Witamy na stronie Klubu Jagiellońskiego. Jesteśmy republikańskim i niepartyjnym stowarzyszeniem, które próbuje oddziaływać na politykę w duchu troski o dobro wspólne. Piszemy pogłębione artykuły o polityce, gospodarce, historii i kulturze. Formułujemy obywatelskie postulaty zmian i wysyłamy petycje do władz. Publikujemy komentarze ekspertów i tematyczne raporty. Działamy w całej Polsce.

Zachęcamy do regularnych odwiedzin naszej strony. Informujemy, że korzystamy z cookies.

Pro-life inaczej. Dobra rodzina zastępcza to więcej niż zakaz aborcji

Pro-life inaczej. Dobra rodzina zastępcza to więcej niż zakaz aborcji Sarah Medina/unsplash.com

Ruch pro-life w Polsce ogranicza swoje działania do kampanii przeciwko aborcji i lobbingu na rzecz zaostrzenia prawa dotyczącego ochrony życia prenatalnego. Dużym brakiem jest natomiast nieobecność refleksji poświęconej życiu już narodzonemu. Zakrawająca na standardy trzeciego świata jakość pieczy zastępczej i systemowe problemy z adopcją są tego najlepszymi przykładami. Czas, aby dzięki systemowej refleksji odeprzeć zarzuty drugiej strony w stylu „albo aborcja, albo ubóstwo i nieszczęście dziecka”.

Niezależnie od wartości wyznawanych przez zwolenników i przeciwników aborcji jeden temat pozostaje kluczowy. Jest nim konieczność zreformowania tych segmentów polityki społecznej, na które zaostrzenie prawa aborcyjnego wpłynie w dużym stopniu. Jednym z nich jest piecza zastępcza. Po pierwsze, zaostrzając prawo do legalnego przerywania ciąży, państwo powinno przedstawić świetnie zorganizowaną i funkcjonującą alternatywę. Po drugie, zmiany w tym konkretnym obszarze są konieczne nawet w oderwaniu od tematu aborcji. Piecza zastępcza od lat boryka się z szeregiem problemów, których rozwiązanie pozwoliłoby zoptymalizować prace resortu polityki społecznej, a także zbilansować wydatki ponoszone na cele zarówno na poziomie centralnym, jak i samorządowym.

Nie da się ukryć, że lata 20. XXI wieku obfitują w jedne z najpoważniejszych, jeśli nie największe wyzwania w historii III RP. Pandemia COVID-19 zahamowała dynamiczny rozwój gospodarczy, a uwaga i środki z budżetu państwa skupiły się na branżach, które ucierpiały wskutek lockdownu. Po 2 latach, gdy wydawało się, że najgorsze już za nami, inwazja Federacji Rosyjskiej na Ukrainę wywołała największy kryzys uchodźczy w Europie od czasów II wojny światowej, którego największy ciężar spadł właśnie na Polskę.

To prawda, wojna na Ukrainie wywołała bezprecedensową mobilizację społeczną i solidarność ze strony Polaków chętnie goszczących przybyszów w swoich domach. Jednakże dodatkowe 2, 3, a może i więcej milionów osób w kraju takim jak Polska, który już wcześniej zmagał się z kryzysem mieszkaniowym i niewydolną służbą zdrowia, to przepis nie na problem społeczny, ale na prawdziwy kryzys humanitarny. Wprowadzanie jakichkolwiek reform w takich czasach może wydawać się szaleństwem, lecz wstrzymywanie tych, które odkładane są już latami, może tylko pogłębić problem.

Te wszystkie wydarzenia i procesy odbiły się negatywnie na kondycji resortu socjalnego, który tak jak całe państwo odczuł kryzys ekonomiczny, a dodatkowo musiał zająć się problemami społecznymi wywołanymi kwarantanną i napływem uchodźców. W obliczu nowych wyzwań temat systemowej poprawy pieczy zastępczej zszedł na dalszy plan. W sytuacji, w której około 0,5 mln z 3 mln uchodźców z Ukrainy to dzieci, z których część trafiła do nas bez rodziców, posiadanie właściwie funkcjonującego systemu pieczy byłoby dużym atutem. Niestety zmiany postulowane przez organizacje pozarządowe od wielu lat wydają się odległym celem.

Polskie realia

W 2020 roku sądy rodzinne orzekły łącznie o 2,2 tys. adopcjach. Od lat statystyka ta nie ulega znaczącym zmianom, choć liczba potencjalnych rodziców chętnych zaadoptować dziecko zawsze przewyższa liczbę dzieci z uregulowaną sytuacją prawną umożliwiającą ich adopcję.

Jak wynika z kontroli przeprowadzonej przez NIK w 2018 roku, procedury adopcyjne trwają w Polsce średnio 2 lata. W przypadku procesu tak ważnego jak adopcja trudno mówić o konieczności jego przyspieszenia – wszystko musi być dokładnie sprawdzone, a rodzice oprócz formalności muszą przejść przez tzw. powierzenie pieczy, czyli okres, w którym zaczynają mieszkać z dzieckiem, nawiązywać z nim więź, nie będąc jeszcze jego formalnymi opiekunami.

Mimo wszystko, jak wskazuje Anna Krawczak, badaczka Interdyscyplinarnego Zespołu Badań nad Dzieciństwem UW i członkini Stowarzyszenia na rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji „Nasz Bocian”, w Polsce dzieci spędzają w pieczy zastępczej średnio 3 lata i 7 miesięcy. Zdaniem badaczki ta liczba jest zupełnie nieakceptowalna, a w krajach Europy Zachodniej takie przypadki byłyby uznane za ogromne odstępstwo od normy ze szkodą dla dziecka.

Tak długi, prawie czteroletni, czas spędzony u rodziny zastępczej bardzo często skutkuje nawiązaniem więzi między dzieckiem i jego przybranymi opiekunami. Decyzja o zabraniu im tego dziecka i przysposobieniu go do adopcji jest czymś normalnym – w końcu bezterminowe wychowywanie dzieci nie jest celem rodzin zastępczych, od tego są właśnie rodziny adopcyjne. Jednakże zmuszanie małych dzieci do nawiązywania quasi-rodzicielskich relacji z kolejną już grupą dorosłych jest bolesne dla obu stron.

Jednym z rozwiązań tego problemu może być piecza długoterminowa – dziecko trafiające do takiego miejsca ma przynajmniej pewność, że nie zostanie nagle przeniesione do innej placówki. Niestety w ustawie z 9 czerwca 2011 roku o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej nie ma przepisów o pieczy długoterminowej.

Według najnowszego dostępnego raportu Głównego Urzędu Statystycznego (GUS-u) w 2020 roku w pieczy zastępczej znajdowało się 71,5 tys. dzieci całościowo lub częściowo pozbawionych opieki rodziny naturalnej. Większość z nich ma szczęście – jeśli można w takiej sytuacji w ogóle mówić o szczęściu – trafiają one bowiem do pieczy rodzinnej, tworzonej przez rodziny zastępcze i rodzinne domy dziecka. Między sobą różnią się one głównie liczbą przebywających w nich dzieci, ale naczelna zasada zostaje ta sama – to miejsce ma być dla dziecka namiastką rodziny. Opiekunowie są stali i dzielą z dziećmi przestrzeń mieszkalną, wspólnie jedzą posiłki i spędzają wolny czas jak w normalnej rodzinie.

Jednakże pewna część dzieci nie może liczyć nawet na tę namiastkę, przebywają one bowiem w placówkach instytucjonalnej pieczy zastępczej. Nawet w najlepszej nie da się jednak stworzyć więzi rodzinnych odgrywających olbrzymią rolę w procesie rozwoju dziecka. Opiekunowie pracujący na zmiany nie są w stanie stworzyć pogłębionych relacji i więzi, których dzieci potrzebują i które może im dać tylko podstawowa komórka społeczna, jaką jest właśnie rodzina.

Badacze są zgodni, że dzieci, zwłaszcza te najmłodsze, trafiające pod opiekę pieczy instytucjonalnej są narażane na zaburzenia w budowaniu więzi uczuciowych i opóźnienia w rozwoju. Piecza zastępcza, przynajmniej domyślnie, nie powinna być ostatecznym miejscem pobytu dziecka. Jest nim powrót do rodziny po ustaniu sytuacji zmuszającej go do jej opuszczenia lub adopcja, jeśli rodzice stracą prawa do opieki nad dzieckiem. W praktyce jednak takie procedury potrafią ciągnąć się latami, a dzieci mieszkają w placówkach pieczy zastępczej aż do osiągnięcia pełnoletności.

Warto uzmysłowić sobie, z czym wiąże się dzieciństwo w placówce instytucjonalnej pieczy zastępczej, czyli po prostu w domu dziecka. Po pierwsze, nie ma ono swojej przestrzeni – trafia do pokoju zamieszkiwanego przez kilka innych osób, tam, gdzie akurat zwalnia się łóżko. Możliwość zorganizowania swojej własnej, niewielkiej przestrzeni jest znikoma, jeśli w ogóle istnieje.

Nie ma też szans na jakąkolwiek prywatność, brakuje miejsca do realizacji swoich pasji, o zaproszeniu kogokolwiek nie ma mowy. Brakuje podstawowej wolności i przestrzeni do rozwoju dla dzieci będących przecież wulkanami pomysłów i źródłami nieskończonej energii skutecznie poskramianej przez sztywne regulaminy instytucji. Nie ma też mowy o poczuciu bezpieczeństwa, jakie gwarantują rodzice lub zaufani, stali opiekunowie, co do których ma się pewność, że zawsze wysłuchają, pomogą albo po prostu będą, czego nie można zwykle powiedzieć o opiekunach instytucjonalnych, pracujących w systemie zmianowym. Problemem są często również rówieśnicy pochodzący z dysfunkcyjnych rodzin, pojawia się rywalizacja, znęcanie.

Deinstytucjonalizacja

Odchodzenie od opieki instytucjonalnej na rzecz wsparcia środowiskowego nazywa się deinstytucjonalizacją pomocy społecznej. Jest ona powszechnie uważana za przyszłość nowoczesnej opieki społecznej jako całości, nie tylko w obrębie pieczy zastępczej. Na Zachodzie z sukcesem wdraża się różne formy wsparcia poza instytucjami dla osób niepełnosprawnych lub wychodzących z kryzysu bezdomności.

W naszym kraju często pokutuje myślenie, że tacy ludzie skazani są na domy pomocy społecznej lub schroniska. Tymczasem różne badania pokazują, że duża instytucja wcale nie jest potrzebna w każdym przypadku, a np. system dostosowywania mieszkań do potrzeb osób z niepełnosprawnościami jest dużo skuteczniejszy i tańszy niż trzymanie takich osób w placówkach.

Niestety, choć polskie władze od wielu kadencji i rządów deklarują odchodzenie od pieczy instytucjonalnej na rzecz rodzinnej pieczy zastępczej, statystyki pokazują rezultaty dokładnie odwrotne. Według danych GUS-u w 2016 roku w Polsce funkcjonowało 1126 placówek instytucjonalnej pieczy zastępczej, w których znajdowało się 17 514 wychowanków.

W tym samym roku funkcjonowało 38 213 rodzin zastępczych i rodzinnych domów dziecka, w których wychowywało się 56 150 dzieci. Dla porównania w 2020 roku istniało już 1205 placówek pieczy instytucjonalnej, w których przebywało 16 029 dzieci, oraz 36 540 rodzin zastępczych i rodzinnych domów dziecka, gdzie przebywało łącznie 55 486 dzieci.

Powyższe dane mogą wydawać się pozytywne, w końcu liczba dzieci przebywających w pieczy zmalała na przestrzeni lat. Wystarczy jednak zwrócić uwagę na rosnącą liczbę domów dziecka i malejącą liczbę rodzin zastępczych, żeby zrozumieć, że mamy do czynienia z negatywnym procesem instytucjonalizacji pieczy zastępczej, całkowitym przeciwieństwem tego, co powinniśmy robić jako państwo. Jednym z powodów wzrostu liczby placówek pieczy instytucjonalnej przy jednoczesnym braku wzrostu dzieci pod ich opieką była reforma zakładająca m.in. osiągnięcie standardu 14 dzieci pod opieką jednej placówki do 2021 roku.

Państwo Polskie próbuje więc modernizować pieczę zastępczą, robi to jednak źle. Zamiast inwestować kapitał w poprawę sytuacji rodzin zastępczych, tworzy nowe domy dziecka, co prawda mniejsze, ale dalej będące tymi samymi, szkodliwymi dla dzieci instytucjami. Podejmowane działania nie służą rozwiązaniu systemowego problemu, raczej polegają na dopasowaniu go do wadliwych zapisów polskiego prawa.

Rodzinna piecza zastępcza – realia

W Polsce istnieje kilka rodzajów rodzicielstwa zastępczego, które różnią się od siebie nie tylko zakresem obowiązków, ale też wysokością finansowania przez państwo. Wysokość świadczeń ulega zmianom dzięki podwyżkom Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej. W ramach rodzicielstwa zastępczego wyróżniamy:

  • rodziny spokrewnione – tworzy je rodzina dziecka, np. dziadkowie; mogą oni liczyć na świadczenie w wysokości 785 zł miesięcznie;
  • niezawodowe rodziny zastępcze – są tworzone przez rodziców, którzy nie rezygnują z innej pracy, aby zająć się dziećmi; opiekują się maksymalnie trójką dzieci i nie otrzymują za to pensji, a jedynie świadczenia na każde z nich w wysokości 1189 zł miesięcznie;
  • zawodowe rodziny zastępcze pracujące na umowie-zlecenie dla podmiotów takich jak Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie (PCPR); przyjmują one od 2 do 3 dzieci i oprócz 1189 zł na każde z nich rodzice, którzy zdecydowali się na rezygnację z innej pracy, żeby zająć się dziećmi, mogą liczyć na wynagrodzenie w wysokości 3 tys. zł brutto;
  • zawodowe rodziny zastępcze specjalistyczne, czyli takie, które przyjmują dzieci z niepełnosprawnościami; otrzymują wsparcie identyczne jak w przypadku innych zawodowych rodzin zastępczych, a oprócz tego dodatkowe świadczenie na każde dziecko z tytułu jego niepełnosprawności, w kwocie nie niższej niż 239 zł miesięcznie.

Jedną z przyczyn złej sytuacji rodzin zastępczych w Polsce są niskie zarobki rodziców. Obecnie w Ustawie o wspieraniu rodziny i pieczy zastępczej jest zapisane, że rodzinie zastępczej zawodowej przysługuje wynagrodzenie nie niższe niż 2000 zł miesięcznie i 2600 dla rodziny pełniącej funkcję pogotowia rodzinnego. Powiązanie wynagrodzeń dla rodzin zastępczych z wysokością płacy minimalnej jest absolutną koniecznością, zwłaszcza w dobie galopującej inflacji, tym bardziej, że rodziny zastępcze są i tak kilkukrotnie mniejszym obciążeniem dla państwa niż piecza instytucjonalna, w której trzeba przecież zapewnić pracownikom wynagrodzenia.

Plan powiązania wynagrodzeń z pensją minimalną znalazł się w projekcie Ustawy o zmianie ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej oraz niektórych innych ustaw z września 2021 roku, ale z jakiegoś powodu został z niej wykreślony w styczniu tego roku oraz zastąpiony stałą kwotą w wysokości 3100 zł brutto. Przedstawiciele Koalicji na rzecz rodzinnej opieki zastępczej wystosowali w związku z tą sytuacją list do premier Marleny Maląg, w którym apelują m.in. o pozostawienie zapisu o powiązaniu wynagrodzeń z wysokością płacy minimalnej.

Wątpliwości może budzić zwłaszcza sytuacja zawodowych specjalistycznych rodzin zastępczych. Są to rodzice zastępczy opiekujący się dziećmi z niepełnosprawnościami. Za tę dodatkową trudność mogą liczyć na dodatek w wysokości nie mniej niż 200 zł na każde dziecko. To bardzo małe pieniądze, zważywszy na ogromne zapotrzebowanie dzieci z niepełnosprawnościami na wszelkiego rodzaju leczenia, rehabilitacje, a przede wszystkim na czas i uwagę, którą należy im poświęcić.

Dzieci niczyje

Polskie prawo stanowi, że dzieci poniżej 10. roku życia nie mogą przebywać w pieczy instytucjonalnej i mają trafić do pieczy rodzinnej. Jednakże w praktyce wiele bardzo małych dzieci trafia do domów dziecka, gdyż zwyczajnie nie ma dla nich miejsca w rodzinach zastępczych. Co gorsza, wymóg ten sprawił, że dochodzi do sytuacji, w których urzędnicy pod różnymi pozorami odbierają dzieci rodzinom zastępczym, w których wychowywały się one od lat, żeby zrobić miejsce młodszym dzieciom, niemogącym zgodnie z prawem trafić do instytucji.

Ta nieludzka praktyka odsłania zjawiska, z którymi boryka się wielu klientów różnorakich instytucji pomocy społecznej, czyli dehumanizację i infrahumanizację osób wykluczonych społecznie. Często (nawet podświadomie) urzędnicy lub inni funkcjonariusze i obywatele są w stanie podjąć przeciwko takim osobom działania, na które nigdy nie odważyliby się w zetknięciu z ludźmi spełniającymi wszystkie normy społeczne i wpisującymi się w ramy „porządnego” człowieka.

Czołowym przykładem takiego zachowania jest zeszłoroczna historia braci z Niska, ośmio- i dziesięciolatka, którzy w 2017 roku trafili pod opiekę dwóch rodzin zastępczych prowadzonych pod jednym dachem przez siostry, Elżbietę i Katarzynę. W 2021 roku Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie (PCPR) w Nisku zdecydowało się na nagłe odebranie chłopców spod opieki rodziny zastępczej i wysłanie ich do domu dziecka w Nisku. Eksperci zgadzają się, że powodem podjęcia tej decyzji była chęć stworzenia wolnych miejsc w pieczy rodzinnej, których w powiecie brakowało.

Całą sytuację udało się zatrzymać, m.in. dzięki głośnemu artykułowi Przemysława Wilczyńskiego i Michała Janczura, w którym dokładnie opisali oni cały proceder i jego absurdy. Autorzy przybliżyli tam również sytuację rodzinnego domu dziecka z województwa świętokrzyskiego. W tym przypadku PCPR skierował do sądu wniosek o przeniesienie do domu dziecka piątki dzieci, które wychowywały się w tej rodzinie od wieku niemowlęcego. Na szczęście sąd odrzucił ten wniosek.

***

W obliczu braku rozwoju systemu pieczy zastępczej i regularnego otwierania nowych domów dziecka przy jednoczesnym braku wystarczającego wsparcia dla rodzin zastępczych narracja pro-life, w której niechciane dziecko powinno zostać urodzone, bo państwo się nim zaopiekuje, staje się zupełnie niewiarygodna. W takiej sytuacji zwolennikom aborcji dużo łatwiej jest stawiać demagogiczne alternatywy: „aborcja albo śmierć dziecka” lub „aborcja albo ubóstwo dziecka”.

Troska o porzucone dzieci, podobnie jak troska o dzieci z niepełnosprawnościami, dokonywana w formie polityki publicznej, staje się ofiarą polaryzacji. W końcu, jeżeli zdefiniujemy aborcję jako morderstwo, to jej zakazanie powinno być priorytetem, niezależnie od usług oferowanych w zamian. Tak samo z drugiej strony, jeśli uznamy, że jakakolwiek ingerencja w ciało kobiety bez jej zgody jest fundamentalnym pogwałceniem jej praw, to kwestia ewentualnych świadczeń traci na znaczeniu. Jednak zarówno dla ruchu pro-life, jak i dla władzy sprzeciwiającej się aborcji absolutnym priorytetem powinna być systemowa refleksja na rzecz rozwiązań, które opiekę nad dziećmi wychowującymi się w ramach pieczy zastępczej wniosłyby na wyższy, bardziej cywilizowany poziom. Pro-life to nie tylko prawne zakazy.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego.

Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o zachowanie informacji o finansowaniu artykułu oraz podanie linku do naszej strony.