Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Przełamać dominację Berlina i Paryża. Wojna na Ukrainie i zwrot w polityce UE i NATO

Ważą się losy nie tylko Ukrainy, ale całej Europy Środkowej, być może także przyszłość imperialnej Rosji, a więc w konsekwencji i przyszłość świata. Stosunek do wojny na Ukrainie dzieli państwa Zachodu i wytycza linie podziału w obu jego głównych organizacjach – Unii Europejskiej i NATO. Wschodnia flanka chce klęski Rosji na polu bitwy i otwarcia struktur Zachodu na Ukrainę. Zaś Niemcy, Francuzi i Włosi pozorują pomoc w materiałach wojennych, rozszczelniają sankcje nałożone na Rosję i odsuwają perspektywę członkostwa Ukrainy w UE. Wojna na Ukrainie zmieniła politykę USA. Rola USA w zapewnianiu bezpieczeństwa Starego Kontynentu po raz kolejny okazała się nie do zastąpienia. Głębokie zacieśnienie relacji polsko-ukraińskich otwiera szanse na stworzenie nowego regionalnego bieguna siły w Europie, który stałby się naturalnym ośrodkiem konsolidacji wschodniej flanki UE.

Pełnoskalowa agresja rosyjska na Ukrainę, rozpoczęta 24 lutego 2022 r., dała początek kulminacyjnemu okresowi trwającej od 2014 r. wojny rosyjsko-ukraińskiej. Jest to największy konflikt zbrojny w Europie od 1945 r. Skala tego starcia, zarówno w wymiarze jego już dokonanych, jak i oczekiwanych skutków, przekracza to, co działo się na naszym kontynencie od zakończenia II wojny światowej. Wydarzenia te swą wagą zbliżone są jedynie do być może równie głębokich, ale z pewnością mniej dramatycznie zachodzących przemian annorum mirabiles 1989-1991.

Naturalna w tej sytuacji koncentracja uwagi obserwatorów na frontach toczącej się wojny powoduje, że polityczny wpływ tego starcia na kształt Zachodu – zarówno UE, jak i NATO – jest niekiedy pomijany. Tymczasem dziś to nad Dnieprem, Dońcem, Desną i Bohem ważą się losy nie tylko Ukrainy, ale całej Europy Środkowej, a być może także przyszłość imperialnej Rosji, a więc w konsekwencji i przyszłość świata. Stosunek do wojny na Ukrainie dzieli państwa Zachodu, a zatem wytycza linie podziału także w obu jego głównych organizacjach – Unii Europejskiej i NATO. Przyjrzyjmy się bliżej temu ostatniemu wątkowi.

Wojna zmienia Unię Europejską

W łonie Unii Europejskiej od 1991 r. – tzn. już w jej okresie „prenatalnym” – zaznaczała się silna tendencja do autonomizacji bezpieczeństwa europejskiego, rozumianej jako uniezależnienie się od USA. Jej szermierzem była Francja, kontynuująca w tym zakresie tradycje jeszcze z epoki generała de Gaulle’a.

Od czasów Gerharda Schrödera rozluźnianie więzów transatlantyckich stało się także cechą charakterystyczną polityki niemieckiej. Najpierw otwarcie – pod hasłem Deutscher Sonderweg (niemieckiej specjalnej drogi), a potem bardziej finezyjnie co do taktyki, ale nie co do strategii – za czasów kanclerz Angeli Merkel, minimalizującej napięcia Berlina w relacjach z Waszyngtonem, czego jej poprzednik z SPD nie czynił.

Rozluźnianie więzów transatlantyckich było naturalną konsekwencją zakończenia zimnej wojny i ustania egzystencjalnego zagrożenia Europy Zachodniej zmasowaną inwazją sowiecką. Obawa przed Moskwą została zastąpiona wolą współpracy z nią i włączenia Rosji w system polityczny Zachodu- i to jako partnera Niemiec i Francji w dziele ograniczania wpływów amerykańskich, a nie jako wroga. Oba mocarstwa unijnego rdzenia łączy z Rosją dążenie do „świata wielobiegunowego”, rozumianego jako złamanie wykształconego po 1991 r. systemu unipolarnego – opartego na dominacji USA, jedynego po rozpadzie ZSRR supermocarstwa światowego.

Próby autonomizacji bezpieczeństwa europejskiego miały po 1991 r. wiele wydań (Europejską Tożsamość Bezpieczeństwa i Obrony z 1994 r., Europejską Politykę Bezpieczeństwa i Obrony, a w jej ramach Helsiński cel operacyjny z 1999 r., Cel Operacyjny 2010 i Europejską Unię Obronną z 2003 r., PESCO oraz Europejską Inicjatywę Interwencyjną z 2017 r.). Wszystkie one kończyły się fiaskiem lub wypadały daleko poniżej oczekiwań ich twórców.

Zrodzone pod wpływem tych dążeń pomysły francuskie, ujęte w 2017 r. w koncepcji Europejskiej Autonomii Strategicznej (EAS) oraz zbliżone do nich plany niemieckie, zawarte w programie koalicji rządowej SPD-FDP-Zieloni z jesieni 2021 r. w postaci Europejskiej Suwerenności Strategicznej (ESS) wręcz wymagały „partnerstwa z Rosją”.

Moskwa swą brutalnością i zaborczością nie ułatwiała Berlinowi i Paryżowi gry na wypchnięcie Stanów Zjednoczonych z Europy, ale przed 24 lutego dążenie do współpracy z Kremlem nie pociągało za sobą tak dużych kosztów politycznych i wizerunkowych jak po tej dacie i było dla obu mocarstw unijnego rdzenia stosunkowo proste.

Sytuacja ta zaczęła się zmieniać z początkiem roku 2021 – po fatalnej dla prestiżu UE wizycie szefa jej dyplomacji Josepa Borrella w Moskwie (4-6 lutego 2021 r.). Mimo to Niemcy i Francja brnęły nadal w politykę otwierania się na Rosję, odmawiając Ukrainie dostaw uzbrojenia (co RFN uczyniła oficjalnie 1 czerwca 2021 r. ustami swego ministra spraw zagranicznych Heiko Massa), upierając się przy budowie Nord Stream 2, usiłując zaprosić Putina na szczyt UE w czerwcu 2021 r. i potępiając w październiku tegoż roku użycie przez wojsko ukraińskie zakupionego w Turcji dronu Bayraktar do zniszczenia rosyjskiej haubicy, ostrzeliwującej pozycje Ukraińców w Donbasie. Wybuch pełnoskalowej wojny w lutym 2022 r. nie zmienił wcześniejszego stanowiska Niemiec i Francji, ale znacznie podniósł jego koszty polityczne i utrudnił maskowanie jego istoty.

Niemiecka odmowa lub opóźnianie dozbrojenia Ukrainy i przeciwdziałanie akcji państw trzecich w tym zakresie w połączeniu z presją na łagodzenie sankcji Zachodu wobec Rosji w wymiarze importu surowców energetycznych, brak zgody Berlina na wykluczenie z systemu SWIFT dwóch głównych banków Rosji – Gazprombanku i Sbierbanku (dopiero w ostatnim, szóstym pakiecie sankcji uzgodnionym 31 maja udało się objąć restrykcjami ten drugi bank) – oraz rola, jaką odegrały Niemcy i Francja w zbrojeniu Rosji w poprzednich latach, zrujnowały prestiż obu państw na wschodniej flance UE i NATO i oczywiście na Ukrainie.

Symbolem tego zjawiska są kpiny z niemieckich 5 tys. hełmów i pocisków przeciwlotniczych „Strieła” z NRD-owskiego demobilu, w niewielkich ilościach dostarczonych Ukrainie w zbutwiałych skrzyniach, gdy Berlin wreszcie pod presją sojuszników wycofał się z polityki embarga na dostawy broni. Deklaracja minister obrony RFN Christine Lambrecht z 19 marca o tym, że Bundeswehra wyczerpała już swoje możliwości przekazywania broni Ukrainie i zgoda kanclerza Olafa Scholza po rozmowie z Putinem na to, by „eksperci obu stron pochylili się nad możliwością płacenia Rosji za gaz w rublach” (co pozwoliłoby ominąć sankcje bankowe, uniemożliwiające Rosji dokonywania rozliczeń w walutach obcych), dopełniają obrazu tej sytuacji.

Gazety w USA drukują tytuły w rodzaju Czy Niemcy są nadal naszym wiarygodnym sojusznikiem? Nein, a w Szwecji nagłówki głoszą Niemcy powinny się wstydzić. Tymczasem Niemcy i Francja (która jeszcze 22 lutego 2022 r. wystrzeliła trzy swe satelity przy użyciu rosyjskich rakiet nośnych, dostarczonych przez Roscosmos „dla uniezależnienia Europy od systemów kosmicznych USA”) prą do zmiany systemu decyzyjnego UE w zakresie Wspólnej Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa.

Dotąd w tej dziedzinie obowiązywała jednomyślność. To dzięki niej Polska, państwa bałtyckie, skandynawskie, Holandia i Rumunia zablokowały wyżej wspomniany niemiecko-francuski pomysł zaproszenia w czerwcu 2021 r. Putina na szczyt UE. Obecnie wysoce prawdopodobne jest usilne forsowanie zmiany systemu na większościowy. Nietrudno też przewidzieć, że ci, którzy się temu sprzeciwią, znajdą się pod presją jako „źli Europejczycy, rozbijający, i to w obliczu rosyjskiej agresji na Ukrainę, jakże potrzebną jedność UE i blokujący usprawnienie jej procesów decyzyjnych w dziedzinie bezpieczeństwa”.

Proponowane przez Niemcy i Francję w ramach EAS i ESS decydowanie w oparciu o kwalifikowaną większość głosów oznaczałoby zaś absolutną dominację Berlina i Paryża. Siła głosu w systemie lizbońskim zależy bowiem od liczby ludności. Koalicja 84 mln Niemców z 67 mln Francuzów miałaby więc wobec wschodniej flanki UE moc miażdżącą. Skutkiem byłby zaś łagodny kurs UE wobec Rosji. Do zablokowania tej propozycji potrzebujemy wszystkich, którzy się jej zechcą sprzeciwić, w tym także Węgier, prowadzących politykę otwartości na Rosję. Przykład ten pokazuje, jak skomplikowana toczy się tu gra. Widać już jednak, że szanse, by Berlin i Paryż odniosły w niej sukces, gwałtownie maleją.

Bankructwo polityki zagranicznej Niemiec

Wojna na Ukrainie przyniosła bankructwo linii politycznej Niemiec. Pragnęły one dominować w zachodniej części Europy Środkowej, w tym w Polsce i w Czechach. Nie mając potencjału, by panować nad jej całością, chętnie godziły się z panowaniem Rosji na wschód od granic UE i NATO. Potęga Moskwy, ciążąc bezpośrednio nad granicami Polski, państw bałtyckich i Rumunii, stanowiłaby stałą „groźbę dyscyplinującą” Polaków, Bałtów i Rumunów, ukazując im los Ukraińców, Białorusinów i Mołdawian jako alternatywę dla posłusznego poddawania się woli Berlina, słabnącego Paryża i powolnej im Brukseli.

Administracja Bidena do jesieni 2021 r. sprzyjała tej wizji, potwierdzając tezę o tym, że Stany Zjednoczone mają zamiar zredukować swe zaangażowanie w Europie, powierzyć Niemcom odpowiedzialność za relacje z Rosją, a samemu skoncentrować na rywalizacji z Chinami. W tej sytuacji uznanie dominacji Berlina i Brukseli byłoby wszak jedyną możliwą drogą poszukiwania protekcji Zachodu przez zagrożone przez Moskwę narody wschodniej flanki UE. Czyn zbrojny Ukraińców przekreślił te rachuby. Pokazał, że Rosjanie nie zajmą Rygi, Tallina i Wilna w 48 godzin, a Warszawy w trzy dni, jak powszechnie straszono przed 24 lutego.

UE wyraźnie się podzieliła. Polacy, Bałtowie, Czesi, Słowacy i Skandynawowie wspierają walczącą Ukrainę bronią, amunicją i sprzętem wojskowym. Chcą klęski Rosji na polu bitwy i otwarcia struktur Zachodu na Ukrainę. Zaś Niemcy, Francuzi i Włosi namawiają Kijów do cesji terytorialnych na rzecz Rosji „dla zachowania twarzy Putina”. Pozorują pomoc w materiałach wojennych, rozszczelniają sankcje nałożone na Rosję i odsuwają perspektywę członkostwa Ukrainy w UE ad calendas Graecas.

Cierpi na tym w sposób nieodwracalny prestiż UE, która nie może być dłużej postrzegana jako potencjalna struktura zdolna do przeciwstawienia się agresji wojskowej na dużą skalę. Załamuje się też moralna zdolność Niemiec i Francji do przewodzenia Unii Europejskiej – przynajmniej w zakresie jej polityki zagranicznej. W tej sytuacji zagrożone rosyjską ekspansją narody szukają osłony w NATO, a fakt, że Amerykanie i Brytyjczycy nie wycofali się z naszego regionu – przeciwnie, wzmocnili tu swoją obecność wojskową – potwierdza słuszność tej drogi.

Wzmocnienie pozycji USA w Europie, rozszerzenie NATO i wzrost znaczenia Polski

Wojna na Ukrainie zmieniła politykę USA. Administracja Joe Bidena od początku 2021 r. stawiała na Niemcy, które w myśl żywionych w Waszyngtonie iluzji miały odciążyć Stany Zjednoczone na kierunku europejskim, zapewniając spokój poprzez ułożenie relacji z Rosją i solidarność UE z Amerykanami w rywalizacji tych ostatnich z Chinami. To w tym celu Biden zgodził się na Nord Stream 2. Niczego nie osiągnął.

Niemcy ani nie poparły Stanów Zjednoczonych w ich polityce chińskiej, ani nie potrafiły ułożyć relacji z Rosją, której naturę, jak oficjalnie obecnie twierdzą, absolutnie błędnie rozpoznały. Rację miała Polska i państwa bałtyckie, od dawna ostrzegając przed moskiewskim imperializmem. Demonstrujące swe rozbrojenie Niemcy i grająca swą grę Francja, symbolizowana przez wydzwaniającego do Putina Macrona, nie nadają się na przywódców Europy w obliczu zagrożenia rosyjskiego.

Cała wschodnia flanka NATO „przytuliła się” do USA, a Szwecja i Finlandia złożyły wnioski o przystąpienie do Sojuszu, uznając przynależność do samej UE za niedostateczną gwarancję bezpieczeństwa. Największym i najlepiej uzbrojonym państwem wschodniej flanki NATO jest zaś Polska. Kraj, który wykazał się trafnością swych diagnoz na temat Rosji i który dzięki polityce prowadzonej od 2015 r. właśnie kończy z zależnością od rosyjskich surowców energetycznych.

Na dodatek przyjęcie przez Polskę ponad 3 mln uchodźców wojennych z Ukrainy podważyło dotychczasowe opinie o rzekomo ksenofobicznej naturze Polaków i rządu RP. Żaden inny rząd nie jest tak aktywny w zakresie pomocy materiałowej i dyplomatycznej dla walczącej Ukrainy, jak rząd polski. Relacje polsko-ukraińskie kwitną zaś w sposób nienotowany w historii. Przykład Polski pociąga inne państwa w regionie, czego dowodem była wspólna wizyta premierów Polski, Czech i Słowenii w atakowanym przez Rosjan Kijowie. Na jej tle zachowanie czołowych polityków UE, mających usta pełne deklaracji o przywiązaniu do „wartości europejskich”, wypada nieprzekonująco.

Wnioski

Skuteczny opór Ukrainy zniszczył prestiż Armii Rosyjskiej i ukazał Stanom Zjednoczonym alternatywną wobec dotychczasowej drogę osłabienia Chin. Dotąd kolejne resety amerykańsko-rosyjskie były podejmowanymi przez Waszyngton próbami zredukowania pozycji politycznej Pekinu poprzez oderwanie Moskwy od współpracy z nim. By to osiągnąć, USA gotowe były „zapłacić” Rosji uznaniem de facto jej strefy wpływów w Europie Środkowowschodniej. Gra ta oparta była na przeświadczeniu o potędze wojskowej Kremla i słabości zagrożonych nią narodów.

Rzeczywistość okazała się inna. Perspektywa osłabienia Chin nie poprzez oderwanie Rosji od sojuszu z nimi, ale poprzez złamanie rosyjskiej zdolności do ekspansji i obniżenie sojuszniczej wartości Moskwy w oczach Pekinu jest obecnie bardziej prawdopodobnym, a zatem i atrakcyjniejszym dla USA rozwiązaniem kwestii „sojuszu” chińsko-rosyjskiego niż „przekupywanie” Moskwy ustępstwami na rzecz jej ambicji imperialnych.

NATO, a w istocie jego anglosaski rdzeń (USA, Wielka Brytania i Kanada), wzmocniony o zdeterminowane wolą osłabienia Rosji państwa wschodniej flanki Sojuszu, powiększanej przy tej okazji o Szwecję i Finlandię, okazało się jedyną organizacją wspólnej obrony w regionie, zdolną do działania i do skutecznego odstraszania Rosji. Rola USA w zapewnianiu bezpieczeństwa Starego Kontynentu po raz kolejny okazała się nie do zastąpienia, zaś UE jako struktura bezpieczeństwa wojskowego wykazała swą nicość – nikt serio na nią nie liczy, o czym dobitnie przekonują poczynania Skandynawów.

Głębokie zacieśnienie relacji polsko-ukraińskich otwiera szanse na stworzenie nowego regionalnego bieguna siły w Europie. Gdyby powstał, zredukowałby wpływy nie tylko Rosji, ale także Niemiec i Francji. Stałby się naturalnym ośrodkiem konsolidacji wschodniej flanki UE, odczuwającej egzystencjalne zagrożenie ze strony Moskwy. Ten ostatni powód rozstrzygałby – tak jak już rozstrzyga – o zdecydowanej proatlantyckiej postawie takiego ugrupowania i przekreślałby niemiecko-francuskie pomysły dystansowania się wobec USA, a otwierania na Rosję.

Oczywiście Rosję post-Putinowską, którą można by w Berlinie i Paryżu uznać za „demokratyczną” i ogłosić „nowe otwarcie” w relacjach z krajem, „który przynajmniej od 1815 r. zawsze był częścią systemu europejskiego” – zapominając, że stał się nią poprzez podbój Rzeczypospolitej i Finlandii, a zatem dzisiejszych państw bałtyckich, Białorusi i Ukrainy.

Podział interesów jest więc jasny, co pozwala nam przewidywać dalszy bieg wydarzeń – zacieśnianie współpracy Ukrainy i państw wschodniej flanki w łonie NATO/UE z USA i z Wielką Brytanią, narastanie sporu tego ugrupowania z rdzeniem Unii Europejskiej (Francją i Niemcami) oraz krwawe paroksyzmy wojenne konającego imperializmu rosyjskiego, z którym kompromis nie jest możliwy i który musi być pokonany na polu bitwy. Bez spełnienia tego warunku nie będzie bowiem pokoju w Europie.  

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.