Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy niepartyjnym, chadeckim środowiskiem politycznym, które szuka rozwiązań ustrojowych, gospodarczych i społecznych służących integralnemu rozwojowi człowieka. Portal klubjagiellonski.pl rozwija ideę Nowej Chadecji, której filarami są: republikanizm, konserwatyzm, katolicka nauka społeczna.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Epidemia samotności dotyka co czwartą osobę – walczymy z czymś, czego nie rozumiemy?

Epidemia samotności dotyka co czwartą osobę – walczymy z czymś, czego nie rozumiemy? Autorka: Julia Tworogowska

Samotność była problemem jeszcze przed pandemią. Po COVIDZIE wszelkie wskaźniki poszybowały w górę. Mamy coraz większą liczbę osób, które doświadczają samotności, mieszkają same bądź żyją w izolacji społecznej. Przekłada się to nie tylko na zwiększone ryzyko depresji. Samotność koreluje również z występowaniem szeregu poważnych chorób. Czas zatem najwyższy, żeby spojrzeć na samotność jak na poważny czynnik zagrożenia zdrowia związany ze sferą społeczną i uznać go za problem zdrowia publicznego.

Zrozumieć przyczyny i skutki samotności

Wybitny badacz i współtwórca pojęcia neuronauki społecznej, prof. John Cacioppo, rozpoczął jeden z ostatnich tekstów akademickich opublikowanych wraz z żoną od następującej preambuły: „Wyobraź sobie, że istnieje stan, który sprawia, że ​​człowiek staje się drażliwy, przygnębiony i skupiony na sobie, i wiąże się z 26-procentowym wzrostem prawdopodobieństwa wystąpienia przedwczesnej śmierci. […] Stan ten jest zwykle odwracalny, ale zdroworozsądkowe rozwiązania nie są pomocne. Dochód, wykształcenie, płeć i pochodzenie nie zapewniają ochrony przed nim, a stan ten jest zaraźliwy”.

Czyżby kolejna groźna choroba zakaźna? Choroba somatyczna niosąca istotne ryzyko dla zdrowia? Nic bardziej mylnego – mowa o poczuciu samotności, któremu Cacioppo poświęcił blisko 3 dekady swoich badań.

Jeśli jednak chcemy zrozumieć, czym jest samotność, musimy najpierw rozróżnić kilka rzeczy. O samotności można bowiem mówić albo jako o izolacji społecznej, gdy po prostu nie mamy kontaktu z ludźmi, albo jako o doświadczeniu braku towarzystwa bliskiej osoby, albo opuszczenia przez innych. Świadomość tej różnicy jest niezwykle ważna, gdy chcemy zrozumieć przyczynę samotności w drugim sensie, który najbardziej nas tu interesuje.

Wbrew pozorom korelacja między izolacją społeczną a osamotnieniem nie jest oczywista, co pokazały badania Daniela Perlmana i Letitii Anne Peplau. Wyniki zostały opublikowane w artykule Toward a Social Psychology of Loneliness z 1981 r. Okazało się, że korelacja między izolacją społeczną a osamotnieniem nie jest statystycznie zbyt silna. Przyczyny doświadczania samotności są bowiem znacznie bardziej osobiste i zależą od charakteru poszczególnego człowieka oraz jego oczekiwań względem innych ludzi.

Czy zatem powinienem zacząć martwić się o swój dobrostan psychiczny i zdrowie fizyczne, jeżeli marzę o chwili spokoju w odosobnieniu od partnera albo dzieci? Jeżeli preferuję samotną wyprawę do lasu lub wieczór z książką od intensywnej interakcji społecznej? Niekoniecznie. Dużo zależy od czynników motywacyjnych, które mają kluczowe znaczenie dla odbierania samotności jako czegoś pozytywnego lub negatywnego.

Jak zauważa Stephanie Dowrick, australijska pisarka i działaczka społeczna, w języku angielskim funkcjonują osobne pojęcia odnoszące się do sytuacji, gdy czujemy się komfortowo sami ze sobą (solitude) i gdy czujemy się niekomfortowo sami bez innych (loneliness). Niestety nie ma podobnego rozróżnienia w języku polskim, a funkcjonująca opozycja między samotnością z wyboru i z przymusu zaciera w jednym słowie sens angielskiego rozróżnienia. W małym stopniu odzwierciedla to historyczny dyskurs między poglądami sytuującymi samotność jako uświęcony stan bycia bliżej Boga a oświeceniową tradycją, która wskazuje, że to wymiana myśli w społeczeństwie jest pożądanym motorem rozwoju psychicznego lub kulturowego.

Co więcej, wspomniane rozróżnienie jest obecne również we współczesnych badaniach, w których czas spędzony w samotności z wyboru łączy się często z pozytywnymi emocjami, samodoskonaleniem i duchowością. Konotacje literackie, w szczególności romantyczna tradycja samotnego wędrowca w morzu mgieł czy artysty toczącego duchowy bój (by przypomnieć chociażby Mickiewiczowskie: „chcąc mnie sądzić, nie ze mną trzeba być, lecz we mnie”), mają jednak nikły związek z konstruktem, który staramy się mierzyć w badaniach dotyczących samotności. Pytamy w nich m.in. o to, w jakim stopniu osoba badana czuje, że nie ma nikogo, kto dobrze ją zna, na kogo mogłaby liczyć i jest dla niej bliską osobą.

Epidemia samotności? 

Jak łatwo się domyśleć, w ostatnich latach wiele uwagi poświęcono związkowi między poczuciem samotności a zmiennymi dotyczącymi zdrowia psychicznego z uwagi na restrykcje związane z COVID-19. Już przed pandemią nagłówki gazet, takich jak „Washington Post”, „New York Times” czy „The Guardian”, wskazywały na to, że przynajmniej w anglosaskich mediach o  epidemii samotności głośno było od lat. Dużo uwagi temu problemowi poświęcił również Vivek Murty, naczelny lekarz Stanów Zjednoczonych, za prezydentury Baracka Obamy i Joego Bidena. O samotności mówił w kontekście kryzysu zdrowia publicznego w Stanach Zjednoczonych.

Skąd takie reakcje? W 2018 r. amerykański ubezpieczyciel Cigna w dużym (prawie 20 tysięcy uczestników) badaniu populacji amerykańskiej odnotował, że blisko połowa uczestników badania czasami lub zawsze czuje się samotna, pozostawiona sobie samym. Co ważne, wbrew obiegowej opinii najwyższego poziomu poczucia samotności nie zaobserwowano w grupie najstarszych uczestników badania. Wręcz przeciwnie, to najmłodsi (18-22 lata) uczestnicy okazali się najbardziej samotni.

Podobny wzorzec wyników zaobserwowano również w prowadzonym przez BBC wraz z badaczami z Manchesteru, Londynu i Exeter eksperymencie. Z ponad 55 tys. uczestników, co 3. często lub bardzo często odczuwał samotność. I znów odsetek ten najwyższy (40%) był w grupie wiekowej 16-24 lata, a najniższy u osób powyżej 75. roku życia (27%).

Jak na tym tle wypada Polska? Zgodnie z danymi publikowanymi przez Wspólne Centrum Badawcze Unii Europejskiej w 2016 r. co 10. Polak (9,4%) przynajmniej przez połowę czasu w okresie 2 tygodni poprzedzających badanie odczuwał samotność, co sytuuje Polskę blisko średniej dla całej UE (12%). Jednocześnie w trakcie pandemii odsetek ten wzrósł blisko trzykrotnie (25,9%), co jest jednym z najwyższych wzrostów w całej UE.

Samotność niszczy zdrowie człowieka

Powyższe dane sugerują, że mamy do czynienia z istotnym problemem społecznym. Prof. Julianne Holt-Lunstad wraz z współpracownikami z Brigham Young University na podstawie 70 badań podłużnych, w których udział wzięło łącznie ponad 3,4 miliona uczestników, oszacowała, w jaki sposób na ryzyko śmierci w uwzględnionym w badaniach okresie przekładają się samotność, izolacja społeczna i mieszkanie samemu.

Okazało się, że nawet po uwzględnieniu szeregu zmiennych związanych z wiekiem, płcią i stanem zdrowia każda z 3 wymienionych zmiennych istotnie wpływała na wyższe ryzyko śmierci w okresie objętym obserwacją. Co więcej, jak zauważają autorzy, wzrost ryzyka obserwowany w przypadku poczucia samotności (26%) nie odbiega znacznie od tego obserwowanego w przypadku obiektywnych miar związanych z izolacją społeczną (29%) czy mieszkaniem samemu (32%). Oszacowane poziomy ryzyka dla zmiennych związanych z funkcjonowaniem społecznym korespondują z wielkościami raportowanymi w przypadku dobrze opisanych czynników, takich jak otyłość, używanie substancji psychoaktywnych i brak aktywności fizycznej.

Tu pojawia się ważne pytanie: Czy można wskazać pojedynczą przyczynę stojącą za powyższymi efektami? Jednym z głównych „podejrzanych” są choroby sercowo-naczyniowe, stanowiące aktualnie, jak wskazuje Światowa Organizacja Zdrowia, wiodącą przyczynę zgonów na świecie. Zgodnie z wynikami metaanalizy 19 badań samotność i izolacja społeczna przekładają się na 29-procentowy wzrost ryzyka choroby wieńcowej serca i 32-procentowy wzrost ryzyka udaru.

Na tym jednak nie koniec. W badaniu z udziałem 4112 osób powyżej 50. roku życia poczucie samotności wiązało się z ponad 40-procentowym wzrostem ryzyka rozwinięcia cukrzycy typu 2 w okresie 11 lat objętych obserwacją. Co istotne, efekt ten był niezależny od poziomu obiektywnej izolacji społecznej lub mieszkania samemu.

W innym badaniu zaobserwowano związek między poziomem samotności a częstotliwością występowania raka w grupie 2570 fińskich mężczyzn objętych blisko 20-letnią obserwacją. Efekt ten był niezależny od czynników związanych ze stylem życia lub zmiennych związanych ze zdrowiem mierzonych w badaniu.

Nie zapominajmy o chorobach z zakresu szeroko pojętej neuropsychiatrii. W badaniu przeprowadzonym przez Tjallinga Jana Holwerda wraz z zespołem, w którym wzięło udział 2173 Holendrów w wieku co najmniej 65 lat, zaobserwowano ponad 60-procentowy wzrost ryzyka rozwoju choroby otępiennej w okresie 3 lat objętych obserwacją u osób odczuwających większe nasilenie poczucia samotności.

Doskonale udokumentowany jest również związek między zaburzeniami depresyjnymi a samotnością. Jak pisał John Cacioppo, jednym z głównych czynników ograniczających rozwój badań nad mechanizmami związanymi z poczuciem samotności jest fakt, że przez długi okres traktowano je jako część symptomatologii zaburzeń depresyjnych. Tymczasem badania podłużne wskazują, że poczucie samotności jest czynnikiem ryzyka zaburzeń depresyjnych, niezależnym od innych zmiennych związanych z funkcjonowaniem społecznym. Nie sposób wskazać więc jednej partykularnej przyczyny obserwowanego wzrostu ryzyka śmiertelności u osób samotnych.

Jak wyjaśnić niszczący wpływ samotności na zdrowie?

W jaki jednak sposób mechanizmy związane z samotnością przekładać miałyby się na zmienne związane ze zdrowiem fizycznym i psychicznym? Pierwotnie postulowano, że mechanizmem wyjaśniającym związek między poczuciem samotności a zdrowiem fizycznym jest tzw. mechanizm społecznej kontroli w zakresie zachowań zdrowotnych. Mówiąc krótko, osoby, z którymi jesteśmy w bliskich relacjach, motywują nas na różne sposoby do dbania o swoje zdrowie. Wyniki badań pokazują, że nie jest to jednak mechanizm wystarczający do wyjaśnienia związku między poczuciem samotności i zdrowiem, jaki obserwuje się w badaniach.

Dominującym paradygmatem teoretycznym w zakresie badań nad fizjologicznymi efektami samotności jest tzw. Ewolucyjna Teoria Samotności, zaproponowana przez Johna Cacioppo. Wskazuje ona na kluczową rolę mechanizmów, których źródeł doszukiwać można się w czasach prehistorycznych, gdy posiadanie stabilnych relacji z własną grupą zapewniało m.in. ochronę przed drapieżnikami i innymi wrogimi grupami.

Osłabienie tego typu relacji może zwiastować ewentualne wykluczenie z grupy i wiążące się z nim bezpośrednie zagrożenie dla przetrwania. W rezultacie prowadzi to do szeregu adaptacji, które z jednej strony mają zmotywować nas do jak najszybszej poprawy relacji z innymi (podobnie jak głód motywuje nas do znalezienia pokarmu), z drugiej zaś zabezpieczyć przed ewentualnymi zagrożeniami i zwiększyć szanse przetrwania. Na poziomie poznawczym, jak wskazuje teoria Cacioppo, obserwować można m.in. podwyższoną wrażliwość na potencjalne zagrożenia o charakterze społecznym.

Zgodnie z powyższą sugestią pokazano, że zarówno poziom samotności, jak i obiektywnej izolacji społecznej związany jest z większą skłonnością do przypisywania innym wrogich intencji w niejednoznacznych sytuacjach. Na poziomie fizjologicznym mobilizacja organizmu do odparcia potencjalnych zagrożeń związana jest ze zwiększoną aktywnością układu współczulnego, przygotowującą do potencjalnej reakcji „walcz lub uciekaj”, a także mobilizacją zasobów układu odpornościowego.

O ile jednak tego typu mechanizmy mogły być korzystne w czasach, gdy wykluczenie z grupy wiązało się z realnym zagrożeniem dla przetrwania jednostki, o tyle ich utrzymywanie się w realiach współczesnego świata społecznego prowadzić może do negatywnych efektów zdrowotnych opisanych w poprzednich akapitach.

Niestety do pełnego zrozumienia trajektorii łączących materialny świat procesów neuronalnych i fizjologicznych ze światem relacji społecznych wiele jeszcze brakuje. Jednocześnie nie przeszkadza to kolejnym rządom podejmować działań mających na celu przeciwdziałanie negatywnym skutkom samotności ujmowanej jako wymierny problem dla zdrowia publicznego. W 2018 r. głośnym echem odbiło się powołanie minister ds. samotności w brytyjskim rządzie przez Theresę May. Od zeszłego roku problematyka samotności wpisana jest również explicite w zakres działań jednego z ministerstw w rządzie Japonii.

Samotność stała się problemem publicznym

Problem samotności podejmowany jest na poziomie publicznym również w innych krajach. Należy wspomnieć tu szereg zakrojonych na dużą skalę inicjatyw łączących sektor publiczny i organizacje pozarządowe, takich jak brytyjska „Campaign to End Loneliness”, duńskie „Folkebevægelsen mod Ensomhed” czy australijskie „Ending Loneliness Together”. Tematyka samotności, szczególnie w kontekście pandemii COVID-19, zaczyna być również obecna w pracach organów związanych z Unią Europejską, choć na ten moment działania te opierają się głównie na monitorowaniu poziomu samotności na podstawie danych reprezentatywnych z państw członkowskich.

Jak na tym tle wypada Polska? Z jednej strony wskazać można inicjatywy organizacji pozarządowych oscylujące wokół tematyki samotności, takie jak Raport o samotności Szlachetnej Paczki czy program „Twoja obecność pomaga mi żyć” Stowarzyszenia mali bracia Ubogich. Z drugiej strony świadomość problematyki wpływu samotności na zdrowie lub społecznych determinantów zdrowia w niewielkim stopniu odzwierciedlona jest w odgórnych działaniach związanych z profilaktyką czy edukacją zdrowotną.

Weźmy pod lupę zainicjowany 1 lipca zeszłego roku program „Profilaktyka 40 plus”, którego celem, jak wskazywał premier Mateusz Morawiecki, jest „na odpowiednio wczesnym etapie wychwytywać problemy zdrowotne”. Na liście badań diagnostycznych zawartych we wzmiankowanym programie znajdziemy podstawowe badania laboratoryjne krwi, moczu i kału, pomiar ciśnienia tętniczego, ocenę miarowości rytmu serca i obliczenie wskaźnika BMI na podstawie pomiaru wzrostu i masy ciała. Tyle.

O ile uwzględnienie czynników związanych ze społecznymi determinantami zdrowia byłoby miłym zaskoczeniem, to włączenie do pomiaru krótkich skali, które pozwalałyby na ocenę przesiewową w kierunku zaburzeń depresyjnych, wydawałoby się naturalne, szczególnie w kontekście istotnego ryzyka zaburzeń psychicznych w związku z pandemią COVID-19. Całkowite pominięcie sfery zdrowia psychicznego w ramach, jak można sądzić, jednego z flagowych działań obecnego rządu w zakresie profilaktyki zdrowotnej obrazuje, jak daleko jesteśmy od punktu, w którym czynniki ryzyka zdrowia związane ze sferą społeczną uznane zostaną za prawdziwy problem w zakresie zdrowia publicznego.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.