Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Płody nie muszą być zakrwawione i odrzucające. Pokażmy ich piękno i tajemnicę w sztuce!

Płody nie muszą być zakrwawione i odrzucające. Pokażmy ich piękno i tajemnicę w sztuce! Autor grafiki: Marek Grąbczewski

Na świecie żyje obecnie 124 miliony ludzkich płodów*. To tyle, ile mieszkańców liczy Japonia, tymczasem o życiu płodowym mówimy zaskakująco mało. Z dyskusją o płodach spotykamy się najczęściej w kontekście aborcji, a o ciąży myślimy głównie w kategoriach przygotowania do macierzyństwa. Chcemy spojrzeć na płody i odsunąć na chwilę na bok konteksty, które wokół nich narosły. Patrzymy na płody wyzwolone z tematów rodzicielstwa, seksu, aborcji i polityk publicznych. W tym celu zgromadziliśmy nietypowe obrazy płodów w kulturze i sztuce.

Płody na polskich ulicach

Choć brzmi to makabrycznie, plakaty z zakrwawionymi ciałami płodów to obrazy, do których przyzwyczailiśmy się na ulicach polskich miast. To właśnie te wizerunki najmocniej utkwiły w świadomości społecznej. 2 lata temu dołączył jednak do nich inny. Polskie pobocza zapełniły się billboardami z wielkimi rozwiniętymi płodami w macicach w kształcie serca. Choć był to pogodny wizerunek, jego wszechobecność i czas wystawienia wzbudziły duże kontrowersje.

Podczas wzmożenia działań proaborcyjnych po wyroku Trybunału Konstytucyjnego można było się spotkać także z innymi obrazami płodów. I często znowu niestety były to płody martwe, tzw. potworki lub chazaniątka, a więc płody ze znaczną niepełnosprawnością. Ich obraz miał wskazywać na konieczność legalności aborcji selektywnej.

Z kolei przy działaniach mających na celu legalizację aborcji na płodach niezależnie od ich cech spotykamy się z prowokacyjnym przedstawianiem płodów za pomocą analogii do produktów spożywczych. Jako przykład może tu posłużyć jajko (aborcja jako smażenie jajecznicy), galaretka (plakaty, na których zdjęcia galaretki stylizowane były na plakaty antyaborcyjne), mandarynki (płód był porównywany do tego owocu przez działaczkę Aborcyjnego Dream Teamu) czy osławione już pierożki.

W polskiej przestrzeni publicznej przedstawień płodów mamy zaskakująco dużo, tym bardziej dziwi praktyczny brak przedstawień zdrowego i żywego płodu, np. w 8 czy 12 tygodniu. Jest to dziwne tym bardziej, że większość Polaków urodzonych po 1989 roku w domowych segregatorach ma swoje zdjęcie USG wykonane w podobnym czasie. Można więc powiedzieć, że w przestrzeni publicznej najczęściej epatujemy cierpieniem, śmiercią i krwią, a wizerunki żywych i zdrowych płodów chowamy w domowych szafach.

Rewolucja w oglądaniu płodów

W 1965 roku magazyn „Life” opublikował na okładce zdjęcie 18-tygodniowego płodu. Fotoesej szwedzkiego fotograda, Lennarta Nilssona, Dramat życia przed narodzinami sprawił, że kwietniowy numer tego czasopisma rozszedł się w 8 milionach kopii. W jego wstępie można było przeczytać że „w zachodnim świecie życie osoby jest liczone od dnia, w którym opuszcza łono matki. Chińczycy jednak, przeszacowując o 3 miesiące, tradycyjnie uznają, że dziecko po narodzinach ma już rok, po to, aby dostrzec życiową aktywność, która miała już miejsce. W ciągu 266 dni od poczęcia do narodzin pojedyncza zapłodniona komórka jajowa staje się oszałamiająco złożoną strukturą 200 milionów komórek”. Artykuł, a także książka A Child is Born, będąca jego rozwinięciem, stały się ważnym w USA elementem debaty o początku ludzkiego życia.

Niestety tylko jeden z płodów przedstawionych przez Nilssona rzeczywiście był żywy – został sfotografowany metodą laparoskopową. Pozostałe jedynie wyglądają jak żywe, jednak w rzeczywistości były to płody abortowane lub poronione – umieszczone w wodzie lub dobrze podświetlone.

Na szczęście dzisiaj praktycznie każda kobieta w ciąży ma dostęp do obrazu swojego żywego płodu. Pierwsze USG wykonano w 1958 roku. Od tego czasu technologia niesamowicie się rozwinęła. Obecnie powoli standardem staje się USG 3D albo 4D, podczas którego możemy oglądać ruszający się płód w trójwymiarze, zaobserwować rysy i grymasy jego twarzy.

Dostępne, choć rzadkie ze względu na ryzyko poronienia, są też nagrania endoskopowe z wnętrza macicy, gdzie podobnie jak na fotografiach Nilssona zobaczyć możemy kolor i dokładne ruchy płodu.

Dzisiaj w każdej chwili jesteśmy w stanie zobaczyć płód w każdym etapie rozwoju i to pod każdym kątem. Umożliwia to praca naukowców, którzy stworzyli m.in. atlas 3D rozwoju prenatalnego, jak i twórców aplikacji ciążowych, gdzie można oglądać animowane modele 3D płodów z bijącym sercem. Powstało też wiele animacji, które w parę minut przedstawiają prenatalny rozwój człowieka od połączenia się plemnika i komórki jajowej do narodzin.

Odwzorowanie i realistyczne przedstawienie życia płodowego miała na celu praca jednego z najpopularniejszych artystów współczesnych, Damiena Hirsta. 15 monstrualnych rzeźb z brązu prezentujących płód w kolejnych stadiach rozwoju stanęło przed szpitalem w Katarze. Jak stwierdza autor, „ostatecznie podróż, którą dziecko odbywa przed narodzinami, jest większa niż cokolwiek, czego doświadczy podczas swojego ludzkiego życia. Mam nadzieję, że rzeźba zaszczepi w odbiorcach poczucie lęku i zachwytu nad tym niesamowitym ludzkim procesem, który zachodzi w każdej sekundzie we wszystkich miejscach globu”.

Dla Hirsta inspiracją stało się poczęcie jego własnego syna. Zdjęcia USG i możliwość obserwacji ruchów płodu wprowadziły artystę w takie zadziwienie, że postanowił postawić ogromne pomniki z brązu temu na co dzień zakrytemu, biologicznemu procesowi. Dysonans między kilkucentymentowym płodem o przezroczystej skórze i delikatnych kostkach a jego kilkumetrowym pomnikiem z metalu może wywołać zmieszanie. Do tej pory przyzwyczailiśmy się oglądać w tej technice przywódców na koniach, a nie płody workach owodniowych. Rzeźba Hirsta jest brawurowa, to z pewnością największy pomnik wystawiony życiu prenatalnemu.

Bezczeszczenie zwłok jako forma sztuki?

Płody w sztuce świetnie sprawdzają się również w przykuwaniu uwagi odbiorców. Bez wątpienia najbardziej szokujące prace to te wykorzystujące ciała martwych płodów. Przedsięwzięcia tego rodzaju budzą moralny sprzeciw i wątpliwości, czy powinniśmy je w ogóle komentować albo traktować jak przykłady działania artystycznego. Wykorzystywanie czyjegoś ciała bez zgody osoby, do której ono należało, wydaje się głęboko nieetyczne.

Nie jest to jednak tylko domena współczesnej sztuki. Użycie elementów ciała jako materiału artystycznego ma długą tradycję. Należy wspomnieć chociażby o barokowych czeskich kaplicach czaszek, w których kości ludzkie były układane we wzory i napisy. Uznając wykorzystywanie ciała płodu za działanie niemoralne, chcemy się mimo wszystko przyjrzeć, skąd w ogóle wzięły się tego typu akty, co kierowało ludźmi, którzy postanowili użyć ciała martwego człowieka jako materii do tworzenia obiektów przeznaczonych do wystawienia w galerii.

Co zaskakujące, wymowa prac często odbiega znacznie od negacji wartości życia prenatalnego, mimo tego, że tworzone są one w warunkach zupełnej dowolności w zakresie postępowania z płodami i ich ciałami, np. w ChRL. Taką pracą jest Ruan autorstwa chińskiego artysty, Xiao Yu. To rzeźba-hybryda składająca się z ciała martwego kurczaka i głowy dużego płodu zanurzonych w formalinie. Próba jej prezentacji na wystawie awangardowych chińskich artystów pod przewodnictwem Ai Weiweia w 2005 roku w Muzeum Sztuki w Bernie wywołała skandal i doprowadziła do wycofania artysty z ekspozycji przez kuratora. Władze muzeum domagały się m.in. wyjaśnień, czy płód wykorzystany w dziele został abortowany specjalnie na potrzeby artysty.

Szokująca forma skrywała jednak niejednoznaczne przesłanie. Xiao Yu, broniąc swojej pracy, stwierdził, że stworzył ją z szacunku, którym powinno obdarzać się każde życie. Główkę płodu zanurzoną w formalinie kupił za parę dolarów od człowieka sprzątającego w medycznych laboratoriach. Ponieważ zarówno płód, jak i kurczak ,,zginęły, ponieważ było z nimi «coś nie tak»”, Xiao Yu uznał, że ,,połączenie ich w ten sposób sprawi, że zyskają jakąś inną formę życia”.

Najdalej w wykorzystaniu płodów w sztuce posunął się inny chiński artysta, Zhu Yu. Jego performance zatytułowany Jedzenie ludzi polegał na przyrządzeniu i zjedzeniu abortowanego płodu.

Wydaje się, że nie ma bardziej uprzedmiatawiającego aktu, jaki można wykonać na płodzie niż jego zjedzenie. Jednocześnie w tym potwornym działaniu kryje się nieoczywista treść. Wskazuje na to tytuł pracy – zjadanie człowieka. Artysta-kanibal nie zjada płodu, by pokazać, że istotowo różni się on od dorosłego człowieka, neguje natomiast w całości wartość, jaką jest szacunek dla martwego ludzkiego ciała, korzysta przy tym z jedynego legalnego źródła ludzkiego mięsa.

Artysta promuje kanibalizm, a nie dehumanizacje płody. Ten obrazoburczy akt zupełnie nieintencjonalnie staje się więc rodzajem oskarżenia wobec stawiania sztucznego podziału na płody i ludzi. Stanowi też upiorne memento w kontekście wspomnianych żartów o pierożkach i mandarynkach. Abstrakcyjna prowokacja i niesmaczny dowcip stają się tu niepokojąco realne.

Płód jako potencjalność

Błyszczący, chromowany embrion-transformers budzi zaciekawienie, co się stanie, gdy otworzą się kolejne jego klapki. Trudno określić, czy jest to kosmiczne jajko, futurystyczny pojazd lub jakiś nowy rodzaj scyzoryka. Embrion to praca Patricii Piccinii, artystki, która zasłynęła z tworzenia realistycznych rzeźb ludzko-zwierzęcych stworów. Zadaje pytanie, jak rozróżnić to, co ludzkie, od tego, co zwierzęce. Piccinii tym razem zastanawia się nad naturą stworzeń w ich najwcześniejszych stadiach.

Jak stwierdza artystka, „[embrion] reprezentuje czysty potencjał. Nie jest jeszcze niczym. Póki co trudno nawet powiedzieć, czym się stanie, ale stanie się czymś. Czymś niesamowitym. To idealny przykład płodności; to możliwość nowego życia i gwarancja zmian, które nadejdą. Dla mnie to bardzo pozytywny koncept”.

Życie płodowe i jego kontrowersyjny status stają się częstym przyczynkiem do rozmyślań na temat potencjalności. Argumenty odwołujące się do potencjalności płodu są częstym motywem w dyskusjach bioetycznych o statusie moralnym płodu. Artystka nie podaje interpretacji, co wynika z tej potencjalności, ukazuje tylko czysty zachwyt tym faktem.

Nie wszyscy artyści postrzegają potencjalność rozwoju zawartą w płodzie jako jednoznacznie pozytywną. Płodopodobne stwory, takie jak Stephanie autorstwa Madison Polidoro (dzieło występuje czasem pod znaczącym pseudonimem 10-tonowy płód), wskazują na to, że biologiczna zdolność do reprodukcji, rozwoju i wzrastania fascynuje, ale jest też źródłem niepokoju.

Obserwacja płodu i jego intensywnego rozwoju, a także jego niezdefiniowana przyszłość budzą różne, intensywne emocje. Z płodu ludzkiego rozwinąć się może wybitny śpiewak operowy, ale też morderca, jego szybki rozwój może prowadzić do życia już poza organizmem matki, ale może też pójść w inną stronę i szybko prowadzić do śmierci. Tak też namysł nad życiem płodowym często staje się pretekstem do namysłu nad życiem w ogóle.

Terapeutyczna sztuka płodowa

Pomimo rozwoju medycyny i znacznego zwiększenia bezpieczeństwa ciąży poronienie nadal spotyka ok. 10% kobiet. Tak powszechne doświadczenie straty w końcu przestaje być tematem tabu. My Tangible Peace to jedna z artystek, która tworzy figurki płodów w różnych etapach rozwoju, które mają stanowić pomnik dziecka i pomóc rodzicom przeżyć żałobę. Oczywiście są różne sposoby radzenia sobie z trudnym doświadczeniem.

Wydaje się, że powoli następują konieczne zmiany społeczne i prawne, które ułatwiają pogrzebanie płodu, a równocześnie nie obligują osoby po poronieniu do zajęcia się ciałem nienarodzonego dziecka. W Polsce od dawna obowiązują przepisy, które pozwalają pochować płód i zakazują traktowania płodów jak odpadów medycznych, jednak de facto pochówek płodu był często utrudniany. Wciąż obowiązuje kontrowersyjny przepis, według którego, żeby otrzymać np. zasiłek pogrzebowy, trzeba określić płeć płodu i na własną rękę zrobić badania genetyczne.

Kwestia pochówku płodów stała się w ostatnim czasie przedmiotem zainteresowania antropologów i bioarcheologów. Poprzez badania szczątków na cmentarzach próbuje się określić, jaką rolę w różnych społecznościach odgrywały płody. Badania na temat pochówku szczątków płodów i noworodków przeprowadzone w afrykańskich plemionach i starożytnym Egipcie mówią nie tylko o statusie płodów w danej społeczności, ale też o wierzeniach i zwyczajach. Często płody były traktowane inaczej niż noworodki lub starsze dzieci – czasem jako ktoś „więcej”, czasami jako ktoś „mniej”, istota przejściowa lub pomiędzy życiem a śmiercią.

Amy B. Scott i Tracy K. Betsinger zajęły się pochówkiem płodów w Polsce, a dokładniej na średniowiecznym cmentarzu w Drawsku. Co ciekawe, badając zwłoki płodów, noworodków i starszych dzieci, nie zauważyły istotnych różnic w ich pochówku. Mimo wysokiej śmiertelności zarówno wśród płodów, jak i już urodzonych dzieci ich śmierć była ,,emocjonalnie obciążająca” dla bliskich i na podstawie pochówku można zauważyć, że traktowane były jako członkowie społeczności.

Jeszcze bardziej delikatną kwestią (ale też pokazującą różne nieoczywiste koncepcje na temat statusu płodów) jest pochówek płodów przez osoby poddające się aborcji. Mizuko Kuyo to buddyjski obrzęd, który zyskał szczególną popularność w latach 60. wśród osób po doświadczeniu aborcji. Ta praktyka religijna polega na wykupieniu na terenie świątyni bądź ogrodu kamienia nagrobnego i postawienia na nim posągu opiekuna dzieci podróżnych, bosatsu Jizō, który ma wziąć ze sobą nienarodzone dzieci i umożliwić im ponowne urodzenie się.

Podmiotowość płodu

Płód może być w sztuce elementem terapii, przedmiotem skalowania, częścią hybrydy, a nawet kanibalistycznym posiłkiem. Okazuje się, że płód jednak nie musi być tylko tematem, ale może też aktywnie współtworzyć dzieła sztuki.

Luca Yupanqui to pierwszy płód podpisany jako twórca albumu. Wydała go słynna amerykańska wytwórnia Sacred Bones. Rodzice nienarodzonej dziewczynki – dwoje znanych muzyków – przetworzyło fale powstające przez ruchy płodu na sygnał dźwiękowy. Oczywiście w ten sposób można też nagrać album z każdego źródła ruchu, lecz wydaje się, że przypisanie autorstwa płodowi ma szczególne znaczenie. Dziwna transowa muzyka połączona z abstrakcyjnym wideo sprawia, że przyjmujemy niejako perspektywę płodu, jakbyśmy doświadczali świata przez dopiero rozwijający się zmysł wzroku czy słuchu.

Wydaje się, że album idealnie wpisuje się w postulat emancypacji płodów, który parę lat temu w 25. tece „Pressji” pt. I <3 lewica sformułował Błażej Skrzypulec. Autor zauważył, że zarówno strona pro-life, jak i pro-choice domyślnie traktują płody jak przedmioty, a nie podmioty, choć wydaje się, że nie mają do tego wystarczającego uzasadnienia. Odwołując się do teorii popularnych na lewicy, Skrzypulec uznał, że płody to również grupa, która ma swoje minimalistyczne postulaty, jakie można rozpoznać na podstawie obserwacji i interpretacji (to np. postulat możliwości dalszego rozwoju).

Co ciekawe, upodmiotowienie płodów występuje dosyć często w reklamach. Płody prowadzą w nich samochód (reklama Alfa Romeo) lub sięgają po Doritosy (kontrowersyjna reklama podczas Super Bowl). Oczywiście zasadne wydaje się pytanie, czy wszystkie te reklamy są rzeczywiście wyrazem upodmiotowienia. Przecież śpiewające i tańczące fasolki i groszki nie wskazują bynajmniej na podmiotowość roślin strączkowych. Oddając płodom głos, trzeba uważać, by nie przemówiły. Płody nie mówią, nie płaczą i nie recytują poezji. Mogą jednak robić inne ciekawe rzeczy.

Realizm płodowy

Prace mówiące o podmiotowości płodów dotykają być może najważniejszej kwestii, z jaką mierzymy w prowadzonej na ten temat debacie publicznej. Obraz relacji, w jakich pojawiają się ze światem, jest ważny i potrzebny, ale często przesłania obraz samych płodów. Sztuka pomaga w spojrzeniu na nie w oderwaniu od kontekstów, które wokół nich narosły. Daje możliwość spojrzenia od drugiej strony brzucha, z tej, z której odbierają świat same płody. Płody ,,wyzwolone” z tematów rodzicielstwa, rodziny, seksu, polityk publicznych i tych wszystkich, z którymi się je łączy. Uważamy, że jeśli spojrzymy na płody w ten sposób, to możemy je lepiej zrozumieć i poznać. Dopiero na tej podstawie można przyglądać się relacjom płód-matka czy płód-społeczeństwo.

,,Emancypacja płodów” to odsunięcie naszych oczekiwań wobec nich na drugi plan i poszukiwanie istoty życia płodowego. Wierzymy, że w ten sposób płody będą mogły wrócić do relacji, z których się wyemancypowały, ale już w pozycji podmiotowej, jako jedna ze stron dialogu.

Aby opowiedzieć o emancypacji płodów, potrzebny jest nam realizm płodowy. Nie będziemy w stanie prawidłowo określić pozycji, jaką płody powinny mieć w naszym społeczeństwie, jeśli nie zrozumiemy ich natury. Taki realizm może tworzyć różnorodne dyskursy i stosować odmienne strategie, a nawet prowadzić do sprzecznych wniosków.

Ważne jednak, by zawsze miał na uwadze życie płodowe jako podstawowy i główny punkt odniesienia. Realizm płodowy może w tym sensie stanowić zarówno wiarygodny obraz biologii płodu, jak i metafizyczny namysł nad potencjalnością, która jest jego nieodzownym elementem. Oba te podejścia mogą służyć za przykład poszukiwań nowego języka, którym można by było opowiadać życie płodowe.

Dzisiaj, gdy mówimy o płodach, często nie wspominamy o nich, tylko o nas samych – naszym pomyśle na kształt społeczeństwa, naszych osobistych pragnieniach, w których planujemy bądź nie planujemy mieć dzieci. W dyskusjach o płodach często zupełnie nie mamy w głowach ich obrazu. By zacząć jakąkolwiek rozmowę, powinniśmy wiedzieć, o czym/o kim właściwie mówimy.

Płody nie wyglądają jak mandarynki, a te ludzkie nie przypominają 3-letnich dzieci. Potrzebujemy realizmu płodowego. Musimy przyswoić wiedzę, którą dała nam embriologia, śledzić rozwój psychologii prenatalnej, zagłębić się w dyskusje dotyczące metafizyki płodu. Zanim pójdziemy dalej, musimy najpierw przepracować nasze życie prenatalne.

***

Dotychczas opisaliśmy przykłady sztuki płodowej z zagranicy. Uważamy jednak, że najciekawsze dzieła opowiadające o życiu prenatalnym możemy znaleźć w Polsce. Dlatego właśnie w ramach promocji tego numeru Pressji zorganizowana zostanie wystawa zbierająca prace polskich artystów, którzy odnoszą się w swojej twórczości do życia płodowego. Oczekujcie informacji w naszych mediach społecznościowych już niedługo!

***

*Jak obliczyć, ile płodów jest na świecie w danym momencie?

W celu policzenia, ilu ludzi w prenatalnej fazie rozwoju jest obecnie na świecie, posłużyliśmy się wzorem na oszacowanie liczby kobiet w ciąży na danym terenie. Wzór ten został opracowany przez amerykańskie Centrum Kontroli i Prewencji Chorób (CDC). Jak czytamy w dokumencie, „ciężarne kobiety zostały określone jako «,osoby w stanie zagrożenia» w Ustawie o przygotowaniach do pandemii i innych zagrożeń z 2006 roku. […] Szacunki mówiące o ilości ciężarnych kobiet na danym obszarze mogą stanowić podstawę do przygotowań i odpowiedzi na specjalne potrzeby tych kobiet i ich płodów” (CDC).

Liczbę matek w ciąży określa się poniższym wzorem.

WRA/1000 * { (B*Pb) + (A*Pa) + (D*Pd) }

WRA – liczba kobiet w wieku reprodukcyjnym.

B – współczynnik dzietności (liczba urodzeń w danym roku/ 1000 kobiet w wieku reprodukcyjnym).

A – współczynnik aborcji (liczba aborcji w danym roku/1000 kobiet w wieku reprodukcyjnym).

D – współczynnik poronień (liczba poronień w danym roku/1000 kobiet w wieku reprodukcyjnym).

P – część roku, w czasie której kobieta jest w ciąży. CDC określiło te współczynniki w następujący sposób:

Pb – długość ciąży w wypadku urodzenia dziecka – 9 m-cy, to 0,75 roku;

Pa – długość ciąży w wypadku aborcji – 2 m-ce, to 0,165 roku;

Pd – długość ciąży w wypadku poronienia – 3 m-ce, to 0,25 roku.

Według WHO obecnie na świecie żyje 1 942 840 760 kobiet w wieku reprodukcyjnym. Liczbę aborcji organizacja ocenia na ok. 73 000 000 rocznie. Ponadto na świecie rodzi się rocznie 139 980 000 dzieci, a także dochodzi do 23 000 000 poronień.

Warto zwrócić uwagę na ciąże mnogie. Szansę na taką ciążę wyraża się wzorem opracowanym przez polskiego lekarza, Dyonizego Hellina. Wynosi ona 1:89n-1, gdzie n oznacza liczbę płodów w macicy. Dla kolejnych ciąż mnogich szansa na urodzenie bliźniąt wynosi 1:89, trojaczków 1:7921, czworaczków 1:704 969 itd. Jest to szereg geometryczny zbieżny (|q|<1), możemy zatem obliczyć jego sumę.

Dla n→∞, limSn = a1/1-q, zatem podstawiając: limSn = 1/{1-(1/89)} = 1,011

Wynosi ona 1,011 – tyle płodów przypada na statystyczną ciążę.

Zagadnienie ciąż mnogich nie ma wpływu na współczynnik dzietności (podaje się tam liczbę urodzonych dzieci, a nie zakończonych ciąż), ale na liczbę płodów ginących w wyniku aborcji i poronień już tak.

Posiadając te dane, możemy dokonać obliczeń.

1 942 840 760/1000 * {(72,049 * 0,75) + (37,574 * 0,167 * 1,011) + (11,838 * 0,25 * 1,011)}= 1 942 840,76 * (54,03675 + 6,343881438 + 2,9920545) = 1 942 840,76 * 63,372685938 = 123 123 037

W ten sposób zbliżamy się już do końca szacunków. Żeby nasz obraz był jak najpełniejszy, warto pamiętać również o embrionach tworzonych w warunkach laboratoryjnych. Aktualnie na świecie jest około 400 000 zamrożonych embrionów. Po ich dodaniu otrzymujemy ostateczną liczbę żywych ludzi w prenatalnej fazie rozwoju. Wynosi ona 123 523 037.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust. 1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o zachowanie informacji o finansowaniu artykułu oraz podanie linku do naszej strony.