Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Jak włączyć Ukraińców w nasze społeczeństwo? Stopniowo. Integracja zamiast asymilacji

Jak włączyć Ukraińców w nasze społeczeństwo? Stopniowo. Integracja zamiast asymilacji Grafikę wykonała Julia Tworogowska.

Oddolna i spontaniczna reakcja polskiego społeczeństwa sprawiła, że największa po II wojnie światowej migracja w Europie przebiegła w sposób zaskakująco sprawny i bezproblemowy. Wypada jednak założyć, że indywidualna ofiarność i mobilizacja obywatelska raczej prędzej niż później się wyczerpie. Szczególnie, że pogłębiający się kryzys ekonomiczny, wysoka inflacja i swego rodzaju naturalne zobojętnienie wobec toczącego się na wschodzie konfliktu ograniczają możliwości pomocy obywatelskiej.

Odejść od prymatu historii nad aktualnymi interesami

Polityczne ocieplenie na linii Warszawa-Kijów tworzy szanse, które Polska może i powinna wykorzystać. Na poziomie politycznym kwestią najważniejszą wydaje się odejście od prymatu historii nad bieżącymi interesami obu krajów.

Ostatnie lata przyniosły wyraźne ochłodzenie w relacjach polsko-ukraińskich. Aktywna polityka historyczna rządów PiS zderzyła się z podobną tendencją w wykonaniu ekipy prezydenta Poroszenki. Po zwycięstwie wyborczym prezydenta Zełenskiego i jego partii — Sługa Narodu — ten spór osłabł. Niemniej aż do lutego utrudniał on efektywny dialog polityczny.

Po nerwowej reakcji polskich mediów na wypowiedź ukraińskiego ambasadora w Berlinie (relatywizującą zbrodnie popełnione na Wołyniu) widać, że kwestie historyczne wciąż pozostają ważne dla opinii publicznej. Należy więc wykorzystać szansę, jaką jest oczywista wspólnota interesów politycznych, by stworzyć komisję historyków i być może również polsko-ukraińską komisję podręcznikową na wzór instytucji zajmujących się budowaniem pojednania polsko-niemieckiego. Powołanie takich bytów skutecznie zdejmuje różnice w postrzeganiu historii z dyskursu politycznego.

Mamy szansę wyjść z cienia historii. Zwłaszcza, że ten cień był i jest wykorzystywany przez Rosję w sposób systemowy i przemyślany do budowania nieufności i konfliktów. Nie wydaje się, by zarówno w odniesieniu do dawnej, jak i najnowszej historii udało się zbudować wspólną narrację. Jest natomiast szansa na to, by silniej akcentować wydarzenia łączące i  pozytywne, takie jak unia hadziacka z 1658 r., będąca pierwszym uznaniem tożsamości państwowej Ukrainy, czy umowa Piłsudski–Petlura, zamiast krwawych konfliktów okresu II wojny światowej.

Kwestią niesłychanie ważną jest unikanie pokusy, by upominać się o gesty i „koncesje” w tej materii jako wyraz wdzięczności za polską pomoc. Takie głosy są niebezpieczne. Bo wymuszone pojednanie pojednaniem nie jest. Co więcej, tego typu zachowania mogą zatruć relacje w przyszłości. Powinniśmy rozmawiać z Kijowem językiem wspólnych interesów, bardzo ostrożnie poruszając się na polu historii.

Nieustannie powracająca w propagandzie wspólnego przeciwnika kwestia rzekomych polskich pretensji terytorialnych do zachodniej Ukrainy dowodzi, że mówienie o bliższym związku Ukrainy i Polski jest obarczone ryzykiem nieżyczliwej nadinterpretacji. W dialogu politycznym musi dominować realizm i precyzyjne definiowanie wspólnych interesów. A na tej liście powstrzymywanie rosyjskiego rewizjonizmu terytorialnego zajmuje zdecydowanie pierwsze miejsce.

Integracja zamiast asymilacji

Bardzo wysoko na liście szans, które pojawiły się po wybuchu wojny wypada umieścić okazje do wypełnienia polskiej luki demograficznej. Specjaliści podkreślali od lat, że jednym z największych zagrożeń dla Polski w średnioterminowej perspektywie jest starzenie się społeczeństwa, brak rąk do pracy i ujemny przyrost demograficzny. Pandemia koronawirusa jeszcze te zagrożenia wyostrzyła.

Tymczasem fala uchodźców z Ukrainy sprawiła, że liczba mieszkańców Polski niemal z dnia na dzień przekroczyła 40 milionów i pojawiło się kilkaset tysięcy dzieci i młodzieży. W zgodnej opinii specjalistów zajmujących się kwestiami migracyjnymi, co najmniej połowa uchodźców pozostanie w Polsce na stałe. Co więcej, po zakończeniu wojny wróci do naszego kraju przynajmniej część mężczyzn, którzy pracowali w Polsce przed wybuchem wojny, a dodatkowo mężowie i partnerzy kobiet, które uciekły przed wojną przyjadą w ramach łączenia rodzin. Struktura tej migracji wojennej będzie odmienna od wcześniejszej – w większości będziemy mieli do czynienia z pełnymi rodzinami.

Konieczna będzie aktywna polityka państwa, aby szansa związana z wypełnieniem przez rodziny uchodźcze luki demograficznej się zrealizowała. Od 5 do 10% populacji Polski (to i tak bardzo mało w porównaniu do norm innych państw europejskich) nie będzie Polakami. Pierwszym odruchem władz było wprowadzenie modelu polityki asymilacyjnej. Przykładem może być nieprzemyślany projekt zdawania polskiej matury przez młodzież z Ukrainy.

Zagrożeniem związanym z wejściem na ścieżkę polityki asymilacyjnej w średnioterminowej perspektywie jest poczucie zagrożenia nowej mniejszości narodowej. O ile wejdziemy na ścieżkę polityki asymilacyjnej, to może się okazać, że nowa mniejszość narodowa poczuje się zagrożona. A w wypadku sukcesu Ukrainy w wojnie z Rosją (pożądanego przez nas na poziomie politycznym) będziemy mieli do czynienia z równoczesnym poszukiwaniem stabilizacji w Polsce i wzrostem nastrojów patriotycznych czy wręcz nacjonalistycznych.

Nowi mieszkańcy RP mogą być przekonani, że należą się im przywileje, bo to „oni obronili Europę przed hordami rosyjskimi”, a tymczasem zetkną się z naciskiem, by stali się Polakami. Taka mieszanka może stać się źródłem gigantycznych napięć.

artykule na łamach „Nowej Konfederacji” pisałem o potrzebie spójnego programu integracyjnego na poziomie państwowym, którego kluczowym elementem powinno być ułatwienie samoorganizacji społeczności ukraińskiej, tak aby zapobiegać rozprzestrzenianiu się poczucia krzywdy wśród tej mniejszości. Ze zorganizowaną mniejszością łatwiej rozmawiać, gdy wyłonią się naturalni liderzy, zaś model partnerski jest zdecydowanie bardziej efektywny niż próby urzędniczego sterowania grupą.

Powodzenie wykorzystania obecności ukraińskiej mniejszości w polskim społeczeństwie wymaga podjęcia wysiłku integracji w miejsce asymilacji. Integracji rozumianej jako szacunek i akceptację pewnej odmienności. Oczywiście uchodźcy stopniowo będą się integrowali z polskim społeczeństwem. Ale kluczowe jest tutaj słowo stopniowo.

Powinniśmy być przygotowani do tego, żeby zaakceptować stworzenie przychodni lekarskich obsługujących pacjentów posługujących się językiem ukraińskim (a często i rosyjskim) czy też dodawanie ukraińskich napisów w filmach wyświetlanych w kinach Warszawy czy Krakowa. Do wsparcia z budżetu ukraińskiego teatru. Oznacza to również na poziomie społecznym akceptację dla odmienności. W tym religijnej i obyczajowej. A w perspektywie długofalowej – o ile nasi nowi współobywatele się z sukcesem zintegrują – będzie to prowadziło do otrzymania przez nich obywatelstwa.

Zapewnić udział Polski w odbudowie Ukrainy 

Potencjalną wielką szansą, która stoi przed Polską, jest udział w procesie powojennej odbudowy Ukrainy. W odróżnieniu od Niemiec czy Holandii polski biznes nie dysponuje znacznymi zasobami kapitału. Inwestowanie na obszarze zagrożonym, a nawet prowadzenie zwyczajnej działalności handlowej w Ukrainie wymaga od rządu i instytucji finansowych stworzenia systemu ubezpieczeń kredytowych i inwestycyjnych minimalizujących ryzyko związane z wejściem na rynek powojennej Ukrainy. KUKE (Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych) w obecnym kształcie nie wystarczy.

Podobnie rzecz się ma z przygotowaniem infrastruktury transportowej i granicznej. Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że znacząca część handlu zachodniej Europy z Ukrainą będzie się odbywała przez Polskę. Szczególnie istotne będzie przygotowanie sieci kolejowej do obsługi ukraińskiego tranzytu, a być może również do udziału w zapowiadanym już ze strony ukraińskiej przejściem tego kraju na europejski standard torów kolejowych.

Ponadto podjęcie dialogu z małym i średnim biznesem, które mogą być konkurencyjne w obsłudze odbudowy Ukrainy i przygotowanie się do trójstronnych (duże firmy z zachodu Europy – Polska – Ukraina) działań powinny być jednymi z najpilniejszych aktywności rządu.

Zapobiec napięciom społecznym

Szanse związane z tragedią wojenną w Ukrainie nie mogą przesłaniać możliwych zagrożeń. Jeżeli nie wypracujemy spójnej (i przekraczającej linie politycznych podziałów w Polsce!) koncepcji integracji nowej mniejszości narodowej, dotychczasowy model pomocy może się szybko wyczerpać, stając się źródłem konfliktów społecznych.

Już teraz widać coraz silniejsze oddziaływanie propagandy antyukraińskiej, częściowo płynącej z Rosji przez różnego rodzaju sieci społecznościowe, a częściowo wypływającej ze środowisk politycznych tradycyjnie niechętnych Ukraińcom.

Jedną z najważniejszych kwestii w obecnej sytuacji jest mądra interwencja władz państwowych i samorządowych na rynku mieszkaniowym. Stabilizując swoją egzystencję w Polsce, Ukraińcy będą musieli wynajmować lub kupować mieszkania. Ponieważ rynek mieszkaniowy w Polsce jest słaby i niestabilny, nacisk kilkuset tysięcy rodzin może doprowadzić do załamania się całego systemu wynajmu mieszkań.

Podobnie rzecz się ma z rynkiem pracy. Nie można dopuścić do prekaryzacji emigrantów z Ukrainy. Po pierwsze, doprowadzi to szybko do napięć i uznania przez polskich pracowników, że Ukraińcy psują rynek i zaniżają płace. Po drugie zaś – chyba ważniejsze – nie pozwoli to na wykorzystanie kwalifikacji uchodźców. Obecnie blisko połowa zarejestrowanych uchodźczyń legitymuje się wyższym wykształceniem. Powinniśmy dążyć do tego, by możliwie dużo osób pracowało zgodnie ze swoimi kwalifikacjami.

Zagrożeniem o charakterze politycznym może okazać się także oczekiwanie wdzięczności Polaków ze strony ukraińskiej. Może to przybierać formę symboliczną typu „przepraszajcie za Banderę”, może też być oczekiwaniem szczególnego uprzywilejowania dla polskiego biznesu na rynku ukraińskim. Mądra polityka powinna polegać na tonowaniu obustronnej roszczeniowości. Wdzięczność jest w realiach politycznych monetą zdawkową i podlegającą szybkiej dewaluacji.

Powinniśmy również zadbać o to, by mieszkający w Polsce Ukraińcy stawali się pomostem łączącym nas z odbudowującą się Ukrainą. Jednym z narzędzi jest odsuwanie podejrzeń o drenaż mózgów. Takie oskarżenia padały wobec Polski już przed wybuchem pełnoskalowej wojny. Po jej zakończeniu mogą powrócić. Wspierając przenoszenie produkcji zagrożonych firm do Polski czy integrując ukraińskich specjalistów, powinniśmy dbać o to, by miały one możliwość działania w formule transgranicznej.

***

Wszystkie szanse i zagrożenia opisane wyżej są zbudowane na założeniu względnego sukcesu Ukrainy w konflikcie zbrojnym (sic!). Trzeba brać jednak pod uwagę także mniej optymistyczne scenariusze. Wówczas, w razie zamrożenia konfliktu albo utraty przez Ukrainę znacznej części terytoriów, problemy zarysowane wyżej nie znikną, a uderzą w nas z podwójna siłą, zwiększając skalę uchodźstwa i ograniczając pozytywne skutki udziału w procesie odbudowy Ukrainy. Na dodatek wówczas partnerstwo z rządem Ukrainy może być skażone swego rodzaju syndromem weimarskim, czyli przekonaniem obywateli i władz, że porażka w konflikcie zbrojnym była wynikiem niedostatecznej pomocy ze strony Zachodu. Na taki scenariusz także powinniśmy się przygotować.

Artykuł powstał w rezultacie projektu Polsko-ukraiński stół 2022. Zadanie publiczne zostało zrealizowane ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

Artykuł (z wyłączeniem grafik) jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o zachowanie informacji o finansowaniu artykułu oraz podanie linku do naszej strony.