Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Sheryl Sandberg: kobieta, która stworzyła potęgę Google i Facebooka (cz. 1) [PODCAST]

Sheryl Sandberg: kobieta, która stworzyła potęgę Google i Facebooka (cz. 1) [PODCAST] Źródło: AdvertisingWeek - flickr.com

W grudniu 2007 Mark Zuckerberg zaczynał zdawać sobie sprawę, że w wieku dwudziestu trzech lat ma nieco za mało doświadczenia, żeby prowadzić rosnącego w wielkim tempie Facebooka. Jego sieć społecznościowa stawała się prawdziwą firmą, a on sam wciąż wolał skupiać się na wymyślaniu jej nowych featerów niż zarządzaniu finansami i operacjami. No i ktoś w końcu musiał wymyślić, jak Facebook ma na siebie zarabiać. Tego roku poznał Sheryl Sandberg, starszą od niego o piętnaście lat wiceprezydent Google do spraw sprzedaży i operacji, która stała się postacią równie kluczową dla rozwoju Facebooka co sam Zuckerberg. A jednak Sandberg w czerwcu 2022 r. odeszła z firmy. Jak to się stało, że zrewolucjonizowała biznes w internecie?

Sheryl Sandberg była jedną z osób polecanych Zuckerbergowi jako potencjalna współzarządzająca Facebookiem, ale Zuckerberg nie zebrał się na odwagę, by zadzwonić. Google był już wówczas wielką firmą, Sandberg miała pod sobą cztery tysiące ludzi. Facebook był wciąż małą operacją, która w dodatku nie miała żadnego modelu biznesowego. A jednak okazało się, że Sheryl szuka nowych wyzwań. „Rozmawialiśmy przez około godzinę stojąc przed drzwiami” – wspominał później Zuckerberg. To przypadkowe spotkanie zmieniło – na dobre i złe – model sieci społecznościowych: zamieniło Facebooka w Behemota, przyniosło miliardy dolarów przychodów, stworzyło dominujący dziś model biznesowy, w który pieniądze zarabia się na profilowaniu reklam, wyciągnęło na światło dzienne problemy z demokracją i operacjami wpływu w Sieci.

Sandberg zawsze była wzorową uczennicą. Dzięki dobrym wynikom w nauce dostała się na Harvard. Raczej nie odzywała się na zajęciach, nie zadawała wnikliwych pytań, ale na koniec semestrów miała najwyższe oceny w klasie. Dzięki temu spotkała profesora Lawrenca Summersa, który został promotorem jej pracy licencjackiej, a przede wszystkim – mentorem. Summers wkrótce zrekrutował ją do współpracy w Banku Światowym.

Sandberg wróciła na Harvard, aby ukończyć prestiżowy program MBA, po czym przez około rok pracowała jako konsultantka w firmie McKinsey. Wtedy jednak ponownie zadzwonił Summers, który wkrótce miał zostać Sekretarzem Skarbu w administracji prezydenta Clintona. Summers potrzebował szefowej sztabu – czyli swojej sprawnej prawej ręki. Summers wspomina: „Sheryl zawsze wierzyła, że jeśli rano na liście ma trzydzieści rzeczy do zrobienia, to wieczorem będzie mieć trzydzieści odchaczonych rzeczy zrobionych”. W ten sposób kariera Sandberg nabierała tempa dzięki jej pracy i łutowi szczęścia, jakim było poznanie profesora Summersa i jego wejście do administracji rządowej.

W 2000 roku wybory prezydenckie wygrał jednak republikanin, George Bush. Sandberg zaczęła rozglądać się za nową posadą. Zachęcano ją do dołączenia do Google, wówczas trzyletniej firmy bez stabilnego źródła przychodu. Eric Schmidt, prezes Google, wydzwaniał do niej co tydzień mówiąc „nie bądź głupia – to jest rakieta, wsiadaj do niej”. Sandberg zachęcało to, że widziała w Google firmę z misją, co upodabniać ją miało do działalności w sektorze publicznym. Google przecież chciał sprawić, aby cała wiedza ludzkości była publicznie dostępna. Sandberg postanowiła wobec tego zmienić wybrzeże – marmurowe korytarze Waszyngtonu zamieniła na kalifornijskie słońce. Dołączyła do Google’a pod koniec roku 2001.

Została managerką biznesowej części firmy, a właściwie osobą, która miała ja stworzyć. W tym czasie bowiem biznesowa część Google nie istniała. Miała pod sobą cztery osoby odpowiedzialne za AdWords, czyli reklamy pokazujące się w Google wśród wyników wyszukiwania. Trafiła jednak na podatny grunt – z miesiąca na miesiąc AdWords zaczęły przynosić coraz większe pieniądze. Sheryl poszła więc dalej – rozbudowywała AdSense, czyli serwis umieszczania reklam przez Google na zewnętrznych stronach. To okazało się strzałem w dziesiątkę. W ciągu zaledwie siedmiu lat pracy Sandberg rozbudowała dział biznesowy z czterech osób do czterech tysięcy, a Google zamieniła w gigantyczną maszynkę do zarabiania pieniędzy.

Po wspomnianym we wstępie spotkaniu Sandberg i Zuckerberg zaczęli utrzymywać regularne kontaktu. Nie miało to żadnego damsko-męskiego podtekstu. Obie strony w czasie długich rozmów sprawdzały, czy i jak będzie układać się ich współpraca. Sandberg zaczęła pracę w Facebooku marcu 2008 roku. Pracownicy obawiali się, że będzie zbyt korporacyjna, że stanie się ciałem obcym w przedziwnych relacjach pracowników Doliny Krzemowej. Chris Cox, wówczas wice-prezydent działu produktu, pamięta, że Sandberg „podchodziła do setek biurek, przerywając im pracę i mówiła: «Cześć, jestem Sheryl Sandberg », próbując przekonać szeregowych pracowników, że nie będzie tą wyobcowaną osobą, która zamyka się w pokoju z Markiem. Sam Zuckerberg mówił: „Jestem wdzięczny, że zajmuje się rzeczami, którymi ja nie chcę się zajmować. Tymi, którymi musiałbym się zajmować w innych firmach. Ona jest w tym o wiele lepsza niż ja”. A należały do nich strategie reklamowe, zatrudnianie i zwalnianie, zarządzanie i zajmowanie się sprawami politycznymi.

Sandberg swoje pierwsze wyzwanie wspomina prosto: „Wisiało nad nami pytanie, czy kiedykolwiek zaczniemy zarabiać?”. Przygadała się różnym opcjom – nie tylko reklamie, ale też subskrypcji oraz sprzedaży e-commerce. Rozmawiała z szefostwem, ale również zachęcała pracowników do twardej dyskusji. Pod koniec wiosny większość się jednak zgodziła, że najlepszym wyjściem dla firmy będą doskonale znane Sheryl reklamy. Wystarczyły niecałe dwa lata, aby Facebook zbilansował swoje przychody i zaczął przynosić zyski. W ciągu trzech lat firma wzrosła z poziomu stu trzydziestu pracowników do dwóch i pół tysiąca. Facebooka przed przyjściem Sandberg używało siedemdziesiąt milionów osób, trzy lata później było to siedemset milionów osób. Duet, w którym Zuckerberg skupiał się na rozwoju produktu, a Sandberg zarabiała pieniądze, działał wyśmienicie.

Na początku drugiej dekady XXI wieku Dolina stała się pozytywnym symbolem amerykańskiej wysokotechnologicznej przedsiębiorczości. Pojęcie „startup” rozpleniło się po całym świecie. Krzemowe Ronda, Autostrady, Doliny i Rzeki próbujące marketingowo skopiować kalifornijski sukces powstawały jak grzyby po deszczu. Facebook dołączył zaś do grona wielkich – równych Google i Apple Behemotów.

Sandberg w międzyczasie wydała swoją książkę Lean In: Women, Work, and the Will to Lead, w której przedstawiała receptę na pogodzenie macierzyństwa z pracą i radzi kobietom, co mają zrobić, aby dosiąść się do stołu ważniaków w swojej pracy, pochylić się (lean-in) nad pracą i wyzwaniami i w tej sposób przełamać bariery. Krytycy zwracali uwagę, że łatwo się mówi kobiecie, która ma miliony na koncie i zatrudnioną opiekunkę na pełen etat. Michelle Obama zapytana o odbiór przemyśleń Sandberg powiedziała na jednej z konferencji: “To całe spojrzenie <możesz mieć wszystko>… Nie, nie na raz. To kłamstwo. Nie zawsze wystarczy «pochylić się nad stołem», to gówno nie zawsze działa”. Zresztą sama Sandberg zreflektowała się i w 2016 roku na dzień matki opublikowała post, w którym przyznała się, że nie doceniała, jak trudne jest samotne macierzyństwo, dopóki sama tego nie doświadczyła.

Rok wcześniej Sheryl przeżyła tragedię. Na wakacjach w Meksyku w czasie treningu na rowerze stacjonarnym zmarł na atak serca jej 47-letni mąż. Po pewnym czasie wraz z psychologiem Adamem Grantem wydała książkę „Opcja B” poświęconą przeżywaniu żałoby. A sama sytuacja daje nam nieco inny obraz Zuckerberga niż ten znamy z jego publicznych, robotycznych wystąpień: „Kiedy czułam się przeciążona, osamotniona i potrzebowałam się rozpłakać, wciągałam Marka do jakiegoś pokoju konferencyjnego. Siedział tam ze mną i mówił: przejdziemy przez to i chcemy przez to przejść razem z Tobą. To zdarzało się nie jeden raz. Dzięki Markowi wciąż chodzę po tym świecie, większości tego, co on i jego żona Priscilla zrobili, nie ma w książce, bo robili dla mnie tak wiele”. Mark Zuckerberg jednak okazał się człowiekiem. Ale osobista tragedia była dopiero początkiem czarnych chmur zbierających się nad głowami zżytego i sprawnie kierującego firmą gwiazdorskiego duetu.

Część druga odcinku podcastu „ScepTech” o Sheryl Sandberg dostępna jest tutaj.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.