych prognoz gospodarczych. Pamiętajmy, że wielu torysów ma w klasycznym liberalizmie gospodarczym zapisane swoje DNA oraz naciska na obniżanie podatków i wydatków rządowych (w trakcie pandemii bardzo podwyższonych).

W wielu wymiarach jest to niespójne z agendą wyrównywania rozwoju różnych regionów Zjednoczonego Królestwa poprzez większą redystrybucję na rzecz biedniejszej północy, dzięki czemu Borys Johnson osiągnął tak wysoki wynik w 2019 r. i przekonał do siebie wyborców z obszaru zwanego red wall (uboższego, postindustrialnego, tradycyjnie wybierającego Partię Pracy).

Obecne problemy gospodarcze nie są nowe, a jedynie się nasilają. Nie można ich spłycać do samej analizy poziomu podatków. Autorzy publikacji think-tanku Resolution Foundation podkreślają, że już przed brexitem i pandemią (lata 2004-2019) Zjednoczone Królestwo zanotowało najniższy wzrost PKB per capita od okresu 1919-1934. Dokument Living Standard Audit ponadto zaznacza, że w 2018 r. dystrybucja dochodu rozporządzalnego była drugą najbardziej nierówną wśród państw demokratycznych o wysokich dochodach, sytuowała się jedynie za Stanami Zjednoczonymi.

Według raportu wśród największych wyzwań dla brytyjskiej gospodarki można wymienić starzejące się społeczeństwo i niski wzrost produktywności. Innymi problemami są wadliwe, długoterminowe planowanie polityków centralnych (zbyt duży nacisk na przemysł), brak pracowników lub niedostosowanie ich kompetencji do rynku pracy (zbyt mało uwagi poświęca się szkoleniom) – aż 39% pracodawców nie przeprowadziło szkoleń dla swoich pracowników w ostatnim roku.

Dane Conference Board wskazują, że PKB per capita Zjednoczonego Królestwa w odniesieniu do niemieckiego spadło z 92% w 2007 r. do 82% rok temu, natomiast wydajność godzinowa UK w porównaniu do Niemiec zmniejszyła się z 84% do 79% w tym samym okresie. Od 2007 do 2018 r. rzeczywista mediana dochodu rozporządzalnego gospodarstw domowych (z uwzględnieniem siły nabywczej) spadła o 2%. W tym samym okresie ten wskaźnik wzrósł w Niderlandach o 23%, Niemczech o 27% i we Francji o 34%.

Powyższe statystyki jasno pokazują, że obwinianie za obecne problemy gospodarcze wyłącznie brexitu, pandemii i odpowiedzi fiskalnej na COVID-19 jest zbyt dużym uproszczeniem, które przysłania strukturalne problemy widoczne od lat (choć wyjście z UE też ma swoje negatywne konsekwencje – długoterminowy spadek związany z tym wydarzeniem ma wynieść ok. 4% PKB).

Wśród palących wyzwań jest niedobór rąk do pracy. Przy bezrobociu 3,8% liczba wakatów powiększa się. Dwa miesiące temu w brytyjskiej gospodarce wyniosła ona rekordowe 1,3 mln. W tym roku zostało wydanych 40 tys. sezonowych wiz dla pracowników – o 30 tys. mniej niż szacowane potrzeby brytyjskiej gospodarki.

Brak pracowników w Wielkiej Brytanii w sektorze rolnictwa spowodował roczne straty na poziomie 36,5 mln funtów w 2021 r. (dwukrotnie więcej niż rok wcześniej). Problemy te nasiliła wojna i odpływ sezonowych pracowników z Ukrainy, ale problemy z zatrudnieniem są głębsze i były obserwowane jeszcze przed brexitem.

Co więcej, brytyjskie gospodarstwa domowe czeka 65%-owa podwyżka cen energii najbliższej zimy (do ponad 3244 funtów rocznie). Choć w Wielkiej Brytanii jedynie 4% importu gazu pochodziło przed wojną bezpośrednio z Rosji, to ceny tego surowca na całym globalnym rynku są rekordowo wysokie, zwłaszcza w Europie, z którą UK ma najwięcej połączeń infrastruktury energetycznej.

Nie mniejszą przeszkodą dla stabilności Zjednoczonego Królestwa jest niepodległość Szkocji. Ta kwestia nabrała impetu przez słabość Londynu. Nicola Sturgeon, pierwsza minister Szkocji, stara się wykorzystać sytuacje poprzez wniosek do Sądu Najwyższego o kolejne referendum niepodległościowe w październiku 2023 r.

W razie braku sukcesu będzie starała się przeprowadzić kampanię parlamentarną w 2024 r. pod hasłem wyjścia Szkocji ze Zjednoczonego Królestwa, aby ewentualne większościowe poparcie przedstawić Londynowi jako mandat społeczny do powtórzenia referendum z 2014 r.

Jaka będzie przyszła polityka zagraniczna dawnego imperium?

Rządy Johnsona zostawią w spadku jątrzący się pat w sprawie niesławnego protokołu irlandzkiego (kontrowersyjnego elementu porozumienia brexitowego). Boris Johnson rozpoczął proces łamania ustaleń z Unią Europejską nowym, jednostronnym aktem, który ma dać narzędzia brytyjskim ministrom do obchodzenia umowy podpisanej z Brukselą i może zapoczątkować wojnę handlową na linii Bruksela-Londyn.

Celem prawa, które dotarło 20 lipca do trzeciego czytania w parlamencie, są ułatwienia w przepływie (brak kontroli i minimalna biurokracja) określonych towarów do Irlandii Północnej i utrzymanie kontroli dla towarów w tranzycie przez Irlandię Południową. Zdecydowanie sprzeciwia się temu Komisja Europejska. Podkreśla ona, że jest to propozycja sprzeczna z umową brexitową. Jednym z głównych zwolenniczek tej inicjatywy legislacyjnej jest prawdopodobna przyszła premier, Liz Truss.

Podważenie ustalonych zasad handlu z Irlandią Północną będzie miało nie tylko konsekwencje dla relacji z Europą kontynentalną, ale także ze Stanami Zjednoczonymi. Biden miał być sfrustrowany podejściem Johnsona do wynegocjowanej zaledwie 2 lata wcześniej umowy z Brukselą.

Nowe prawo dotyczące handlu z Irlandią Północną jest nadal procedowane w parlamencie i nie spotkało się z krytyką wśród kandydatów na premiera. Najprawdopodobniej niezależnie od wyboru nowego szefa brytyjskiego rządu dokument ten wejdzie w życie, a tym samym będziemy obserwować kolejną edycję gorącego sporu Londynu z Brukselą, choć być może w niższej temperaturze.

Słaby stan relacji na linii Londyn-Bruksela po rządach Johnsona niech obrazuje fakt, że od 13 miesięcy nie odbyło się ani jedno ministerialne spotkanie Brukseli z Londynem w ramach stworzonej w umowie brexitowej głównej platformy do spraw handlu unijno-brytyjskiego (Partnership Council) i nie ma wyznaczonej daty następnego spotkania.

Francuski minister finansów i gospodarki, Bruno Le Maire, wprost wyjawił, że „nie będzie mi go [Johnsona] brakować”. Michel Barnier, były negocjator umowy UE-UK z ramienia Brukseli, oraz premier Irlandii, Michael Marin, wyrazili nadzieję na polepszenie relacji (w tym większy wzajemny szacunek) z Londynem po zmianie na stanowisku premiera.

Przeciwną reakcję na wiadomość w kontekście dymisji pokazał Wołodymyr Zełenski, który nazwał Johnsona bohaterem. To właśnie w wymiarze wsparcia Ukrainy Johnson zyskał największy szacunek na arenie międzynarodowej. Co ważne, było ono widoczne jeszcze przed wybuchem wojny, m.in. poprzez szkolenie ukraińskich żołnierzy.

Premier Wielkiej Brytanii forsował także przestrzeganie zobowiązania członków NATO do wydawania 2% PKB na obronność – cel, który Zjednoczone Królestwo przekroczyło w ambicjach i wykorzystuje w dyplomacji. Kandydaci do zastąpienia Johnsona są zgodni w potrzebie kontynuowania pomocy dla Ukrainy, choć jej trwałość może być mniejsza w obliczu nadchodzących problemów gospodarczych.

Ucieczką do przodu od chłodnych relacji z UE, niezależnie kto wygra, nadal będzie koncepcja Globalnej Brytanii (Global Britain), która polega na aktywnej polityce budowania sojuszy na całym świecie, szczególnie na Indo-Pacyfiku, m.in. poprzez obecność wojskową i porozumienia handlowe z partnerami zamorskimi, w tym z dawnymi koloniami.

Choć dotychczasowy bilans tej strategii nie jest imponujący (podpisywanie atrakcyjnych porozumień o wolnym handlu okazało się bardziej skomplikowane, niż zakładano), tym bardziej, że nadal brakuje jej konkretnego zdefiniowania, to wpisuje się w nią wsparcie Ukrainy i COP26, co okazało się sukcesem.

***

Boris Johnson zmienił oblicze brytyjskiej polityki. To niesie trwałe skutki. Kandydaci do jego zastąpienia – Rishi Sunak i Liz Truss – są spójni w chęci kontynuowania podjętych przez niego działań. Dalsza konfrontacyjna polityka wobec UE, wsparcie Ukrainy czy też agenda obniżania podatków będą prowadzone, niezależnie od tego, kto zostanie wybrany.

Na szali pozostaje jedynie intensywność tych polityk – Sunak długofalowo będzie mniej uniosceptyczny (Liz Truss była jednym z głównych inicjatorów jednostronnych zmian w protokole irlandzkim) i bardziej ostrożny w obniżaniu podatków.

Sondaże wskazują, że najprawdopodobniej to Truss będzie nową premier, a w takim wypadku możemy się spodziewać stylu rządzenia przypominającego mieszankę Margaret Thatcher i Borysa Johnsona. Przed Truss strukturalne problemy gospodarcze i deficyt zaufania wyborców. To, jak sobie z nimi poradzi, zadecyduje o wyniku wyborów w 2024 r.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.